Jak osiągnąć swobodę językową?

with Brak komentarzy

osiąganie swobody językowej

Nie wiem czy też tak masz, ale z moich lat obserwacji wynika, że obok zmagań z gramatyką i zakuwaniem „słówek”, jednym z najczęstszych celów przyświecającym uczniom jest chęć mówienia z akcentem jak native. Nawet nie liczę, ile razy w tej czy innej formie pojawiło się pytanie o akcenty. Tym razem nie będę dociekała ewentualnych powodów i korzeni takich zakusów.

 

Podpytywałam osoby uczące się angielskiego jak chciałyby brzmieć. Celowo nie zapytałam z jakim akcentem chciałyby mówić, bo nie chciałam nakierowywać na te tory. W udzielonych odpowiedziach przeważało: naturalnie i swobodnie. I o tym jak to osiągnąć jest ta notatka.

 

Może warto się przez chwilę zastanowić, co właściwe rozumiemy przez swobodę językową?

W skład swobody językowej zaliczyć można zasób słownictwa i łatwość przywoływania go w zależności od sytuacji i wypowiedzi, poprawne używanie struktur gramatycznych, użycie powiedzeń i przenośni powszechnie funkcjonujących w języku, poprawne i wyraźne wymawianie słów tak, żeby być dobrze rozumianym. Czy to znaczy, że nasze wypowiedzi mają być bezbłędne i nieskazitelne? Niezupełnie. Swoboda językowa to nie to samo, co biegłość językowa. Swoboda językowa charakteryzuje się łatwością komunikowania się i wyrażania myśli korzystając z dostępnego nam zasobu słów i wyrażeń na własnym poziomie rozwinięcia umiejętności.

 

Swobodne porozumiewanie się używając angielskiego jako drugiego języka osiągasz wtedy, kiedy rozumiesz większość informacji do ciebie docierających zawierających język potoczny, metafory, idiomy, kolokacje. Innymi słowy swoboda językowa wiąże się z płynnością. Formułowanie zdań przebiega sprawnie i bez ociągania się, a w umiejętnościach biernych, czyli czytaniu i rozumieniu ze słuchu, większość przekazu jest zrozumiała.

 

Warto sobie uświadomić tą różnicę i przestać zamęczać perfekcjonizmem. Nie musisz być w stanie formułować megaelokwentnych konstrukcji, żeby porozumiewać się płynnie i swobodnie.

 

Taki poziom zaawansowania, zbliżony do biegłości, jest przydatny osobom, które profesjonalnie zajmują się studiowaniem języka lub wykorzystują angielski w pracy naukowej.

 

Na co dzień swoboda zupełnie wystarczy.

 

Jeśli nie planujesz kariery naukowej, a angielski przydaje ci się głównie w pracy i na potrzeby własne – płynność w zupełności wystarczy. Swoboda językowa pojawia się już na poziomie średnio zaawansowanym i rozwija stopniowo z pogłębianiem rozumienia i rozbudową zasobu słownictwa, czyli leksykonu.

 

Jak określić czy nabieramy lub już osiągnęło się swobodę językową w angielskim? Zastanów się nad kilkoma aspektami dotyczącymi obecnego stanu rzeczy w kwestii swojego angielskiego:

  • uczestniczę czynnie w rozmowach
  • potrafię jasno wyrażać swoje myśli i odczucia
  • kiedy zabraknie mi słowa sprawnie posiłkuję się innymi wyrażeniami
  • nie popadam w panikę kiedy nie zrozumiem przekazu. Dopytuję.
  • mam świadomość swoich błędów. Stopniowo je poprawiam.

Może zauważyłaś, że powyższa diagnostyka nastawiona jest na praktyczne posługiwanie się językiem angielskim i jest połączeniem biernych i czynnych umiejętności językowych. Częstym powodem złudzenia, co do poziomu własnego języka  jest brak regularnych prób używania i sygnałów zwrotnych. Zwyczajnie może się wydawać, że poziom językowy jest wyższy ze względu na spory zakres rozumienia, ale przy weryfikacji przez produkcję pojawiają się trudności. Odwrotna sytuacja, choć rzadziej, też może mieć miejsce kiedy trochę się rozgrzeje mowę. Przybiera to formę znacznej sprawności w ograniczonym, często stosowanym obszarze zagadnień, ale trudności pojawiają się kiedy pojawia się potrzeba lub okazja rozmowy poza zakresem naszych przyzwyczajeń np. rozmowa o zmianach klimatu kiedy mamy wprawę w zakresie mody i urody czy sportu.

