Ważne i pilne

with Brak komentarzy

Załóżmy, że już wiemy gdzie się podziewa nasz czas. Załóżmy też, że mamy ogląd wszystkich zajęć i zadań, które wykonujemy. Zwykle stosunek między tymi elementami – czasem i zadaniami – jest zachwiany. Czasu wydaje się być za mało, zadań za dużo. I co teraz? Zadania dzielą się na i są w jakiejś konfiguracji WAŻNE I PILNE.

 

Nieważne czy i jak bardzo chcesz zarządzać czasem – czasem zarządzać się nie da. Czas płynie i nie ogląda się na nikogo. Z zasady zarządzać można zadaniami. A konkretniej wykonaniem zadań. Tak, wiem, że potocznie mówi się, że zarządza się biznesami, przedsiębiorstwami, projektami etc. Ale jeśli się bliżej przyjrzeć to w większości wypadków się je prowadzi. Zarządzać można tylko tym, na co ma się wpływ. Zwykle największy wpływ mamy… uwaga… na siebie. Dlatego możemy (nawet powinnyśmy) zarządzać sobą w czasie. Konkretnie wykonywaniem swoich zadań w czasie. No dobrze. Tylko jak zacząć?

 

W wyborze tego, co zrealizujemy możemy wspomoc się Martycą Priorytetów.

Dzięki temu narzędziu, zarządzanie sobą w czasie staje się łatwiejsze. Bardziej zrozumiałe. I efektywności pracy wzrasta.

Matryca pomoże zdefiniować zadanie i określić gdzie je umieścić i jak się do niego zabrać.

 

Ważne czy pilne? How does it work?

Jak działa siatka priorytetów?

 

Każde zadanie trzeba określić pod kątem dwóch czynników: ważne i pilne.

Te czynniki wpływają na sposób w jaki wykorzystujemy swój czas. Najczęściej większość z nas skupia się wyłącznie na rzeczach pilnych. To błąd. Pilne zadania zaprzątają naszą uwagę, zwłaszcza jeśli coś stanie się nagle. W nagłych wypadkach rzucamy wszystko i zapominamy o kwestiach ważnych. Taka jest już natura wypadków. Ale. Cechą wypadków jest też niska częstotliwość – zdarzają się zwykle sporadycznie. W dobrze pojętym interesie własnym powinno leżeć realizowanie ważnych dla nas zadań. Ważnych i wnoszących coś wartościowego w życie. Dlaczego w takim razie pilne kwestie biorą górę, a ważne schodzą na bok? Pilne wywierają presję, dobijają się do naszej świadomości, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ważne odsuwane są na bok, bo są mniej nachalne. I co teraz? Ważne sprawy mają to do siebie, że niosą znaczące konsekwencje jeśli się je zaniedba.

Przyjrzyj się matrycy. Tak rozkłada się czas i energia.

 

 

Do nas należy świadome i proaktywne planowanie i wykonywanie zadań z prawej górnej części. Pierwsza sama o siebie zadba. O trzeciej można pomyśleć jeśli zostanie i nie ma nic leprzego do zrobienia z czasem. O ostatniej najlepiej zapomnieć.

 

To, co ważne rzadko bywa pilne. To co pilne rzadko bywa ważne.

gen. D. Eisenhower

 

WAŻNE I PILNE

 

W pierwszym polu znajdą się sprawy kryzysowe, deadline i „gaszenie pożarów”.

Sytuacja optymalna to taka, że w tej ćwiartce… nie ma nic. Jak coś się tu znajdzie zrób to natychmiast/ deleguj i dopilnuj. W tej ćwiartce najczęściej znajdą się sprawy nagłe…albo zaniedbane tak długo, że terminy zaczynają gonić. Trzeba się z nimi uporać. Tu znajdzie się np. awaria sprzętu (zwykle zaniedbanego wcześniej). Może się znaleźć język obcy kiedy pojawi się opcja wyjazdu zagranicznego albo awansu i potrzebna jest płynność na określonym poziomie. Może się tu też zrobić tłoczno (i niebezpiecznie) kiedy zwlekamy z różnymi zadaniami. I nadle się uaktywnią. Mamy problem. Nerwówka na ostatnią chwilę.

 

WAŻNE I NIE – PILNE

 

W tym polu znajdą się zadania zaplanowane, długoterminowe projekty, relacje personalne i zawodowe. Tu będą wizyty lekarskie, ogólne dbanie o zdrowie i urodę, rozwój zawodowy, kursy. Dokumenty i finanse. Wszelkie zadania i tematy, które mają zasadniczy wpływ na życie. Sprawy wartościowe. W tym obszarze najlepiej umieścić naukę języka obcego, programowania, jazdy samochodem. Sprawy wymagające zaplanowania i konsekwentnego wykonania.

 

NIE – WAŻNE I PILNE

 

Deleguj lub ustal priorytety i realizuj!

