Jak wyrobić nawyk uczenia się

with Brak komentarzy
nawyk uczenia się
Nawyk uczenia się. Jeśli uczysz się języków obcych nawyk nauki pewnie obił Ci się o uszy.
 
Pierwsze, co zwykle wtedy przychodzi do głowy to – czy jest na to jakiś przepis?
 
Skoro naukowcy spędzili lata na badaniu i zgłębianiu tego zagadniena, to pewnie go odkryli.
Odkryli.
 
Niezupełnie jest to jednak jeden przepis. Badacze dokładnie opisali schemat i mechanizm działania nawyku.
 
Indywidualne nawyki różnią się jednak między sobą w zależności od osoby. I zależą od konkretnego zachowania. Różne nawyki są uzależnione od osobistych potrzeb i priorytetów.
 
Nawyki mają jednak wspólne cechy i pewną ciekawą zależność. Zwykle trudno się pozbyć jakiegoś nawyku, a i wyrabianie nowego nie należy do najłatwiejszych.
W trakcie znaczących życiowych wydarzeń stajemy się jednak bardziej podatne na zmiany w nawykach.
 

Czym jest nawyk?

 
Nawyk to zachowanie, które staje się rutynowym działaniem: czymś, do czego przyzwyczajamy się na tyle, że wpisuje się w naszą podświadomość. Pewne nawyki są łatwiejsze do analizy i modyfikacji. Inne mogą być bardziej skryte, skomplikowane, a nawet wstydliwe.
 
Zasadniczo na podstawie badań nad nawykami wyróżniono schemat ich zmiany.
Charles Duhigg opisał go szczegółowo na rozmaitych przykładach w The Power of Habit (Siła nawyku).
 

Pętla nawyku

Nawyk składa się ze stałych elementów: zwyczaju (rutyny), bodźca i nagrody. Żeby dokonać zmiany trzeba zachowanie rozłożyć na części.
W zmianę nawyku wchodzą cztery podstawowe kroki:
 

1. Zidentyfikowanie zwyczaju, czyli następujących po sobie rutynowo powtarzających się czynności

 

2. Wyodrębnienie nagrody

 

3. Wyizolowanie bodźca

 

4. Ustalenie planu działania

 

Obserwacja nawyku

 Wiedza o istnieniu nawyku to jeszcze za mało by go zmienić. Trzeba zidentyfikować jego komponenty. Wyodrębnić konkretnie części składowe pętli nawyku. Kiedy się już je wyizoluje dla konkretnego zachowania, wtedy można podjąć próbę modyfikacji jego elementów.

 

Nawyk w nauce języka

 W zasadzie bardzo często obiecujemy sobie, że podejmiemy naukę. Lubimy zakładać, że po trzech miesiącach będzie się już na jakimś poziomie, ale to czego nie dostrzegamy to te pojedyncze składowe, które prowadzą do obranego efektu.
 
Na przykład na początku dnia obiecujemy sobie, że opanujemy jakiś zasób słownictwa czy zagadnienie gramatyczne. Pod koniec dnia okazuje się jednak, że to się nie odbyło. I powiedzmy, że tak przez trzy dni.
Mija tydzień. Mija kolejny. Nadal nic.
 
Jeśli taka sytuacja się powtarza, to raz, nie ma się w zwyczaju uczyć (bo gdyby się miało to by się uczyło). Dwa, prawdopodobnie istnieje nawyk kolidujący.
Wtedy trzeba się cofnąć o krok i przyjrzeć temu, co powoduje podejmowanie danego działania bądź nie.
 
Taka obserwacja tego, co wchodzi nam w drogę potrafi naprawdę otworzyć oczy. Dopiero mając klarowny obraz sytuacji można ją modyfikować.

Nawyk i nagroda

Drugi krok to wyodrębnienie nagrody. Paradoksalnie bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego jakie zaspokajamy potrzeby przy pomocy pewnych zachowań. Dlaczego robimy to, co robimy? Dlaczego jednych ciągnie do ćwiczeń, a innych do słodyczy? Dlaczego myjemy zęby i czemu ktoś pali? 