 

Jak brzmieć swobodnie?

Wspomniałam, że nie wszystkie umiejętności muszą być koniecznie na najwyższym poziomie, żeby czuć się swobodnie używając angielskiego. To jednak nie znaczy, że nie warto ich systematycznie i stopniowo rozwijać i można już sobie odpuścić. Tudzież olać – skoro już była mowa o mowie potocznej 🙂

 

Przyjrzymy się kilku istotnym czynnikom po kolei.

 

Gramatyka, a konkretnie czasy

Nie musisz znać zastosowania i używać wszystkich czasów i struktur gramatycznych. Do płynnego porozumiewania się wystarczą najczęściej używane czasy gramatyczne. Realnie czasy są trzy: teraźniejszy, przeszły i przyszły. Bez żadnego „ale”. Czasoprzestrzeń dzieli się na tu i teraz, historię i to co dopiero nastąpi (planowane lub nie). W angielskim gramatyczne czasy mają aspekty i to one sprawiają wrażenie większej liczebności. W brew pozorom aspekty nie istnieją po to, żeby uprzykrzać biedakom próbujących się z nimi uporać życie, ale po to by komunikację uściślać. Opanowanie aspektów prostego i ciągłego w zupełności wystarczy. Idąc na skróty stosowanie do przyszłości „to be going to” też obejdzie i załatwiane. I tu słowo ostrzeżenia i wyjaśnienia. Nie sugeruję, żeby nie zawracać sobie głowy poznaniem wszystkich czasów gramatycznych i ich zastosowań. Zwracam jedynie uwagę na to, że zabieranie się za wszystko na raz powoduje mętlik i zniechęcenie. Na początek, albo nowy początek jeśli reanimujesz swój angielski – lepiej kilka a dobrze.

 

 

Kiedy opanuje się naprawdę dobrze podstawy, nabiera się pewności, wtedy łatwiej będzie zaprzyjaźnić się z Perfect Tense.

Mała dygresja: moje dość specyficzne linguistyczne poczuciu humoru.

Perfect to taki „czas-paradoks”, bo się zaczął, ale nie wiadomo kiedy i jeszcze się nie skończył. Dlatego. Na wstępie radzę się skupić na solidnym opanowaniu podstaw.

Przestań się tłumaczyć, czyli..

To chyba będzie kolejnym, które dołączy do mojej Naughty List obok #wymowaNieWymówka

 

Tłumaczenie z polskiego na angielski. Paradoksalnie możesz nie zdawać sobie sprawy jak bardzo dosłowne tłumaczenie utrudnia i spowalnia naukę języka angielskiego. Dzieje się tak głównie dlatego, że języki różnią się ze względu na różnice kulturowe. Ostatecznie między użytkownikami języka i językiem występuję sprzężenie zwrotne. Język kształtuje rzeczywistość i vice versa, co znaczy też to, że na języki ma wpływ wiele czynników. Włącznie z lokalizacją. Tłumaczenie słowo słowo jest bez sensu, właśnie dlatego, że w procesie traci się sens wypowiedzi.

 

Słów lepiej jest się uczyć grupami tematycznymi i kontekście, a nie pojedynczo i bez powiązania.

 

Jeśli zachodzi potrzeba przetłumaczenia słowa to dobrze jest do tego stosować słownik monojęzyczny, czyli angielsko-angielski. Wyjaśnienie hasła dodatkowo wzbogaca słownictwo.

 

Twórz własny słownik

Samodzielne sprawdzanie znaczeń słów i wyrażeń i zbieranie w jednym miejscu tych nam najbardziej potrzebnych i przydatnych buduje bardzo indywidualny i osobisty słownik. Zbieranie, zapisywanie słów, na które si natkniesz w przeznaczonym do tego notesie pomoże w stworzeniu poręcznego słownika. Umożliwi również prześledzenie swojego rozwoju. O tym dlaczego monitorowanie swoich działań i postępów jest ważne pisałam w notatce o Łańcuchu Systematyczności.

 

Jaki aparat jest najlepszy? Ten, który masz ze sobą.

To cytat zaczerpnięty od Chase Jarvis, światowej sławy fotografa, twórcy programu wspierającego osoby kreatywne Creative Live. Jakoś utkwił mi w pamięci.

Ten cytat rewelacyjnie i bardzo przejrzyście ilustruje jedno z absolutnie najczęstszych przeoczeń i zaniedbań w rozwoju mówienia.

