Zagraniczne szkoły językowe

with Brak komentarzy

uczenie się angielskiego zagraniczą

Dopiero co rok szkolny się zaczął. Zaraz rok kalendarzowy się skończy. A ja myślami jestem jeszcze troche przy wakacyjnych szkołach językowych. A konkretniej przy skuteczności uczęszczania do szkół zagranicą.

Sporo podróżuję, poza tym w Londynie też mam regularny, częsty kontakt z przyjezdnymi w każdym wieku, mówiącymi różnymi rodzimymi językami. Takie kontakty są niezastąpionym źródłem informacji i doświadczeń.

 

Pewna sytuacja towarzyska w Lisbonie połechtała moją ciekawość w kwestii wyjazdów do szkół językowych w rodzimych danemu językowi krajach.

 

To jedna z tych stereotypowych sytuacji podobnych do pochwały immersji. Bez wątpienia immersja jest jedną ze skuteczniejszych metod przyswajania języka tubylców, a wyjazdy na wakacyjne turnusy mogą być jej namiastką dla dzieci i młodzieży na co dzień mieszkających w innojęzycznych krajach.

Ale.

Moje rozmówczynie bardzo sobie chwaliły pobyt na turnusie językowym. Fajnie jest być otoczoną językiem, móc się osłuchać, poznawać kulturę danego kraju. Jednak w rozmowie, tak między słowami, wychodziło że nie miały zbytniego kontaktu z miejscowymi, a ich kulturę poznawały najwyżej od przewodników.

Co najciekawsze – efekty takiej czasowej immersji nie były trwałe.

 

Kiedy coś mi się nie zgadza budzi się we mnie detektyw, więc podrążyłam odrobinę temat.

Po wnikliwym przyjrzeniu się sprawie i przesłuchaniu plączących się w zeznaniach świadków 😉 wyszło, że z tą immersją to trochę tak jak z dietą.

 

Dieta-cud

Brzmi znajomo? Z tymi dietami-cud różnie bywa. Na jednych działają, a na innych jakoś nie bardzo. Ciekawe dlaczego?

Podejrzewam, że kopiowanie “bo innym działa” zamiast stopniowego, sensownego wdrażania krok po kroku zmian może różnie wyjść.

Co będzie z diety, która ogranicza lub zabrania tego, co lubi się najbardziej?

 

Podjadanie

Podobnie jak w przypadku większości zmian kontekst i otoczenie mają ogromne znaczenie. Podpytałam moje rozmówczynie jak spędzały czas poza zajęciami typowo językowymi.

Wyobraź to sobie przez moment – jesteś w Londynie, siedzisz cztery-pięć godzin na zajęciach I co potem? Podpowiem.

 

Jeszcze przed zajęciami, z samego rana, sprawdzały media społecznościowe. W przerwach też. Po zajęciach pozwiedzały okolicę z przewodnikiem lub z pomocą Google maps. Wieczorami trzymały się ze swoimi, rozmawiały z bliskimi lub oglądały ulubione programy na Netflix czy YouTube.

Taka niby-dieta z powracaniem do sytuacji wyjściowej i podjadaniem w między czasie, bo już nie możesz, a później powrót do starych nawyków mija się z celem. Szkoda czasu I energii.

 

Zagraniczny wyjazdy, których założeniem jest zanurzenie się w języku obcym i jego kulturze, przeplatane używaniem swojego rodzimego języka w czasie wolnym wydają mi się nieporozumieniem.

 

Efekt Jo-Jo

W trakcie wspomnianej rozmowy byłam bardzo ciekawa ich wrażeń po powrocie. Niestety nie tylko nie nabyły płynności językowej. Nabrały przekonania, że nie są dobre w nauce języka, no bo ponoć najlepsza metoda jaką jest immersja w ich przypadku nie działam.

Do tego jeszcze doszły pytania życzliwych o wrażenia i wyniki. Odpaliła się reakcję obronną i wymówki.

 

Wniosek

Wakacyjne wyjazdy językowe, podobnie jak inne podróże, trzeba planować i wprowadzać z głową – obserwując i monitorując wyniki!

Wiem, że się powtarzam – przede wszystkim trzeba określić CEL.

 

Efekty można równie dobrze osiągnąć krok po kroku. W domowym zaciszu lub w ruchu – jak kto woli. Można przy minimum kosztów osiągnąć maximum efektów. Bez gadżetów, komplikacji, z zastosowaniem poręcznych aplikacji.

