Od czego zależy motywacja do nauki angielskiego

with Brak komentarzy

 

Już myślałam, że wyczerpałam temat, ale nadal słyszę i widzę pytania o motywację do nauki. Możliwe, że jeszcze nie wszędzie informacje o niej dotarły. Pomyślałam, że zapytam same zainteresowane o motywację do podjęcia nauki angielskiego.
Więc popytałam w moich instagramowych relacjach.

Ten wpis jest notatką zbiorczą. Zbiera informacje o systemie do nauki języków obcych i motywy osób uczących się angielskiego. Całość opatrzona jest wnioskami wyciągniętymi z rozmów z lektorami i moich obserwacji.

Na początek…

 

Zalety uczenia się języka obcego

 

Wiadomo – chętniej robimy to, co dla nas korzystne.

Często wymienianymi zaletami nauki angielskiego są:

  • możliwość dogadania się prawie wszędzie
  • poszerzanie strefy komfortu
  • rozwiewanie obaw
  • poznawanie innych kultur
  • bezpośrednie doświadczanie kultury, komunikacji, literatury, sztuki tworzonych oryginalnie po angielsku
  • poszerzanie horyzontu
  • swobodne podróżowanie
  • uczenie się języka obcego ułatwia naukę innych umiejętności, bo..
  • stymuluje mózg i utrzymuje go plastycznym

 

Oczywiście nie wszystkie z powyższych musisz postrzegać jako zalety. Możliwe, że masz własne propozycje, które dodałabyś do listy.

We własnym zakresie doświadczyłam właściwie wszystkich powyższych korzyści. Dodałabym większy i szerszy wybór materiałów, uczelni i stanowisk pracy. Dla osób pracujących w środowiskach czy firmach międzynarodowych prawdopodobnie zamigotałby też awans.

Dla osób przedsiębiorczych prawdopodobnie istotną zaletą jest dostęp do anglojęzycznych materiałów, nowości i ekspertów. Powiększa lokalną kałużę czy staw do znacznie szerszych i głębszych rozmiarów.

No i niezależność – znajomość języka usuwa konieczność polegania czy czekania na innych w kwestii tłumaczeń, kursów czy inspiracji. Podłączasz się do World Wide Web i hulaj dusza.

Nie byłoby fair nie wspomnieć o wadach. Warto się nad nimi zastanowić. Dobrze zastanowić. Zanim przystąpi się do nauki angielskiego. Prawda jest taka, że język to cały system elementów, połączeń i niuansów – nie zdając sobie z tego sprawy i oczekując szybkich efektów łatwiej stracić chęci.

Dlatego zachęcam do zastanowienia się nad tym, co przyjdzie Ci przeznaczyć na rzecz rozwoju. Koniecznie wyłuskaj to wszystko bardzo dokładnie, zapisz i miej pod ręką. Najlepiej jeszcze pomyśleć nad ewentualnymi działaniami zapobiegawczymi. Dlaczego?

A no, bo kiedy zaczną się schody, pojawi znurzenie i zniechęcenie – będzie na to za późno. Zacznie się podświadome zamiatanie pod dywan i motywacja znów za to zbierze.

 

Wasze najczęstsze motywy do nauki angielskiego

 

  • by bez stresu rozmawiać w języku ang
  • dla własnej satysfakcji z osiągnięć
  • dla podnoszenia kompetencji i podwyższania zarobków
  • po to, żeby rozumieć swoje otoczenie i móc bronić własnych praw
  • żeby podróżować, rozwijać się
  • dla wolności – wyboru i lokalizacji
  • żeby zmienić pracę, być bardziej konkurencyjnym i atrakcyjnym kandydatem

 

Wszystkie powyższe powody są jak najbardziej zasadne. Dobrze jest sobie uświadomić, że na różnych etapach rozwoju własnego i rozwoju swoich umiejętności językowych te motywy mogą i pewnie będą ewaluować.

Na początkowym etapie chce się obniżyć napięcie związane z byciem otoczonym komunikatami w niezrozumiałym języku (np. w podróży, na lotnisku, w szpitalu). Wstresujących sytuacjach brak komunikatywności jest trudnym uczuciem.

 

W miarę wzrastania umiejętności często pragnie się swobody i luz w wypowiedzi. Kiedy się już tę swobodę osiągnie, można chcieć rozbudować zasób słownictwa, poziom konstrukcji używanych w wypowiedzi. Komuś może zależeć na brzmieniu w określony sposób.