W tym obszarze znaleźć się powinny zadania, które mogą być wykonane przez kogoś innego. Ogólnie rzecz biorąc będą to takie sprawy, które nie są umiejętnościami ( wiedza+praktyka). Zadania, ktore nie wymagają twojego udziału, decyzji krok po kroku albo podpisu. W delegowaniu zadań zawodowych, jeśli nie jest się artystą, zwykle jest z tym prościej. Trudniejsze mogą być kwestie typu obecności na spotkaniach. Często w ten obszar wpadają zadania domowe, które naglą ale nie muszą być wykonane przez nas osobiście. Tu zajdzie się pranie, sprzątanie itp. Teoretycznie muszą być wykonane, ale praktycznie niekoniecznie przez Ciebie. Można się tymi zadaniami podzielić albo wpleść pomiędzy inne, tak żeby nie zabierały zbyt dużo czasu.

 

 

NIE – WAŻNE I NIE – PILNE

 

Do tej kategorii należą czynności, którym ulegamy choć wiemy ( lub dobrze by było żebyśmy wiedziały) niczemu nie służą. Złodzieje czasu i rozpraszacze. Działania bezcelowe. Od razu zaznaczę – odpoczynek i lenienie się nie zaliczają się u mnie do tej kategorii. Odpoczynek jest konieczny do produktywnego funkcjonowania. Mózg potrzebuje przerw. Lenienie się też nam nie zaszkodzi – z umiarem.

Tu klasyfikuję pochłaniacze uwagi nie wnoszące wartości. Jeśli scroll’ujesz Social Media bez celu, dla stymulacji czy sensacji nie wyjdzie to na zdrowie. Nadmiar bodźców zużywa baterie, rozprasza uwagę i męczy system. Warto eliminować i unikać.

 

 

 

Na zakończenie nadmienię, że wg. mnie jest to narzędzie poglądowe. Dlaczego? A no, bo mało który ekspert w dziedzinie zarządzania sobą w czasie ją stosował. Według mnie jest to skuteczne narzędzie do określenia i powartościowania swoich zadań. Wiem, że jest pomocne w uświadamianiu sobie zakresu zadań i ich hierarchii. Bo widzisz, jeśli  nie widzisz zakresu, tego co jest do zrobienia i jaki ma względem siebie i na Ciebie wpływ to jak zamierzasz się z tym uporać? Dla mnie to takie narzędzie diagnostyczne w przygotowaniu do planowania.

 

Tak, tak.. brzmi jak kupa roboty.. ale tak się składa, że raz a dobrze zrobione zadanie na póżniejszych etapach pochłania czasu i energii znacznie mniej. Wystarczy poprawiać istniejący model jeśli działa. Jeśli nie działa, to stonowi wyraźny wskaźnik i materiał do analizy. Z mojego wieloletniego i wielokrotnego doświadczenia w projektach – projekty robione na łapu-capu lub „na czuja” źle się kończą. Dużo przy tym odkręcania, efekty marne i „nie-ma-winnych”. Nie polecam.

 

Zalety:

 

Rozplanowujesz swoje zadania samodzielnie. Narzędzie pozwala na uporządkowanie. Umożliwia wizualny ogląd.

 

Wady:

Rozplanowujesz swoje zadania samodzielnie. Wizualny ogląd kłuje w oczy.

 

Twoja kolej – proszę podziel się opinią.

Co sprawia Tobie ewentualną trudność w przeznaczaniu czasu na uczenie się i rozwój?

 

 

 

 

 

Getting your time back

with 1 komentarz

 

Miałam swoje podejrzenia. Znaczy się to taka figure of speech, subtelne ujęcie. Ale, żeby nie wymądrzać się na czuja – zapytałam. Zapytałam o najczęstsze i najbardziej upierdliwe trudności na drodze do płynności. Językowej oczywiście. Zebrała się tego garść. Na czele z „jak znaleźć czas na naukę języka obcego”? Co prawda mam pewne podejrzenia, że to nie tylko czasu, a właściwie jego braku, wina… no ale gdzieś trzeba zacząć. So.. here we go. Jak go odzyskać, ten czas, i przy sobie zatrzymać?

 

Zanim poszukamy odpowiedzi na jak znaleźć czas na naukę, warto się zastanowić gdzie chcemy go szukać. Z zarządzaniem czasem jest podobnie jak z nauką języka. Oba zagadnienia są proste, ale niełatwe i stosunkowo złożone. Do obu można podejść jak do projektu. I w obu przypadkach warto się z tą myślą oswoić, żeby nie podchodzić do tego zwierza z przerażeniem. Może wiesz, że jak zwierz wyczuje strach to nas pogoni. Na szczęście ten zwierz to taki ogromny, ale dość łagodny słoń.

W pierwszej kolejności trzeba się mu dokładnie przyjrzeć.

