Jak się uczyć, żeby się nauczyć – w 5 krokach

with Brak komentarzy

jak sie uczyc zeby nauczyc

Jeszcze tylko święta, Kevin sam w domu i zaczniemy snuć plany i robić postanowienia noworoczne.

Zwykle te kilka okołonoworocznych tygodni jest doprawione silną wolą, która z czasem paruje. Jeśli zamierzasz od stycznia uczyć się angielskiego, czy jakiegokolwiek innego języka, to pewnie planujesz wytrwać przynajmniej do wakacji.

Niestety zwykle około marca zapał topnieje.

Racja – gdzieś trzeba zacząć. Styczeń jest równie dobrym momentem jak każdy inny.

 

Nowy projekt można rozpocząć kiedykolwiek. Gdybym podejmowała się teraz tego zadania, chciałabym wiedzieć jakie należy podjąć działania i kroki, żeby w nim wytrwać i zobaczyć efekty. Kluczem do sukcesu nie jest silna wola. Utrzymywanie silnej woli wyczerpuje nasze bateryjki. Kluczem do sukcesu są system i systematyczność. Połączone z częstym kontaktem z językiem i bodźcami, które przypomną o jego nauce.

Idealnym sposobem na szybkie, satysfakcjonujące wyniki jest codzienny kontakt z żywym językiem. W małych dawkach. Około kwadrans dziennie wystarczy. Dlaczego kwadrans? Po pierwsze 15 minut to na tyle krótka, że trudniej wykręcić się brakiem czasu. Po drugie to wystarczająco długo, żeby zrobić coś konkretnego i wartościowego. Podkreślam i powtarzam do bólu i znudzenia, że małe kroki są skuteczne, pod warunkiem że się je stawia. Co w takim razie sprzyja ich podejmowaniu?

 
Wielokrotnie obserwowałam odpuszczanie w myśl, że tak mało to za mało i w ogóle bez sensu się za cokolwiek zabierać. 
W takich chwilach przychodzi mi do głowy budownictwo. Gdyby tak podchodzić do infrastruktury ludzkość mieszkałaby pod chmurką. Każdy budynek, dom i szkoła powstają cegła po cegle. Według projektu.
Miałam okazję zaobserwować i usłyszeć o efektach takiego podejścia w trakcie pierwszej edycji Move Your English (programu, który stworzyłam i przetestowała z grupą chętnych). Większość osób z lekkim niedowierzaniem przyznawała, że te kwadranse i rozłożony na kawałki materiał były szczególnie owocne. To, że spróbowały i przekonały się na własnej skórze zmieniało ich podejście do nauki.
 
Te 15 minut dziennie może znacząco, pozytywnie wpłynąć na rezultaty. Jeśli zależy Ci na efektach zapoznaj się ze sprawdzonymi krokami w tym jak się uczyć, żeby się nauczyć.

 

System, czyli krok po kroku

1. Wyznacz sobie CEL. Oczywista oczywistość? Może. Ale to absolutna podstawa i warunek konieczny. Osiągnięcie płynności językowej lub uzyskanie certyfikatu owszem są celami, ale bądźmy szczere, mało zachęcającymi do działania.
Jest wiele sposobów na wyznaczanie celu. Tu CEL ma być przede wszystkim własny. Ma być konkretny i nieodległy w czasoprzestrzeni. Nie musi to być rejestracja na kurs przygotowawczy do FCE czy IELTS. Nie musi to być przeprowadzenie rozmowy z native speakerem czy poprowadzenie prezentacji po angielsku przed pełną salą.
Lepszy będzie własny, wygodny i bliski CEL. Taki, który chcesz zrealizować. 
„Oglądam anglojęzyczny film na You Tube – 15 minut, 3 razy w tygodniu.” będzie zupełnie dobry na początek. Kiedy zrealizujesz ten etap – ujmij CEL bardziej szczegółowo np. „Oglądam anglojęzyczny film na You Tube – 15 minut, 3 razy w tygodniu, bez napisów, wypisuję z niego nowe słowa, robię fiszkę.” Zakładam, że to jasne. 
CEL ma być konkretny i ZAPISANY w czasie teraźniejszym. Te 15 minut kilka razy w tygodniu to wstęp. Rozgrzewka.

 

2. Stwórz sobie warunki. Przeznacz na naukę kwadrans dziennie. Codziennie. Tak, 15 minut – tylko tyle i AŻ tyle:)  Ale. Te 15 minut ma być przeznaczone nauce. Nie szukaniu materiału, nagrania, filmu, książki, gazety czy zeszytu. Wybacz jeśli się rozdrabniam, ale notorycznie obserwuję kręcenie się w kółko i czas poszedł.. na ryby.  W kwadransie dziennie chodzi o wyrobienie w sobie nawyku nauki. Przyzwyczajenie się zajmie Ci trochę czasu, ale się opłaci. Pod warunkiem, że nie będziesz się wybijać z rytmu. Wszystkie pomoce naukowe, zeszyty i pisadła przygotuj z wyprzedzeniem. Najlepiej miej je zawsze w tym samym miejscu i w zasięgu ręki. W 15 minut bez problemu przesłuchasz odcinek nagrania i zrobisz do niego jedno lub zadania. Można? Można!

 

3. Metody. W tym szaleństwie jest metoda. Metoda to z definicji (jak wiesz lubię definicje:) sprawdzony sposób. Sposoby sprawdza się na sobie i wybiera te, które pasują najlepiej. Jak buty.