Początkowe motywacje mogą być podobne dla większości osób i coraz bardziej się różnić wraz z ich postępami. To wszystko zależy.

 

Wspomaganie motywacji do nauki angielskiego

 

Nie będzie odkrycia Ameryki. Prostymi i mega skutecznymi sposobami są:

 

  1. Określenie własnego powodu i korzyści z osiągnięcia sukcesu
  2. Zapisanie ich i umieszczenie w widocznym miejscu, tak żeby kłuły w oczy i nie pozwalały o sobie zapomnieć.
  3. Publiczna deklaracja celu i planu
  4. Ekscytujące zyski i bolesne straty, czyli “stare, dobre nagrody i kary

 

Chyba powyższe są bardzo konkretne i przejrzyste. Ewentualnie warto wyjaśnić i zaznaczyć, że te czynniki mają być określone na zapas, nie po czasie. Tak, żeby na żadne kombinacje nie było miejsca.

Skoro takie to proste, to dlaczego tak wiele osób ma z tym problem? Hmm.. odpowiedź sama ciśnie się na myśl.

 

Podpowiem – bo brak konkretnego, przejrzystego opracowania wymienionych elementów i konsekwencji w ich wdrażaniu.

 

Jak unikać wykolejenia

 

Na szczęście na takie trudności też istnieją sposoby.

 

  1. Prosty plan na rozruch, czyli na bardzo krótką metę. Taki plan określa bardzo konkretną umiejętność do opanowania i kroki konieczne od startu do mety. Czyli lina prosta.
  2. Plan rozszerzony. Taki plan składa się z większej liczby elementów, a jego celem jest rozłożenie dużego projektu na bardzo małe zadania “co, “jak, “kiedy, czyli wszystko od przygotowania poprzez cel, cele szczegółowe, priorytety, zadania i harmonogram.
  3. Tracker – bo koniecznie trzeba monitorować postępy.

 

Jedyne problemy, jakie dostrzegam w kwestii rozszerzonego planowania to, że przygotowanie takiego planu może być pracochłonne i czasochłonne. I przydałaby się znajomość zakresu zagadnienia.

Wszystko to jest dostępne i wykonalne. Zagadnienia językowe można znaleźć w podstawie programowej do nauczania angielskiego czy choćby w podręczniku do nauki. Jeśli starasz się o certyfikat językowy to pomocny będzie opis Europejskiego Systemu Kształcenia Językowego.

Kroki do osiągania ambitnych celów, dokładnie rozpisane znajdziesz w tym ebook’u do pobrania.

 

Jeśli jednak wolisz zobaczyć jak można przygotować taki plan, zanim sama podejmiesz próbę – możesz zapisać się na listę zainteresowanych kursem Move Your English. Właśnie taki program projektuję.

 

Co Ty na to? Dlaczego chcesz mieć świetny angielski?

 

 

 

Tu i tam – jak się skupiam

with Brak komentarzy

 

Jest późno. Kilka dni w biegu i rozjazdach. Lubię podróże i wyjazdy, ale w zawrotnym tempie się męczę. Po dłuższym wypadzie o niczym tak nie marzę jak o powrocie do swojej małej przestrzeni. Do mojego systemu. Tym razem jedyne o czym myślałam w drodze z lotniska to uporządkowanie zdezorganizowanego pokoju i jak znajdę miejsce na książki, bo wracam z toną dodatkowych w plecaku i właściwie nie wiem gdzie je upchnę. Ale marzę też o powrocie do własnej organizacji, spokoju i zebrania myśli. Tu i tam – jak się skupiam.

 

Przez raptem kilka dni w drodze zalał mnie wypełzający ze szczelin i zakamarków chaos, rozmowy śpieszne i bez ładu. Czuję się zmęczona nadmiarem. To mi nie pomaga w skupieniu.

Zdarza Ci się chcieć wrócić do własnego artystycznego nieładu?

Dla mnie nieład wewnętrzny i chaos zewnętrzny to trochę więcej niż urwisy z podwórka. To bardziej demotywator i krytykantka, pijawki energetyczne. Zmęczona męczę się jeszcze bardziej w bałaganie.

Więc pierwsze, co zrobiłam po wstawieniu prania to przeorganizowanie przestrzeni, poukładanie tego, co potrzebne i usunięcie tego, co mniej. Bez zbędnych ceregieli. Kiedy jestem zmęczona rozgardziaszem bywam zdecydowana jak rzadko. Poleciało wszystko, co zbędne. No prawie. I wykończona padłam, ale z przestrzenią na nowe plany i działania.

