Niezawodny sposób na efekty

with Brak komentarzy

systematyczność w nauce angielskiego krok po kroku

 

Ten temat coś się za mną ciągnie. Jak spaghetti. Wkurza mnie kiedy ktoś innym wytyka błędy. Wytykanie, poprawianie błędów u innych to taki kij co ma dwa końce. 

Z jednej strony chciałabym pomóc unikać błędów, bo sporo osób boi się ich jak ognia. Czasem aż tak, że z trudem są w stanie wykrztusić  z siebie parę słów.

Wielokrotnie byłam świadkiem uników w codziennych sytuacjach, zakłopotania i skrępowania kiedy obcokrajowcy w kawiarni, w księgarni, w kolejce do kasy mieli się odezwać po angielsku.

Z drugiej strony wiem, że błędy pełnią istotną funkcję w uczeniu się i zupełne usuwanie ich innym z drogi może zaszkodzić w ich rozwoju. No i bądź tu mądra..

 

Na chwilę zostawię kwestię błędów w spokoju i przejdę do omówienia sporego ułatwienia w nauce. Bo tak się składa, że jest łatwiejszy sposób na poradzenie sobie z trudnościami niż ciągłe śledzenie błędów u innych.

 

To taka dziecinnie prosta metoda na spektakularne efekty. I jak to zwykle bywa – to co najprostsze umyka uwadze lub jest uważane za zbyt błahe.

Przyjrzymy się Łańcuchowi Systematyczności.

Łańcuch Systematyczności pomaga samodzielnie unikać kardynalnego błędu w nauce. Przy okazji usuwa jedną z zasadniczych trudności.

IMHO, czyli moim skromnym zdaniem, osoby uczące się języków wykładają się na braku cierpliwości i systematyczności w drodze do swobody językowej. Nie dostrzegają szybkich efektów, motywacja siada i tyle z nauki. Znowu w życiu mi nie wyszło..

 

Małe kroki

Cała sztuka tkwi w drobnych, wykonywanych regularnie krokach.

I tak naprawdę to nie tylko moja obserwacja. To opinia podzielana przez setki nauczycieli.

Nie raz pytałyście mnie czy uważam, że kwadrans dziennie z angielskim coś zdziała. I, jeśli tu od czasu do czasu zaglądasz, to może się domyślisz, co ja na to.

Wszystko działa jeśli TY DZIAŁASZ!

 

Monitorowanie postępów

Problem w tym, że przeciętna osoba ucząca się angielskiego nie tylko nie planuje, ale też nie monitoruje swoich działań. Bez monitorowania nie widzi efektów, chęci słabną i sprawa bierze w łeb.

A można inaczej.

 

Można, np. tak:

  • wypisać i sporządzić listę czynności i zadań związanych z nauką angielskiego
Powiedzmy, że znajdzie się na niej poznanie nowego słownictwa, utrwalenie już poznanego, czytanie prasy 2 razy w tygodniu/miesiącu, ćwiczenie pisania, mówienie na głos, wyszukanie i wybór ciekawych źródeł autentycznych, jakieś wywiady, artykuły, może sprawdzenie aplikacji do powtórek.
 
Po rozpisaniu celu na drobne kroki jest on o wiele łatwiejszy w realizacji.
 
Zastanów się ile czasu dziennie jesteś w stanie przeznaczyć na skupienie się nad realizacją celu?
 
W tej metodzie rewelacyjne jest to, że efekty widać niezależnie od tego ile czasu jesteś w stanie wygospodarować. Co więcej, 15 minut dziennie to prawie dwie godziny lekcyjne tygodniowo “uzbierane” w międzyczasie. W dodatku, co może nawet istotniejsze, nie męczysz swojego mentalnego materiału katując się ślęczeniem nad jednym czy dwoma zadaniami na raz.
 
Rozłożenie materiału sprzyja utrzymaniu zainteresowania. Przeplatanie i powtarzanie naturalnie wprowadza spiralny proces i Spaced Repetition System.
 
Tak to oto ziarnko do ziarnka i uzbiera się miarka. Drobnymi krokami można osiągnąć zaskakujące efekty.
 

JAK TO DZIAŁA? NIE PRZERYWAJ ŁAŃCUCHA!

 Wyrabianie nawyków i budowanie systematycznego działania najlepiej się sprawdza w myśl zasady “mało, a często”. Działanie trzeba podejmować codziennie [każdego dnia] dlatego krótkie zadania, w określanych dawkach i o określonej porze sprawdzają się najlepiej.
 