Dla przykładu weźmy na warsztat podjadanie. W czasie pracy o pewnej porze robisz sobie wycieczkę po coś słodkiego.
Z perspektywy nawyku interesuje nas co za tym stoi.
Czujesz się głodna?
Może odczuwasz spadek energii?
Może potrzebujesz przerwy od pracy i trochę ludzkiego kontaktu?
Żeby zaobserwować pętlę nawyku po takiej wycieczce trzeba wypisać trzy pierwsze myśli, emocje, które przychodzą nam do głowy po powrocie. Luźno na kartce, bez edycji.Taka notatka pełni dwie funkcje.
Pierwsza, zwraca naszą uwagę, zatrzymuje na moment, żeby zaobserwować to, co się z nami dzieje.
Druga, pomaga nam sobie przypomnieć po chwili, co zaraz po wystąpieniu zwyczaju się myślało, bo te myśli są bardzo ulotne. Po czasie z takich zapisków wyłania się wzór, który nie sposób dostrzec w trakcie.
Po upływie chwili, czyli po przerwie w której ślad wygasa, te kilka zanotowanych słów pomoże w sprawdzeniu, co rzeczywiście nami powodowało. Robi się to obserwujące efekt.
Jeśli nadal odczuwa się głód, to ten powód można odrzucić, bo potrzeba nie zostaje zaspokojona w skutek podjętego działania.
Jeśli po plotkach miałoby się nadal chęć podjadać, prawdopodobnie nie chodziło o socjalizację. Ale jeśli po upływie kwadransu od pogaduszek bez większego problemu wraca się do pracy, to może właśnie chodziło o chwilową przerwę i oderwanie się od zajęcia. Może to rozrywka jest tą poszukiwaną nagrodąTrochę jak z zaglądaniem na Facebook czy Instagram.
Perfekcjonizm i prokrastynacja też się tu zaliczają. Są właściwie klasyką gatunku. Jeśliby się bliżej przyjrzeć można dostrzec, że zwykle odwleka się to, co wzgudza obawę. Innymi słowy stawianie oporu lub robienie uników jest mechanizmem ochronnym. Nagroda to w takim wypadku chwilowa ulga i unikanie dyskomfortu.
 
Skoro mowa o zmianie nawyków przypominam o tendencjach. Znajomość własnej tendencji jest nieocenioną pomocą w projektowaniu skutecznej zmiany nawyku.

Nawyk i bodziec

Bodziec to często najtrudniejsza do dostrzeżenia składowa nawyku. Dzieje się tak ze względu na nadmiar danych. Zwykle tak wiele się dzieje i tyle bodźców do nas dociera w każdej chwili, że utrudniają dostrzeżenie tego odpowiedzialnego za zachowanie. 
 
Część bodźców jest zewnętrzna, środowiskowa. W 1984 prof. UCLA Alan Andreasen poszukiwał odpowiedzi dlaczego ludzie nagle zmieniają swoje nawyki zakupowe. Co ciekawe do wtedy zakładano, że klienci stali i nie zmieniają upodobań. Zakładano, że konsumenci są lojalni wobec raz wybranej marki np. płatków śniadaniowych czy pasty do zębów.
 
 
W trakcie badań Alan dostrzegł jednak, że 10 – 15% badanych zmieniało swoje nawyki. Zaciekawiony zaczą szukać przyczyn.
W wyniku pogłębionych badań odkrył, że ludzie są bardziej podatni na zmianę nawyków w trakcie major life events, czyli znaczących życiowych wydarzeń.
Do znaczących wydarzeń w życiu zalicza się: zmiana stanu cywilnego, przeprowadzka, nabycie domu, utrata kogoś bliskiego a największym jest pojawienie się dziecka. Te zdarzenia wytrącają z typowego rytmu, zmieniają tor. Sprawiają, że jesteśmy bardziej podatni na zmianę.
Tę wiedzę wykorzystują to np. koncerny i sieci hipermarketów wiedząc, że zaniepokojony, skołowany lub przemęczony człowiek działa trochę po omacku. W takim stanie kieruje swoją ograniczoną uwagę na to co niezbędne, a reszta dzieje się jakby mimochodem. Świeży rodzic kupujący butelki, smoczki czy pieluchy zrobi przy okazji zakupy spożywcze czy drobne zakupy AGD w tym samym miejscu, żeby nie marnować już nadszarpniętych zasobów energii. Z czasem takie zachowanie niepostrzeżenie wejdzie w nawyk i voila customer for life.

Nawyk i szansa

Skuteczna nauka języka obcego to nabywanie umiejętności. Umiejętności wyrabia się stopniowo w efekcie wielokrotnych powtarzeń. Niezbędna jest regularność. Najlepiej też jeśli uczenie się idzie w parze z nagrodą. To czego często brakuje w samodzielnym uczeniu się to bodźca. Dlatego właśnie tak często osoby nieskutecznie starające się osiągnąć pewien efekt szukają motywacji.
Tak się złożyło, że pandemia i kwarantanna wybiła wiele osób z rytmu. Spadła na nas jak grom z nieba, a przy okazji zafundowała nadprogramowy  significant life event. Wirus i kwarantanna znacząco wpłyną na wiele z nas. Zmieni diametralnie nasz działania i zwyczaje. Choćby zakupy w większej mierze przeniosą się online. Część osób zaczęła częściej ćwiczyć. Część taśmowo oglądać filmy czy seriale.
A część może właśnie w tym czasie zaczęła się uczyć.
 
To okno na zmianę wkrótce się zamknie. Znajdziemy nowy sposób na życie i ustanowiony zostanie nowy porządek. To czy same skorzystamy, stracimy czy skorzysta kto inny zależy od indywidualnej świadomości.
 

Praktyczne kroki do zmiany nawyku

 
1. Obserwuj rytm swojego dnia. Notuj wszystko co robisz w piętnastominutowych blokach 
2. Zwróć uwagę na to, co pobudza Cię do działania, a co zniechęca
3. Przyjrzyj się jaki motyw powtarza się przed podjęciem lub odpuszczeniem działania 
4. Ustal zastępczy plan działania, czyli taki scenariusz, który sprowadzi uwagę na porządany tor

Powodzenia!