Kolejno przechodzimy do metodyczności.  To trochę takie tłumaczenie:

jak się uczyć angielskiego, żeby się nauczyć

A bardziej po naszemu systematyczności. Bo kolejnym krokiem do sukcesu jest właśnie systematyczność i monitorowanie postępów. Pisałam o tym przy okazji Łańcucha Systematyczności

 

4. Zanurz się. Chodzi o immersję, czyli otaczanie się językiem. Każda okazja i forma jest dobra. Oglądaj filmy po angielsku, słuchaj muzyki, słuchaj podcast’ów, czytaj książki, gazety, artykuły. W sieci jest tego wysyp. Na You Tube znajdziesz nagrania od super profesjonalnych materiałów British Council po clipy i vlogi native speaker’ów. Spróbuj kilku i zasubskrybuj te, które najbardziej przypadną Ci do gustu.

A że tępię wymówki od razu dodam, że nie, nie trzeba wyjechać do anglojęzycznego kraju, zamieszkać z native’ami na lata, żeby nasiąknąć. Popełniłam na ten temat kilka wpisów np. ten o immersji.

 

5. Narzędzia. Choć może przydałaby się wędka, to mogłaby być trochę nieporęczna:) Wystarczą komórka i NOTES. Trochę żartuję, ale co do notesu jestem absolutnie poważna. Smartphone umożliwi oglądanie i słuchanie w ruchu, nawet pozwoli na rozwiązywanie testów czy quiz’ów. Notes jest jednak niezastąpiony nie tylko w trakcie nauki pisania. Zapisywanie ręczne dodatkowo stymuluje mózg, co usprawnia i przyspiesza zapamiętywanie.  We wcześniejszym wpisie wspominałam o najlepszych aplikacjach to nauki.

 

Próbowałaś kiedyś takiego podejścia?

 

Motywacja do nauki angielskiego

with 2 komentarze

 

Zdaję sobie sprawę, że w natłoku oczekiwań i dobrych chęci zmieszanych z nieznanym, rozległym terytorium zapał może gasnąć. Podręczniki i akademickie źródła metodyki nauczania języka angielskiego (języków obcych ogólnie) są zgodne z obiegową opinią. Odpowiednia motywacji to warunek skutecznej nauki języka angielskiego. Z naciskiem na odpowiednia. Czego ona realnie dotyczy? I gdzie szukać motywacji do nauki angielskiego? Czym się odpowiednia motywacja do nauki powinna charakteryzować?  

Taka motywacja składa się z trzech elementów:

  • świadomy wybór podjęcia danego działania
  • wola do podejmowania działania
  • wysiłek wkładany w podjęte działanie

Tylko te osoby, które wykazują chęć do nauki języka, będą w stanie się go nauczyć. Oczywista oczywistość? Może. Ale. Nie chcieć to gorzej niż nie móc.

 

Motywacja

 

Nie czarujmy się, na naszą motywację wpława wiele czynników: wewnętrznych i zewnętrznych. 

Jeśli chcemy sobie pomóc w nauce to oprócz dobrych chęci przyda się nam pozytywne nastawienie. I nie chodzi mi o to, żeby cieszyć się jak dziecko na zakuwanie słownictwa. Po pierwsze – nie polecam zakuwania. Mechaniczne zapamiętywanie to często recepta na 3 x Z… zakuć, zdać, zapomniec. A po co marnować czas i energię na coś, co się i tak zapomni? No sama pomyśl. Jaki to ma sens?

 

Dlatego to z kim się uczysz i z jakich materiałów ma znaczenie. Wybaczcie, ale podręczniki szkolne do nauki angielskiego, moim skromnym zdaniem, są nudne jak flaki z olejem. Blee.

 

A wiecie czemu jeszcze mamy często problem z uczeniem się angielskiego? Nie? Bo było nudno na lekcjach angielskiego w naszych szkolnych czasach. Bo nie rozumiałaś czego chciał nauczyciel. Bo nie lubiałaś nauczyciela albo się go bałaś. Trust me – I’ve been there too.

Zakładam, że osoby, których któreś z powyższych nie dotyczy nie czytają tej notatki. One prawdopodobnie angielskiego się nauczyły.

 

Peer preasure

 

Mogło być też tak, że rówieśnicy mieli na nas wpływ. Byli dużo do przodu albo zainteresowani nauką tyle co nic. I nam się to udzieliło. Doświadczyłam obu sytuacji. Koleżanki i koledzy mieli prywatne lekcje i na lekcjach w szkole byli do przodu albo niezainteresowani, a ja w żaden sposób nie mogłam ich dogonić. Znasz to? Można było zakuwać ile się chciało i tylko rosła frustracja, a nie moja swoboda językowa. Ci, którzy byli ze mną w tym limbo przyjmowali strategię “olać to – i tak się nie nauczę”. Bardzo skuteczna strategia. Założenony wynik osiągnięty  – ŻADEN. Jeśli nie zależy wam na takich wynikach, nie kopiujcie tej strategii. Nie warto.

A więcej nt. peer pleasure możecie przeczytać choćby w wikipedii:)

 

Stuteczna strategia na motywację do nauki angielskiego

 

Mało który podręcznik ujmuje kwestię motywacji wprost. A można łatwiej. Można przyjąć inną strategię. Skuteczną i bezpieczną. Mianowicie – CIEKAWOŚĆ.

Jeśli jesteś jedną z osób, które uważają, że dzieci uczą się lepiej i szybciej, to zastanów się z czego to wynika. Przypomnij sobie, co takiego robią dzieci nieustannie. Masz to?

 

Z tego, co zaobserwowałam dzieci ciągle zadają pytania. Ciągle. Dziesiątki i setki. I próbują. Próbują. Próbują. Aż się zmęczą i padną. Jak odpoczną – próbują dalej 🙂

Więc może zainteresuj się zagadnieniem, które możesz zgłębiać po angielsku. I szukaj odpowiedzi na nurtujące ciebie pytania.