Kiedy ruszyłaś z miejsca i zadanie z listy zostało wykonane – wyraźnie, wizualnie to zaznaczasz. Każde ćwiczenie to ogniwo we własnym łańcuchu systematyczności.
 
Ten prosty zabieg motywuje do kontynuowania starań – na rzut oka wiadomo jak proces postępuje. W miarę wydłużania się tego łańcucha systematyczności dostrzeżesz efekty. Nie tylko naocznie:)
 
Taki łańcuch systematyczności warto umieścić w widocznym miejscu, gdzieś gdzie nie można go przeoczyć i przejść obok obojętnie. I gdzie widzą go inni.
Najprawdopodobniej zadziałają dwa czynniki:
1. Nie lubimy odpuszczać, kiedy się w coś zaangażujemy
2. Zacznie działać odpowiedzialność zewnętrzna (podobna do publicznych deklaracji).
Przygotowałam Łańcuch Systematyczności gotowy do druku.
 
Koniecznie pamiętaj, żeby tabelę umieścić w widocznym, często odwiedzanym miejscu. Obserwowanie przybywających ogniw w łańcuchu nie tylko wpływa mobilizująco – jest też bodźcem odciążającym pamięć. Po kilku-kilkunastu dniach niemal wchodzi w krew sprawdzanie listy działań, wykonanie ich i odhaczanie.
łańcuch systematyczności - nauka angielskiego
http://bit.ly/LancuchSystematycznosci
 
Łańcuch Systematyczności nie tylko jest dziecinnie prosty. Zapewnia stymulację i bodziec do działania. narzędziem – dodatkowo dostarcza naoczne dowody.
Oprócz tego jest w nim jeszcze coś co chyba lubię najbardziej:
 
  • synergia – dzięki połączeniu uzyskany wynik jest większy niż prosta suma składników
  • usuwa wymówki – kwadransu dla siebie nie znajdziesz?
 
Osoby, które zaglądają do mnie na Instagramie niejednokrotnie mogły usłyszeć #wymowaniewymówka. Wymówka nie jest zdrobnieniem znaczeniowym od wymowa.
 
Ćwiczenie wymowy prowadzi do płynności językowej. Ćwiczenie wymówek – NIE.
 
Jestem przekonana, że jeśli zastosujesz to rozwiązanie zobaczysz efekty.
 
Będzie mi niezmiernie miło jeśli zechcesz pochwalić się fotką swojego Łańcucha Systematyczności. Jeśli oznaczysz profil akcja_relacja.j.ang na IG będę z Tobą świętować twoje sukcesy, rozpływając się przy tym z zachwytu:)

Powodzenia!

 

Błędy w angielskim i jak się na nich uczyć

with Brak komentarzy

jak się uczyć angielskiego na błędach

Zwykle ujmuję sprawy względnie delikatnie, pedagogicznie. Na potrzeby tej notatki o błędach w angielskim ujmę sprawę tak jak wyjaśniłam znajomej.

Notatka powstała na podstawie autentycznej rozmowy i doświadczeń. Spotkałyśmy się pewnej niedzieli w Harvey Nichols 5th floor, Knightsbridge. Nie mój typowy hangout, ale nie chciałyśmy spotykać się na starych śmieciach. Znamy się od kilku lat. Odkąd pamiętam przewija się ten sam błąd. Od lat obija mi się o uszy.

Z zasady nie wytykam błędów. To jednak nie znaczy, że je ignoruję.

 

Moja nauka na błędach w angielskim

W początkowym etapie przyjazdów do Anglii, jeszcze w czasie studiów, nie raz sama prosiłam o poprawianie moich błędów w angielskim. Zależało mi, żeby się szybko nauczyć i czułam, że nieświadoma tego, co mówię nie tak nie będę w stanie pracować nad swoim angielskim. A przynajmniej nie tak szybko i skutecznie jak chciałam.

Chyba nie trzeba wyjaśniać jakie takie prośby przynosiły efekty. Słabe. Prawie żadne. Wyjaśniałam ten mechanizm na podstawie związków.

Na dodatek Anglicy i rodowici użytkownicy języka przywykli do obcokrajowców. Niektórzy wykazują się wsparciem, inni być może cierpliwością. Ogólnie rzecz biorąc wśród Anglików poprawianie rozmówcy uchodzi za nietaktowne i zdarza się rzadko. Opisywałam to bliżej w Mind the Gap.

Jeśli już występuje to zwykle wplecione w rozmowę.