 
 
 

Mity o Nauce Angielskiego

with Brak komentarzy

mity o nauce angielskiego

Kiedy zaświtał mi pomysł prowadzenia strony o praktycznej nauce języka angielskiego chyba nawet nie przeszło mi przez myśl jak różnorodnym się to okaże zajęciem. Bądź co bądź, to jeden z najpopularniejszych języków obcych. Czego można nie wiedzieć o uczeniu się angielskiego? Zwłaszcza po latach szkolnej nauki?

 

Little did I know

 

Okazuje się, że sporo. Nawet nie podejrzewałam jak często przyjdzie mi wracać do studiów (na końcu będzie suchar).

Często sięgam też do psychologii, dydaktyki i socjologii. Na dodatek, o czym mi się nie śniło, dostałam w prezencie fantastykę i mitologię.
Tak na marginesie – w podstawówce z własnego kieszonkowego kupiłam Mitologię Parandowskiego. Doczekałam się nowocześniejszej, bardzo ludzkiej wersji.

Choć, przyjrzymy się mitom.

 

MIT 1 Nie Mam Talent Do Języków

No tak, bo do używania języka jest potrzebny talent. To niezwykle ciekawe założenie biorąc pod uwagę, że stwierdza się to przekonanie używając..UWAGA.. języka. Jeśli zna się i używa jakiegokolwiek języka nie ma przeciwwskazań do poznania i używania kolejnego.

Logicznie rzecz biorąc posługiwanie się językiem jest cechą ludzką niezależną od talentu. A gdyby tak zatrzymać się na moment przy kwestii talentu w znaczeniu “predyspozycja”, to wręcz każda osoba, każdy przedstawiciel gatunku Homo Sapiens rodzi się wyposażony w taką predyspozycję.

 

MIT 2 Jestem Na To Za Stara

To na uczenie się istnieje jakaś granica wieku? Chyba jedynie mentalna.

Uczenie się jest właściwie wrodzone. Umiejętność uczenia się jest cechą organizmów. Organizm, który się nie uczy i nie adaptuje ginie.

 

Use it or lose it

 

To co się ćwiczy i stosuje ulega wzmocnieniu nie zanikowi. Jeśli odpowiednio używa się mózgu to nie traci on zdolności do uczenia się. Dokładnie o tym zagadnieniu traktują badania naukowe dotyczące neuroplastyczności.

Na naukę nigdy nie jest za późno. Ba! Ten mit kryje w sobie swoisty paradoks. Uczenie się, pozostawanie aktywnym wręcz “odmładza”. A przynajmniej pomaga utrzymać sprawność i dobrą pamięć na dłużej 🙂

 

MIT 3 Dzieci Uczą Się Szybciej

Mhm. Abstrahując od własnego wykształcenia – Kształcenie Zintegrowane i nauczanie angielskiego, czyli Pedagogika o specjalności wczesnoszkolnej z dodatkową specjalizacją w nauczaniu języka, przeprowadziłam prostą kalkulację.

Dzieci zwykle zaczynają mówić około dwóch latach. Mówią dość sprawnie choć niezawsze wyraźnie około czterech-pięciu. Zwykle zaczynają czytać około szóstego roku życia. Do płynności potrzebują sporo wprawy. Zanim potrafią wyraźnie i czytelnie pisać dochodzimy do siedmiu, może nawet dziesięciu lat.

Podejrzewam, że poza wyjątkami, zasób słownictwa mają ograniczony. Prawdopodobnie nie rozumieją słowa kompromis czy konsensus, a nawet nie zawsze rozróżniają rząd od urząd, czy użerać od obżerać się. I to w pierwszym, rodzimym języku.

Tak więc nauczenie się pierwszego języka może zająć od pięciu do dziesięciu lat. Nastolatek opanuje drugi język znacznie szybciej. Jeśli tylko zechce. Dorosła osoba ma jeszcze większą wprawę i zasób doświadczeń, więc ten czas może znacznie skrócić.

Nie jestem księgową, ale nawet na oko to chyba jednak dzieci się nie uczą języków szybciej 😃

 

MIT 4 Naukę Języka Trzeba Zacząć W Dzieciństwie – Tylko Wtedy Ma Sens

No właśnie – trzeba? Można. Wiadomo,  warto zaczynać jak najwcześniej. W dzieciństwie zwykle ma się mniej obowiązków, a główną aktywnością jest zabawa. Poprzez zabawę do nauki. Następnie nauka. Ta ostatnia już nas nie opuści. Niektórzy ją ignorują, co nie znaczy że od nich odchodzi.

Rozpoczynając naukę w dorosłości można przystąpić do niej znacznie bardziej świadomie i aktywnie uczestniczyć we własnym procesie. Same plusy.

 

MIT 5 Trzeba Się Przeprowadzić Do Danego Kraju   i Zamieszkać Wśród Tubylców

Immersji i sub-immersji poświęciłam dwa artykuły. W skrócie – języków można uczyć się absolutnie wszędzie. Przy odrobinie chęci można stworzyć dla siebie wspierające warunki do opanowania języka obcego i nabierania swobody w jego używaniu. A w dobie internetu bez trudu można zorganizować konwersacje z innymi osobami uczącymi się tego samego języka lub native speakerem. Opcji jest ogrom.