 

Jeśli chcesz ruszyć swój angielski z moją pomocą – zapisz się na listę zainteresowanych Move Your English

 

 

Najczęstsze błędy w uczeniu się angielskiego inaczej

with Brak komentarzy
inne błędy w angielskim
Przeprowadziłam małe śledztwo. Rety, jak to brzmi? Ale taka prawda. Przyjrzałam się i przysłuchałam temu, co zostało napisane i powiedziane o błędach w angielskim. Tekstów o błędach popełnianych w angielskim jest jak ulęgałek i w większości się powielają. O ile o błędach gramatycznych w angielskim z łatwością znajdziesz wiele, to są one symptomami nie przyczyną. W poznawaniu obcego języka, podobnie jak jakiejkolwiek dziedziny, warto postarać się zgłębić temat. Korzenie problemów zwykle sięgają głębiej. Do podstaw. 
Ciekawe czemu tak mało o tych błędach się mówi i zwraca na nie uwagę? 
 
Szczerze – nigdzie, poza opracowaniami dydaktycznymi, nie znalazłam takiego zestawienia. Dobra, zobaczmy o co chodzi.
Przyjrzymy się tym błędom w nauce języka na przykładzie nauki angielskiego.
 

Myślenie zero-jedynkowe

 Pierwszy, podstawowy i zasadniczy błąd myślenia u dorosłych osób uczących się innego języka to myślenie „wszystko albo nic”.
Jak to ująć? Człowiek to nie komputer, ma szerszy wachlarz opcji.
 
Problem z tym błędem jest taki, że myśląc “albo perfekcyjnie albo wcale” to z zasady błędne założenie. Tak niczego się nie nauczysz. Czujesz ten absurd? Toż to się samo wyklucza. Cała sztuka uczenia się polega na rozwijaniu się w trakcie, poznawaniu i poprawianiu. Gdyby perfekcyjne opanowanie umiejętności było możliwe od zaraz, instalowano by takie oprogramowanie “na dzień dobry”.

Rozpraszanie uwagi

 Kolejnym błędem w nauce języka angielskiego jest chęć opanowanie wszystkiego na raz. I znowu – pięć grzybków w barszcz. Do zaobserwowania wyraźnych efektów skupienie uwagi na określonym obszarze jest konieczne.
 
Jako przykład przychodzi mi do głowy gotowanie. Nie żebym była mistrzynią kuchni. Potrafię sobie jednak wyobrazić nadciągającą katastrofę jeśli chciałabym na raz przygotować kilka potraw, na dodatek nie mając w tym wprawy, a do książki kucharskiej zaglądam od święta.
 
Ze skutecznym skupianiem uwagi jest jak z mięśniem – trzeba to ćwiczyć. Zwłaszcza w obecnych czasach.
 
Błąd z rozpraszaniem uwagi polega na tym, że niecierpliwisz się zanim masz szansę zaobserwować efekty.
Często słyszę, że coś nie działa. Kiedy się na moment na tym zatrzymam, dopytam i sprawdzę co i jak często było stosowane – wychodzi szydło z worka. Okazuje się, że „chodzi się na angielski”, ale właściwie od czasu do czasu, bo odwołało się kilka zajęć, coś wypadło albo był mecz w telewizji. Z tym meczem to nawet nie przesada. Bywa tak, że kobiety odpuszczają swoje sprawy na rzecz innych osób i ich zadań (ze sprzątaniem, zakupami i social media na czele).
 
Sporadyczne działania prowadzą do sporadycznych efektów.
O uwadze i jej skupianiu było tu:
Jak skupić się na nauce – sekrety koncentracji.

Chaotyczność

 Zastanowiłaś się kiedyś nad tym? Ja wiem, ja straszliwie nudna z tym jest, ale schemat wbrew pozorom nie ma nic z nudą wspólnego. Schemat pozwala na szybkie, sprawne i skuteczne działanie i nie zużywa (patrz: nie marnuje) niepotrzebnie kognitywnej energii.
 