 

Dla mnie motorem do nauki były kasa i rozrywka. Mieszanka piorunująca. Kasa, bo byłam biedną studentką i mogłam dorobić ucząc angielskiego albo pracując za granicą za kilkakrotnie wyższe stawki. Rozrywka ( i nauka), bo wymarzyłam sobie wyjazd za granicę. Połączeniem obu była chęć kupienia białego laptop’a, który wpadł mi w oko. Nic nie wiedziałam o komputerach. Okrągłe zero. Ale tak sobie wymarzyłam, poprosiłam znajomych w Anglii o poradę i za zarobioną w wakacje kasę kupiłam swój pierwszy w życiu komputer. Mac’a G4.

Chyba mało kto go jeszcze pamięta. A czemu był przydatny w nauce angielskiego? Bo w tamtych czasach, na początku XXI w., nie było dobrego tłumaczenia jego oprogramowania na polski ani dostępnych polskich kodeków. Więc siłą rzeczy używałam go po angielsku. Instrukcje i wsparcie czytałam po angielsku. Filmy oglądałam tylko w oryginale, bez napisów. Zachęciło mnie to do nauki. Skutecznie i szybko. Bo trochę głupio mieć takie cacko i nie umieć z niego korzystać. Znajdź to coś, co jest tobie potrzebne i chcesz to rozgryźć. To bardzo ułatwia naukę.

 

Co się dzieje z motywacją do nauki angielskiego?

 

Motywacja nie jest stała. Podlega wahaniom. W różnych fazach procesu wzrasta i słabnie. Na różnych etapach nauki angielskiego odczuwa się to inaczej.

 

Motywacja zewnętrzna

 

Bez owijania w bawęłnę – potrzebna jest motywacja wewnętrzna i z nią jest przyjemniej zabierać się za zadania, bo zwyczajnie się nam chce. Ale może być tak, że na początkowym etapie pomocna jest motywacja zewnętrzna, żeby ruszyć z miejsca. Zewnętrzną motywacją może być osoba, która nas wspiera albo z którą chcemy się dogadać. Motywacją zewnętrzną są korzyści – nagrody, wyjazdy, stypendia, podwyżki etc. Motywacją zewnętrzną może być awans. Taki bodziec będzie dobry na rozruch. Potem potrzebna jest motywacja wewnętrzna, żeby w procesie wytrwać. 

 

Motywacja wewnętrzna

 

Motywacja wewnętrzna do nauki angielskiego to zwykle to jak sobie siebie wyobrażamy kiedy już swobodnie porozumiewamy się używając angielskiego. Motywacja, zewnętrzna czy wewnętrzna, to to “po co” coś robimy.To ta korzyść, do której zmierzamy na końcu drogi albo ból, frustracje i przykrości, których chce się uniknąć. Jeśli na początku tej drogi nie ma się o tym pojęcia – może być ciężko.

Jeśli już wiesz, co i jak Cię motywuje – możesz przejść na wyższy poziom wtajemniczenia. Podtrzymywanie motywacji to na dobrą sprawę samodyscyplina.

 

Motywacja w fazach nauki

 

Według modelu Dörnyeia motywacja dotyczy trzech różnych faz nauki:

  • fazy przed przystąpieniem do działania
  • fazy w czasie trwania działania 
  • fazy po danym działaniu.

 

W skrócie. Przed przystąpieniem do nauki dokonujemy oceny, czy nauka angielskiego będzie dla nas atrakcyjna i opłacalna. Tej oceny dokonuje się m.in. poprzez pryzmat emocjonalnego stosunku do danego języka, poprzez ocenę atrakcyjności materiałów i korzyści instrumentalnych, jakie zyskasz kiedy się go nauczysz. No i ile czasu i energii będzie nas uczenie się kosztowało. Z atrakcyjnością materiałów można sobie pomóc notując w ładnych notesach, na kolorowo, oglądając zabawne albo wciągające filmy. Ważne żeby nie było nudno. W czasie działania określamy czy nam się podoba czy nie. Po działaniu określamy, co nam to dało, czyli efekty. I tu zwykle zaczynają się schody.

 

Jak sobie pomóc w utrzymaniu motywacji w nauce

 

Z procesami długofalowymi, jak ćwiczenia fizyczne czy nauka języka obcego, jest taki problem, że dystans od działania do efektu jest odległy. Trzeba ćwiczyć przez jakiś, zwykle stosunkowo długi okres, zanim można zaobserwować konkretne efekty. Nudzi się nam takie działanie i poddajemy się przed czasem. Zwykle o parę kroków od mety. I tu kłania się planowanie i dzielenie nauki na etapy. Każdy etap ma swój początek i koniec. Przy krótszych odcinkach łatwiej utrzymać się na kursie i trudniej wypaść z toru. M. in. dlatego skutecznym sposobem do wykonywania poszczególnych zadań w etapach jest technika Pomodoro.

 

Osobiście jestem zwolenniczką działania w zgodzie ze sobą. Moim zdaniem inaczej się nie da. Ani w nauce. Ani w życiu. Działania na siłę nie są przyjemne. Zwykle też prowadzą do efektow innych niż pożądane. O działaniu lepiej pisałam przy okazji tendencji wg. Gretchen Rubin. W tej notatce znajdziesz też opis tendencji i link do quiz’u.

 

Więcej na temat modelu motywacji i jej roli czy czynników na nią wpływających możecie przeczytać w Nowym spojrzeniu na motywację w dydaktyce języków obcych. Ale. To dość obszerna pozycja.