Chcieć to móc. No chyba, że się nie chce. Ale wtedy wyjazd czy przeprowadzka też nie pomogą.

 

I racja, można by odbić piłeczkę, że mieszkam od nastu lat w anglojęzycznym środowisku. To prawda. Prawdą jest też to, że po raz pierwszy przyjechałam po maturze na kilka tygodni, przed tem i potem języka uczyłam się w Polsce. W dużej mierze samodzielnie.

Wracając do punktu wyjścia – przeprowadzka czy długie wyjazdy nie są konieczne.

 

MIT  6 Native Nauczy Lepiej

To zależy. Potrafisz nauczyć polskiego osobę, która tego języka nie zna ni w ząb?

Wiedziałabyś od czego zacząć? Jak wytłumaczyć polską gramatykę, wymowę, pisownię, słowotwórstwo? Jak objaśnić powiedzenia, które towarzyszą nam od dzieciństwa?

Jak wyjaśniłabyś “Na dwoje babka wróżyła” lub “ Polak nowe przysłowie sobie kupi – przed szkodą i po szkodzie głupi”?

 

Jeśli jesteś nauczycielem języka polskiego jako języka obcego może odpowiedziałaś twierdząco. W innym wypadku najpierw trzeba by sobie odświeżyć gramatykę własnego języka. Potem jeszcze nauczyć się jak uczyć i wyjaśniać zagadnienia, które niemal wyssało się z mlekiem matki.

 

Bardzo podobnie będzie się sprawa miała w przypadku każdego innego języka.
Niezwykle łatwo zapominamy o klątwie wiedzy.

 

MIT 7 Mów Dobrze albo Wcale

To chyba mogli wymyślić jedynie dorośli, którzy nie umieją jeździć na rowerze.

Rozumiem, że można zapomnieć jak to było uczyć się mówić albo chodzić. Można nie pamiętać tych wszystkich upadków i trwogi opiekunów kiedy się ciągle na coś wpadało albo na siebie ściągało. No, ale naukę jazdy na rowerze raczej się pamięta. Boczne kółka, utrzymywanie równowagi przy pomocy patyka z tyłu roweru. Potem samodzielne próby utrzymania równowagi, upadki, otarte kolana, łokcie. Łzy, a później radocha kiedy wreszcie nabrało się wprawy i śmigało po okolicy.

Gdyby podejść do chodzenia i jazdy na rowerze “albo się nauczę od razu albo wcale” nigdzie byśmy nie doszli ani nie dotarli, prawda?

 

MIT 8 Tylko Zajęcia w Renomowanej Szkole Językowej są Gwarancją Sukcesu

Szczerze, tego mitu trochę nie rozumiem. Chyba mam problem z pojmowaniem renomy jako gwarancji jakości.

Może trochę dlatego, że moje doświadczenie jest raczej sprzeczne z tym założeniem.

 

Jako dziecko uczęszczałam na kurs angielskiego prowadzony przez szkołę o nazwie “Renoma”. Po latach nauki bardzo niewiele umiałam. W liceum nie korzystałam z żadnej pomocy w nauce angielskiego. W pierwszej klasie lekcje angielskiego prowadziła rusycystka, później jeszcze trzech anglistów. Pomimo piątki z angielskiego na maturze nie umiałam się wysłowić. W swoim optymizmie wyjechałam do Anglii i doświadczyłam brutalnego zderzenia z rzeczywistością.

 

Zabrałam się za siebie. Poukładałam gramatykę. Zaczęłam czytać książki i oglądać filmy w oryginale. W ciągu pierwszego roku wyrównałam poziom. Nadal nie przestaję się uczyć.

 

Może rzeczywiście renoma w czymś pomoże. Tego nie wiem. Obeszłam to „na piechotę”.

 

MIT 9 Nie Mam Czasu na Naukę

A chcesz mieć? Czasu wszyscy mają tyle samo. Dobę dziennie:)

 

To jak organizujemy swoje zadania i zajęcia w tym czasie zależy od nas samych. Organizacji zajęć i zarządzania sobą w czasie można się nauczyć. Nauka i obcowanie z językiem nie muszą być szczególnie czasochłonne. Jeden – dwa kwadranse w zupełności wystarczą. Najlepiej codziennie.

 

Niedomiar czasu i nadmiar zajęć są zmorą naszych czasów. Wieczne busy, busy. Jesteśmy zajęci, bo dokładamy sobie zajęć. Jeśli coś, cokolwiek jest dla nas ważne znajdziemy na to czas. Można sobie w tym pomóc. Można przygotować pomoce naukowe z wyprzedzeniem, można ustalić niepodważalny odcinek czasu tylko i wyłącznie na naukę.

Jeśli się tego nie zrobi, skorzystamy z niego czy nie, czas minie.