Człowiek jest zwierzęciem nawykowym – ponad 30% czynności i procesów mentalnych dziennie wykonujemy nawykowo. Nie wiedzieć czemu jakimś cudem i po co dorosła osoba samodzielnie zabierająca się za naukę języka ciągle coś kombinuje, czyta i wprowadza ogólny rozgardziasz. I zanim pomyślisz łłłee schematynuuuuddaaa. No, nie.
Schemat w uczeniu się jest po to, żeby właśnie móc się dobrze bawić i osiągać efekty. Nic nie stoi na przeszkodzie oglądaniu komedii, kryminałów czy co tam jeszcze ktoś woli, jeśli wiadomo czemu ma to służyć. Jasne, można się odmóżdżać przed telewizorem, kompem czy tabletem, ale ja nie cierpię marnować czasu. Jeśli już coś oglądać to z głową. Od razu uprzedzam – jeśli jest się początkującą lub średno-zaawansowaną anglofilką to nie porywałabym się na Dumę i uprzedzenie czy Władcę pierścieni – w całości, w oryginale. Nie o to w tym chodzi. Krótki odcinek serialu na początek wystarczy.
Po obejrzeniu warto zatrzymać się na kwadrans, wypisać lub ponownie odsłuchać i sprawdzić kilka nowych słów. Buduje się tym samym własny leksykon w połączeniu z mnemotechniką. Bo emocje i sytuacje wspomagają zapamiętywanie i utrwalanie.
Do ogarniania nauki i trzymaniu tego wszystkiego w ryzach potrzebny jest plan. Warto zaopatrzyć się w planner.

Cierpliwość, a raczej jej brak

 To właściwie wynika z poprzednich błędów. Wszystko albo nic, od razu perfekcyjnie, od zaraz. Takie myślenia prowadzi do skakania z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu “idealnej, skutecznej metody” zanim się jedną porządnie wypróbuje. Ani Rzymu, Krakowa, ani Londynu nie wybudowano w jeden dzień. Wiem, powtarzam się – nauka i rozwój to maraton, nie sprint. Chcesz efektów? Uzbrój się w cierpliwość:)
A o  różnych metodach pisałam tu
O typowych błędach i gafach językowych jeszcze będzie.

W razie pytań, pytaj śmiało.

 

Błędy w angielskim i jak się na nich uczyć

with Brak komentarzy

jak się uczyć angielskiego na błędach

Zwykle ujmuję sprawy względnie delikatnie, pedagogicznie. Na potrzeby tej notatki o błędach w angielskim ujmę sprawę tak jak wyjaśniłam znajomej.

Notatka powstała na podstawie autentycznej rozmowy i doświadczeń. Spotkałyśmy się pewnej niedzieli w Harvey Nichols 5th floor, Knightsbridge. Nie mój typowy hangout, ale nie chciałyśmy spotykać się na starych śmieciach. Znamy się od kilku lat. Odkąd pamiętam przewija się ten sam błąd. Od lat obija mi się o uszy.

Z zasady nie wytykam błędów. To jednak nie znaczy, że je ignoruję.

 

Moja nauka na błędach w angielskim

W początkowym etapie przyjazdów do Anglii, jeszcze w czasie studiów, nie raz sama prosiłam o poprawianie moich błędów w angielskim. Zależało mi, żeby się szybko nauczyć i czułam, że nieświadoma tego, co mówię nie tak nie będę w stanie pracować nad swoim angielskim. A przynajmniej nie tak szybko i skutecznie jak chciałam.

Chyba nie trzeba wyjaśniać jakie takie prośby przynosiły efekty. Słabe. Prawie żadne. Wyjaśniałam ten mechanizm na podstawie związków.

Na dodatek Anglicy i rodowici użytkownicy języka przywykli do obcokrajowców. Niektórzy wykazują się wsparciem, inni być może cierpliwością. Ogólnie rzecz biorąc wśród Anglików poprawianie rozmówcy uchodzi za nietaktowne i zdarza się rzadko. Opisywałam to bliżej w Mind the Gap.

Jeśli już występuje to zwykle wplecione w rozmowę.

Żeby to dostrzec trzeba być tego świadomą. To trochę tak jak z szukaniem czegoś czego się nie zna. Jakoś trudno znaleźć coś kiedy się nie wie na co zwracać uwagę. A kiedy się już wie, nagle dostrzega się to wszędzie.

 

Najczęstsze sposoby poprawiania błędów w angielskim

 

1.Dopytywanie.