 

Zdaję sobie sprawę, że tego wszystkiego może wydawać się ogromnie dużo. O chaos myśli i spadek motywacji w takich warunkach nietrudno. Jeśli potrzebujesz pomocy w oswajaniu nauki i chcesz wreszcie ruszyć z angielskim możesz zapisać się na listę osób oczekujących na bezpłatny kurs, który właśnie projektuję.

 

The choice is yours.

 

Move Your English - bezpłatny kurs; motywacja do nauki angielskiego

 

A jak znajdziesz wolną chwilę napisz co dla Ciebie stanowi wyzwanie?

 

 

 

Najczęstsze błędy w nauce angielskiego

with Brak komentarzy

 

Zwykle serwuję wskazówki i pozytywne wzmocnienia. Ale. Nie tym razem. Będzie o częstych błędach w nauce angielskiego. Jest początek roku, wiele z was ma pewnie świeżutkie postanowienia noworoczne. Co prawda dla mnie początek nowego roku jest umownym początkiem działania, ale tak się składa, że w okresie między świętami a Nowym Rokiem też miewam moment wytchnienia, a to pozwala złapać oddech i spokojnie się zastanowić. Kiedy już odpoczniemy resztę czasu warto wykorzystać na przygotowania. W myśl przygotowania do przygotowań odświeżyłam sobie ustalanie priorytetów i zasady planowania. W większości wypadków znaczna część źródeł zawierała sekcję „najczęstrze błędy”. Może to ważne, żeby na wstępie uświadomić sobie jakie błędy często występują i jak ich unikać. Postanowiłam przyjrzeć się najczęstszym błędom w nauce angielskiego. Poniżej znajdziecie mój subiektywny zbiór pięciu najczęstszych błędów spotykanych w przygotowaniu do nauki angielskiego oparty na ponad dziesięciu latach obserwacji i doświadczenia. To co, zaczynamy?

 

5 najczęstszych błędów w nauce języka angielskiego

 

Na dobrą sprawę pierwszy błąd jest wspólny do nauki w ogóle. Niezależnie od przedmiotu.

 

Pierwszy błąd w nauce angielskiego –  Nie wiesz co i po co.

 

Czyli klasyczny brak celu. Niestety krążąc bez celu dotrze się donikąd. Żeby uchronić się przed tym błędem i bezcelowym działaniem musimy ustalić „po co”. Brak jasnego określenia „po co” prowadzi do mętliku w głowie i trudności w ustaleniu priorytetów. Później kręcimy się w w poszukiwaniu motywacji. Nieskutecznie. Głównie dlatego, że trudno znaleźć tego czego się nie zgubiło i nawet nie wie jak to coś wygląda.

 

Drugi błąd w nauce angielskiego – Motywacja.

 

Klasyka. Gdybym za każde „jak się motywować” dostawała funta byłabym milionerką. Niestety taka prawda. Błędy w nauce angielskiego dotyczące motywacji pojawiają się i wynikają z braku konkretnego celu. Czyli, patrz Pierwszy błąd.

Motywacja do działania wypływa z tego, co chcesz osiągnąć. Nie inaczej. Dlatego to nie tyle kwestia słabnącej motywacji a mało konkretnie nakreślonego celu jest problemem. Po co chcesz znać angielski? Co Ci to da? Jakie wymierne korzyści wynikają dla Ciebie z nauki angielskiego?

Jeśli cel jest konkretnie wyznaczony, przekształcony w projekt i podzielony na etapy, łatwiej jest pozostać na kursie. Nauka każdej nowej umiejętności to wyzwanie. A tak rozległej umiejętności jak języka obcy – angielskiego czy jakiegokolwiek innego. Błędem w nauce jest też zakładanie, że motywacja się nie wyczerpie. Jak w przypadku większości długich podróży lepiej jest je sobie zaplanować i podzielić na odcinki. Świadomość mety czy przystanku w zasięgu wzroku pomaga wytrwać w działaniu. A przerw między poszczególnymi odcinkami pozwalają na odpoczynek i uzupełnienie zapasów. Opieranie powodzenia na motywacji to błąd prowadzący do zniechęcenia jeśli na efekty trzeba poczekać. Zamiast polegać na motywacji lepiej zrobić konkretny i krótki plan.

Możesz sprawdzić jak wyznaczać cele jak się do nauki angielskiego zabrać. A tu o motywacji do nauki angielskiego jako procesie.

 

Trzeci błąd w nauce angielskiego – System.

 

Przy systemie kłaniają się metody. A konkretniej poszukiwanie tych idealnych. Błędem przy zabieraniu się za naukę jest zakładanie, że istnieje łatwy, lekki, szybki, tani i przyjemny sposób na swobodę językową.

Od raz przychodzi na myśl obiegowy dowcip: Przychodzi klient to specjalisty i prosi o idealne rozwiązanie.

Klient: Chciałbym, żeby było dobrze, szybko i tanio.

Specjalista: Oczywiście – proszę wybrać dwa kryteria.

 

Tak naprawdę z nauką angielskiego można bez problemu osiągnąć rewelacyjne efekty dobrze i tanio. Ale szybko nie będzie. Niezależnie od dwóch pozostałych zmiennych. Nie będzie, bo to nie kwestia zewnętrzna w jakim tempie przyswajamy wiedzę i umiejętności. To zależy wyłącznie od nas samych. Nauka angielskiego jako języka obcego to maraton nie sprint.

Zajmując się poszukiwaniem tej najlepszej, idealnej i szybkiej metody tracimy czas. Czas i energię, które możemy inwestować w testowanie.