 

Getting your time back – gdzie znaleźć czas na naukę

 

Doba ma niezmiennie dwadzieścia cztery godziny. Wszyscy mamy tyle samo czasu. Dlatego warto się przyjrzeć gdzie ten czas się podziewa w czasie dnia.

No to policzmy ile mamy czasu:

  • 24 godziny dziennie
  • 168 godziny tygodniowo
  • mniej więcej 720 miesięcznie

 

Zakładając, że śpimy ok. 7,5 godzin na dobę, pracujemy 8 puls dojazd ( ~15,5 godzin). Czyli zostaje nam do dyspozycji jedna trzecia część dnia, tak?

 

I co z nią robisz? Pewnie znajdzie się jeszcze garść obowiązków, spraw do załatwienia – ważnych, pilnych i niecierpiących zwłoki. Jak w tym natłoku znajdujesz czas dla siebie? Czy one wszystkie są twoje?

 

Jak znaleźć czas na naukę języka obcego

 

Oprócz codziennych zadań i obowiązków może przydarzy się trochę korków ulicznych i kolejek. Sumuj i odejmuj je wszystkie. Ile zostaje czasu? I co robisz z tym, czasem który zostaje? Sama ze sobą przeprowadziłam takie rozliczenie. Planowanie i realizacja planów zwykle idą mi gładko. Lata praktyki. Ale.

Za każdym razem kiedy

  • chcę coś jeszcze osiągnąć
  • coś zmienić
  • dodać lub odjąć z mojego grafiku

 

Zastanawiam się czy mam na to miejsce. Takie puste miejsce, wolną przestrzen po angielsku nazywa się White Space. Jeśli mam mało White Space albo prawie wcale, to zastanawiam się co będzę musiała przesunąć? Co zastąpić, a z czego zupełnie zrezygnować? Bo czas nie jest z gumy. To może też już kiedyś słyszałaś.

 

W takim przyglądaniu się swoim dziennym zadaniom można dostrzec puste przebiegi, mało sprawne wykonywanie działań i, całkiem możliwe, jakieś przecieki. Po wnikliwym przeglądzie swoich dziennych poczynań zastanów się czy możesz zawiesić jedno lub parę zadań na pewien czas i wprowadzić angielski w to miejsce?

Wstępnie nie zachęcam do robienia kilku rzeczy na raz. Na tym etapie zastanów się ile czasu dziennie i/lub tygodniowo jesteś skłonna przeznaczyć na swój rozwój. Celowo nie używam „poświęcić”. Poświęcenie kojarzy się ze stratą, a ja wychodzę z założenia, że nauka i rozwój są inwestycją. Ciebie do tego też zachęcam. Wkrótce dowiesz się dlaczego.

 

Na koniec dwie małe wskazówki.

 

Przygotuj sobie notes – może być taki mały notesik, który zawsze będziesz miała przy sobie. Zapisuj w nim czas jaki zajmują ci powtarzające się czynności. Zapisuj wszystko, co robisz w ciągu dnia. I tak przez kilka dni. To ważne, żeby uzyskać realny obraz. Zapisuj, o której się budzisz i idziesz spać. Zapisuj kiedy jesz. Te informacje bardzo ci się przydadzą kiedy przyjrzymy się twojej krzywej aktywności i poziomowi energii. Ja wiem, że to może być mało sexy i nudne, ale jeśli chcesz efektów nie wymówek to tak się je osiąga. W sporcie i biznesie też analizuje się bieżące i historyczne działania. Bardzo wnikliwie. Sportowcy i ich trenerzy oglądają nagrania klatka po klatce dla usprawnienia treningów i występów. Coś musi w tym być, inaczej nie marnowaliby na to czasu. Taki przegląd i analiza działań mogą wydawać się nurzące, a nawet głupie. Ale ty to sprawdź. Zaskakujące wyniki gwarantowane.

 

Druga wskazówka to dwa przydatne narzędzia do monitorowania ile i gdzie spędzamy czasu w sieci. Na smartphonie Screen Time policzy w jakich applikacjach spędzasz czas. Zobaczysz jak na dłoni co, jak, ile i gdzie. Na komputerze pomoże ci w tym toggle.

 

Jeśli chcesz znaleźć czas na naukę i wreszcie oswoić angielski zaglądaj tu regularnie. Stopniowo będę rozwijała dla ciebie ten temat. Step by step. O tym jak w bardzo prosty sposób realizować plany pisałam też w Getting things DONE.

 

Vocabulary

 

figure of speech – metafora

subtle – subtelnie

here we go – zaczynać (potocznie)

white space – wolna przestrzeń np. w kalendarzu. Może też oznaczać „pole do popisu” w kontekście innowacji.

 

 

Jak myślisz, co pochłania najwięcej twojego wolnego czasu?