Osoby uczące się angielskiego niezmiernie często skarżą się, że nie mają z kim ćwiczyć mówienia. Problem wydaje się sięgać aż do czasów szkolnych, bo ponoć w szkole tego nie uczą. W szkole za duży nacisk kładzie się na gramatykę i pisanie. No nie wiem, nie wnikam.

 

To jak sobie z tą trudnością poradzić i pozbyć się tego głęboko utrwalonego przekonania?

Zaraz wyjaśnię, tylko przyjrzymy się jeszcze jednej kwestii. Z tego co słyszę i obserwuję w trakcie nabierania płynności językowej uczące się osoby mają opory przed zabieraniem głosu publicznie. I tu pojawia się kolejny paradoks – trudno jest wprawić się w mówieniu nie zabierając głosu. Podejrzewam (to eufemizm), że wynika do z obawy przed krytyką, tremy, a może nawet wstydu. Dlatego, żeby uporać się z tymi blokadami polecam właśnie spróbować działania z tym co mamy.

Sposoby na pewność siebie.

Na początek używaj własnych uszu. Tak, tak. Mamy język, usta i parę uszu, które bez trudu rejestrują różnice w dźwiękach i wymowie. Można zastosować samo-odsłuch. Można powtarzać po śladzie, za wymową wzorcową, którą można znaleźć choćby w internetowych słownikach. Można się nagrać na dyktafon czy głosowe memos w telefonie i po czasie sprawdzić. Może się to wydawać banalne, ale gwarantuję, że jest to spektakularnie skuteczne rozwiązanie. Na dodatek oszczędza czas, kasę i..wstydu.

 

Taki prosty samo-odsłuch pozwala i ułatwia oswojenie się z brzmieniem własnego głosu w obcym języku, pomaga brzmieć naturalniej w grupie, a co za tym idzie w nabieraniu swobody językowej!

 

Voila!!

 

Niezawodny sposób na efekty

with Brak komentarzy

systematyczność w nauce angielskiego krok po kroku

 

Ten temat coś się za mną ciągnie. Jak spaghetti. Wkurza mnie kiedy ktoś innym wytyka błędy. Wytykanie, poprawianie błędów u innych to taki kij co ma dwa końce. 

Z jednej strony chciałabym pomóc unikać błędów, bo sporo osób boi się ich jak ognia. Czasem aż tak, że z trudem są w stanie wykrztusić  z siebie parę słów.

Wielokrotnie byłam świadkiem uników w codziennych sytuacjach, zakłopotania i skrępowania kiedy obcokrajowcy w kawiarni, w księgarni, w kolejce do kasy mieli się odezwać po angielsku.

Z drugiej strony wiem, że błędy pełnią istotną funkcję w uczeniu się i zupełne usuwanie ich innym z drogi może zaszkodzić w ich rozwoju. No i bądź tu mądra..

 

Na chwilę zostawię kwestię błędów w spokoju i przejdę do omówienia sporego ułatwienia w nauce. Bo tak się składa, że jest łatwiejszy sposób na poradzenie sobie z trudnościami niż ciągłe śledzenie błędów u innych.

 

To taka dziecinnie prosta metoda na spektakularne efekty. I jak to zwykle bywa – to co najprostsze umyka uwadze lub jest uważane za zbyt błahe.

Przyjrzymy się Łańcuchowi Systematyczności.

Łańcuch Systematyczności pomaga samodzielnie unikać kardynalnego błędu w nauce. Przy okazji usuwa jedną z zasadniczych trudności.

IMHO, czyli moim skromnym zdaniem, osoby uczące się języków wykładają się na braku cierpliwości i systematyczności w drodze do swobody językowej. Nie dostrzegają szybkich efektów, motywacja siada i tyle z nauki. Znowu w życiu mi nie wyszło..

 

Małe kroki

Cała sztuka tkwi w drobnych, wykonywanych regularnie krokach.

I tak naprawdę to nie tylko moja obserwacja. To opinia podzielana przez setki nauczycieli.

Nie raz pytałyście mnie czy uważam, że kwadrans dziennie z angielskim coś zdziała. I, jeśli tu od czasu do czasu zaglądasz, to może się domyślisz, co ja na to.

Wszystko działa jeśli TY DZIAŁASZ!

 

Monitorowanie postępów

Problem w tym, że przeciętna osoba ucząca się angielskiego nie tylko nie planuje, ale też nie monitoruje swoich działań. Bez monitorowania nie widzi efektów, chęci słabną i sprawa bierze w łeb.