 

O różnych metodach pisałam w  notatkach: konwencjonalne metody w nauce angielskiegometody niekonwencjonalne.

Zrobiłam w nich przegląd większości metod nauki języka obcego. Przebieg ich wprowadzania i działania. Jest to zarys swoistej ewolucji w podejściu dydaktyczno-lingwistycznym.

 

Ale. Powtórzę i podkreślę. Na początku drogi nie warto szukać drogi na skróty.

Według nowszego ujęcia uczenia się i pamięta wynikającego z badań American Psychological Association.

Conventional wisdom holds that if you want to learn something, study, study, study. But new psychological research suggests the mantra should be „test, test, test.”

 

czyli

 

Konwencjonalna mądrość głosi: jeśli chcesz się czegoś nauczyć studiuj, studiuj, studiuj. Ale nowe badania psychologiczne sugerują inną mantrę „testuj, testuj, testuj”.

 

W gwoli wyjaśnienia – w kwestii testowania nie mam na myśli skakania z kwiatka na kwiatek i od metody do metody. Przez testowanie rozumiem zastosowanie teorii, sposobu czy przykładowego zadania w praktyce. Sprawdzenie na sobie. Najlepiej kilkakrotnie. I po takim teście, kilkakrotnej próbie i analizie wyników zadecydowanie czy sposób nam odpowiada czy nie.

 

Czwarty błąd w nauce angielskiego – Systematyczności.

 

Kiedy już przetestujemy co na nas działa i nam odpowiada, kolejnym niezbędnym krokiem jest systematyczność. Po etapie przygotowawczym to właśnie jej brak jest najdotkliwszym błędem w nauce angielskiego. Taka prawda, że od czasu do czasu to można wyjść do kina a nie uczyć się umiejętności. Nawet najlepszy krem nic nie zdziała stosowany jedynie od święta czy na wielkie wyjście. Żeby metoda mogła dać wyniki działania trzeba powtarzać działanie regularnie. Najlepiej w przewidzianym czasie, ujętym w planie i zapisanym w kalendarzu. Jeśli czas na naukę zostawia się przypadkowi to i wyniki takie będą – przypadkowe.

Serio, w nauce języka obcego nie ma większej filozofii. Języki opierają się na ustalonych zestawach zasad i kodzie. Wystarczy go poznać, rozsądnie powtarzać i ćwiczyć. Jeśli w kodzie wystąpi błąd to się go poprawia i tyle.

 

Piąty błąd w nauce angielskiego – Wiara w siebie.

 

Ten błąd w nauce może umykać naszej uwadze, a nawet wydawać się nieoczywisty.

Niestety, w wielu przypadkach, brak wiary w swoje możliwości powoduje brak podejmowania prób. Osoba, która się sparzyła, ma negatywne wspomnienia ze szkołą i tradycyjnym szkolnictwem częściej poddaje się już w przedbiegach. A nie podejmując nawet próby trudno marzyć o innych, rewelacyjnych wynikach.

 

Paradoksalnie odwrotna sytuacja też może mieć miejsce. Nadmiar pewności siebie, lecenie w ciemno na hurra może doprowadzić do przykrego upadku, z którego trudniej się podnieść.

W pierwszym wypadku nawet nie podejdzie się do ściany, a w drugim można na tą ścianę wpaść.

Wiesz  jak budować pewność siebie?

 

 

Na koniec zastanów się jaki popełniasz najczęściej błąd. Jeśli nie ujęłam go w mojej subiektywnej liście to dodaj go proszę. A zaraz potem zabierz się za jego rozwiązanie.

 

Życzę Ci powodzenia w wyłapywaniu i rozprawianiu się z własnymi błędami. Wszystkim się one zdarzają i są okazją do wyciągania lekcji.

Jeśli masz odwagę napisz w komentarzu o upierdliwym błędzie – spróbujmy się go pozbyć!

 

 

 

 

 

Czas na naukę – jak go zaplanować?

with Brak komentarzy

Zwykle powtarzam, że jedyną stałą w życiu jest zmiana. Jak to się ma do czasu na naukę? Kilka lat temu wpadłam w towarzysko-zawodowe odwiedziny w szawajcarskie Alpy. W drodze powrotnej, po malowniczej podróży pociągniem wśród pół, jezior i gór słuchałam podcastów Michaela Hayatt This is Your Life. Już na lotnisku w Genewie, mając parę godzin do odlotu, przeczytałam jego krótką i konkretną książkę. Nie lubię pustych przebiegów. Z tej książki, choć dotyczyła produktywności i ochrony swojego czasu w pracy, zaczerpnęłam pomysł na znajdowanie czasu na naukę.

Wydaje się, że ludzie (sukcesu w amerykańskim stylu czy nie) mają zawsze za mało czasu – praca, rodzina, projekty, obowiązki, własne zainteresowania. We współczesnym świecie, w tempie w jakim żyjemy jakoś nigdy nie wydaje się być go dość. W badaniach Instytutu Gallupa ponad połowa pytanych zaznaczała, że nie ma wystarczająco czasu na robienie tego na co ma ochotę. Może się nam wydawać, że to nowoczesny problem. Tak się jednak składa, że ten problem już trochę nam towarzyszy. Jest wręcz odwieczny.

Rzymski filozof Seneka na początku naszej ery pisał w De Brevitate Vitae – O krótkości życia do narzekających na brak czasu ” Nie chodzi o to, że mamy niewiele czasu, a o to że wiele go marnujemy”. Znów Seneka „Życie jest długie tylko nie wiemy jak je wykorzystywać”.