Jak to w rozmowie bywa czasem ktoś nie dosłysz. Jeśli rozmówca nie dosłyszał lub nie zrozumiał – prawdopodobnie dopyta. Poprosi o powtórzenie. Jeśli zdarzy się to raz, dwa razy – możliwe, że było wokół głośno albo powiedziało się coś niewyraźnie. Czasem takie powtarzające się “pardon” może być niezręczne, ale nie ma się co irytować. Nie ma się co stresować. Może coś jest nie tak i warto się przez moment zastanowić dlaczego komunikat nie dociera. Jeśli ktoś dopytuje to po to, żeby zrozumieć. Można spróbować powiedzieć to samo w inny sposób, uprościć wypowiedź. Nawet opisowo i na około. Lepiej nie tracić okazji do nauki i zapytać co było niejasne. Potem sprawdzić i poprawić. Uczysz się dzięki temu słownictwa i radzić sobie w irytujących sytuacjach.

2. Powtarzanie

Z taką formą poprawiania błędów w angielskim można spotkać się najczęściej w realu. Jest subtelna i możliwe, że właśnie dlatego tak umyka uwadze. Jeśli w wypowiedzi wystąpił błąd gramatyczny, np. użyto nieodpowiedniego czasu po angielsku do sytuacji lub kontekstu istnieje spora szansa, że rodzimy użytkownik języka angielskiego, czyli native speaker, powtórzy taką wypowiedź poprawnie. Trochę automatycznie. Na to warto zwracać uwagę, bo można się nauczyć od razu sytuacyjnie i związać taką korektę z konkretnym wspomnieniem. Dzięki temu poprawna forma gramatyczna angielskich czasów może utkwić w pamięci bez dodatkowego wysiłku.

Jeśli poprzesz to odrobiną zaangażowania i sprawdzisz wypowiedź przed i po korekcie – analiza umożliwi porównanie i skontrastowanie.

Dwa w jednym 🙂

3. Wyjaśnienie

Chyba nietrudno się domyślić jak może ta forma poprawiania błędów wyglądać. Jednak w realu poprawianie i wyjaśnianie błędów w angielskim wyglądają inaczej niż w klasie.

Osobiście preferuję dwustopniową weryfikację. Delikatnie, ale wyraźnie pytam czy zdają sobie sprawę z pomyłki lub błędu gramatycznego. Robię to po to, żeby ustalić czy to utrwalony błąd, niewiedza czy przejęzyczenie albo potknięcie językowe. Przecież każdemu może się zdarzyć. Czasem na tym etapie występuje autokorekta i super.

Jeśli jednak autokorekty brak – wyłapuję kłopotliwą strukturę czy słowo i zestawiam formy. Może zauważyłaś, że praktycznie w tym kroku zawierają się dwa poprzednie tylko w rozbudowanej formie.

Jeśli okaże się, że to nieświadomy błąd w angielskim – pytam czy chcą, żeby go omówić. Jeśli nie – spoko. Bez sensu byłoby powodować u kogoś skrępowanie. Taka atmosfera nie sprzyja nauce. Ale.

Jeśli troska jest szczera – opór i niezręczność są minimalne, bo..

It takes one to know one – swój swego zrozumie.

 

Też przez to przechodziłam i to chyba słychać. Nie jest moją intencją kogokolwiek zawstydzać, sama kiedyś chciałam takiej pomocy i z chęcią ją przyjmowałam. Łatwiej jest przyjąć pomoc od kogoś o podobnym doświadczeniu.

Nadal też pamiętam kilka mało przyjemnych przypadków publicznych poprawek, więc sama takich nie serwuję.

 

Mam nadzieję, że ta wiedza i doświadczenie ułatwią Ci naukę i rozwój angielskiego.

 

 

Bądź dobrej myśli, bo po co być złej?

with Brak komentarzy

jak nauczyć się angielskiego

Trochę się ociągałam z tą notatką. Nie, nie zwalam tego na brak czasu. To bardziej prozaiczna kwestia – nie taszczę ze sobą laptopa w pole (mógłby zmoknąć i nie ma tam zasięgu). Jednak od dawna za mną chodzi myśl i nie daje mi to spokoju. Już tak chodzi mi po głowie, że zrobiłam ręczne notatki w notesie. I wreszcie wygospodarowałam chwilę, żeby je spisać, przepisać i uporządkować.

Szczerze, najprawdopodobniej tyle mi to zajęło, bo nie wiedziałam jak ugryźć ten temat. Zastanawiam się czy rozszyfrujesz moje notatki. Przypomina mi to trochę czasy studenckie – kiedy jedna osoba była na wykładach, inna nie. Następnie wymieniają się notatkami tzn. ta inna je czyta i nic nie kuma przez brak kontekstu.