 

 

 

 

Pokonywanie ograniczeń – czyli nauka angielskiego wszędzie.

with Brak komentarzy

 

Docierają do mnie głosy, że „się nie da”, „że nie wiem jak”, „nie mam czasu”, „nie stać mnie”. Staram się być wyrozumiała, patrzeć na indywidualne sytuacje indywidualnie. Tylko, że ja wiem, wiem bo widzę, obserwuję i się pochylam nad tymi sytuacjami, że takie głosy pobrzmiewają ograniczeniami. Niestety. W dobie internetu nauka angielskiego może odbywać się wszędzie.

 

W poprzednim artykule przedstawiałam immersję, czyli prawdopodobnie najskuteczniejszą metodę do nauki jangielskiego i innych języków obcych. Popularne ujęcie tej metody jest cokolwiek zniekształcone. Przynajmniej według mnie. Kontakt z żywym językiem jest jak najbardziej wskazany, nawet konieczny, żeby się z nim oswoić. To o co chodzi z tym zniekształceniem?

 

Zniekształcone dlatego, że w zachwalaniu immersji często umykają warunki, które ją wspierają lub wykolejają. Na dodatek króluje założenie, że wyjazd jest najlepszym sposobem na immersję. Niekoniecznie. Właściwie to do samego kontaktu z językiem jest zbędny. Naukę angielskiego można zorganizować wszędzie, bo angielski jest właściwie wszędzie. Wystarczy się rozejrzeć. Z powodzeniem znajdziesz angielski w sieci, mediach tradycyjnych, gazetach, na plakatach i nawet na opakowaniach kosmetyków i produktów spożywczych. No dosłownie wszędzie.

 

Czemu zanurzenie zanurzeniu nierówne? Zobacz – zanurzeniu w wodzie i błocie będą towarzyszyły inne emocje. Na które masz większą ochotę? A gdyby tak dodać, że woda jest zimna a to specjalne wulkaniczne błoto? Czy to zmieniłoby twoją percepcję? Bo tu chodzi o kontekst, a nie lanie wody. Jeśłi zakładasz, że tylko w angielskojęzycznym basenie to wartościowe zanurzenie… to się mylisz.

Jeśli pierwsze słyszysz o immersji w nauce języka obcego to tu przeczytasz więcej o nauce angielskiego.  Zapoznaj się, żeby wiedzieć o co chodzi.

 

Podsumuję dlaczego klasyczna immersja może być nieskuteczna. Załóżmy, że jesteś w anglojęzycznym kraju. Jest ich kilka więc wybierz według upodobań. Żeby nie przeciągać, rozmiar miejscowości nie ma znaczenia – może to być Londyn, Nowy York, York, Leeds. Australia, Bermudy, Jamaica, Barbados czy Nowa Zelandia. Istotne będzie z kim tam przebywasz i w jakich sytuacjach.

 

Jeśli zamieszkasz we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu z innymi Polakami, to w jakim języku będzie rozmawiało się w tym domu? A jeśli podejmiesz pracę w firmie sprzątającej albo w zakładzie produkcyjnym, gdzie już istnieje spora grupa Polaków, Włochów czy Hiszpanów? W jakim języku będą się komunikować? Widzisz?

Może też zaistnieć inna sytuacja np. zdobędziesz świetną pracę w biurze. Z mojego doświadczenia w biurach jest niewiele pogaduszek, może ewentualnie przy kawie albo tzw. „water cooler chats”, które zwykle nie wychodzą daleko poza „what’s up?”

 

W takim otoczeniu, pomimo przebywania w anglojęzycznym kraju, umiejętności językowe się nieszczególnie rozwiną.

 

Paradoksalnie podobna sytuacja może mieć miejsce jeśli rzucisz się, albo ktoś ci pomoże, na głęboką wodę. Znajdziesz się w otoczeniu, w którym mówi się tylko po angielsku, a ty nie rozumiesz nic. Na dodatek otoczenie  może okazać się nieszczególnie przyjazne. Pierwszą, odruchową reakcją zamiast nauki angielskiego byłoby – „get me outta here”. Jeżeli nie można od razu uciec to i tak możesz w stresie postawić mentalny opór i też z tego nic specjalnego nie wyjdzie.

 

                     A wszystko sprowadza się do celowego kierowania uwagi.

 

Jak zastosować immersję wszędzie?

 

Chętnie poleciałabym na Karaiby uczyć się języka i …

Choć wizja wyjazdu jawi się kusząco, może na chwilę odłóżmy oszczędności w bezpieczne miejsce. Na początek zastanów się nad swoją obecną sytuacją. Jak wygląda twój dzień i tydzień? Czym się zajmujesz? Co robisz po pracy? Czego chciałabyś robić mniej albo więcej?