 

MIT 10 Inni Wiedzą Lepiej

Może to akurat nie jest mit, ale prawda absolutna też nie. Czasem pokładamy zbyt dużą nadzieję i wiarę w to, że inni wiedzą więcej i lepiej.

 

Tylko niby czemu ktoś miałby wiedzieć, co dla Ciebie czy dla mnie jest najlepsze? Myślę, że inni dobrze nam życzą. Czy sobie z tego zdają sprawę czy nie.

 

Mi mówili “obyś cudze dzieci uczył” i “ będziesz studiować do 30-stki”. Mieli rację. Bardzo im za to dziękuję.

 

Który mit jest Twoim ulubionym? Znasz jeszcze jakiś?

Chcesz lepiej zapamiętać? Prześpij się z nim

with Brak komentarzy

pamięć - jak jej pomóc, sen, dieta, ruch akcja relacja

 

Jak poprawić pamięć? Czy jest na to jakaś pigułka? Zabawne, ale niezwykle często upatrujemy rozwiązania w jakiś magicznych pigułkach.

Szczególnie kiedy chodzi o sukces, zgrabnął sylwetkę i kompetencję. Tak się składa, że dobra pamięć jest jednym z czynników sukcesu i kompetencji. Ma też bardzo dużo wspólnego z piękną sylwetką – o obie trzeba podobnie dbać.

Pamięć ostatecznie jest funkcją mózgu, a mózg to organ, czyli podobne zasady higieny i sprawności obowiązują.

 

Nie masz czasu na sen

A to błąd. Dbałość o sen jest kluczowa w trosce o dobrą kondycję mózgu i organizmu. W trakcie snu mózg się organizuje, a następnie oczyszcza z nagromadzonych toksyn. Jeśli nie dosypiasz – zbierasz śmieci!

Kiedy zasypiasz mózg porządkuje, kategoryzuje i wiąże zebrane w fazie aktywnej informacje. Kiedy śpisz mózg odwala brudną robotę, jak rodzic po dzikiej, dziecęcej zabawie kiedy dziecię opadło z sił.

Tym razem nie będę przynudzać, ale jak zwykle są na to badania. Wspomnęł tylko, że powtarzanie słownictwa na krótko przed snem pomaga w zapamiętywaniu i odtwarzaniu go po przespanej nocy. Z tego wynika, że powtarzanie materiału przed snem jest korzystne, ale zarywanie nocy na naukę już nie. Ah, te wszystkie stracone godziny snu. Osobiście jestem śpiochem z notesem pod poduszką 🙂

 

Dieta dla mózgu i dla ciała

Do prawidłowego funkcjonowania pamięci, mózg potrzebuje paliwa. Jeśli nie zasilisz swojego silnika, to nie pojedziesz. Proste. Odżywianie się byle czym daje zamierzone, bylejakie efekty. Żeby poprawić pamięć i lepiej pamiętać trzeba pamiętać o dobrym odżywianiu i zapomnieć o śmieciowym jedzeniu.

Wiem, napakowałam poprzednie zdanie pamiętaniem i zapominaniem. Celowo. Oba te procesy są mega istotne. Chodzi o to, żeby powtarzaniem zwrócić Twoją uwagę i pomóc Ci zauważyć, że zapamiętywanie i zapominanie są integralnymi elementami pamięci i że to co włożysz to wyjmiesz. Ma to sens?

 

W zdrowym ciele

Tak, dokładnie. Nasze samopoczucie ma ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu i procesy w nim zachodzące.

Im lepsza cyrkulacja krwi, tym zwykle lepsze dotlenienie organizmu. Co za tym idzie lepsze dotlenienie mózgu. Pamiętasz może jak w szkole nauczycielka inicjowała gimnastykę w czasie lekcji? Nie robiła tego dla widzimisię, ani dla samej zabawy. Niedotlenione czujemy się senne. Na dobrych szkoleniach prowadzący zadba o to, żeby pomieszczenie było dobrze wywietrzone, panowała właściwa temperatura i żeby uczestników rozruszać. Dlatego zadbaj o rozruszanie się i…

 

Kreatywne myślenie

Zwykle bardziej naszą uwagę zwraca to, co nowe. To dlatego, że mózg jest trochę jak detektyw i ciągle skanuje otoczenie w poszukiwaniu zmian i zagrożeń. Czasy się zmieniły i atak lwa czy tygrysa jest małoprawdopodobny, ale tą funkcję mózgu można świetnie wykorzystać robiąc coś innego niż zwykle. Możesz nauczyć się kilku nowych słów w obcym języku albo wypróbować nowy przepis. Nowości i zmiany pomagają gimnastykować nasz umysł i utrzymywać go plastycznym. Neuroplastyczność i uczenie się lubią się przeplatać.

 

Systematyczny trening mózgu pomoże Ci na długo zachować dobrą pamięć. Może również pomóc ustrzec się przed chorobami degeneracyjnymi jak demencja czy Alzheimer.

Oczywiste oczywistości? Może. Zanim zabierzesz się za mnemotechniki poznaj podstawy i prześpij się z nim. Prześpij się z tym pytaniem – czy dbasz o siebie na tyle, by mieć dobrą pamięć?