 

Ale. Nie ma co się miotać. Tak naprawdę zależy mi jedynie na tym, żeby wyciągnąć na światło dzienne i uzmysłowić Ci pewne podstępne zjawisko. Od świadomości wszystko się zaczyna. Dlatego postaram się wprost i po prostu.

 

Trochę psychologicznie

Z pewnymi zjawiskami jest tak, że z czasem się z nimi oswajamy i nawet ich nie zauważamy. Co gorsze, stają się nam na tyle bliskie, że nawet ich bronimy.

Dostrzegam takie niepokojące zjawisko kiedy słyszę “bo ja nie umiem”, “w szkole mi się nie udawało”, “nie jestem w tym dobra”, “nigdy się tego nie nauczę”. Zapala mi się wtedy czerwona lampka. I już wiem, że się skubaniec zbunkrował.

 

Pewnie mogłabyś powiedzieć, ale się czepiam, bo przecież są takie rzeczy, których uczenie się jest trudne. Możliwe, że jest trudne, ale nie jest niemożliwe.

Żeby nie komplikować spraw spójrzmy na przykłady.

 

Wolisz psa czy masz kota

Ponoć ludzie dzielą się na takich, którzy wolą psy lub koty. Zatrzymamy się na dosłownie moment przy najlepszym przyjacielu człowieka. To tak dla kontekstu.

Badacze Seligman i Maier w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku poddawali czworonogi badaniu – rażeniu prądem w sytuacji bez wyjścia. Psiaki początkowo stawiały opor, po kilku nieudanych próbach kładły się na ziemi i biernie znosiły cierpienia. Z czasem słabły i umierały. Smutne.

Następnie przeprowadzono podobną próbę – z tą różnicą, że kiedy zwierzaki przestały stawiać opór prowadzący odstawiali bodziec. Pomimo tego, że zwierzę miało możliwość oswobodzenia się – nie podejmowało próby. Nawet po wskazaniu drogi wyjścia i demonstracji pies nie powtarzał zachowania samodzielnie. Zwierzęta popadały w apatię. W efekcie przestawały jeść i umierały.

Większość zwierząt szybko uczy się jak unikać bólu i ucieka. Jednak te psy, które w poprzednich próbach wyuczono, że nie można uciec od wstrząsu, stały się bezradne. Nawet kiedy sytuacja i warunki się zmieniły nie szukały wyjścia. Gorzej – wyprowadzone z klatki same wracały.

 

Podobne badanie przeprowadził Richter – na szczurach.

Wrzucano szczura do zimnej wody w śliskim cylindrze. Przy próbie bez ingerencji zewnętrznej szczur po kilku chwilach pływania w kółko się topił.

Oddzielną próbę przeprowadzono w dwóch etapach: w pierwszym, kiedy szczur zaczynał się topić podano mu kij, po którym się wydostawał.

W drugim etapie ten sam szczur ponownie wrzucony do kadzi z wodą pływał godzinami.

 

Ale o co chodzi?

Chodzi o to, że przeszłe doświadczenia mają wpływ na to jak postrzega się swoją sprawczość.

Badania na zwierzętach (moim zdaniem okrutne) przedstawiają skutki wyuczonej bezradności.

Ludzie mają podobnie.

Raz, drugi, może trzeci coś nie wyszło i się poddają.

Uczenie się bezradności, czyli poczucia braku wpływu i kontroli nad sytuacją, przebiega nadzwyczaj szybko.

Trudności w uczeniu się, izolacja społeczna, apatia to tylko niektóre ze skutków bezradności.

 

Szczerze, wolałabym napisać notatkę lekką, zabawną i z polotem, ale jakoś nie czuję obracania tej sprawy w żart. 

Męczyło mnie obserwowanie pozornie niewinnych zachowań, które tak często obserwuję u osób uczących się angielskiego. Zwyczajnie obawiam się, że im to wejdzie w nawyk, będzie się tego trudno pozbyć i komuś jeszcze zaszkodzi. 

Często tego nie widać, umyka naszej uwadze, ale kiedy słyszę “nie potrafię”,“nie umiem”, “nigdy się tego nie nauczę” – przechodzą mnie dreszcze. Reaguję. Biję na alarm, bo wiem, że to sabotaż.