Żeby to dostrzec trzeba być tego świadomą. To trochę tak jak z szukaniem czegoś czego się nie zna. Jakoś trudno znaleźć coś kiedy się nie wie na co zwracać uwagę. A kiedy się już wie, nagle dostrzega się to wszędzie.

 

Najczęstsze sposoby poprawiania błędów w angielskim

 

1.Dopytywanie.

Jak to w rozmowie bywa czasem ktoś nie dosłysz. Jeśli rozmówca nie dosłyszał lub nie zrozumiał – prawdopodobnie dopyta. Poprosi o powtórzenie. Jeśli zdarzy się to raz, dwa razy – możliwe, że było wokół głośno albo powiedziało się coś niewyraźnie. Czasem takie powtarzające się “pardon” może być niezręczne, ale nie ma się co irytować. Nie ma się co stresować. Może coś jest nie tak i warto się przez moment zastanowić dlaczego komunikat nie dociera. Jeśli ktoś dopytuje to po to, żeby zrozumieć. Można spróbować powiedzieć to samo w inny sposób, uprościć wypowiedź. Nawet opisowo i na około. Lepiej nie tracić okazji do nauki i zapytać co było niejasne. Potem sprawdzić i poprawić. Uczysz się dzięki temu słownictwa i radzić sobie w irytujących sytuacjach.

2. Powtarzanie

Z taką formą poprawiania błędów w angielskim można spotkać się najczęściej w realu. Jest subtelna i możliwe, że właśnie dlatego tak umyka uwadze. Jeśli w wypowiedzi wystąpił błąd gramatyczny, np. użyto nieodpowiedniego czasu po angielsku do sytuacji lub kontekstu istnieje spora szansa, że rodzimy użytkownik języka angielskiego, czyli native speaker, powtórzy taką wypowiedź poprawnie. Trochę automatycznie. Na to warto zwracać uwagę, bo można się nauczyć od razu sytuacyjnie i związać taką korektę z konkretnym wspomnieniem. Dzięki temu poprawna forma gramatyczna angielskich czasów może utkwić w pamięci bez dodatkowego wysiłku.

Jeśli poprzesz to odrobiną zaangażowania i sprawdzisz wypowiedź przed i po korekcie – analiza umożliwi porównanie i skontrastowanie.

Dwa w jednym 🙂

3. Wyjaśnienie

Chyba nietrudno się domyślić jak może ta forma poprawiania błędów wyglądać. Jednak w realu poprawianie i wyjaśnianie błędów w angielskim wyglądają inaczej niż w klasie.

Osobiście preferuję dwustopniową weryfikację. Delikatnie, ale wyraźnie pytam czy zdają sobie sprawę z pomyłki lub błędu gramatycznego. Robię to po to, żeby ustalić czy to utrwalony błąd, niewiedza czy przejęzyczenie albo potknięcie językowe. Przecież każdemu może się zdarzyć. Czasem na tym etapie występuje autokorekta i super.

Jeśli jednak autokorekty brak – wyłapuję kłopotliwą strukturę czy słowo i zestawiam formy. Może zauważyłaś, że praktycznie w tym kroku zawierają się dwa poprzednie tylko w rozbudowanej formie.

Jeśli okaże się, że to nieświadomy błąd w angielskim – pytam czy chcą, żeby go omówić. Jeśli nie – spoko. Bez sensu byłoby powodować u kogoś skrępowanie. Taka atmosfera nie sprzyja nauce. Ale.

Jeśli troska jest szczera – opór i niezręczność są minimalne, bo..

It takes one to know one – swój swego zrozumie.

 

Też przez to przechodziłam i to chyba słychać. Nie jest moją intencją kogokolwiek zawstydzać, sama kiedyś chciałam takiej pomocy i z chęcią ją przyjmowałam. Łatwiej jest przyjąć pomoc od kogoś o podobnym doświadczeniu.

Nadal też pamiętam kilka mało przyjemnych przypadków publicznych poprawek, więc sama takich nie serwuję.

 

Mam nadzieję, że ta wiedza i doświadczenie ułatwią Ci naukę i rozwój angielskiego.

 

 

Zwiedzając Londyn – jak nie być upierdliwym turystą

with Brak komentarzy

warto zobaczyć Londyn turysta

 

Jeśli myślisz, że największym problem w Londynie jest dogadanie się – think again.

Porozumiewanie się rzeczywiście może sprawiać trudności, ale słownictwo, ba, nawet grama mogą okazać się mniejszymi problemami in the grand scheme of things, czyli biorąc pod uwagę całokształt.

