Perfekcja & Present Perfect

with Brak komentarzy
Perfekty czasy perfect planowanie
Jak to jest z tymi Perfectami tj. angielskimi czasami Perfect? Taka sytuacja. Szłam na spotkanie w piątkowy wieczór w centralnym Londynie. Wchodzę do baru, a na ścianie lśni wielki, purpurowy neon “We’ve been waiting for you”. Wywołał na mojej twarzy zamierzony uśmiech. Przywołał też kilka myśli. Dosłownych i w podtekście.
Będzie trochę o strukturze, ale bardziej o kontekście.

Perfekcja

Im dłużej się przyglądam i głębiej zastanawiam nad tym, co obserwuję w zakresie uczenia się i używania angielskiego tym bardziej dochodzę do wniosku, że perfekcja to dla wielu zasłona dymna. Nie zrozumcie mnie źle, zasadniczo nie mam nic przeciwko perfekcji, dążeniu do niej itd. Ale. Fajniej by było, gdyby chęć jej osiągnięcia (choć uważam, że złudna, no ale ludzie lubią żyć złudzeniami) była paliwem do działania, kopem na rozruch a nie hamulcem. Nie trzeba eksperta żeby zauważyć, że wątpliwe szanse na rozruch przy zaciągniętym ręcznym. Błędne koło.
Czasem mam wrażenie, że to przeświadczenie, że w angielskim jest tyle czasów, a te Perfecty są trudne do ogarnięcia i niezrozumiałe to zwykła wymówka – taka w stylu “jak robić to [od razu] dobrze albo wcale”, czyli w domyśle perfekcyjnie.

Ironia

Perfecty są bardzo wdzięcznymi czasami. Trochę niedokonanymi, przyczynowo-skutkowymi, otwartymi na zmiany. Już wyjaśniam.
Z czasami Perfect jest tak, że wiadomo o zdarzeniu lub działaniu, ale nie jest doprecyzowane kiedy nastąpiło. Wiemy, że się zaczęło, ale nie wiemy czy i kiedy się skończyło na dobre. Niedokonanymi, bo nie mają jeszcze końca. Kiedy czynność czy działanie ma określony koniec staje się Past Simple – sprawa jest zamknięta i prosta.
Kiedy jedynym co wiemy, to to że czynność miała miejsce, ale nie bardzo wiemy kiedy i właściwie nie jest to ani ważne ani istotne, a interesuje nas fakt i/lub efekt pomaga nam to wyrazić konstrukcja Perfect.
np. chcemy wiedzieć czy ktoś kiedykolwiek był w podróży zagranicznej albo czy kiedykolwiek był w Rzymie/Paryżu/Lwowie wyrazimy tą ciekawość zadając pytanie Perfect
  • Have you ever been abroad? Have you ever been to Rome/Paris/Lviv?
Albo chcemy zapytać czy ktoś ostatnio był u fryzjera, no jakoś inaczej wygląda
  • Have you recently been to a hairdresser? 
Albo chciałabyś wiedzieć czy zadanie, na którego wykonanie oczekujesz zostało już zrealizowane zapytasz:
  • Have you done the task?

Jak widzisz za pomocą Present Perfect mówimy o czymś w bliżej nieokreślonej przeszłości, o zdarzeniach, które miały miejsce i obserwujemy lub oczekujemy na ich efekty.

Gdybyś się zastanawiała nad odpowiedziami na wspomniane pytania – odpowiedzi będą wyrażały efekty luźno, konkretnie lub zapewniały o zamiarach/bądź ich braku.
Np.:
  • I’ve been abroad a couple of times
  • I’ve been to Rome once and to Paris a number of times. I went to Lviv in the summer of 2010.
  • No, I’ve not had a haircut. Yes, I went to have a haircut on Wednesday.
  • Yes, I’ve just completed the task / No, I haven’t done it yet / I’m going to do it after lunch when I’ve received a reply.
Zanim pomyślisz – OMG czemu nie można odpowiedzieć w jeden sposób, używając tej samej struktury?! Można. Odpowiedź zależy od udzielającej ją osoby.