 

Czyli od ponad dwóch tysięcy lat ludzkość zmaga się z tymi samymi problemami. Może wreszcie czas się tego nauczyć.

 

Po tym filozoficznym wstępie wróćmu do rzeczywistości. Dokonałaś analizy swojego dnia? Pisałam o tym jak i po co ją przeprowadzić w notatce o Getting Your  Time back. Jeśli poczyniłaś zapiski – przyjrzyj się im. Jeśli ich nie poczyniłaś – nie czytaj dalej.

Wroć do poprzedniej notatki. Serio. Staram się pomóc znaleźć czas na naukę, ale samo się nie zrobi.

 

No dobrze. Przyjrzyj się, co wynika z twoich zapisków. Ale. Przyjrzyj się pod bardzo konkretnym kątem. Mianowicie – dokonaj przydziału ile z jednej trzeciej dnia, która zostaje po odjęciu snu i pracy, przeznaczasz na rzecz innych osób. Na rzeczy wykonywania zadań za innych.

Ale też – poświęcaniu uwagi sprawą innych. Zwłaszcza kiedy nas o to nie proszą. Masz to?

 

Jeszcze na moment wróćmy do Seneki (bo to wydaje się mądry gość był). Seneka zwracał w swoich czasach uwagę, że ludzie nie pozwalają innym wkraczać do swoich posiadłości, ale pozwalają wkraczać w swoje życie. Nawet zapraszają do niego tych, którzy przejmują nad nim kontrolę. Co ciekawe choć ludzie są oszczędni i chronią swoją własność, kiedy przychodzi do czasu – potrafią być najbardziej marnotrawni. W kwestii, w której opłaca się być skąpym. A to było jeszcze przed wynalezieniem smartphone’a i programów on demand.

 

It seems even more true these days.

 

Jeśli nie podejmiemy proaktywnych kroków w kierunku chronienia czasu – przyjdzie nam stracić to czego nie sposób odzyskać.

 

Tylko w jaki sposób chronić swój czas?

 

„In preparing for battle I have always found that plans are useless” Eisenhower.

Ponoć gen. Dwight Eisenhower mawiał, że w przygotowaniach do bitwy plany są bezużyteczne, ale – planowanie jest niezbędne.

W biznesie, szachach, nauce i na wojnie strategia jest konieczna. Ma to o tyle sens, że jeśli nie zastanawiać się nad przebiegiem działań i nie brać pod uwagę możliwych zdarzeń pojawią się one z zaskoczenia.

 

Planowanie z wyprzedzeniem wymusza ustalenie priorytetu i kolejności działań. To z kolei umożliwia zastanowienie się nad potencjalnymi trudnościami i opracowanie „planu B”.

 

Jak efektywnie planować

Zaplanuj dzień z wyprzedzeniem

 

  1. Przygotuj wcześniej konkretny plan z wbudowanym buforem czasowym na „nieprzewidziane wypadki” dajesz sobie większą szansę na mierzenie się z wyzwaniami jakie może przynieść dzień.

Planowanie dnia zacznij wieczorem dnia poprzedniego. Jeśli odłożysz planowanie na poranek, zwiększa się szansa, że ktoś lub coś wkradnie się w trakcie i planowanie weźmie w łeb.

Zidentyfikuj garść, 5-6 zadań, które chcesz wykonać kolejnego dnia. Można to zrobić już w 4 minuty. Pisałam o tym przy okazji pociągu do rozpraszaczy.

 

2. Zacznij od przeglądu wytypowanych zadań.

Wypisz je oddzielnie na kartce z notesu albo w aplikacji przeznaczonej do zarządzania zadaniami (np. Nozbe albo Evernote). Tu warto włączyć ostrożność. Jeśli założymy zbyt dużo może być ciężko sprostać oczekiwaniom. To trochę jak z ciastkami – oczy jedzą, ale jeśli przesadzisz może rozboleć cię brzuch. Ani tobie nie będzie to w smak, ani twojemu towarzystwu. Wszystko z umiarem.

 

3. Najpierw priorytety.

Jest takie angielskie powiedzenie, które szczególnie przypadło mi do gustu

„Don’t prioritise your schedule. Schelude your priorities”

Nie priorytetyzuj swojemu grafiku. Wprowadź w grafik priorytety. Nie wszystkie zadania są sobie równe.

 

First Things First

 

Planuj tydzień

 

Pozbieraj luźne zapiski. Pamiętasz jak prosiłam i polecałam założenie notesu? Właśnie po to. Jeśli czytałaś moje inne notatki to mogłaś się natknąć na Verba volant, scripta manent. Czyli do zapisków łatwiej jest się odwołać.

 

1. Zebrane zadania przesiej i pogrupuj: Zrób Już teraz, Usuń, Może kiedyś.

Jeśli masz jak ja naturę zbieracza i myślisz „przyda się”… może wydać Ci się to brutalne, ale you’ve got to kill your darlings. Inaczej nigdzie nie dojdziesz.

Robienie stu czy pięciu rzeczy na raz owocuje robieniem po łebkach i mizernymi efektami.

• Jeśli wykonanie czynności ( kat. Do zrobienia) zajmie mniej niż 2 minuty – Zrób to Już. I z głowy

• Zaplanuj na później. Wpisz w kalendarz i przeznacz blok czasu.

• Oddeleguj lub wpisz na Waiting List, czyli oczekujące na swoją kolei

2. To jeszcze nie koniec. Teraz przejrzyj jeszcze raz notatki. Wybierz te działania, do których się zobowiązałaś lub takie, które popychają cię do przodu – Onward & Upward

3. Przeanalizuj w kontekście swoich długoterminowych celów. Znasz je prawda? Sprawdź jak działania, które zapisałaś wpisują się w twoje ogólne plany. Jeśli są względem siebie wspierające (albo bardzo ci zależy na ich osiągnięciu) wpisz je do plannera i kalendarza.