Zatem, w wakacyjnym cyklu notatek pomyślałam, że może takie londyńskie „oświecenie” się komuś przyda. Przez “komuś” mam na myśli zarówno turystów jak i „tubylców”.

Właściwie, po chwili zastanowienia, głównie turystów. „Tubylcy” mają się zupełnie dobrze.

Aż sama siebie zaskoczyłam.

 

Chciałabym cię uchronić przed nieprzyjemnościami, dlatego chyba lepiej dowiedzieć się tego ode mnie. Przed wyjazdem/przyjazdem.

 

Zatem..

Jak nie być upierdliwym turystą? I dobrze na tym wyjść.

Nie obyłoby się bez wspomnienia o rozeznaniu i planie. Ale. O tym już pisałam, więc tu tylko odeślę do właściwych, przydatnych notatek:

Miejsca, które warto zobaczyć w Londynie

Up in the Sky – Londyn w chmurach

 

Look where you’re going! Patrz gdzie leziesz!

Warto się rozejrzeć i być uważnym. Dlaczego?

  1. W Londynie na codzień żyje i pracuje od 7 mln do 9 mln (7-9M) ludzi. Wyobraź to sobie przez chwilę.

Zwykle “tubylcy”, jak to bywa w dużym mieście, się “skądś dokądś” spieszą. Z niczego tak się nie cieszą jak z grupki nieogarniętych obcych włażących im pod nogi.

Brutalne? Możliwe. Prawdziwe? Zdecydowanie.

Nie piszę tego, żeby psuć ci wizję wyjazdu. Przeciwnie.

Piszę to, żeby cię na takie zachowania uczulić. Lepiej wiedzieć czego unikać niż doświadczać frustracji. Jeśli przemknęło ci przez myśl “ale jak to?”, “ myślałam, że Anglicy są uprzejmi” lub coś podobnego, to niestety muszę cię uświadomić, że Londyn to duże, kosmopolityczne miasto w ciągłym biegu. It is what it is, czyli jest jak jest i każdy patrzy swego.

Dlatego.

 

Mind your business

W metrze:

  • Miej przygotowany w ręku bilet, oyster card lub kartę do płatności zbliżeniowej
  • Na ruchomych schodach stój po prawej stronie, lewa jest przeznaczona dla tych w pośpiechu schodzących lub wchodzących.
  • Stanie w przejściu.

System w metrze bywa poplątany, ale mapie lepiej przyglądać się w bezpiecznie oddalonej od wyjścia/wejścia lokalizacji.

  • Głośne zachowanie. Można odnieść wrażenie, że turyści wychodzą z założenia, że skoro „tubylcy” mogą nie rozumieć ich języka to mogą używać go do woli, na pełen regulator. No, niezupełnie. Głośne gadanie w obcym języku uchodzi za agresywne zachowanie. Zatem jest niemile słyszane.
  • Last but not least. Na koniec – w metrze nie warto się nadmiernie innym przyglądać. Londyn jest miastem stosunkowo liberalnym, pomimo ścisku mieszkańcy cenią sobie private space, czyli przestrzeń prywatną. Gapienie się jest niemile widziane.

Zwykło się mawiać, że w londyńskim metrze należy unikać kontaktu wzrokowego. Myślę, że to lekka przesada. A tu nie ma co przesadzać, więc umiar wystarczy.

 


„This means that you do not stand on the left-hand side of the escalator

   (a crime which should be punishable by summary execution, frankly).

  „Also, don’t hang about in platform exits looking at maps. (There are maps available everywhere, and if you don’t have your own, you’ll find plenty more on the platforms).

  „Finally, allow people to get off the train before you try and get on.”

The Sun, 15 Sept 2017   

 

„We know you are having a lovely time discovering our fabulous city, please don’t make it harder for locals to make it all work. A missed tube can really screw up a schedule.”

 

W autobusie:

  • Z zasady do autobusu wchodzi się przez przednie drzwi opłacając przejazd za pomocą Oyster cart lub płatności zbliżeniowej kartę. Jeśli ma się kartę podróżną czy bilet wycieczkowy wystarczy go pokazać kierowcy. Wysiada się środkowymi, w nowszych autobusach też tylnymi drzwiami.

 

Kto pyta nie błądzi

Czyli: pytania o wskazówki, o drogę, o cenę.

 

Zacznę od oczywistego, jednak niestety nagminnie pomijanego istotnego drobiazgu.