Z czego wynikają trudności z perfekcją?

No właśnie? Z racji swojej pracy i miejsca przebywania ciągle spotykam osoby na różnym etapie rozwoju umiejętności komunikacyjnych i swobody w posługiwaniu się angielskim. W rozmowach często wychodzą błędy, nie tylko językowe. Częściej są to błędy myślenia, błędne założenia i błędy systemowe.
 Nie ma jednego idealnego sposobu na  naukę, organizację czy komunikację.
Inaczej organizuje pracę i naukę uczeń/student, inaczej osoba na początku kariery zawodowej, inaczej singiel/ka, inaczej osoba wychowująca dzieci.
Nie ma powodu wrzucać wszystkich do jednego worka i każdej z nich kazać na przykład wstawać wcześnie rano i rozwiązywać gramatycznych testów albo zapisywać stron w notesie. Koniecznie super wcześnie rano.
Żeby było jasne – nie mam NIC przeciwko nauce o świcie, choć sama nie lubię wcześnie wstawać. Nie mam też problemu z nauką w trakcie ciszy nocnej. Zwyczajnie nie uważam, że szukanie sposobu one-size-fits-all ma sens.
 Jeśli twoja efektywność jest zwiększona rano, wstajesz o brzasku pełna energii i nikt ci nie przeszkadza to super. Jeśli jesteś rano nieprzytomna i bez mocnej kawy nic do Ciebie nie dociera, a dojeżdżasz do pracy czy na uczelnie przez pół godziny czy dłużej i możesz wykorzystać ten czas, bo ścisk w tramwaju czy metrze nie jest tak ogromny, że nawet ręko z kieszeni nie można wyjąć, to może możesz powtarzać z fiszek. W najniedogodniejszych warunkach np. słuchać podcastu przez bezprzewodowe pchełki w uszach lub słuchawki wygłuszające cały zewnętrzny zgiełk.
Ponieważ mam kontakt z wieloma mówiącymi po angielsku native, non-native i nadal się uczącymi angielskiego zauważam, że osoby które nie cieszą się efektami powtarzają te same błędy, nawet jeśli występują w innych odsłonach. O ile mawiam, że nie ma się co obawiać błędów to jednym tchem dodaję TRZEBA SIĘ Z NICH UCZYĆ. Poniższe bardzo utrudniają naukę.

Szukasz sposobu idealnego

Nie wiem dlaczego (choć się domyślam) w nauce angielskiego najwięcej mówi się o cud-metodach, błędach i aplikacjach do nauki. Dorośłe osoby podchodzą do nauki tak jakoś pochopnie: chcieli by najszybciej i najskuteczniej, metodą (najlepiej uniwersalną, szybką, nieczasochłonną, prostą do wdrożenia, bezbolesną i niewymagającą wysiłku) nauczyć się płynnie posługiwać obcymi językami. Najlepiej na już, na wczoraj.
Żeby ją znaleźć są w stanie dużo poświęcić: czas, swoją energię, czasem sporo kasy.
Ile razy sprawdziłaś w necie najskuteczniejsze metody, jak się uczyć „słówek”, jak nauczyć się angielskiego przez sen? Ileż razy sprawdzasz w grupach poliglotów na Fejsie informacje o najlepszych podręcznikach czy aplikacjach , zamiast po prostu zastanowić się czego potrzebujesz i czego wybitnie nie znosisz w materiałach do nauki? A ile razy zastanawiałaś się ile to zajmie czasu i czemu tak długo zamiast zwyczajnie coś zrobić?
Metody zebrałam poniżej:
Inna odsłona tego błędu to akceptowanie lub odrzucanie narzędzia lub sposobu w całości. Co mam na myśli? Weźmy choćby mój ulubiony notes. W notesie można zebrać ostatnio poznane słownictwo, zanotować przydatne zdania, które chcesz wyćwiczyć. Notes ma wiele zalet (o zaletach różnych aplikacji też już pisałam), ale sobie z nim nie pogadasz. To dość oczywiste, że trzeba narzędzia i sposoby łączyć, ale jakoś w tym szybkim świecie przyzwyczaiłyśmy się do robotów wielofunkcyjnych. Normalnie full-service.
Może jednak musisz zacząć stopniowo? Nie przekreślaj narzędzia tylko dlatego, że jakaś jego część Ci nie pasuje. Nie przekreślaj jakiegoś sposobu komunikacji tylko dlatego, że się przy nim potknęłaś. W taki sposób nigdy nie nauczyłabyś się chodzić. Mówić też nie:)