A można inaczej.

 

Można, np. tak:

  • wypisać i sporządzić listę czynności i zadań związanych z nauką angielskiego
Powiedzmy, że znajdzie się na niej poznanie nowego słownictwa, utrwalenie już poznanego, czytanie prasy 2 razy w tygodniu/miesiącu, ćwiczenie pisania, mówienie na głos, wyszukanie i wybór ciekawych źródeł autentycznych, jakieś wywiady, artykuły, może sprawdzenie aplikacji do powtórek.
 
Po rozpisaniu celu na drobne kroki jest on o wiele łatwiejszy w realizacji.
 
Zastanów się ile czasu dziennie jesteś w stanie przeznaczyć na skupienie się nad realizacją celu?
 
W tej metodzie rewelacyjne jest to, że efekty widać niezależnie od tego ile czasu jesteś w stanie wygospodarować. Co więcej, 15 minut dziennie to prawie dwie godziny lekcyjne tygodniowo “uzbierane” w międzyczasie. W dodatku, co może nawet istotniejsze, nie męczysz swojego mentalnego materiału katując się ślęczeniem nad jednym czy dwoma zadaniami na raz.
 
Rozłożenie materiału sprzyja utrzymaniu zainteresowania. Przeplatanie i powtarzanie naturalnie wprowadza spiralny proces i Spaced Repetition System.
 
Tak to oto ziarnko do ziarnka i uzbiera się miarka. Drobnymi krokami można osiągnąć zaskakujące efekty.
 

JAK TO DZIAŁA? NIE PRZERYWAJ ŁAŃCUCHA!

 Wyrabianie nawyków i budowanie systematycznego działania najlepiej się sprawdza w myśl zasady “mało, a często”. Działanie trzeba podejmować codziennie [każdego dnia] dlatego krótkie zadania, w określanych dawkach i o określonej porze sprawdzają się najlepiej.
 
Kiedy ruszyłaś z miejsca i zadanie z listy zostało wykonane – wyraźnie, wizualnie to zaznaczasz. Każde ćwiczenie to ogniwo we własnym Łańcuchu Systematyczności.
 
Ten prosty zabieg motywuje do kontynuowania starań – na rzut oka wiadomo jak proces postępuje. W miarę wydłużania się tego łańcucha systematyczności dostrzeżesz efekty. Nie tylko naocznie:)
 
Taki łańcuch systematyczności warto umieścić w widocznym miejscu, gdzieś gdzie nie można go przeoczyć i przejść obok obojętnie. I gdzie widzą go inni.
Najprawdopodobniej zadziałają dwa czynniki:
1. Nie lubimy odpuszczać, kiedy się w coś zaangażujemy
2. Zacznie działać odpowiedzialność zewnętrzna (podobna do publicznych deklaracji).
Przygotowałam Łańcuch Systematyczności gotowy do druku.
 
Koniecznie pamiętaj, żeby tabelę umieścić w widocznym, często odwiedzanym miejscu. Obserwowanie przybywających ogniw w łańcuchu nie tylko wpływa mobilizująco – jest też bodźcem odciążającym pamięć. Po kilku-kilkunastu dniach niemal wchodzi w krew sprawdzanie listy działań, wykonanie ich i odhaczanie.
łańcuch systematyczności - nauka angielskiego
http://bit.ly/LancuchSystematycznosci
 
Łańcuch Systematyczności nie tylko jest dziecinnie prosty. Zapewnia stymulację i bodziec do działania. narzędziem – dodatkowo dostarcza naoczne dowody.
Oprócz tego jest w nim jeszcze coś co chyba lubię najbardziej:
 
  • synergia – dzięki połączeniu uzyskany wynik jest większy niż prosta suma składników.
  • usuwa wymówki – kwadransu dla siebie nie znajdziesz?
 
Osoby, które zaglądają do mnie na Instagramie niejednokrotnie mogły usłyszeć #wymowaniewymówka. Wymówka nie jest zdrobnieniem znaczeniowym od wymowa.
 
Ćwiczenie wymowy prowadzi do płynności językowej. Ćwiczenie wymówek – NIE.
 
Jestem przekonana, że jeśli zastosujesz to rozwiązanie zobaczysz efekty. Do dzieła.
 

Powodzenia!

 

Błędy w angielskim i jak się na nich uczyć

with Brak komentarzy

jak się uczyć angielskiego na błędach

Zwykle ujmuję sprawy względnie delikatnie, pedagogicznie. Na potrzeby tej notatki o błędach w angielskim ujmę sprawę tak jak wyjaśniłam znajomej.