 

Jedną z najpopularniejszych skarg na trudności w nauce jest brak czasu. Wiedziałaś? Jeśli przyjrzysz się z lotu ptaka swoim obecnym zajęciom, to możesz dostrzec jakieś luki lub puste przebiegi. Jak już to ustalisz to zastanów się, co lubisz robić żeby się odpręży. Jeśli jest to oglądanie „Na Wspólnej”, no to masz odpowiedź. Ale i pojawi się pytanie – „czy da się to czymś zastąpić?” Jeśli obstajesz przy swoich ulubionych serialach i nie chcesz rozważyć zamiany na inne – nie czytaj dalej.

 

Jeszcze tu jesteś?

To idziemy. Kiedy już ustalisz na co przeznaczasz wolny czas, zastanów się czy mogłabyś, choć część, zamienić na kontakt z angielskim?

Może serial bez lektora? Może kanał na You Tube? A może słuchasz radia? Nie wiem czy ktoś jeszcze tak robi, ja na studiach zaczynałam dzień z radiem. Radio nie odrywało mnie od ogarniania się do wyjścia i dostarczało przydatnych informacji. Jeśli słuchasz radia nastaw się na np. BBC, Capital Radio, Heart. Może być internetowe.

Chodzi o to, żeby zafundować sobie ekspozycję znaczącą, czyli sytuację kiedy rozumiesz ogólny sens wypowiedzi. Najlepiej w sprzyjającym otoczeniu. Przez około 20-30 minut.

 

I co dalej z tym otaczaniem się angielskim?

 

No dobrze – to by było otaczanie się. Tylko, że znowu, samo otaczanie się nie wystarczy. Żeby to była nauka języka angielskiego a nie tylko szary szum, po takiej chwili z angielskim koniecznie trzeba sobie utrwalić.

 

No może niekoniecznie, ale jeśli się nie utrwala to proces żyje własnym życiem i nie wiadomo dokąd nas doprowadzi. Więc jeśli chcesz prowadzić proces, a nie żeby on prowadził ciebie, zaopatrz się w notes. Masz? Po obejrzeniu odcinka serialu czy odsłuchaniu audycji zatrzymaj się na 2 minuty. Serio. Zapisz o czym była mowa: ogólny temat, kontekst, wyrażenia, które rozumiesz i, szczególnie, te których nie rozumiesz. Może wydawać się to głupie i na początku będzie tego sporo. Nie przejmuj się. Wypisz trzy. To starczy. Jeśli nie chce ci się przygotowywać notesu i przeznaczać 2 minut na notatki – nie czytaj dalej.

 

Jeśli jeszcze tu jesteś, podpowiem ci zasadniczą, często pomijaną, prostą i absolutnie kluczową kwestię. Gotowa?

Samo oglądanie serialu czy słuchanie angielskiej stacji radiowej do nauki angielskiego nie wystarczy. Pomoże przyzwyczaić się do melodii języka, często używanych słów i konstrukcji, ale… Ale wyjątkowe efekty, w krótszym czasie, pozwoli osiągnąć robienie tego w skupieniu. To będzie te same 20 minut, ale wykorzystane intensywniej. Możesz dokładniej zapoznać się z tym jak sobie zorganizować czas i skupić uwagę za pomocą Pomodoro i w ramach prawa Parkinsona. A o skupieniu pisałam szerzej w notatce o focus.

 

Na razie cię z tym zostawiam. Z doświadczenia wiem, że co za dużo to nie zdrowo. Jeśli na początek wdrożysz choć raz w tygodniu taką znaczącą ekspozycję, ani się obejrzysz a zaczniesz zauważać efekty. Ale nie chcę ci psuć przyjemność odkrywania.

 

To znaczy pod warunkiem, że doczytałaś. No i użyjesz notes 🙂

 

PS Zanurzyć można się wszędzie – choćby w wannie 😉

 

Dla tych osób, które dobrnęły do końca BONUS. Poniższy link do Impact Theory (po angielsku) dokładnie ilustruje to, co próbuję wam uświadomić. Jordan również przedstawia immersję jako mega skuteczną, ale wsłuchacie się w to, co mówi. Zaraz po wyrażeniu opinii, że jest to najlepsza metoda opowiada jak ciężko było mu przez pierwsze trzy-cztery miesiące w Niemczech, o zaoferowanej pomocy i o tym jak uświadomił sobie, że rozumiał więcej niż mu się wydawało dzięki przebywaniu w obcojęzycznym otoczeniu. Następnie zwraca uwagę, że sporo zależy od sprzyjającychy warunków otoczenia i interakcji z innymi. A wszystko dzięki wybraniu się z pomocną osobą na piwo 😉

 

➡  Video z Impact Theory – dokładnie 20 do 25 minuty.

 

Macie jakieś doświadczenia z immersją?

Taką pełną lub na pół? Bardzo jestem ciekawa jak to u was działa.