Za dużo mówisz, za mało robisz

O zgrozo! Napisałam „za dużo mówisz”, tylko czy aby na pewno ćwiczysz to, co powinnaś? Uwielbiamy mówić o swoim braku motywacji, braku energii i braku siły do działania. Uwielbiamy narzekać i zwracać uwagę na to co nie działa i jest do ..
Uwielbiamy dopytywać i podpatrywać jak inni to robią ZAMIAST same się do tego zabrać.
Najczęściej jestem pytana jak to zrobiłam, że mówię tak jak mówię po angielsku. Przewrotnie odpowiedziałabym, że „się nie dałam”. Od dziecka sporo mówiłam, tylko że nie na temat i nikt mnie nie chciał słuchać. Ponoć używałam za dużo słów. Och, co ja się nasłuchałam uciszania.. więc się wyćwiczyłam w używaniu mniejszej liczby słów, bardziej na temat.
Jak zabieram się za coś to nie szukam motywacji, tylko zadań, zdań i działań. Próbuję, porządkuję, poprawiam. Z perspektywy wiem, że liczy się co zrobiłam i jakie są tego efekty.
Nie ważne ile się o czymś nagada, czy mówiło się o tym wczoraj, przedwczoraj czy tydzień temu. Ważne, że się było, zrobiło, dowiedziało – i to jest właśnie Perfect!
Gdybyś kiedyś spisała, zliczyła i podsumowała wszystkie swoje narzekania i bolączki z gramą, o których komuś mówiłaś, na które narzekałaś lub unikałaś prób i jak mało masz czasu, i zamieniła te czynności na działanie, być może zobaczyłabyś efekty.

W razie wątpliwości, skarg i zażaleń – daj mi znać. Dzięki.

 

Jak się praktycznie uczyć angielskich „słówek”

with Brak komentarzy

zapamiętywanie słówek na luzie - techniki - akcjarelacja.com.pl

Nadal nie lubię słowa “słówko”, no ale jakoś to zniosę. Zostajemy w nurcie praktycznym. W poprzedniej notatce opisałam jak używać pamięci i co wpływa na skuteczność uczenia się “słówek”. Teraz spojrzymy na techniki.

 

Dopasuj naukę do praktyki

Już o tym wspominałam i choć niekoniecznie lubię się powtarzać to w uczeniu się powtarzanie jest absolutnie niezbędne. Na początek przypominam – dostosuj uczenie się języka do tego w jaki sposób będziesz angielskiego używała. Czyli zastanów się jak zamierzasz z angielskiego najczęściej korzystać. I na tym się skup. Ucząc się słownictwa wyobrażaj sobie warunki w jakich będziesz mówiła i się komunikowała. Czy będzie to rozmowa twarzą w twarz, taka “na żywca”? A może prezentacja albo rozmowa przez telefon? Ćwicz słownictwo w kontekście. Raz, że lepiej się utrwali. Dwa, w podobnej sytuacji łatwiej sobie je przypomnisz.

 

Myśl i twórz – Get creative

Sorry, ale jeśli chcesz mówić to pojedyncze “słówka” to za mało. Kiedy uczysz się “słówek” zawsze próbuj wplatać je w zdania. Proste zdania są najlepsze. A potem nieschematyczne, fantazyjne i dziwne. I może się wydawać, że to tyle roboty.

Ale. Jeśli nie wykonasz w trakcie nauki tzn. leg work, to szkoda twojego czasu. Nic z tego nie będzie.

Żadna siła ani motywacja nie zastąpią tego, co załatwi od ręki stosowanie od zaraz.