 

Skupienie się i czasoprzestrzeń

 

Co to ma do rzeczy? A no, jeśli masz za dużo na głowie i w okół ciągle coś się wala i przeszkadza to uczyć się trudno. Jeśli potrafisz ignorować bałagan albo Ci nie przeszkadza, to spoko. Ale istnieje spora szansa, że zaprząta Ci uwagę. Podkrada cząsteczki skupienia i energii. Masz wtedy dwa wyjścia:

  • usunąć rozpraszacze
  • kompletnie się odciąć

Fizycznie możesz zmienić pomieszczenie, zamknąć drzwi lub obrócić się plecami. Jeśli przeszkadzają Ci dźwięki, jak mi czasami kiedy moja kumpelka-współlokatorka edytuje nagrania w postprodukcji bez słuchawek, przydadzą się stopery do uszu. Mam kilka. Nie uwielbiam ich, ale dają radę i pomagają mi się skupić blogując dźwięki.

 

Skupienie się a rozpraszacze

 

Inną kwestią są rozpraszacze digitalowe, czyli w sieci online. Osobiście jestem zwolenniczką analogu w uczeniu się. To znaczy, że polecam i sama używam rąk, oczu, papieru i czegoś do pisania. Po prostu notuję. Nasz mózg to bardzo stary sprzęt i nie wszystkie update’y oprogramowania na nim śmigają. Motoryka i myślenie są natomiast stałym połączeniem, które działa bez zakłóceń.

 

Bycie offline sprzyja skupieniu się

 

Jeśli czynność, na której chcemy się skupić nie wymaga korzystania z internetu dobrze jest zwyczajnie się odłączyć. Po co jak w Matrix ma ciągnąć naszą baterię?

Wiem – łatwo powiedzieć. To trochę jak ta scena z red and blue pill. Wybór niekoniecznie jest łatwy – tak to już jest z uzależnieniami.

 

 

Zawsze można zacząć od małych kroków. Z własnego podwórka, w internecie jestem tylko na etapie przygotowań. Wyszukuję źródła i materiały, które uważam za przydatne do notatek. Kiedy już je znajdę, zapisuję offline. W fazie opracowywania i planowania pracuję analogowo. Lżej i szybciej mi się myśli. Smartphone przełączam na tryb samolotowy i wkładam do szuflady.

Out off sight, out of mind.

Notatki robię najpierw ręcznie, później w edytorze tekstu. Z edytora kopiuję do blog’a. W fazie redakcji nie przeszkadza mi email czy Facebook, bo nie są włączone. Staram się nie utrudniać sobie życia i nie nadwyrężać siły woli. Po prostu usuwam pokusy zanim zaczną ciągnąć mnie za nogę. Proste.

Ale. Mam świadomość, że możesz być na innym etapie radzenia sobie z rozpraszaczami i przejmowania kontroli. Może jeszcze Cię ciągnie do zastrzyków dopaminy, a może już jesteś na etapie odstawienia.

 

Strategiczne skupianie się

 

Jak możesz zauważyć na moim przykładzie – utrudniam sobie odruchowe reakcje. Utrudniam dotarcie bodźców do mnie przez brak powiadomień i tryb samolotowy.

Utrudniam sobie dostęp przez oddalenie “zastrzyku”, bo zanim oderwę się od zadania nad którym pracuję, wstanę, sięgnę do szuflady i odblokuję komórkę… zdążę się ocknąć albo zwyczajnie nie będzie mi się chciało. Więcej na temat strategii radzenia sobie z nawykami znajdziesz u Gretchen Rubin i wspominałam o nich w Lepiej.

 

Inspiracje a skupienie

 

Mam też słabości. Lubię Instagram. Nawet bardzo. Bardzo chętnie publikuję mini-lekcje angielskiego w relacjach IG. Chętnie oglądam piękne obrazy i stop-klatki. Chętnie czytam treści kilku osób, które na Instagramie obserwuję. Ale. Mam świadomość, że nadmiar stumulacji obrazami mnie rozprasza i obciąża moje obwody. Ciężej mi wtedy się skupić i coś konkretnego stworzyć.

Żeby się z tym uporać podeszłam do sprawy nauczycielsko. Zaplanowałam, co i kiedy robię na Instagramie. Sama siebie dyscyplinuję. Może się to wydawać przesadą. Ale. Dla mnie to trochę tak jak ze słodyczami – co za dużo, to nie zdrowo. Jeśli przesadzę to mnie zemdli.