 

Ameryki nie odkryłam. Może chociaż pomogłam usystematyzować prawdy powszechnie znane. Oby.

 

 

Let’s start simple with KISS, czyli jak zacząć z angielskimi czasami

with Brak komentarzy

 

Spokojnie nie o całowaniu będzie mowa. Bo „a kiss” znaczy pocałunek, a” to kiss” całować. Ale nie o tym teraz. Teraz jest czas na angielskie czasy. Czyli odrobina angielskiej gramatyki. Postaram się nie nudzić i przedstawić zagadnienie konkretnie i zwięźle. Tak, że zapamiętasz już na dobre. Zaczniemy od prostego i łatwego Simple Present. Ale to za chwilę.

Sama doświadczyłam pomieszania z poplątaniem w czasach. Kończąc liceum, pomimo piątki z matury, nie potrafiłam ich używać. Te wszystkie definicje i regułki w szkole wprowadzają więcej zamętu niż to warte i obciążają system. W moich szkolnych czasach gramatyka wlokła się jak flaki z olejem, na dodatek bez łądu i składu. Względne ogarnięcie nastąpiło kiedy zaczęłam wyjeżdzać do Anglii. Chyba mnie olśniło, ale bardziej prawdopodobne, że zaczęłam się przysłuchiwać i zastanawiać nad tym w jaki sposób mówią „tubylcy”. I doszłam do zaskakującego wniosku.

Let’s start simple, let’s start with KISS. KISS to w tym wypadku nie pocałunek ( wtedy byłby to A kiss) tylko akronim „keep it simple, stupid„. „Keep it simple stupid” wywodzi się z podstawowej zasady projektowania ( design principle) w amerykańskiej marynarce wojennej   U.S. Navy.

 

KISS zakłada, że większość systemów działa najlepiej jeśli projektuje się je i utrzymuje jak najprostszymi. Kompilkowanie spraw jest bardzo niekorzystne i prostota powinna być głównym celem projektu, a zbędnego komplikowania lepiej unikać jak ognia.

Autorstwo „keep it simple stupid” przypisuje się inżynierowi lotnictwa  Kelly Johnson. Powstało od niej kilka wariacji – „keep it short and simple”, „keep it simple and straightforward”, „keep it stupidly simple”. Ja na potrzeby Simple Present używam Keep it Super Simple.

 

Simple Present jest z założenia prostym czasem odnoszącym się do teraźniejszości. No i tu mogą zacząć się schody, bo przecież w używając tej konstrukcji mówimy o tym, co robię zwykle czyli w przeszłości i w przyszłości. No właśnie. Gdybym miała tłumaczyć jego zastosowanie w myśl konwencji KISS wyglądałoby to tak:

Zastanów się nad tym, co wykonujesz najłatwiej, na jaki temat wypowiadasz się ot tak, po prostu? Masz? A teraz zastanów się z czego to wynika.

 

Jak użyć Simple Present

 

Jeśli doszłaś do wniosku, że to, co przychodzi Ci z łatwością to czynności i zadania, które regularnie powtarzasz, czynności nawykowe jak np. mycie zębów rano, obsługa spłuczki czy obsługa programów, których używasz w pracy, to masz zwycięzcę. Bo czasu Simple Present głównie i przede wszystkim używa się do wyrażania nawyków, czynności powtarzalnych i faktów. Proste?

Dla przykładu, żeby dobrze się utrwaliło to gdzie pracujesz, gdzie zwykle robisz zakupy, co lubisz, seriale, które z zasady oglądasz itp wyrazisz za pomocą tej konstrukcji.

Konstrukcja Simple Present też jest bardzo prosta – osoba + czasownik. Tyle.

 

• I like jazz. I work at the office. I live in Poland. I live In London. I live in Warsaw ( wstaw właściwie).

• The sun rises in the east. I read a lot of books.

• I exercise three times a week. I go to yoga classes on Wednesday.

Widzisz? Proste.

Słońce wschodzi codzinnie. Zawsze na wschodzie. Zjawisko powtarzalne i fakt.

 

Z angielskimi czasami najczęściej problem polega na tym, że w nauce albo wprowadzane są zbyt daleko od siebie, nie są wyćwiczone aż wejdą w nawyk albo są przedstawione łącznie i się plączą. Dla mnie najlepiej zadziałało pochylenie się nad nimi, przysłuchanie i wyćwiczenie oddzielnie.

 

Podejrzewam, że nauczyciele mogą mieć inne zdanie. Możliwe, że programy i kursy angielskiego wprowadzają czasy na właściwy sobie sposób. Ja, tłumacząc podstawową strukturę podeszłabym to tematu jak do budowy młotka, a potem wbiła całe mnóstwo gwoździ. Następnie zbiła kilka desek i sprawdziła czy ramki i półki się trzymają. Dopiero wtedy przeszłabym do stołków, stołów i innych konstrukcji. Mam nadzieję, że ma to sens.

 

Na zakończenie przypominam Keep It Super Simple. I jeśli teraz się zastanawiasz, „no ale przecież w trzeciej osobie liczby pojedyńczej dodaje się „s””, to przyjrzyj się jeszcze raz KISS – „it” to 3 os. liczby pojedyńczej. „S” występuje aż dwa razy. Wszystko jest.