Stosuj proste struktury gramatyczne, bez udziwnień. Z tym jeszcze zdążysz.

 

 

Techniki wspomagające zapamiętywanie „słówek”

 

Technika #1. “Struktury”

Słowa to elementy składowe słownictwa. Gramatyka nadaje im strukturę. Zastanawiasz się jak zabrać się do budowania? Proste. Żeby znaleźć odpowiedzi – zadaj pytania.

Dlaczego właśnie pytania? Zwykle od pytania zaczyna się rozmowa. Udzielając odpowiedzi albo szukając odpowiedzi uruchamiamy ciekawość i kreatywność.

Zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi rozwija myślenie i umożliwia wplatanie nowych “słówek” w wypowiedzi bez spiny.

Prostym pierwszym pytaniem może być to o znaczenie słowa, następnym o jego typowe użycie, kolejnym o słowa o znaczeniu podobnym albo przeciwnym itd.

Czemu zadawanie pytań ułatwia uczenie się? Dlatego, że włącza ciekawość. Daje dowolność.

Zwłaszcza zadanie kilku różnych pytań do jednego „słówka” jest dla pamięci i mózgu okazją na gimnastykę, lepsze zrozumienie i zapamiętanie. Twórz zdania używając „słówek” w różnych kontekstach znaczeniowych.

 

Technika #2. “Ale o co c’mon?”

Wymyśliłam tą nazwę. Chodzi o to, o co chodzi. Czyli. Twórz pytania o definicje nowych “słówek” i odpowiadaj definicjami.

Definicje słów i wyjaśnienia znajdziesz w słowniku. Nawet internetowym. A sprawdzając definicje uczysz się i ćwiczysz też inne słownictwo. Może coś zwróci twoją uwagę. Zapisz to sobie, a później sprawdź. Double-bubble.

“Ale o co c’mon” jest o tyle fajna, że to technika naśladująca naturalny proces uczenia się języka od dziecka. Świetnie sprawdza się kiedy się zna dość dobrze podstawy.

To chyba jedna z moich ulubionych technik. Bardzo lubię definicje i etymologię słów, a takie sprawdzanie w słowniku to dla mnie sama przyjemność. 

Dzięki sprawdzaniu definicji poznajesz znaczenia, rozbudowujesz zasób “słówek”, ale też wyrabiasz w sobie nawyk “ hmmm… nie wiem co to znaczy – sprawdzę w słowniku”

Język angielski: https://oxforddictionaries.com

 

Technika #3. “Try it out. Try it on. Check if it fits.”

O co chodzi? Skorzystaj z dostępnych źródeł naturalnych np. seriali, clip’ów na You Tube i sprawdź czy wyłapiesz zdania ze słowami, których się uczysz. Przymierz, wypróbuj, sprawdź czy pasuje.

Znajduj przykłady zdań z nowymi „słówkami” i na ich bazie twórz nowe pytania i odpowiedzi.

Jeśli definicja to dla ciebie za mało posłuchaj jak używają “słówek” w zdaniach rodzimi użytkownicy języka.

Przykładowe zdania z wybranymi “słówkami” i tworzenie do nich pytań to dodatkowa stymulacja neuronowej mapy językowej. Poszerza kontekst, wzmacnia połączenia w pamięci i trenuje praktyczne korzystanie z nowych słów i wyrażeń. Bardzo ważne.

W sieci można znaleźć prawie wszystko – tu np. przykładowe zdania z użyciem angielskiego: https://sentence.yourdictionary.com/

Jeśli zastanawiasz się jak znaleźć teksty, piosenki itp. z nowym słowem wpisz je w Google i dodaj czasownik albo rzeczownik. W ułamku sekundy uzyskasz listę popularnych użyć. Wybierz materiał, który kojarzysz np. popularną piosenkę czy urywek serialu. Tak będzie łatwiej, bo a) jest znajomo, b) znasz kontekst

Gdy już znajdziesz przykłady – koniecznie stwórz do nich pytania.