Ma to również inny wymiar. Kiedy mam sporo pomysłów, ale jakoś mi się nie chce zabrać za ich realizację szukanie inspiracji wydaje się całkiem zasadne. No właśnie nie. Przeglądanie stron internetowych, portali etc. owocuje frustracją pod koniec dnia. Niestety.

Nic nie zrobione, ale czuję się zmęczona i rozdrażniona.

 

Literatura i odsiew

 

Dlatego. Jeśli już muszę się inspirować to biorę książki, notes i ołówek. Zapisuję czego szukam, co chcę znaleźć. Wertuję książki, zwykle coś mi się przypomni. I dopiero po takim przygotowaniu ewentualnie zaglądam do globalnej sieci. Jeśli jest to jeszcze konieczne, bo w takim procesie zwykle wytwarzam dla siebie wystarczająco zajęć, żeby już nic więcej nie szukać. Czemu właśnie tak? Może się wydawać, że w internecie znajdę więcej i szybciej. Niekoniecznie. Znajdę więcej, ale nie szybciej, bo istnieje ryzyko, że zacznę spadać in the rabbit hole ( w króliczą norę). Z takiego spadania głową w dół można się nabawić bólu głowy. Przesianie nadmiaru informacji i ich uporządkowanie jest dla mnie czaso- i energochłonne. A że jeszcze pamiętam chodzenie do biblioteki wiem, gdzie mogę znaleźć to czego potrzebuję.

Jeśli odcięcie się czy kontrola aktywności w sieci sprawiają Ci trudności może warto zapoznać się z poniższymi narzędziami?

 

Narzędzia wspomagające skupienie

 

OFFTIME

Aplikacja na telefon i tablet (system Android) dzięki której można wyciszyć lub całkowicie wyłączyć powiadomienia, połączenia czy Short Message Service (SMS). Jeśli chcesz się skupić, ale obawiasz się odciąć od czegoś ważnego – można w niej stworzyć wyjątki, czyli osoby, od których chcemy otrzymywać połączenia oraz aplikacje, które nie mają zakazu wyświetlania powiadomień.

Ma ona funkcję opóźnionej reakcji – jeśli chce się usunąć blokady trzeba odczekać 1minutę.

 

SELFCONTROL

Aplikacja na Mac OS X blokująca dostęp do stron, poczty email i do wszystkich źródeł rozpraszaczy, które dodamy na czarną listę. Ustawia się ją na czas. Nie można wyłączyć aplikacji przed upływem wybranego czasu, nawet poprzez zrestartowanie komputera, czy usunięcie aplikacji.

 

ZEN PEN

Minimalistyczny edytor tekstu w przeglądarce. Ustawiony na pełen ekran przysłania rozpraszacze i można się skupić wyłącznie na tekście.

 

STAYFOCUSED

Dodatek do przeglądarki Google Chrome. Działa podobnie do SELFCONTROL.

 

NOISLI

Strona z odgłosami sprzyjającymi koncentracji. Możemy wybierać spośród dźwięków zatłoczonej kawiarni, spokojnego lasu, szumiącego morza, letniej burzy, deszczu i wielu innych.

 

CALM.COM

Sposób na wyciszenie w lawinie obowiązków. Fajna opcja kiedy wszystko dostaje małpiego rozumu, a frustracja narasta. Wyhamowanie pomaga się przegrupować, dostrzec priorytet, a przynajmniej zastanowić się, co nim powinno być.

 

No. I to by było na tyle. Były wyjazdy i rozjazdy. Wróciłam. Teraz ogarniam.

 

A Ty? Jak się skupiasz?

 

 

 

Motywacja do nauki angielskiego

with 2 komentarze

 

Zdaję sobie sprawę, że w natłoku oczekiwań i dobrych chęci zmieszanych z nieznanym, rozległym terytorium zapał może gasnąć. Podręczniki i akademickie źródła metodyki nauczania języka angielskiego (języków obcych ogólnie) są zgodne z obiegową opinią. Odpowiednia motywacji to warunek skutecznej nauki języka angielskiego. Z naciskiem na odpowiednia. Czego ona realnie dotyczy? I gdzie szukać motywacji do nauki angielskiego? Czym się odpowiednia motywacja do nauki powinna charakteryzować?  

Taka motywacja składa się z trzech elementów:

  • świadomy wybór podjęcia danego działania
  • wola do podejmowania działania
  • wysiłek wkładany w podjęte działanie

Tylko te osoby, które wykazują chęć do nauki języka, będą w stanie się go nauczyć. Oczywista oczywistość? Może. Ale. Nie chcieć to gorzej niż nie móc.