Przede wszystkim maniery, nie maniera! Tubylcy, rodowici czy napływowi, są wyczuleni na proszę, dziękuję, przepraszam. Nie, nie żartuję.

Często-gęsto zdarza mi się być zatrzymaną na ulicy przez wyglądającego na zmieszanego, może trochę przytłoczonego sytuacją, turystę ze smartphone’m w ręku. Kiedy Google Maps zawiodą, o zgrozo, pozostaje mieć koniec języka za przewodnika. How oldschool. Wtedy lepiej nie zapominać języka w gębie, ani o manierach.

 

Można zagadnąć np. tak:

Excuse me. Could you please tell me/direct me/show me where/how/etc.

Thank you! (!)

 

Jeśłi chodzi o pytania o drogę – warto zapoznać się z często używanymi frazami. Takimi paza „na prawo/lewo”, „skręcić”, bo w angielskim przy udzielaniu wskazówek zdarzają się zwroty potoczne.

 

Kto pyta, mniej błądzi.  Manners cost nothing and mean a lot.

 

Pan tu nie stał!!

Kolejki, kolejki. Ale po kolei.

„Tubylcy” nie tylko nie znoszą przepychania się czy przeskakiwania miejsca w kolejce. W Anglii panuje zasada jednej kolejki. Wszyscy stoją w ogonku w jednej linii. „Tubylcy” źle znoszą chaos i rozgardziasz w tej kwestii i choć zwracanie uwagi jest dla nich niezręczne, to nie omieszkają okazać swojego niezadowolenia ofukując nieogarniętego delikwenta/kę.

 

Może się wydawać, że pojechałam. Po co takie banały? Ale. Tak często to obserwuję i słyszę, że może to nie dla wszystkich i każdego z osobna takie oczywiste. Jednak dla ciebie już na szczęście tak 🙂

 

W razie pytań – pytaj śmiało.

 

 

Up In the Sky – Londyn w chmurach

with Brak komentarzy

atrakcje Londynu warto zobaczyć Tower Bridge - akcjarelacja.com.pl

 

Uznajmy, że to notatka podróżna, choć dla mnie to spacer po bliższej i dalszej okolicy. Przyjrzyjmy się jakie atrakcje warto zobaczyć w Londynie. Po ciekawostkach i zwiedzeniu londyńskich muzeów (pisałam o nich w poprzedniej notatce), zapraszam do zmiany perspektywy. Przyznaję, że sama taką panoramiczną perspektywę na Londyn lubię. Daje ona chwilę wytchnienia od tempa i zgiełku. No i dystansu:) Może przewrotnie, ale dla mnie to wyjątkowo atkowo atrakcyjna perspektywa. 

Do takiego zwiedzania Londynu warto się przygotować. Czas się nie rozciąga, a poruszanie się po Londynie dla osoby niewprawionej i nieprzyzwyczajonej do londyńskiej komunikacji publicznej może okazaś się uciążliwe.

Przypominam o zasadzie ‘minuta przeznaczona na planowanie to 10 minut oszczędności w trakcie’.

Poniżej znajdziesz kilka punktów programu pt. View from the Top, widok z lotu ptaka na Londyn.

Chciałabym posłużyć się metaforą I’m walking on sunshine, ale bardziej realistyczny byłby spacer w chmurach. Bo to Londyn przecież 😉

 

Let’s go!

 

Tower Bridge

Mało kto o tym wie, że na Tower Bridge jest dozwolony wstęp. Nad mostem znajduje się oszklony taras widokowy. Tower Bridge wznoszący się o rzut beretem od Tower of London, londyńskiej Twierdzy, jest mniej znaną atrakcją Londynu. Choć znajduje się o niecały kilometr od London Bridge został zbudowany ze względu na dynamicznie rozwijający się w XIXw. East End. Powstał w odpowiedzi na potrzebę sprawnego przedostawania się z południa na północ Londynu i spowrotem. Został zaprojektowany w stylu gotyckim i postawiony na podwyższonych pomostach. Nie budowano mostów na wysokości chodników ze względu na funkcję rzeki jako szlaku transportowego. Most na dogodnej dla pieszych wysokości utrudniałby, a nawet uniemożliwiał, przepływ statków i barek na Tamizie.

Wejście na górę mostu znajduje się po stronie Tower of London. Po kładce na poziomie tarasu można przejść z jednego brzegu Tamizy na drugi niemal w chmurach lub wśród słonecznych promieni (zależnie od pogody). Z góry roztacza się piękny widok na wszystkie strony Londynu. Można też zaobserwować podnoszenie mostu oraz zwiedzić maszynownię odpowiedzialną za jego zwodzenie. U podnóża południowej wieży znajduje się wystawa dotycząca okolicy w czasach powstawania Tower Bridge.