 

Technika #4. “Get Goofy”

Nuda to cichy morderca uczenia się i rozwoju. Nie daj się.

Twórz śmieszne, głupawe, nietypowe pytania z nowymi słówkami.

Pobudzaj ciekawość i wyobraźnię do granic i o krok dalej. Wymyślaj, zmyślaj i konfabuluj.

Przełam schematy. A potem zapisz ku pamięci.

Nieszablonowe, śmieszne, zabawne pytania zwracają uwagę. Mózg lubi gierki i zagadki, a szczególnie ich rozplątywanie.

 

Technika #5. “It’s a date”

Date to randka i data. Jakoś oba słowa kojarzą mi się z planowaniem. Zaplanuj i przeprowadź mini przygotowania. Zaplanuj spotkanie i wyobraź sobie przebieg rozmowy. Puść wodze fantazji i wymyślaj monologi. Taka jednostronna rozmowa nie ma ograniczeń. Nie poprawiaj się, a jak musisz to bądź dla siebie miła.

 

 

A kiedy wypróbujesz którąś z technik daj proszę znać. Dzięki.

 

 

Top trzy aplikacje do nauki angielskiego

with 2 komentarze

 

Jednym z pierwszych, a następnie często zadawanych mi pytań jest pytanie o aplikacje do nauki angielskiego. Pytanie o aplikacje do angielskiego pojawia się na tyle często, że się im przyjrzałam. Rozwiązań i jest kilka od najlepszej aplikacji do nauki angielskiego słownictwa,  przez oddzielną aplikację do nauki gramatyki języka angielskiego, po bardziej zbiorcze i holistyczne rozwiązania. Obiecałam się przyjrzeć kwestii aplikacji mobilnych i online’owym programom do nauki angielskiego, żeby rzetelnie odpowiedzieć na te pytania.

 

W tym przeglądzie wzięłam pod uwagę kluczowe kwestie – praktyczność, skuteczność, wielofunkcyjność i łatwość użycia.

Spojrzałam na naukę angielskiego pod kątem dydaktycznym, czyli w jaki sposób można prowadzić swój proces uczenia się języka angielskiego i jak się ta nauka przekłada na użycie i nabywanie swobody w komunikacji. Bo dla mnie zapamiętanie słów, reguł czy faktów nie jest wystarczającym wyznacznikiem. Mówimy o umiejętności – przypominam, że tym właśnie jest użycie języka angielskiego czy jakiegokolwiek języka. Umiejętność to przełożenie wiedzy (co) na zastosowanie (jak).

 

Duolingo

Program jest przejrzysty a nawigacja stosunkowo prosta. Proces nauki jest podzielony na rozdziały i tematy, te z kolei zawierają w sobie po kilka lekcji. Może się wydawać idealną aplikacją dla osób zmagających się z brakiem czasu i ciągle w biegu, bo jest mobilna i można się uczyć po trochu kiedy znajdzie się kilka minut. Niestety ta prostota niesie ze sobą zagrożenia.

Przetestowałam ją na sobie na obcym dla mnie języku i choć przyswajałam słownictwo szybko traciłam zapał. Zwyczajnie się nudziłam. Nie mogłam dostosować poziomu ani tempa do siebie. Trochę dla mnie za płytka i zniechęcająca, bo miałam zapału na więcej.

 

 

Narracja opisu aplikacji też mnie nie przekonuje – 34 godziny to równowartość semestru. Naturalnie. Semest to około pietnaście tygodni, po dwie godziny w tygodniu. Wychodzi na to samo. No i marketerów poniosło „Everybody agrees”? No nie wiem czy zapytali o zdanie sześć do ośmu miliardów ludzi. Część prawdopodobnie nie ma smartphone’a. Na dodatek ze sporym prawdopodobieństwem nie wszyscy ludzie chcą się uczyć kolejnego języka. Ale do brzegu – to nadmierne uogólnienie.

 

Na początek spoko. Na dłuższą metę nie padam z zachwytu.