 

Motywacja

 

Nie czarujmy się, na naszą motywację wpława wiele czynników: wewnętrznych i zewnętrznych. 

Jeśli chcemy sobie pomóc w nauce to oprócz dobrych chęci przyda się nam pozytywne nastawienie. I nie chodzi mi o to, żeby cieszyć się jak dziecko na zakuwanie słownictwa. Po pierwsze – nie polecam zakuwania. Mechaniczne zapamiętywanie to często recepta na 3 x Z… zakuć, zdać, zapomniec. A po co marnować czas i energię na coś, co się i tak zapomni? No sama pomyśl. Jaki to ma sens?

 

Dlatego to z kim się uczysz i z jakich materiałów ma znaczenie. Wybaczcie, ale podręczniki szkolne do nauki angielskiego, moim skromnym zdaniem, są nudne jak flaki z olejem. Blee.

 

A wiecie czemu jeszcze mamy często problem z uczeniem się angielskiego? Nie? Bo było nudno na lekcjach angielskiego w naszych szkolnych czasach. Bo nie rozumiałaś czego chciał nauczyciel. Bo nie lubiałaś nauczyciela albo się go bałaś. Trust me – I’ve been there too.

Zakładam, że osoby, których któreś z powyższych nie dotyczy nie czytają tej notatki. One prawdopodobnie angielskiego się nauczyły.

 

Peer preasure

 

Mogło być też tak, że rówieśnicy mieli na nas wpływ. Byli dużo do przodu albo zainteresowani nauką tyle co nic. I nam się to udzieliło. Doświadczyłam obu sytuacji. Koleżanki i koledzy mieli prywatne lekcje i na lekcjach w szkole byli do przodu albo niezainteresowani, a ja w żaden sposób nie mogłam ich dogonić. Znasz to? Można było zakuwać ile się chciało i tylko rosła frustracja, a nie moja swoboda językowa. Ci, którzy byli ze mną w tym limbo przyjmowali strategię “olać to – i tak się nie nauczę”. Bardzo skuteczna strategia. Założenony wynik osiągnięty  – ŻADEN. Jeśli nie zależy wam na takich wynikach, nie kopiujcie tej strategii. Nie warto.

A więcej nt. peer pleasure możecie przeczytać choćby w wikipedii:)

 

Stuteczna strategia na motywację do nauki angielskiego

 

Mało który podręcznik ujmuje kwestię motywacji wprost. A można łatwiej. Można przyjąć inną strategię. Skuteczną i bezpieczną. Mianowicie – CIEKAWOŚĆ.

Jeśli jesteś jedną z osób, które uważają, że dzieci uczą się lepiej i szybciej, to zastanów się z czego to wynika. Przypomnij sobie, co takiego robią dzieci nieustannie. Masz to?

 

Z tego, co zaobserwowałam dzieci ciągle zadają pytania. Ciągle. Dziesiątki i setki. I próbują. Próbują. Próbują. Aż się zmęczą i padną. Jak odpoczną – próbują dalej 🙂

Więc może zainteresuj się zagadnieniem, które możesz zgłębiać po angielsku. I szukaj odpowiedzi na nurtujące ciebie pytania.

 

Dla mnie motorem do nauki były kasa i rozrywka. Mieszanka piorunująca. Kasa, bo byłam biedną studentką i mogłam dorobić ucząc angielskiego albo pracując za granicą za kilkakrotnie wyższe stawki. Rozrywka ( i nauka), bo wymarzyłam sobie wyjazd za granicę. Połączeniem obu była chęć kupienia białego laptop’a, który wpadł mi w oko. Nic nie wiedziałam o komputerach. Okrągłe zero. Ale tak sobie wymarzyłam, poprosiłam znajomych w Anglii o poradę i za zarobioną w wakacje kasę kupiłam swój pierwszy w życiu komputer. Mac’a G4.

Chyba mało kto go jeszcze pamięta. A czemu był przydatny w nauce angielskiego? Bo w tamtych czasach, na początku XXI w., nie było dobrego tłumaczenia jego oprogramowania na polski ani dostępnych polskich kodeków. Więc siłą rzeczy używałam go po angielsku. Instrukcje i wsparcie czytałam po angielsku. Filmy oglądałam tylko w oryginale, bez napisów. Zachęciło mnie to do nauki. Skutecznie i szybko. Bo trochę głupio mieć takie cacko i nie umieć z niego korzystać. Znajdź to coś, co jest tobie potrzebne i chcesz to rozgryźć. To bardzo ułatwia naukę.