 

Wyjście z Tower Bridge prowadzi do urokliwej dzielnicy Bermondsey, gdzie można zatrzymać się na lunch, obiad lub kolację przed dalszym przemierzaniem miasta.

Koszt: ok. £10

 

Tate Modern

Tate Modern jest jedną z narodowych galerii sztuki nowoczesnej. Wstęp do galerii jest bezpłatny. Niektóre z wystaw specjalnych są biletowane i odpłatne – warto się zapoznać z grafikiem wystaw jeśli coś jest dla nas szczególnie interesujące.

Tate Modern mieści się w przekształconym i przystosowanym budynku byłej elektrowni Bankside Power Station. Na szczycie Tate Modern znajduje się panoramiczny taras widokowy, na który wstęp jest wolny.

Jest tam też kawiarnia, w której można usiąść, odpocząć, wyglądać na St Paul’s po przeciwnej stronie Millenium Bridge.

Koszt: za jeden uśmiech i garść podziwu

 

atrakcje Londyn warto zobaczyć Tate Modern

 

Big Easy

Z Tate Modern można się przejść do Borough Market obok London Bridge , gdzie rano i do wczesnego popołudnia znajdziesz świeże pieczywo, wędliny i sery oraz inne wypieki. Ale można też podejść do stacji Bank w londyńskim The City i stamtąd wybrać się DLR, czyli Docklands Light Railway, w kierunku Canary Wharf.

Do Canary Wharf warto dotrzeć późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem. Jest to typowo biznesowa część Londynu znajdująca się w niegdyś portowej i handlowej dzielnicy East End’u.

Tu można pospacerować i przyjrzeć się jak nowoczesne budynki komponują się ze starym budownictwem składów i przystani. A po spacerze odpocząć i odświeżyć się w jednym z nabrzeżnych barów lub restauracji. Na koniec warto się wybrać do znajdującego się w samym środku ogrodu botanicznego, a następnie spróbować street food w Giant Robot lub nowoorleańskiej kuchni w Big Easy. Przepadam za obydwoma. W Big Easy zwykle grają muzykę na żywo i można zaobserwować namiastkę a’la trainspotting przyglądając się przyjeżdżającym i odjeżdżającym pociągom kolejki DLR.

 

To kilka stosunkowo znanych, łatwo dostępnych miejsc, choć rzadziej wspominanych w przewodnikach. Może dlatego mniej uczęszczanych przez turystów.

 

 

Chciałabyś odwiedzić któreś z tych miejsc?

Miejsca, które warto zobaczyć w Londynie

with Brak komentarzy

warto zobaczyć w Londynie j. angielski

 

Był maj, jest czerwiec. Były matury, będą wakacje. Może kogoś przywiać do Londynu. Wakacje po mojej maturze dały początek reszcie mojego życia. Zabrzmiało patetycznie. Ale realnie tak było i jest.

Bez względu na to czy jesteś akurat po maturze, jeśli wybierasz/ chciałabyś się kiedyś wybrać do Londynu, podpowiem jak warto się do tego zabrać, co i gdzie odwiedzić, zobaczyć, zwiedzić. Dobrze wiedzieć, co zobaczyć w Londynie jeśli przyjeżdza się na krótko, bo to spore miasto. Ale po kolei.

Jeszcze parę słów o maturze. Na chwilę wróciłam myślami do tamtych czasów. Uderzyło mnie jakie nasze otoczenie ma znaczenie.

To z kim spędzamy czas ma duży wpływ na nas jako osoby i to jak układa się nasze życie. W liceum (byłam na biol-chemie) w klasie maturalnej snułyśmy w swoim gronie plany na przyszłość.

Część wybierała się na kierunki ścisłe (dah), część miała odmienne pomysły na siebie. Moje najbliższe kumpelki wybierały się na medycynę, farmację, biotechnologię, anglistykę i turystykę.

Możliwe, że pod ich wpływem wymyśliłam “jak będę miała język w gębie i fach w ręku”  to nie tylko dam sobie radę, ale będę mogła być niezależna i pójść gdzie chcę. Podróżować, doświadczać. Możliwe, że wpadłam na to trochę później. Nie pamiętam dokładnie. Od zawsze chyba lubiłam synergię.