Notatka powstała na podstawie autentycznej rozmowy i doświadczeń. Spotkałyśmy się pewnej niedzieli w Harvey Nichols 5th floor, Knightsbridge. Nie mój typowy hangout, ale nie chciałyśmy spotykać się na starych śmieciach. Znamy się od kilku lat. Odkąd pamiętam przewija się ten sam błąd. Od lat obija mi się o uszy.

Z zasady nie wytykam błędów. To jednak nie znaczy, że je ignoruję.

 

Moja nauka na błędach w angielskim

W początkowym etapie przyjazdów do Anglii, jeszcze w czasie studiów, nie raz sama prosiłam o poprawianie moich błędów w angielskim. Zależało mi, żeby się szybko nauczyć i czułam, że nieświadoma tego, co mówię nie tak nie będę w stanie pracować nad swoim angielskim. A przynajmniej nie tak szybko i skutecznie jak chciałam.

Chyba nie trzeba wyjaśniać jakie takie prośby przynosiły efekty. Słabe. Prawie żadne. Wyjaśniałam ten mechanizm na podstawie związków.

Na dodatek Anglicy i rodowici użytkownicy języka przywykli do obcokrajowców. Niektórzy wykazują się wsparciem, inni być może cierpliwością. Ogólnie rzecz biorąc wśród Anglików poprawianie rozmówcy uchodzi za nietaktowne i zdarza się rzadko. Opisywałam to bliżej w Mind the Gap.

Jeśli już występuje to zwykle wplecione w rozmowę.

Żeby to dostrzec trzeba być tego świadomą. To trochę tak jak z szukaniem czegoś czego się nie zna. Jakoś trudno znaleźć coś kiedy się nie wie na co zwracać uwagę. A kiedy się już wie, nagle dostrzega się to wszędzie.

 

Najczęstsze sposoby poprawiania błędów w angielskim

 

1.Dopytywanie.

Jak to w rozmowie bywa czasem ktoś nie dosłysz. Jeśli rozmówca nie dosłyszał lub nie zrozumiał – prawdopodobnie dopyta. Poprosi o powtórzenie. Jeśli zdarzy się to raz, dwa razy – możliwe, że było wokół głośno albo powiedziało się coś niewyraźnie. Czasem takie powtarzające się “pardon” może być niezręczne, ale nie ma się co irytować. Nie ma się co stresować. Może coś jest nie tak i warto się przez moment zastanowić dlaczego komunikat nie dociera. Jeśli ktoś dopytuje to po to, żeby zrozumieć. Można spróbować powiedzieć to samo w inny sposób, uprościć wypowiedź. Nawet opisowo i na około. Lepiej nie tracić okazji do nauki i zapytać co było niejasne. Potem sprawdzić i poprawić. Uczysz się dzięki temu słownictwa i radzić sobie w irytujących sytuacjach.

2. Powtarzanie

Z taką formą poprawiania błędów w angielskim można spotkać się najczęściej w realu. Jest subtelna i możliwe, że właśnie dlatego tak umyka uwadze. Jeśli w wypowiedzi wystąpił błąd gramatyczny, np. użyto nieodpowiedniego czasu po angielsku do sytuacji lub kontekstu istnieje spora szansa, że rodzimy użytkownik języka angielskiego, czyli native speaker, powtórzy taką wypowiedź poprawnie. Trochę automatycznie. Na to warto zwracać uwagę, bo można się nauczyć od razu sytuacyjnie i związać taką korektę z konkretnym wspomnieniem. Dzięki temu poprawna forma gramatyczna angielskich czasów może utkwić w pamięci bez dodatkowego wysiłku.

Jeśli poprzesz to odrobiną zaangażowania i sprawdzisz wypowiedź przed i po korekcie – analiza umożliwi porównanie i skontrastowanie.

Dwa w jednym 🙂

3. Wyjaśnienie

Chyba nietrudno się domyślić jak może ta forma poprawiania błędów wyglądać. Jednak w realu poprawianie i wyjaśnianie błędów w angielskim wyglądają inaczej niż w klasie.

Osobiście preferuję dwustopniową weryfikację. Delikatnie, ale wyraźnie pytam czy zdają sobie sprawę z pomyłki lub błędu gramatycznego. Robię to po to, żeby ustalić czy to utrwalony błąd, niewiedza czy przejęzyczenie albo potknięcie językowe. Przecież każdemu może się zdarzyć. Czasem na tym etapie występuje autokorekta i super.