 

I jak? Proste? Jeśli masz pytanie, proszę zadaj je śmiało w komentarzu. Chętnie też przyjmę feedback 🙂 Simple.

 

 

 

Dyscyplina w nauce angielskiego

with 2 komentarze

 

Jak w każdej dyscyplinie, w nauce języka też przyda się Dyscyplina. Samodyscyplina. No nie mogłam sobie odmówić. Lubię wieloznaczności językowe. Pomagają w nauce i zapamiętywaniu.

Częstą poszukiwaną jest Motywacja, ale jakby się tak jej przyjrzeć to szukamy jej tak często głównie dlatego, że skubana jest taka ulotna. Motywacji MO polega na jasnym i konkretnym określeniu motywu, a z tym bywa różnie. Jako ludzie, kobiety zwłaszcza, w kwestii określania celów pojęcie mamy często mgliste. Wystarczy przyjrzeć się postanowieniom noworocznym – ustalane na łapu-capu w styczniu przed marcem topnieją. I znów nie wiadomo jak się za robotę zabrać. Brzmi znajomo?

 

Z kolei koleżanka Motywacji Dyscyplina jest towarzyszką wierną. Od nas jednak zależy danie jej szansy. Żeby Dyscyplina mogła nam pomóc i nas wspierać musimy uświadomić sobie, wręcz się przekonać, że jest dla nas osiągalna. Dyscyplina jest takim zjawiskiem, które się samo napędza – im więcej jej masz, tym więcej jej masz. Dlatego jest taka skuteczna w uczeniu się nowego i rozwijaniu poznanego języka obcego.

 

Jak Dyscyplina może pomóc Ci w nauce?

 

Po pierwsze – zaakceptuj, że potrafisz zaprzyjaźnić się z Dyscypliną. Daj sobie szansę i nie zniechęcaj się przy początkowych zgrzytach.

Skończ z trzymaniem “w zanadrzu” Wymówek. Tu pracujesz na swoje długofalowe zadowolenie, a powodzenie tego związku zależy od zaangażowania. To nie jest sytuacja jak z romantycznej komedii. To jest film obyczajowy (zwyczajowy).

 

Po drugie – zaplanuj swoje działania. Nauka to proces. Koniecznie trzeba rozłożyć go na etapy i brać krok po kroku.

Not everything at once.

Najczęstszy problem u wchodzących w tą relację to pośpiech i brak odpowiedniego przygotowania. Jeśli nie wiesz, co masz do zrobienia rozpoczęcie działania jest problematyczne. Nie ma się co czarować.

 

Mało które związki są od razu strzałem w dziesiątkę. Nie zaszkodzi popróbować i się lepiej poznać.  Dlatego warto przygotować sobie tematy i materiały do poznania i obgadania – tak na spotkaniu jak i w nauce języka.

 

Dopasuj czas-y

 

Na wszystko jest lepszy i gorszy czas. Poznaj siebie i swoje upodobania. Powinnaś wiedzieć, kiedy jesteś najbardziej efektywna, a kiedy najmniej. Jeśli przerabianie zagadnień językowych wymaga od Ciebie zdyscyplinowania się , zaplanuj je w porze, w której masz mnóstwo energii i chęci do życia. Wtedy te działania będzie Ci najłatwiej podejmować, a na dodatek ich wykonanie dostarczy Ci satysfakcji i zastrzyku energii na resztę dnia. Pozytywne emocje pomogą też z powtarzaniem działania.

 

Small steps

 

Zamierzasz uczyć się godzinę dziennie? W pierwszej chwili mamy ogrom zapału i energia nas rozpiera, ale przy takim podejściu możemy się potknąć w przedbiegach. Zacznij od 10 -15 minut. Nawet tyle może okazać się wymagające. Wszystko wygląda fajnie na papierze, ale realnie patrząc na początku nowe działanie wymaga od nas dużo wysiłku. Jeśli się przesadzi powstaną mentalne zakwasy.

 

Plan plastic

 

Nie zakładaj na wstępie nauki codziennie, po godzinie, przez trzy miesiące. Spuchniesz i odpadniesz. Plan powinien być plastyczny. Możesz go dostosować po drodze. W każdy plan trzeba koniecznie wbudować “zapas”. Pomijając to, że życie ma swoje plany, mózg potrzebuje odpoczynku a nowe informacje muszą się uleżeć. Plastyczne podejście to zaplanowanie krótkich sesji i przerw. Jeśli zaplanujesz lekcje na siedem dni w tygodniu nauka szybko Ci zbrzydnie. Lepiej nie przeceniać swoich możliwości i założyć, że pięć dni po 15 minut dziennie to świetny wynik. Już w trakcie można odpowiednio dostosować intensywność treningu. Wciągnie cię i przeznaczysz 20-30 minut? Spoko. Dodasz kwadrans w szósty dzień, bo chcesz? Super. Jesteś zmęczona i utrzymasz 4X15min? Właśnie zainwestowałaś godzinę w tygodniu dla rozwoju swojej umiejętności. Brawo. Daj sobie trochę luzu.  