 

Podróż po Londynie

Do podróżowania mam proste podejście – nie chcę być typową turystką. Próbuję poczuć się i zachowywać jak tutejsza, nawet jeśli tylko przez chwilę. Pominę na chwilę kwestie językowe. Turystycznym angielski mogę zająć się osobno.

Opowiem jak podeszłabym do zwiedzania i poznawania Londynu. Z perspektywy londynki (zastanawiam się czy to odpowiednia forma żeńska słowa londyńczyk). Dowiesz się co, gdzie, za ile. Co warto zobaczyć w Londynie, za co w Londynie nie ma sensu płacić, czego lepiej unikać.

Ale po kolei. Zwykle zaczynam od ogólnej orientacji w terenie. Jest kilka turystycznych miejsc w Londynie, które warto odwiedzić i zobaczyć. Może nie wszystkie na raz, ale warto wybrać jedno lub kilka z poniższych:

 

Warte odwiedzenia w Londynie – muzea:

 

Natural History Museum

Jedno z trzech wielkich muzeów w Londynie, mieszczące się przy Exhibition Road w South Kensington. Znajduje się w pięknym, ogromnym budynku i można w nim spędzić godziny.  Są w nim eksponaty botaniczne, z entomologii, mineralogii, paleontologii i zoologii. Rewelacyjne dla dorosłych i dzieci. Dla każdego coś ciekawego – od minerałów po kamienie szlachetne, od warstw ziemi po wystawę ptaków.

W głównym holu można było spotkać Dippi’ego – olbrzymich rozmiarów szkielet diplodoka.

Natural History Museum w Londyniej nie należy do nudnych. W Muzeum Historii Naturalnej oprócz eksponatów można w nim znaleźć rozmaite instalacje i i sale interaktywne.

 

Science Museum

Zainspirowane powodzeniem pierwszej międzynarodowej Światowej Wystawy, Londyn w 1857r. Cieszyła się ona tak ogromnym zainteresowaniem (zwiedziło ją ponad 6 mln osób), że zabrano się za stworzenie przestrzeni na stałą ekspozycję. W Science Museum, Muzeum Nauki, można  głównie zobaczyć eksponaty dotyczące przemysłu, górnictwa i rolnictwa. Wystawiano też nowości techniczneczne i naukowe tamtych czasów, które dla nam współczesnych są już historyczne.

W Science Museum można prześledzić rozwój brytyjskiej nauki, techniki, przemysłu i żeglugi.

Podziwiam, lubię, wręcz uwielbiam Science Museum. Wiele uwagi poświęca działalności oświatowej. Organizowane są w nim odczyty, publikacje adresowane do różnych pod względem stopnia wykształcenia odbiorców. Jako pierwsze na świecie zorganizowało specjalny dział ekspozycji przeznaczonych dla dzieci tzw. Children Gallery, gdzie w formie zabawy dzieci i młodzież poznają otaczający świat, pogłębiają wiedzę i rozumienie praw jakimi się rządzi przez bezpośrednie doświadczanie. Zwłaszcza prawa fizyki. Poza tym ekspozycje zachęcają do odwiedzania muzeum. Raz nie wystarczy, żeby zgłębić ogrom wiedzy. Można tam między innymi zobaczyć, jak będzie się wyglądało za 30 lat, polecieć w wirtualną podróż na Marsa, zmienić płeć, zobaczyć jak działają na skórę nowoczesne kosmetyki. I UWAGA – do muzeum wstęp jest wolny.

Muzeum znajduje się tuż obok Natural History Museum, więc są bardzo dogodnie usytuowane jeśli ma się niewiele czasu.

Science Museum w Londynie.

 

V&A museum – muzeum Victorii i Alberta

The Victoria and Albert Museum, czyli V&A w Londynie, jest największym na świecie muzeum sztuki dekoracyjnej i projektowej (applied and decorative arts and design).

V&A mieści się w Brompton, the Royal Borough of Kensington and Chelsea. W praktyce jest o rzut kamieniem od Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Nauki.

V&A jest ogromne i mieści ponad pięć tysięcy eksponatów od ceramiki, rzeźbiarstwa, złotnictwa, biżuterii, wyrobów metalowych, po meblarskie, rysunki, malunki i fotografię. Ogrom pięknych obiektów sztuki użytkowej. Jest czym nacieszyć oczy.

W V&A organizowane są również wystawy mody z różnych epok oraz poświęcone konkretnym stylom lub projektantom. Magia.