 

Wymówka to nie zdrobnienie od wymowa

Zaczyna się niewinnie, ale im więcej coś się powtarza, tym bardziej się to utrwala. Dlatego warto, nawet należy, szczególnie uważać na to, co się do siebie mówi. Trudno się dziwić, że się nie rozwija i nie ma świetnych wyników jeśli się ciągle powtarza „nie da się”, „nie potrafię”.

Uważaj, na to co ćwiczysz, wymowę czy wymówkę. Właściwie rozwijasz czy może zwijasz przez to język?

 

Nie wszystko stracone, nawet jeśli zdarzało Ci się tak myśleć. Może zauważyłaś w tych badaniach przebłysk nadziei. Zamiast kija można znaleźć pomocną dłoń. Poszukać przeszłych małych sukcesów i zwracać uwagę na najdrobniejsze osiągnięcia. Sukcesy, powodzenia, pochwały pomagają w stopniowym nabieraniu wiary w swoje możliwości.

Jeśli wierzysz w swoje siły – to SUPER.

Jeśli miewasz wątpliwości – poszukaj mini i mikro sukcesów i je sobie zapisz. Każda osoba odniósła jakieś sukcesy. TY na pewno też.

Może masz prawo jazdy, pieczesz wyśmienite ciasta, masz rękę do roślin i czego dotkniesz kwitnie.

Może robisz na drutach albo kaligrafujesz. Na pewno w czymś jesteś świetna.

 

Bez owijania w bawełnę – jestem zwolenniczką pozytywnego wzmacniania, budowania na naszych atutach i mocnych stronach.

Niezależnie od tego czy kiedyś coś nie poszło po Twojej myśli, czy teraz idzie Ci opornie – nie przyjmuj tego za pewnik i wyznacznik na przyszłość.

Im bardziej jesteś świadoma działania warunkowania, tym lepiej możesz sama nim zarządzać. Lepiej chuchać na zimne i unikać ograniczających przekonań.

 

Mam do Ciebie prośbę. Jeśli zdarzy Ci się usłyszeć powątpiewanie we własne możliwości – reaguj!

To, że kiedyś coś nie wyszło wcale nie znaczy, że masz się tego trzymać i to powtarzać.

 

Bo jeśli to czytasz to już szukasz sposobu 🙂

Getting things DONE – Jak realizować plany

with 1 komentarz

Wiesz jak zrealizować plan? Możliwe, że słyszałaś o Getting Things Done Davida Allen’a.

W tym wpisie poznasz prostą i ogromnie skuteczną metodę planowania i osiągania zamierzonych celów.

Are they getting things done? – to pytanie wybitnie utkwiło mi w pamięci jeszcze zanim poznałam formułę D.O.N.E.

Pracowałam kiedyś w biurze, w którym oficjalne godziny pracy przypadały na 9am do 6pm, czyli norma. Jednak, właściwie rutynowo, biuro zapełniało się około 8.30 rano. Zwykle towarzyszyła tej porannej zbiórce aura planowania i działania. Zanim zaroi się jak w ulu.

Choć nie jestem zwolenniczką pracy poza określonymi jej godzinami to takie przedbiegi miały swoje plusy. Chwila ciszy i spokoju przed porannym small talk i kawą sprzyjała realizacji planów. Był to idealny moment do przygotowania się na produktywny dzień. Pomimo różnych indywidualnych preferencji dobowych, po odpoczynku nasza energia lubi być na wyższym poziomie.

Realizacja planu to jedno, ale jak go przygotować? Można użyć do tego D.O.N.E. zaczerpniętej z Follow Through Formula Marie Forleo.

Get Things D.O.N.E. – realizacja planu

 

D – Define & Decide

 

Decyzja i definicja. Pozostawiam pewną dowolność w kwestii kolejności. Osobiście lubię najpierw wiedzieć CO mam ogarnąć, zrozumieć z czym mam do czynienia. Następnie decyduję, co zrobić. W sytuacji, gdy opcji jest za dużo biorę się za tą, którą jestem w stanie zrealizować najsprawniej.

Często pracujemy nad zbyt wieloma projektami. Na raz. To niestety nie działa.

Zbyt wiele zajęć rozprasza uwagę i zamiast osiągać widoczny postęp choć w jednym kierunku, miotamy się.