 

Zacznij od jednego obszaru, w którym będziesz stosować samodyscyplinę.

 

Próbujesz rozbudować słownictwo, zmagasz się z poplątaną gramą, długo zastanawiasz się nad skleceniem zdania? Zbyt wiele obszarów na raz spowoduje, że poczujesz się zagubiona i przemęczona. Na dodatek, gdy w jednym idzie Ci słabiej automatycznie przełoży się to na resztę i odpuścisz wszystkie.

Najlepszymi obszarami do tego, aby rozpocząć stosowanie dyscypliny, wcale nie są te najtrudniejsze, ale te w których idzie nam całkiem dobrze. Działa to podobnie do nawyków fundamentalnych, czyli związanych ze snem, zdrowym odżywianiem i ruchem. Poprawa w jednym z nich wpływa pozytywnie na wszystkie pozostałe.

Zaczniesz się wysypiać to przestaniesz być zmęczona, będziesz miała więcej energii i mniej szukała Motywacji. Zaczniesz się częściej i więcej ruszać, a efekty zmobilizują Cię do kontynuacji działania. Następnie zaczniesz szukać sposobów na utrzymanie efektów i wsparcia swoich działań w zdrowym odżywianiu. Te działania są ze sobą powiązane. Co interesujące, nawyki fundamentalne mają istotny wpływ na efekty w nauce, bo zapewniają optymalne warunki dla mózgu.

Podobnie jest z umiejętnościami językowymi – lepsze rozumienie ze słuchu ułatwia komunikację, bo wpływa na zasób słownictwa i dobór wyrazów. In większy zasób słownictwa tym łatwiej złożyć zdanie. Kiedy nie brakuje Ci słów czujesz się pewniej i chętniej się odzywasz. Kiedy więcej się odzywasz masz więcej okazji do ćwiczenia języka itd. Kluczowe umiejętności językowe naturalnie się przenikają, ale na początek warto skupić się na jednym obszarze i stopniowo rozszerzać. Ciekawość zrobi swoje.

 

Usuń Pokusy.

 

Są takie osoby, które nie mają problemu z ignorowaniem rozrywek, odpuszczenia imprezy na rzecz nauki do egzaminu, ale im trwanie przy Samodyscyplinie trudu nie sprawia – tych tu pominiemy. Najlepszym sposobem na to, aby nie ulegać Pokusie jest się z nią nie spotykać. Jeśli jej pozwolisz będzie mamić. Po to wynaleziono tryb samolotowy – wyłączasz zasięg i po krzyku.

Żeby ten kwadrans z Angielskim przynosił satysfakcje musisz się skupić.

 

Nie myśl, że to będzie smooth sailing..

 

Jeśli sądzisz, że obcowanie z Angielskim będzie jak przygoda na statku wycieczkowym.to  Że zawsze będzie lekko, przyjemnie i słonko na leżaku z drinkiem z parasolką w ręku. Na początku ekscytacja może sięgać zenitu, ale codzienność bywa trochę mniej różowa. Czasami trochę buja.

Można sobie uprzyjemniać ten rejs – filmy, seriale i muzyka zrobią swoje, ale utrwalanie tego związku jednak wymaga trochę zaangażowania i do tego trzeba się przyłożyć. Bo na początku faktycznie jesteśmy na haju, szczególnie jeśli zauważamy efekty. Trwa to jednak krótko, wkrada się zmęczenie i znużenie. Zwątpienie pojawia się regularnie, zwykle przy pierwszych trudnościach z czasami, poznawaniem niuansów. Im dłużej wytrwasz tym będzie łatwiej uporządkować lekcje i doświadczenia. Nazbierasz też po drodze sukcesy, a te pozwolą Ci wytrać w rozwoju.

 

Sh*t happens, będą wpadki i wypadki

 

Wiele kobiet uważa, że wpadka to już koniec. Całe życie w kanał. Hola! Upadki, wpadki i potknięcia są normalne. Będą się zdarzały. Nie oznaczają one, że jesteś kiepska i do niczego. Świadczą, że dostajesz lekcje. To czy potraktujesz je jako edukacja za niemal friko czy jak nauczkę zależy od Ciebie.

 

Nauka to te próby i błędy, żeby podejmować śmielsze próby i popełniać kolejne błędy. Im więcej prób, tym więcej doświadczeń. Zwykle wiemy i umiemy więcej niż nam się wydaje. Cały trick w tym, żeby organizować, poznawać i próbować dalej. Dla ułatwienia sprawdź swoje indywidualne tendencje – pomoże Ci to właściwie dobrać działania. 

Małe sukcesy też się pojawią i będą pchać do przodu, pomagać wytrwać. Dyscyplina jest taką towarzyszką, która nas wspiera i nie opuszcza nawet jeśli mamy chwilowy spadek formy i rzadszy kontakt. Kontakt można nawiązać ponownie – pracować nad swoją relacją i samorealizacją.

 

Powodzenia. W czym się ostatnio dyscyplinujesz? Jak Ci idzie?

1 2