Jeśli jednak autokorekty brak – wyłapuję kłopotliwą strukturę czy słowo i zestawiam formy. Może zauważyłaś, że praktycznie w tym kroku zawierają się dwa poprzednie tylko w rozbudowanej formie.

Jeśli okaże się, że to nieświadomy błąd w angielskim – pytam czy chcą, żeby go omówić. Jeśli nie – spoko. Bez sensu byłoby powodować u kogoś skrępowanie. Taka atmosfera nie sprzyja nauce. Ale.

Jeśli troska jest szczera – opór i niezręczność są minimalne, bo..

It takes one to know one – swój swego zrozumie.

 

Też przez to przechodziłam i to chyba słychać. Nie jest moją intencją kogokolwiek zawstydzać, sama kiedyś chciałam takiej pomocy i z chęcią ją przyjmowałam. Łatwiej jest przyjąć pomoc od kogoś o podobnym doświadczeniu.

Nadal też pamiętam kilka mało przyjemnych przypadków publicznych poprawek, więc sama takich nie serwuję.

 

Mam nadzieję, że ta wiedza i doświadczenie ułatwią Ci naukę i rozwój angielskiego.

 

 

Zwiedzając Londyn – jak nie być upierdliwym turystą

with Brak komentarzy

warto zobaczyć Londyn turysta

 

Jeśli myślisz, że największym problem w Londynie jest dogadanie się – think again.

Porozumiewanie się rzeczywiście może sprawiać trudności, ale słownictwo, ba, nawet grama mogą okazać się mniejszymi problemami in the grand scheme of things, czyli biorąc pod uwagę całokształt.

Zatem, w wakacyjnym cyklu notatek pomyślałam, że może takie londyńskie „oświecenie” się komuś przyda. Przez “komuś” mam na myśli zarówno turystów jak i „tubylców”.

Właściwie, po chwili zastanowienia, głównie turystów. „Tubylcy” mają się zupełnie dobrze.

Aż sama siebie zaskoczyłam.

 

Chciałabym cię uchronić przed nieprzyjemnościami, dlatego chyba lepiej dowiedzieć się tego ode mnie. Przed wyjazdem/przyjazdem.

 

Zatem..

Jak nie być upierdliwym turystą? I dobrze na tym wyjść.

Nie obyłoby się bez wspomnienia o rozeznaniu i planie. Ale. O tym już pisałam, więc tu tylko odeślę do właściwych, przydatnych notatek:

Miejsca, które warto zobaczyć w Londynie

Up in the Sky – Londyn w chmurach

 

Look where you’re going! Patrz gdzie leziesz!

Warto się rozejrzeć i być uważnym. Dlaczego?

  1. W Londynie na codzień żyje i pracuje od 7 mln do 9 mln (7-9M) ludzi. Wyobraź to sobie przez chwilę.

Zwykle “tubylcy”, jak to bywa w dużym mieście, się “skądś dokądś” spieszą. Z niczego tak się nie cieszą jak z grupki nieogarniętych obcych włażących im pod nogi.

Brutalne? Możliwe. Prawdziwe? Zdecydowanie.

Nie piszę tego, żeby psuć ci wizję wyjazdu. Przeciwnie.

Piszę to, żeby cię na takie zachowania uczulić. Lepiej wiedzieć czego unikać niż doświadczać frustracji. Jeśli przemknęło ci przez myśl “ale jak to?”, “ myślałam, że Anglicy są uprzejmi” lub coś podobnego, to niestety muszę cię uświadomić, że Londyn to duże, kosmopolityczne miasto w ciągłym biegu. It is what it is, czyli jest jak jest i każdy patrzy swego.

Dlatego.

 

Mind your business

W metrze:

  • Miej przygotowany w ręku bilet, oyster card lub kartę do płatności zbliżeniowej
  • Na ruchomych schodach stój po prawej stronie, lewa jest przeznaczona dla tych w pośpiechu schodzących lub wchodzących.
  • Stanie w przejściu.

System w metrze bywa poplątany, ale mapie lepiej przyglądać się w bezpiecznie oddalonej od wyjścia/wejścia lokalizacji.