 

 

Prawo i Deadline

with 1 komentarz

 

Jak to się mawia – „nie znajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności”. Zastanówmy się przez chwilę. Taka sytuacja pewnie znana większości kobiet – otwierasz szafę pełną ubrań, a w oczach maluje się rozpacz z „nie mam się w co ubrać” w tle. Znasz to? Podobnie może być w przypadku szybkiej nauki angielskiego. Opcji jest ogrom, tylko którą wybrać?

 

Zdarzyło Ci się kiedyś przeprowadzić? Może samodzielnie ogarniałaś swoją przeprowadzkę, więc wiesz jak to jest spakować dobytek życia do pudeł i worków.

Zastanów się chwilę – jak spakowałabyś się przeprowadzając z M3 do M2? Przeprowadziłabyś selekcję swojego ziemskiego dobytku czy zabrała wszystko jak leci?  Wiadomo miejsca będzie mniej. Jak to ogarnąć? A co gdybyś przeprowadzała się z M2 do M3? Przeprowadziłabyś selekcję czy zabrała wszystko jak leci?

Przeprowadzasz się do nowego miejsca, jest pusto i czuć przestrzeń. Zaczyna się rozpakowywanie. Możesz to sobie wyobrazić?

 

Na początku Twoja szafa jest pusta.

 

Przeprowadzałam się nie raz: z Polski do Anglii, w Brighton na południowym wybrzeżu kilka razy, z Brighton do Londynu i w Londynie parę razy. Wiem jak z plecaka i walizki dobytek rozrasta się do rozmiaru małej sypialni, a mała sypialna do mieszkania. Potem trzeba ogarnąć mieszkanie, załadować wszystko do ciężarówki, bo do Van Travelera się zmieścić nie chce. Dużo roboty, dużo pudeł i pakunków, czasu i energii. Choć lubię zmiany przeprowadzać się nie lubię. Zanim przepadniemy w czarnej d..ziurze „wszystko jest potrzebne” warto przeprowadzić selekcję według zasady 80:20

 

Sprawa ogólnie wygląda tak – nie zależnie od rozmiaru szafy czy mieszkania z łatwością znajdziemy sposób na wypełnienie dostępnej przestrzeni. Całej dostępnej przestrzeni. Podobną przypadłość można zauważyć w kwestii zadań i czasu. Zadania mają tendencję do wypełniania całego czasu przeznaczonego na ich wykonanie. Jeśli na sprawdzanie poczty przeznaczysz godzinę, to dokładnie tle to zajmie. Jeśli przeznaczysz pół godziny też się zmieścisz. Ma to związek z skupieniem i selektywnością w ograniczonych ramach.

 

Prawo Parkinsona w trzech zdaniach:

 

Granted that work (and especially paper work) is thus elastic in its demands on time, it is manifest that there need be little or no relationship between the work to be done and the size of the staff to which it may be assigned. Before the discovery of a new scientific law—herewith presented to the public for the first time, and to be called Parkinson’s Law—there has, however, been insufficient recognition of the implications of this fact in the field of public administration. Politicians and taxpayers have assumed (with occasional phases of doubt) that a rising total in the number of civil servants must reflect a growing volume of work to be done.

The Economist

A w skrócie

 

Parkinson's Law of growth is based upon an analysis of the factors by which that growth is controlled.

czyli

Prawo Parkinsona dotyczące wzrostu jest oparte na analizie czynników, przez które ten wzrost jest 
kontrolowany.

 

 

Jak ma się Prawo Parkinson’a do nauki?

 

W zależności od tego ile masz czasu na naukę – tak ją sobie zorganizujesz, żeby się wyrobić. Im ta metaforyczna szafa większa, tym więcej się w niej upycha i trudniej coś znaleźć. Dlatego tak ważne w nauce jest określenie na nią czasu, sekwencja działań i selekcja materiału. Zdaję sobię sprawę, że nie brzmi to szczególnie twórczo czy sexy, ale prawda jest taka, że jeśli chcesz coś osiągnąć, to działania do tego prowadzące nie mają być sexy tylko skuteczne.

 

Two forces at play:

Jeśli miałaś (nie)przyjemność zetknąć się z administracją panstwową to według Parkinsona w biurokracji oddziałują dwie siły:

  •  „An official wants to multiply subordinates, not rivals” – urzędnik chce mnożyć podwładnych, nie rywali
  •  „Officials make work for each other” – urzędnicy produkują pracę dla siebie nawzajem

 

Po prostu robimy sobie więcej roboty. W samodzielnej nauce też tak bywa. Szukamy kursów, nauczycieli i książek zamiast zabrać się do działania.

 

Deadline

 

Tak więc… znałaś to prawo czy nie znałaś ( a teraz już znasz) jego działanie jest nieuniknione. Świadomość jego funkcjonowania i narzucenie sobie ram, choćby w postaci czasu trwania, częstotliwości i deadline’u (czyli do kiedy działania mają zostać wykonane), pomoże uniknąć nieświadomego wędrowania na ścięcie.