4. Zadawaj sobie pytanie – co NAPRAWDĘ chcę osiągnąć w tym tygodniu.

5. Przegląd Someday/Maybe list i Waiting List – follow up.

 

Zwróć uwagę – nie używam „MUSZĘ”. Jeśli czegoś prawdziwie chcesz nie ma potrzeby na „muszę”. „Muszę” lubi być problematyczne, bo wywołuje, świadomy lub nie, opór. Jeśli jeszcze nie jesteś na etapie CHCĘ, spróbuj „jest mi POTRZEBNE” do osiągnięcia [wstaw rezultat].

 

 

Zaplanuj wszystko, co jest istotne

 

 

  1. W jaki sposób kalendarz może pracować na ciebie. Założenie jest proste. Przydziel zadaniu czas. Pilnuj go. Walcz o niego. Nie pozwól sobie go odebrać. Przez nikogo. Nie ma zmiłuj!

Jeśli nie przyjmiesz takiego podejścia z całą pewnością zyskasz – tony wymówek. Pytanie tylko czy tego chcesz i czy potrzebujesz ich jeszcze więcej?

Zawsze będzie ktoś lub coś co wymaga naszej uwagi. Niezwłocznie. Ale czy aby na pewno?

2. Zarezerwuj sobie czas na rozmyślanie. Wiem, wiem – może się to wydawać dziwne. Ale, gwarantuję, że wiele z tych spraw wszelakich        zaprzątających ci myśli nie wspiera osiągania twoich rezultatów. Z rezerwacją czasu na rozmyślanie jest jak ze stolikiem w najpolularniejszej restauracji czy barze – jeśli go nie zarezerwujesz z wyprzedzeniem to kiedy przyjdzie na to czas w najbardziej uprzejmy sposób odeślą cię z kwitkiem.

Refleksja i planowanie są nieodłącznymi i nierazłącznymi elementami osiągania wyników. To jak sprawdzanie trasy na mapie. Inaczej się nie da.

 

„What gets scheduled, gets done”

 

Zmusić kalendarz do pracy na Ciebie

 

To takie nieporęczne tłumaczenie Make Your Calendar Work for You!

Zarezerwuj czas i zastanów się jak chcesz spożytkować swoją 1/3 dnia. Pamiętaj, że „natura nieznosi próżni”, jeśli ty nie ustalisz jak chcesz zagospodarować swój czas… zostanie to zrobione za ciebie. Potrafimy być, jak mawiają Anglicy our own worst enemies (swoim największym wrogiem). Podejrzewam, że wielu osobom się zdarza przepaść bez pamięci od kliknięcia do kliknięcia, gdzieś w czeluściach internetów czy kieszonkowych gadżetów.

Żeby kalendarz był sprzymierzeńcem, a nie wrogiem ustal czas na tzw. spotkania na szczycie z samą sobą. Jeśli nigdy wcześniej o tym nie słyszałaś może wydać się to dziwne, ale w efekcie jest to prosta kwestia traktowania czasu na własne sprawy tak samo jak podchodzisz do wizyt lekarskich czy spotkań służbowych. Zobacz, jeśli zapisałaś się na kurs językowy to stawiasz się w określonym miejscu i czasie tam, gdzie trzeba. Nie kombinujesz i nie odwołujesz, bo grupa nie czeka. Materiał leci. Karawana idzie dalej.

Jeśli używasz kalandarza np. Google, wpisz w niego spotkanie z nauką języka (o znajdowaniu i planowaniu na to czasu głównie piszę). Serio. No i się tego trzymaj. W Rework Jason Fried i David Hansson podkreślają, że to co wymaga wykonania wymaga zaplanowania i zapisania, a także jasności, co do tego jakie i jak czasochłonne zadania znajdą się na horyzoncie.

 

Na razie może tyle. Od siebie, zupełnie szczerze, dodam – wiem jak to jest mieć za dużo na głowie. Lubię uczyć się języków. Nieskromnie dodam, że wiem jak naukę planować i wprowadzać w życie projekty z rewelacyjnymi skutkami. Ale wiem też, że wszystko jest sztuką wyborów i nie wszystko na raz. Też dokonuję tych wyborów. Mogłam przycisnąć naukę hiszpańskiego albo nauczyć się ustawiać strony na WordPress. Jak sama widzisz, jestem w trakcie tego drugiego. To tak na pocieszenie.

 

O produktywności w ogarnianiu życia i własnego biznesu ciekawie pisze Joanna Glogaza w

7 zasadach, z których żadna nie brzmi “przyciśnij bardziej!” Polecam.

 

Masz pytania lub coś do dodania – śmiało! Learning together is better.

 

 

 

 

Getting things DONE – Jak realizować plany

with 1 komentarz

Wiesz jak zrealizować plan? Możliwe, że słyszałaś o Getting Things Done Davida Allen’a.

W tym wpisie poznasz prostą i ogromnie skuteczną metodę planowania i osiągania zamierzonych celów.

Are they getting things done? – to pytanie wybitnie utkwiło mi w pamięci jeszcze zanim poznałam formułę D.O.N.E.

Pracowałam kiedyś w biurze, w którym oficjalne godziny pracy przypadały na 9am do 6pm, czyli norma. Jednak, właściwie rutynowo, biuro zapełniało się około 8.30 rano. Zwykle towarzyszyła tej porannej zbiórce aura planowania i działania. Zanim zaroi się jak w ulu.