  • Głośne zachowanie. Można odnieść wrażenie, że turyści wychodzą z założenia, że skoro „tubylcy” mogą nie rozumieć ich języka to mogą używać go do woli, na pełen regulator. No, niezupełnie. Głośne gadanie w obcym języku uchodzi za agresywne zachowanie. Zatem jest niemile słyszane.
  • Last but not least. Na koniec – w metrze nie warto się nadmiernie innym przyglądać. Londyn jest miastem stosunkowo liberalnym, pomimo ścisku mieszkańcy cenią sobie private space, czyli przestrzeń prywatną. Gapienie się jest niemile widziane.

Zwykło się mawiać, że w londyńskim metrze należy unikać kontaktu wzrokowego. Myślę, że to lekka przesada. A tu nie ma co przesadzać, więc umiar wystarczy.

 


„This means that you do not stand on the left-hand side of the escalator

   (a crime which should be punishable by summary execution, frankly).

  „Also, don’t hang about in platform exits looking at maps. (There are maps available everywhere, and if you don’t have your own, you’ll find plenty more on the platforms).

  „Finally, allow people to get off the train before you try and get on.”

The Sun, 15 Sept 2017   

 

„We know you are having a lovely time discovering our fabulous city, please don’t make it harder for locals to make it all work. A missed tube can really screw up a schedule.”

 

W autobusie:

  • Z zasady do autobusu wchodzi się przez przednie drzwi opłacając przejazd za pomocą Oyster cart lub płatności zbliżeniowej kartę. Jeśli ma się kartę podróżną czy bilet wycieczkowy wystarczy go pokazać kierowcy. Wysiada się środkowymi, w nowszych autobusach też tylnymi drzwiami.

 

Kto pyta nie błądzi

Czyli: pytania o wskazówki, o drogę, o cenę.

 

Zacznę od oczywistego, jednak niestety nagminnie pomijanego istotnego drobiazgu.

Przede wszystkim maniery, nie maniera! Tubylcy, rodowici czy napływowi, są wyczuleni na proszę, dziękuję, przepraszam. Nie, nie żartuję.

Często-gęsto zdarza mi się być zatrzymaną na ulicy przez wyglądającego na zmieszanego, może trochę przytłoczonego sytuacją, turystę ze smartphone’m w ręku. Kiedy Google Maps zawiodą, o zgrozo, pozostaje mieć koniec języka za przewodnika. How oldschool. Wtedy lepiej nie zapominać języka w gębie, ani o manierach.

 

Można zagadnąć np. tak:

Excuse me. Could you please tell me/direct me/show me where/how/etc.

Thank you! (!)

 

Jeśłi chodzi o pytania o drogę – warto zapoznać się z często używanymi frazami. Takimi paza „na prawo/lewo”, „skręcić”, bo w angielskim przy udzielaniu wskazówek zdarzają się zwroty potoczne.

 

Kto pyta, mniej błądzi.  Manners cost nothing and mean a lot.

 

Pan tu nie stał!!

Kolejki, kolejki. Ale po kolei.

„Tubylcy” nie tylko nie znoszą przepychania się czy przeskakiwania miejsca w kolejce. W Anglii panuje zasada jednej kolejki. Wszyscy stoją w ogonku w jednej linii. „Tubylcy” źle znoszą chaos i rozgardziasz w tej kwestii i choć zwracanie uwagi jest dla nich niezręczne, to nie omieszkają okazać swojego niezadowolenia ofukując nieogarniętego delikwenta/kę.

 

Może się wydawać, że pojechałam. Po co takie banały? Ale. Tak często to obserwuję i słyszę, że może to nie dla wszystkich i każdego z osobna takie oczywiste. Jednak dla ciebie już na szczęście tak 🙂

 

W razie pytań – pytaj śmiało.

 

 

Up In the Sky – Londyn w chmurach

with Brak komentarzy

atrakcje Londynu warto zobaczyć Tower Bridge - akcjarelacja.com.pl

 

Uznajmy, że to notatka podróżna, choć dla mnie to spacer po bliższej i dalszej okolicy. Przyjrzyjmy się jakie atrakcje warto zobaczyć w Londynie. Po ciekawostkach i zwiedzeniu londyńskich muzeów (pisałam o nich w poprzedniej notatce), zapraszam do zmiany perspektywy. Przyznaję, że sama taką panoramiczną perspektywę na Londyn lubię. Daje ona chwilę wytchnienia od tempa i zgiełku. No i dystansu:) Może przewrotnie, ale dla mnie to wyjątkowo atkowo atrakcyjna perspektywa. 

Do takiego zwiedzania Londynu warto się przygotować. Czas się nie rozciąga, a poruszanie się po Londynie dla osoby niewprawionej i nieprzyzwyczajonej do londyńskiej komunikacji publicznej może okazaś się uciążliwe.