 

Czemu deadline na nas działa? Jeszcze przez chwilę w szafiarski deseń, to trochę jak z tą sukienką zamówioną na imprezę. Jeśli nie dotrze przed dniem imprezy mogą jej już właściwie nie dostarczać. Albo w deseń transportowy, jeśli spóźnisz się na pociąg – trudno odjechał bez Ciebie.

 

Na całe szczęście deadline z nauką angielskiego nie jest tak drastyczny. Raczej nie zaowocuje ścięciem. No chyba, że zbliża się egzamin np. matura. Wtedy nie ma zmiłuj.

 

If you wait until the last minute, it only takes a minute to do.

 

Co ciekawe, jeśli zostawimy działanie na ostatnią chwilę, to zajmie ono tylko tą dostępną chwilę. Zachęcam do działania pod wpływem inspiracji nie desperacji, choć w desperacji też można.

 

Kolejnym, już ostatnim, wnioskiem z Prawa Parkinsona jest ograniczające przekonanie o wyższości ciężkiej pracy nad pracowamiem mądrze i szybko.

 

Bureaucracy itself is a by-product of our culture, thanks to the limiting belief that working harder is somehow better than working smarter and faster.

 

Dla zainteresowanych – tu znajdziecie oryginalny artykuł w The Economist. Essej Parkinson’a opisuje funkcjonowanie zbiurakretyzowaniej administracji urzędowej. The Scientific Proofs wyjaśnia genezę tego prawa na podstawie British Navy Estimates (Brytyjska Żegluga Wojenna). Artykuł jest napisany popularnonaukowym językiem, w nie najłatwiejszej formie, ale warto się choćby zapoznać.

 

Vocabulary

 

bureaucracy – biurokracja

Parkinson’s Law – Prawo Parkinsona  ( possessive case – dopełniacz)

deadline – termin ostateczny

scientific – naukowy

proof – dowód

 

Jak to u Was wygląda z szafą i czasem na naukę?

 

 

 

Amore pomidore

with 3 komentarze

 

Co ma pomidor wspólnego z nauką? Pomidor. Co ma wspólnego pomidor z efektywnością? Pomidor. Co ma pomidor wspólnego ze skupieniem? Pomidor. Co ma pomidor wspólnego z pamięcią. Pomidor. Co ma pomidor wspólnego z czasem. Sporo.

 

Jednym z częściej spotykanych problemów w przyswajaniu, czyli utrwalaniu, nowych informacji jest brak skupienia. Utrudnia je też nie przestrzeganie zasad. O tym dlaczego skupienie jest potrzebne w nauce angielskiego pisałam wcześniej, trochę przewrotnie nawiązując do magicznego zaklęcia. Według mnie magia nie jest potrzebna do skutecznej nauki. No magic pills. Wystarczy stosować metody. Powtórzę, żeby nie umknęło uwadze – stosować metody. Posunę się nawet trochę dalej i w szerszym ujęciu przydadzą się prawa i techniki.

 

Pomodoro i prawa pamięci

 

Pamiętasz jeszcze z dzieciństwa podwórkową zabawę „Pomidor”? Wiesz, ta w której jedyną dozwoloną odpowiedzią, z pełną powagą, było „Pomidor”. Technika o tej nazwie świetnie nadaje się do nauki. Nawet z kilku powodów. Prosty sposób, a ogromne zalety dla utrzymania uwagi i pracy w skupieniu.

Technika Pomodoro jest jedną z prostrzych metod zarządzania czasem. Nazwa pochodzi od timera – kuchennego czasomierza w kształcie pomidora. Za jej twórcę uznaje się Włocha, dlatego nazwa tak wdzięcznie brzmi. Polega ona na pracy w cyklach – 25 minut pracy i 5 minut przerwy. Żeby ją skutecznie stosować wystarczy papier, coś do pisania, timer – czasomierz i plan. Plan koniecznie podzielony na zadania, które mają być wykonane w czasie nastawianym na timerze, papier i coś do pisania do zapisania planu. Proste.

 

Dlaczego ta technika jest skuteczna?

 

Podział pracy na krótkie odcinki czasowe ma kilka zalet.

  • Pozwala na pracę w skupieniu.

Łatwiej jest się skoncentrować kiedy wiesz, że to tylko przez określony czas.

 

  • Magia Deadline’u – świadomość upływającego czasu zwiększa wydajność, bo chcemy skończyć zadanie przed przerwą.
  • Uśmierza rozpraszacze – łatwiej jest ignorować telefon, Social Media, powiadomienia itp. przez określony i krótki moment.
  • Ułatwia zmotywowanie się do samej pracy i jej rozpoczęcie.

Inaczej się podchodzi do zadania z myślą, że trzeba je wykonać w całości, bez przerw, a inaczej gdy masz nad nim popracować tylko przez 25 minut.