 

W powyższych muzeach odbywają się wystawy tematyczne, wydarzenia kulturalne, spotkania z nauką. Warto sprawdzić co jest w planach planując przyjazd do Londynu. Zachęcam do odwiedzenia, jeśli nie wszystkich to przynajmniej jednego z nich. Koniecznie.

Te trzy to nie wszystkie muzea w Londynie warte uwagi, ale gdzieś trzeba zacząć. 

Wstęp do narodowych muzeów jest wolny, więc większość dużych muzeów w Londynie można odwiedzić bezpłatnie, z wyjątkiem wystaw specjalnych.

Victoria & Albert Museum

 

Z dodatkowych wskazówek:

Zwiedzanie, samemu czy z dziećmi, warto zaplanować w terminie innym niż brytyjskie School Breaks/ half-terms, inaczej w muzeach może być bardzo tłoczno.

 

Warte odwiedzenia w Londynie – galerie związane ze sztuką, malarstwem

 

National Portrait Gallery

Jest pierwszą na świecie galerią portretów i chyba najsławniejszą galerią sztuki. W londyńskiej National Portrait Gallery znajdują się kolekcje portretów postaci historycznych, ważnych i sławnych. Znajduje się w centrum Londynu na St Martin’s Place, od Trafalgar Square. Można tu znaleźć obrazy malarzy i twórców z różnych epok, w różnych stylach. Słowa nie oddają tego, co w galerii można zobaczyć.

Przed przyjazdem do Londynu warto zapoznać się z aktualnie wystawianymi kolekcjami dzieł, jeśli planuje się odwiedzić Galerię Portretów.

Centralna lokalizacja galerii jest sporym udogodnieniem jeśli chce się przejść do Soho, Leicester Square czy na Covent Garden. Londyńskie China Town i Theaterland też są o rzut beretem stąd.

National Portrait Gallery

 

The Wallace Collection

Najbardziej lubię zwiedzać miasta przemierzając je i przemieszczając się pieszo. Oprócz konkretnych miejsc, muzeów, galerii czy zamków po drodze można poczuć klimat miasta.

Dlatego, na koniec tej części notatki podróżnej po Londynie, zapraszam na spacer do The Wallace Collection. Po schodzeniu niezliczonych pomieszczeń, komnat i korytarzy przyda się chwila odpoczynku i wytchnienia, o które może być trudno w tempie i rytmie Londynu.

Od National Gallery i National Portrait Gallery przy Trafalgar Square można przejść do The Wallace Collection przy Manchester Square w około pół godziny. Po drodze odwiedzając Piccadilly Circus, przejść przez Mayfair i Bond Street z luksusowymi butikami aż do Oxford Street. Po przejściu przez Oxford Street w szerz znajdziesz się w spokojniejszej okolicy.

The Wallace Collection jest mniej znana niż poprzednie miejsca. Sama dowiedziałam się o niej przypadkiem, przechodząc w okolicy.

Ta galeria różni się od pozostałych okolicznościami, w których powstała, tym jakie, gdzie i skąd pochodzące kolekcjami mieści.

The Wallace Collection była prywatnym zbiorem rodzinnym powstałym w rezydencji Markizów Hertford, wiele dzieł pochodzi z Francji i zostało nabytych w czasach Francuskiej Rewolucji. Prawdopodobnie jest to największa i jedna z najważniejszych na świecie kolekcja francuskiej sztuki dekoracyjnej XVIIIw. Porównywalna z Luwrem i Wersalem.

The Wallac Collection 

 

Sam budynek Hertford House, w którym się mieści jest fantastycznym przykładem architektury i dekoracji wnętrz okresu XVII – XVIIIw. Ojciec pierwszego właściciela i rezydenta Edwarda Seymour, pierwszego earl’a Hertford, Edward Seymour (starszy), książę Somerset był bratem królowej Jane Seymour. Edward ojciec zaczął budować Somerset House na Strand, skąd zaczęłyśmy ten spacer.

 

W Londynie można obserwować historię i sztukę na ulicach, wystarczy dobrze się rozejrzeć i wiedzieć czego szukać.

To tyle na teraz. W kolejnych notatkach zajmę się nowocześniejszymi obiektami kultury i sztuki. Podpowiem też miejscówki dla łasuchów rozmaitych i różnorodnych kuchni, miejsca odpoczynku.

 

Jeśli coś Cię zainteresowało- daj proszę znać w komentarzu. Jeśli chciałabyś, żebym się skupiła na konkretnym obszarze czy zagadnieniu – też. Dzięki 😉

1 2 3 4 9