Przypominam o zasadzie ‘minuta przeznaczona na planowanie to 10 minut oszczędności w trakcie’.

Poniżej znajdziesz kilka punktów programu pt. View from the Top, widok z lotu ptaka na Londyn.

Chciałabym posłużyć się metaforą I’m walking on sunshine, ale bardziej realistyczny byłby spacer w chmurach. Bo to Londyn przecież 😉

 

Let’s go!

 

Tower Bridge

Mało kto o tym wie, że na Tower Bridge jest dozwolony wstęp. Nad mostem znajduje się oszklony taras widokowy. Tower Bridge wznoszący się o rzut beretem od Tower of London, londyńskiej Twierdzy, jest mniej znaną atrakcją Londynu. Choć znajduje się o niecały kilometr od London Bridge został zbudowany ze względu na dynamicznie rozwijający się w XIXw. East End. Powstał w odpowiedzi na potrzebę sprawnego przedostawania się z południa na północ Londynu i spowrotem. Został zaprojektowany w stylu gotyckim i postawiony na podwyższonych pomostach. Nie budowano mostów na wysokości chodników ze względu na funkcję rzeki jako szlaku transportowego. Most na dogodnej dla pieszych wysokości utrudniałby, a nawet uniemożliwiał, przepływ statków i barek na Tamizie.

Wejście na górę mostu znajduje się po stronie Tower of London. Po kładce na poziomie tarasu można przejść z jednego brzegu Tamizy na drugi niemal w chmurach lub wśród słonecznych promieni (zależnie od pogody). Z góry roztacza się piękny widok na wszystkie strony Londynu. Można też zaobserwować podnoszenie mostu oraz zwiedzić maszynownię odpowiedzialną za jego zwodzenie. U podnóża południowej wieży znajduje się wystawa dotycząca okolicy w czasach powstawania Tower Bridge.

 

Wyjście z Tower Bridge prowadzi do urokliwej dzielnicy Bermondsey, gdzie można zatrzymać się na lunch, obiad lub kolację przed dalszym przemierzaniem miasta.

Koszt: ok. £10

 

Tate Modern

Tate Modern jest jedną z narodowych galerii sztuki nowoczesnej. Wstęp do galerii jest bezpłatny. Niektóre z wystaw specjalnych są biletowane i odpłatne – warto się zapoznać z grafikiem wystaw jeśli coś jest dla nas szczególnie interesujące.

Tate Modern mieści się w przekształconym i przystosowanym budynku byłej elektrowni Bankside Power Station. Na szczycie Tate Modern znajduje się panoramiczny taras widokowy, na który wstęp jest wolny.

Jest tam też kawiarnia, w której można usiąść, odpocząć, wyglądać na St Paul’s po przeciwnej stronie Millenium Bridge.

Koszt: za jeden uśmiech i garść podziwu

 

atrakcje Londyn warto zobaczyć Tate Modern

 

Big Easy

Z Tate Modern można się przejść do Borough Market obok London Bridge , gdzie rano i do wczesnego popołudnia znajdziesz świeże pieczywo, wędliny i sery oraz inne wypieki. Ale można też podejść do stacji Bank w londyńskim The City i stamtąd wybrać się DLR, czyli Docklands Light Railway, w kierunku Canary Wharf.

Do Canary Wharf warto dotrzeć późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem. Jest to typowo biznesowa część Londynu znajdująca się w niegdyś portowej i handlowej dzielnicy East End’u.

Tu można pospacerować i przyjrzeć się jak nowoczesne budynki komponują się ze starym budownictwem składów i przystani. A po spacerze odpocząć i odświeżyć się w jednym z nabrzeżnych barów lub restauracji. Na koniec warto się wybrać do znajdującego się w samym środku ogrodu botanicznego, a następnie spróbować street food w Giant Robot lub nowoorleańskiej kuchni w Big Easy. Przepadam za obydwoma. W Big Easy zwykle grają muzykę na żywo i można zaobserwować namiastkę a’la trainspotting przyglądając się przyjeżdżającym i odjeżdżającym pociągom kolejki DLR.

 

To kilka stosunkowo znanych, łatwo dostępnych miejsc, choć rzadziej wspominanych w przewodnikach. Może dlatego mniej uczęszczanych przez turystów.

 

 

Chciałabyś odwiedzić któreś z tych miejsc?

1 2 3 4 9