  • Ważny aspekt to same przerwy. Pozwalają one na odświeżenie umysłu. Dzięki przerwie umysł się mniej męczy i mniej protestuje przeciwko pracy. Przyzwyczajamy własny system do sprintu i przerwy, sprintu i przerwy.

 

Prawa pamięci

 

Pamięć działa w wybiórczy sposób. Ma swoje upodobania, ale też rządzi się pewnymi prawami. Tak się świetnie składa, że technika Pomodoro pomaga zastosować te prawa w praktyce.

 

Prawo pierwszeństwa

Z naszą pamięcią jest tak, że najlepiej zatrzymuje te informacje i bodźce, które pojawiają się na początku zdarzenia czy komunikatu. Z długiego ciągu słów, zaraz po ich przeczytaniu, zostaje nam w pamięci kilka pierwszych. Widocznie liczy się pierwsze wrażenie.

 

Prawo świeżości

Wiąże się z prawem pierwszeństwa/początku. Na podobnej zasadzie w pamięci zostają informacje, ktore wystąpiły na końcu, bo są jeszcze świeże w pamięci krótkotrwałej.

 

Prawo częstości

To to prawo, które znają chyba wszyscy studenci jako ZZZ – Zakuć Zdać Zapomnieć. Jeśli informacja powtarza się w wypowiedzi częściej prawdopodobieństwo zostania w pamięci się zwiększa. Trochę jak wzór. Wynika to z powstawania połączeń między neuronami i tworzenia ścieżki. Pisałam o tym więcej przy okazji neuroplastyczności . Tylko dlaczego zakute informacje po zdaniu egzaminu są zapominane? Najprawdopodobniej z dwóch powodów – są zdane, więc wydają się zbędne albo nie zostały wystarczająco utrwalone i połączenie zanikło.

 

Co jeśli nie ma czasu na powtarzanie?

 

Jeśli powyższe prawa pamięci Cię nie przekonują i nadal nie masz czasu na powtarzanie. Albo nawet uważasz powtarzanie za zbędne – wiedz to.

W większości przypadków w pamięci pozostają strzępki informacji po jednokrotnym przerobieniu materiału. Wrażenie, że się zapamięta po jednorazowym przeczytaniu jest mylne. Nawet 90% informacji umyka naszym mózgom. Nie stosując powtórek tracimy czas. Jeśli przerwa między pierwszym kontaktem a powtórką jest długa – zaczyna się właściwie od początku. Czy to nie strata czasu?

 

Podczas zakuwania bez powtarzania zapamiętuje się mniej, nawet dużo mniej. Większość czasu jest zmarnowana.

Dlaczego tak się dzieje? Mózg jest tak skonstruowany, że może wytrzymać w stanie koncentracji maksymalnie ok. 20-40 minut. Jeżeli przeciągamy ten czas, mózg samoczynnie przechodzi w standby, „wyłączając” część funkcji. Oszczędza energię. Koncentracja i zdolność zapamiętywania spada.

 

Zastosowanie Pomodoro sprawia, że pojawia się nowy koniec i nowy początek. To sprzyja zapisywaniu informacji w pamięci. Dodatkową zaletą jest to, że mózg przyzwyczaja się do odpoczynku i mniej protestuje. Dzięki temu pracuje wydajniej w okresach skupienia. Pomaga to też unikać uczucia przeładowania i „puchnięcia”.

 

Jak jeszcze można pomóc sobie w efektywnej nauce? Przede wszystkim unikając długotrwałej, monotonnej nauki nudnych informacji. Jeżeli masz do „wkucia” długą listę podobnych elementów np. słów, nazw, daty, itp., podziel je na kilka mniejszych grup. Warto też wiązać luźne informacje według cechy wspólnej.

Po drugie – przerwy. Im więcej przerw w nauce, tym więcej początków i końców. Najbardziej efektywnie możesz wykorzystać czas dzieląc naukę na 20-40 minutowe etapy. 20 minut to wystarczający czas, by skupić się na zadaniu. Przy nauce słownictwa czy gramy stosowałabym 15 – 30 minut max. I przerwa. Po powrocie do czynności łatwiej zauważyć prawidłowości i wiedza łączy się w strukturę. Tworzymy efekt TURBO.

 

Podsumowując, żeby prawo mogło działać na naszą korzyść trzeba je znać i się do niego stosować.

Dlatego, żeby prawa pamięci działały efektywnie trzeba stosować je w określony sposob i przygotowywać warunki, w których pracujemy w skupieniu przez krótki okres czasu. A potem okresy i informacje powtarzamy według wzoru.

 

Vocabulary

Pomodoro – Tomato – Pomidor

Timer – czasomierz

Cycle – cykl (też: jeździć rowerem)

Standby – tryb czuwania

 

Macie jakieś przykłady zastosowania dla Pomodoro? Znałyście wcześniej prawa pamięci?

 

 

 

1 2 3 4 5 6 9