 

Co się dzieje z motywacją do nauki angielskiego?

 

Motywacja nie jest stała. Podlega wahaniom. W różnych fazach procesu wzrasta i słabnie. Na różnych etapach nauki angielskiego odczuwa się to inaczej.

 

Motywacja zewnętrzna

 

Bez owijania w bawęłnę – potrzebna jest motywacja wewnętrzna i z nią jest przyjemniej zabierać się za zadania, bo zwyczajnie się nam chce. Ale może być tak, że na początkowym etapie pomocna jest motywacja zewnętrzna, żeby ruszyć z miejsca. Zewnętrzną motywacją może być osoba, która nas wspiera albo z którą chcemy się dogadać. Motywacją zewnętrzną są korzyści – nagrody, wyjazdy, stypendia, podwyżki etc. Motywacją zewnętrzną może być awans. Taki bodziec będzie dobry na rozruch. Potem potrzebna jest motywacja wewnętrzna, żeby w procesie wytrwać. 

 

Motywacja wewnętrzna

 

Motywacja wewnętrzna do nauki angielskiego to zwykle to jak sobie siebie wyobrażamy kiedy już swobodnie porozumiewamy się używając angielskiego. Motywacja, zewnętrzna czy wewnętrzna, to to “po co” coś robimy.To ta korzyść, do której zmierzamy na końcu drogi albo ból, frustracje i przykrości, których chce się uniknąć. Jeśli na początku tej drogi nie ma się o tym pojęcia – może być ciężko.

Jeśli już wiesz, co i jak Cię motywuje – możesz przejść na wyższy poziom wtajemniczenia. Podtrzymywanie motywacji to na dobrą sprawę samodyscyplina.

 

Motywacja w fazach nauki

 

Według modelu Dörnyeia motywacja dotyczy trzech różnych faz nauki:

  • fazy przed przystąpieniem do działania
  • fazy w czasie trwania działania 
  • fazy po danym działaniu.

 

W skrócie. Przed przystąpieniem do nauki dokonujemy oceny, czy nauka angielskiego będzie dla nas atrakcyjna i opłacalna. Tej oceny dokonuje się m.in. poprzez pryzmat emocjonalnego stosunku do danego języka, poprzez ocenę atrakcyjności materiałów i korzyści instrumentalnych, jakie zyskasz kiedy się go nauczysz. No i ile czasu i energii będzie nas uczenie się kosztowało. Z atrakcyjnością materiałów można sobie pomóc notując w ładnych notesach, na kolorowo, oglądając zabawne albo wciągające filmy. Ważne żeby nie było nudno. W czasie działania określamy czy nam się podoba czy nie. Po działaniu określamy, co nam to dało, czyli efekty. I tu zwykle zaczynają się schody.

 

Jak sobie pomóc w utrzymaniu motywacji w nauce

 

Z procesami długofalowymi, jak ćwiczenia fizyczne czy nauka języka obcego, jest taki problem, że dystans od działania do efektu jest odległy. Trzeba ćwiczyć przez jakiś, zwykle stosunkowo długi okres, zanim można zaobserwować konkretne efekty. Nudzi się nam takie działanie i poddajemy się przed czasem. Zwykle o parę kroków od mety. I tu kłania się planowanie i dzielenie nauki na etapy. Każdy etap ma swój początek i koniec. Przy krótszych odcinkach łatwiej utrzymać się na kursie i trudniej wypaść z toru. M. in. dlatego skutecznym sposobem do wykonywania poszczególnych zadań w etapach jest technika Pomodoro.

 

Osobiście jestem zwolenniczką działania w zgodzie ze sobą. Moim zdaniem inaczej się nie da. Ani w nauce. Ani w życiu. Działania na siłę nie są przyjemne. Zwykle też prowadzą do efektow innych niż pożądane. O działaniu lepiej pisałam przy okazji tendencji wg. Gretchen Rubin. W tej notatce znajdziesz też opis tendencji i link do quiz’u.

 

Więcej na temat modelu motywacji i jej roli czy czynników na nią wpływających możecie przeczytać w Nowym spojrzeniu na motywację w dydaktyce języków obcych. Ale. To dość obszerna pozycja.

 

Zdaję sobie sprawę, że tego wszystkiego może wydawać się ogromnie dużo. O chaos myśli i spadek motywacji w takich warunkach nietrudno. Jeśli potrzebujesz pomocy w oswajaniu nauki i chcesz wreszcie ruszyć z angielskim możesz zapisać się na listę osób oczekujących na bezpłatny kurs, który właśnie projektuję.