Bez jasno zdefiniowanego celu podróży można desperacko bić pianę stojąc w miejscu zamiast płynąć do wybranego portu.

Na temat pracy w skupieniu znajdziesz więcej tutaj.

 

Krok I

Decyzja. W podstawowym znaczeniu tego słowa decydować pochodzi od łacińskiego decidere, co oznacza odciąć.

Decydując się na realizację jednego planu na czas trwania danego projektu warto odciąć się od wszystkich innych i skupić całą energię na wykonaniu konkretnego zadania.

 

Krok II

Definicja. Ustalenie bardzo konkretnie do jakiego rezultatu dążymy.

Najlepiej, żeby rezultat był mierzalny, konkretny i osiągalny. Warto ustalić dzięki czemu będzie wiadomo, że osiągnięto cel. I jak będzie się wtedy czuło.

W trakcie realizacji planu lubią zdarzać się nieprzewidziane sytuacje, ale mając konkretne parametry jest łatwiej pozostać na kursie. Bez żadnych wątpliwości. Załatwione. Odhaczone.

Trochę tak jak w HD  High Definition, czyli bardzo ostry i wyraźny obraz.

 

O – Organise

 

Organizacja. Zorganizuj swoje działania i otoczenie. Już słyszę ale… ale…  No właśnie nie. Bez ale.

Jeśli projekt nie jest rozpisany to nie jest zaplanowany i będzie łatwiej zboczyć z toru w trakcie realizacji.

Jak to mawiają spece If it’s not scheduled, it’s not real.

 

Jeśli coś istnieje tylko w wyobraźni to jest marzeniem nie celem. Plany, żeby zadziałały wymagają wcześniejszego opracowania!

Jeśli zabraknie szczerości na wstępie, to niewiele z tego będzie. Po co karmić się iluzją?

 

Trochę jak z wizytą u ulubionego fryzjera – czekasz aż nie będzie wolnego terminu? Chyba nie. Na termin się ZAPISUJESZ, prawda? Dlaczego?

Może dlatego, że masz świadomość ograniczonego czasu i ewentualnego braku miejsc. Może przed tem próbowałaś gorączkowo umówić się w ostatniej chwili. Teraz jak na czymś Ci zależy nie czekasz. 

 

N – No Train

 

Pociąg do NIE!

Tim Ferriss nazywa to Metodą na dwulatka. Po pierwsze – ‚NIE’

Sztuka eliminacji i odmawiania. Ale tak serio, komu odmawianie nie sprawia trudności?  Częściej mamy tak, że uczynność wykręca ramię i się zgadzasz, choć niechętnie. Zwykle ani to cieszy, ani rozwija. Pożeracz czasu i energii.

Innymi razy masz ochotę na coś, co powinno poczekać, ale FOMO (Fear Of Missing Out) kusił i sprowadzał na manowce?

Nie ma lekko…

Rzecz nie w tym by nie być pomocnym, ale w trzymaniu się własnych priorytetów. Aby strategicznie doprowadzić zadanie do końca konieczna jest umiejętność opierania się prośbom, pokusom i wszelkim działaniom, które sprowadzają na poboczne ścieżki i oddalają od celu. Eliminacja rozpraszaczy.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie można być jednocześnie na kilku imprezach, w kilku pociągach. Przyjmując jedną propozycję odrzucamy inną. Mówiąc tak kilku ciekawym pomysłom nie realizujemy żadnego. Zawsze coś za coś.

Ustal, co jest dla Ciebie ważne. To wymaga wykonania w pierwszej kolejności, przed wszystkim innym.

Z czasem wejdzie to w nawyk.

 

E – Execute

 

Egzekucja, czyli wykonanie działania. Decyzja została podjęta. Plan opracowany. Ewentualne cuda przemyślane. Wszystko zapisane.

Czas zakasać rękawy i wykonać. Same jesteśmy odpowiedzialne za własne efekty. 

Nie ma zmiłuj. Wróżki-podróżniczki tego za nas nie zrobią. Akcja.

 

Podsumowując:

Definicja i decyzja. Organizacja. Nie ulegać pokusom. Egzekwować.

 

PS. Jeśli te cztery kroki Cię przerażają, zacznij od pierwszego.

Koniecznie. 

Pamiętaj, jeśli oszukujesz, oszukujesz tylko siebie.

Powodzenia:)

 

Który krok sprawia ci największą trudność?

1 2 3