 

Ucz się angielskiego

Serwisu www.uczsiejezyka.pl  zapewnia, że nauka angielskiego dzięki tej aplikacji jest łatwa i skuteczna. I, że możesz się uczyć angielskiego całkowicie za darmo. Pytają „po co płacić za programy, które nie mają więcej słów”? Jak najbardziej.

 

Program opiera się na grupowaniu niezbędnego słownictwa i przydatnych zwrotów w języku angielskim. Zawiera elementy gramatyki języka angielskiego i testy. Zawiera też słownik, odmiany czasów i ściągi z najważnejszymi temataki przydatnymi w szkole.

Szczerze – nie widzę wyróżników tej aplikacji ani usprawnień w nauce angielskiego. Już wyjaśniam.

„Po co płacić za programy, które nie mają więcej słów?” w pewnym sensie to pytanie uchwyciło esencję. W programach do nauki angielskiego, w kursach czy w indywidualnej nauce z nauczycielem czy lektorem nie płaci się za słownictwo. Do tego służy słownik. Bezpłatnie można użyć słownika internetowego. Przewagą słownika internetowego nad papierowym jest wymowa wzorcowa ( to ten symbol głośnika). Odmianę czasowników można znaleźć w większości podręczników, więc ten element niestety też mnie nie przekonuje. A co do ściągi z najważniejszych tematów… no nie wiem. Właściwie nie wiem, co to znaczy. Najważniejszych według jakiego kryterium? I po co do tego ściąga? Spis tematów to właściwie spis zawartości programu lub kursu.

 

 

Moją obawę wzbudziło zastąpienie zapisu fonetycznego wymowy zapisem „jak się czyta”. Z dydaktycznego punktu widzenia to kardynalny błąd.

Docierają do mnie niezadowolone komentarze i pretensje uczniów, którzy wolą taką „wymowę na oko”. Ale. To szkodliwy dla rozwoju umiejętności skrót.

 

Po przyjrzeniu się nowoczesnym, technologicznie „do przodu” mobilnym aplikacjom zastanowiłam się nad bardziej analogową.

 

Old School

Obok mobilnych aplikacji przyjrzałam się też dawniejszej formie nauki angielskiego. Takiej trochę archaicznej, a mianowicie – notes.

Notes to przenośna aplikacja, w której można wybrać indywidulany program nauki angielskiego i wielu innych zagadnień czy przedmiotów. Ma nieograniczone możliwości personalizacji. Można dobrać najdogodniejszy dla siebie poziom oraz słownictwo, gramatykę, wyjątki. Można w nim dodawać dowolne komentarze do każdej lekcji, a nawet każdego fragmentu. Pozwala spersonalizować interface. W każdej chwili można zapisać swój postęp. Zawsze można wrócić gdzie się skończyło. Pozwala na dodawanie własnych elementów. Można do niego wkleić autentyczne teksty, edytować, usuwać i poprawiać. Jest lekki.

Nie zawiesza się niezależnie od przeciążeń. Ma nieograniczone zasilanie, więc nie tracisz wykonanej pracy. Jako urządzenie przenośne nie potrzebuje baterii. Można zawsze przejrzeć swoje postępy. Jest bardzo prosty w obsłudze.

 

Ta aplikacja niesie ze sobą dodatkowe korzyści:

  • pozwala na rozwój kreatywności
  • absolutną selekcję i dowolność
  • działa niezależnie od zasięgu
  • nie wystawia na promieniowanie

Dodatkowo korzystanie z niej niesie daleko idące korzyści – ćwiczy ciało i umysł.

 

Dodatkowo jest kompatybilny z wieloma zewnętrznymi narzędziami – ołówkami, piórami, długopisami, cienkopisami, zakreślaczami, flamastrami. Do wyboru, do koloru. I dostępna jest prawie wszędzie.

Elementy programu można urozmaicać np. tak:

 

najlepsze aplikacje do nauki języka angielskiego

 

A na koniec dodam co warto wziąć pod uwagę na początek. Dość dawno o tym pisałam, ale właściwie jest to zawsze aktualne.

 

Korzystałaś z którejś z wymienionych aplikacji? A może polecasz jakieś inne?