 

The choice is yours.

 

Move Your English - bezpłatny kurs; motywacja do nauki angielskiego

 

A jak znajdziesz wolną chwilę napisz co dla Ciebie stanowi wyzwanie?

 

 

 

Najczęstsze błędy w nauce angielskiego

with Brak komentarzy

 

Zwykle serwuję wskazówki i pozytywne wzmocnienia. Ale. Nie tym razem. Będzie o częstych błędach w nauce angielskiego. Jest początek roku, wiele z was ma pewnie świeżutkie postanowienia noworoczne. Co prawda dla mnie początek nowego roku jest umownym początkiem działania, ale tak się składa, że w okresie między świętami a Nowym Rokiem też miewam moment wytchnienia, a to pozwala złapać oddech i spokojnie się zastanowić. Kiedy już odpoczniemy resztę czasu warto wykorzystać na przygotowania. W myśl przygotowania do przygotowań odświeżyłam sobie ustalanie priorytetów i zasady planowania. W większości wypadków znaczna część źródeł zawierała sekcję „najczęstrze błędy”. Może to ważne, żeby na wstępie uświadomić sobie jakie błędy często występują i jak ich unikać. Postanowiłam przyjrzeć się najczęstszym błędom w nauce angielskiego. Poniżej znajdziecie mój subiektywny zbiór pięciu najczęstszych błędów spotykanych w przygotowaniu do nauki angielskiego oparty na ponad dziesięciu latach obserwacji i doświadczenia. To co, zaczynamy?

 

5 najczęstszych błędów w nauce języka angielskiego

 

Na dobrą sprawę pierwszy błąd jest wspólny do nauki w ogóle. Niezależnie od przedmiotu.

 

Pierwszy błąd w nauce angielskiego –  Nie wiesz co i po co.

 

Czyli klasyczny brak celu. Niestety krążąc bez celu dotrze się donikąd. Żeby uchronić się przed tym błędem i bezcelowym działaniem musimy ustalić „po co”. Brak jasnego określenia „po co” prowadzi do mętliku w głowie i trudności w ustaleniu priorytetów. Później kręcimy się w w poszukiwaniu motywacji. Nieskutecznie. Głównie dlatego, że trudno znaleźć tego czego się nie zgubiło i nawet nie wie jak to coś wygląda.

 

Drugi błąd w nauce angielskiego – Motywacja.

 

Klasyka. Gdybym za każde „jak się motywować” dostawała funta byłabym milionerką. Niestety taka prawda. Błędy w nauce angielskiego dotyczące motywacji pojawiają się i wynikają z braku konkretnego celu. Czyli, patrz Pierwszy błąd.

Motywacja do działania wypływa z tego, co chcesz osiągnąć. Nie inaczej. Dlatego to nie tyle kwestia słabnącej motywacji a mało konkretnie nakreślonego celu jest problemem. Po co chcesz znać angielski? Co Ci to da? Jakie wymierne korzyści wynikają dla Ciebie z nauki angielskiego?

Jeśli cel jest konkretnie wyznaczony, przekształcony w projekt i podzielony na etapy, łatwiej jest pozostać na kursie. Nauka każdej nowej umiejętności to wyzwanie. A tak rozległej umiejętności jak języka obcy – angielskiego czy jakiegokolwiek innego. Błędem w nauce jest też zakładanie, że motywacja się nie wyczerpie. Jak w przypadku większości długich podróży lepiej jest je sobie zaplanować i podzielić na odcinki. Świadomość mety czy przystanku w zasięgu wzroku pomaga wytrwać w działaniu. A przerw między poszczególnymi odcinkami pozwalają na odpoczynek i uzupełnienie zapasów. Opieranie powodzenia na motywacji to błąd prowadzący do zniechęcenia jeśli na efekty trzeba poczekać. Zamiast polegać na motywacji lepiej zrobić konkretny i krótki plan.

Możesz sprawdzić jak wyznaczać cele jak się do nauki angielskiego zabrać. A tu o motywacji do nauki angielskiego jako procesie.

 

Trzeci błąd w nauce angielskiego – System.

 

Przy systemie kłaniają się metody. A konkretniej poszukiwanie tych idealnych. Błędem przy zabieraniu się za naukę jest zakładanie, że istnieje łatwy, lekki, szybki, tani i przyjemny sposób na swobodę językową.