Choć nie jestem zwolenniczką pracy poza określonymi jej godzinami to takie przedbiegi miały swoje plusy. Chwila ciszy i spokoju przed porannym small talk i kawą sprzyjała realizacji planów. Był to idealny moment do przygotowania się na produktywny dzień. Pomimo różnych indywidualnych preferencji dobowych, po odpoczynku nasza energia lubi być na wyższym poziomie.

Realizacja planu to jedno, ale jak go przygotować? Można użyć do tego D.O.N.E. zaczerpniętej z Follow Through Formula Marie Forleo.

Get Things D.O.N.E. – realizacja planu

 

D – Define & Decide

 

Decyzja i definicja. Pozostawiam pewną dowolność w kwestii kolejności. Osobiście lubię najpierw wiedzieć CO mam ogarnąć, zrozumieć z czym mam do czynienia. Następnie decyduję, co zrobić. W sytuacji, gdy opcji jest za dużo biorę się za tą, którą jestem w stanie zrealizować najsprawniej.

Często pracujemy nad zbyt wieloma projektami. Na raz. To niestety nie działa.

Zbyt wiele zajęć rozprasza uwagę i zamiast osiągać widoczny postęp choć w jednym kierunku, miotamy się.

Bez jasno zdefiniowanego celu podróży można desperacko bić pianę stojąc w miejscu zamiast płynąć do wybranego portu.

Na temat pracy w skupieniu znajdziesz więcej tutaj.

 

Krok I

Decyzja. W podstawowym znaczeniu tego słowa decydować pochodzi od łacińskiego decidere, co oznacza odciąć.

Decydując się na realizację jednego planu na czas trwania danego projektu warto odciąć się od wszystkich innych i skupić całą energię na wykonaniu konkretnego zadania.

 

Krok II

Definicja. Ustalenie bardzo konkretnie do jakiego rezultatu dążymy.

Najlepiej, żeby rezultat był mierzalny, konkretny i osiągalny. Warto ustalić dzięki czemu będzie wiadomo, że osiągnięto cel. I jak będzie się wtedy czuło.

W trakcie realizacji planu lubią zdarzać się nieprzewidziane sytuacje, ale mając konkretne parametry jest łatwiej pozostać na kursie. Bez żadnych wątpliwości. Załatwione. Odhaczone.

Trochę tak jak w HD  High Definition, czyli bardzo ostry i wyraźny obraz.

 

O – Organise

 

Organizacja. Zorganizuj swoje działania i otoczenie. Już słyszę ale… ale…  No właśnie nie. Bez ale.

Jeśli projekt nie jest rozpisany to nie jest zaplanowany i będzie łatwiej zboczyć z toru w trakcie realizacji.

Jak to mawiają spece If it’s not scheduled, it’s not real.

 

Jeśli coś istnieje tylko w wyobraźni to jest marzeniem nie celem. Plany, żeby zadziałały wymagają wcześniejszego opracowania!

Jeśli zabraknie szczerości na wstępie, to niewiele z tego będzie. Po co karmić się iluzją?

 

Trochę jak z wizytą u ulubionego fryzjera – czekasz aż nie będzie wolnego terminu? Chyba nie. Na termin się ZAPISUJESZ, prawda? Dlaczego?

Może dlatego, że masz świadomość ograniczonego czasu i ewentualnego braku miejsc. Może przed tem próbowałaś gorączkowo umówić się w ostatniej chwili. Teraz jak na czymś Ci zależy nie czekasz. 

 

N – No Train

 

Pociąg do NIE!

Tim Ferriss nazywa to Metodą na dwulatka. Po pierwsze – ‚NIE’

Sztuka eliminacji i odmawiania. Ale tak serio, komu odmawianie nie sprawia trudności?  Częściej mamy tak, że uczynność wykręca ramię i się zgadzasz, choć niechętnie. Zwykle ani to cieszy, ani rozwija. Pożeracz czasu i energii.

Innymi razy masz ochotę na coś, co powinno poczekać, ale FOMO (Fear Of Missing Out) kusił i sprowadzał na manowce?

Nie ma lekko…

Rzecz nie w tym by nie być pomocnym, ale w trzymaniu się własnych priorytetów. Aby strategicznie doprowadzić zadanie do końca konieczna jest umiejętność opierania się prośbom, pokusom i wszelkim działaniom, które sprowadzają na poboczne ścieżki i oddalają od celu. Eliminacja rozpraszaczy.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie można być jednocześnie na kilku imprezach, w kilku pociągach. Przyjmując jedną propozycję odrzucamy inną. Mówiąc tak kilku ciekawym pomysłom nie realizujemy żadnego. Zawsze coś za coś.

Ustal, co jest dla Ciebie ważne. To wymaga wykonania w pierwszej kolejności, przed wszystkim innym.

Z czasem wejdzie to w nawyk.

 

E – Execute

 

Egzekucja, czyli wykonanie działania. Decyzja została podjęta. Plan opracowany. Ewentualne cuda przemyślane. Wszystko zapisane.

Czas zakasać rękawy i wykonać. Same jesteśmy odpowiedzialne za własne efekty. 

Nie ma zmiłuj. Wróżki-podróżniczki tego za nas nie zrobią. Akcja.

 

Podsumowując:

Definicja i decyzja. Organizacja. Nie ulegać pokusom. Egzekwować.

 

PS. Jeśli te cztery kroki Cię przerażają, zacznij od pierwszego.

Koniecznie. 

Pamiętaj, jeśli oszukujesz, oszukujesz tylko siebie.

Powodzenia:)

 

Który krok sprawia ci największą trudność?