Od raz przychodzi na myśl obiegowy dowcip: Przychodzi klient to specjalisty i prosi o idealne rozwiązanie.

Klient: Chciałbym, żeby było dobrze, szybko i tanio.

Specjalista: Oczywiście – proszę wybrać dwa kryteria.

 

Tak naprawdę z nauką angielskiego można bez problemu osiągnąć rewelacyjne efekty dobrze i tanio. Ale szybko nie będzie. Niezależnie od dwóch pozostałych zmiennych. Nie będzie, bo to nie kwestia zewnętrzna w jakim tempie przyswajamy wiedzę i umiejętności. To zależy wyłącznie od nas samych. Nauka angielskiego jako języka obcego to maraton nie sprint.

Zajmując się poszukiwaniem tej najlepszej, idealnej i szybkiej metody tracimy czas. Czas i energię, które możemy inwestować w testowanie.

 

O różnych metodach pisałam w  notatkach: konwencjonalne metody w nauce angielskiegometody niekonwencjonalne.

Zrobiłam w nich przegląd większości metod nauki języka obcego. Przebieg ich wprowadzania i działania. Jest to zarys swoistej ewolucji w podejściu dydaktyczno-lingwistycznym.

 

Ale. Powtórzę i podkreślę. Na początku drogi nie warto szukać drogi na skróty.

Według nowszego ujęcia uczenia się i pamięta wynikającego z badań American Psychological Association.

Conventional wisdom holds that if you want to learn something, study, study, study. But new psychological research suggests the mantra should be „test, test, test.”

 

czyli

 

Konwencjonalna mądrość głosi: jeśli chcesz się czegoś nauczyć studiuj, studiuj, studiuj. Ale nowe badania psychologiczne sugerują inną mantrę „testuj, testuj, testuj”.

 

W gwoli wyjaśnienia – w kwestii testowania nie mam na myśli skakania z kwiatka na kwiatek i od metody do metody. Przez testowanie rozumiem zastosowanie teorii, sposobu czy przykładowego zadania w praktyce. Sprawdzenie na sobie. Najlepiej kilkakrotnie. I po takim teście, kilkakrotnej próbie i analizie wyników zadecydowanie czy sposób nam odpowiada czy nie.

 

Czwarty błąd w nauce angielskiego – Systematyczności.

 

Kiedy już przetestujemy co na nas działa i nam odpowiada, kolejnym niezbędnym krokiem jest systematyczność. Po etapie przygotowawczym to właśnie jej brak jest najdotkliwszym błędem w nauce angielskiego. Taka prawda, że od czasu do czasu to można wyjść do kina a nie uczyć się umiejętności. Nawet najlepszy krem nic nie zdziała stosowany jedynie od święta czy na wielkie wyjście. Żeby metoda mogła dać wyniki działania trzeba powtarzać działanie regularnie. Najlepiej w przewidzianym czasie, ujętym w planie i zapisanym w kalendarzu. Jeśli czas na naukę zostawia się przypadkowi to i wyniki takie będą – przypadkowe.

Serio, w nauce języka obcego nie ma większej filozofii. Języki opierają się na ustalonych zestawach zasad i kodzie. Wystarczy go poznać, rozsądnie powtarzać i ćwiczyć. Jeśli w kodzie wystąpi błąd to się go poprawia i tyle.

 

Piąty błąd w nauce angielskiego – Wiara w siebie.

 

Ten błąd w nauce może umykać naszej uwadze, a nawet wydawać się nieoczywisty.

Niestety, w wielu przypadkach, brak wiary w swoje możliwości powoduje brak podejmowania prób. Osoba, która się sparzyła, ma negatywne wspomnienia ze szkołą i tradycyjnym szkolnictwem częściej poddaje się już w przedbiegach. A nie podejmując nawet próby trudno marzyć o innych, rewelacyjnych wynikach.

 

Paradoksalnie odwrotna sytuacja też może mieć miejsce. Nadmiar pewności siebie, lecenie w ciemno na hurra może doprowadzić do przykrego upadku, z którego trudniej się podnieść.

W pierwszym wypadku nawet nie podejdzie się do ściany, a w drugim można na tą ścianę wpaść.

Wiesz  jak budować pewność siebie?

 

 

Na koniec zastanów się jaki popełniasz najczęściej błąd. Jeśli nie ujęłam go w mojej subiektywnej liście to dodaj go proszę. A zaraz potem zabierz się za jego rozwiązanie.

 

Życzę Ci powodzenia w wyłapywaniu i rozprawianiu się z własnymi błędami. Wszystkim się one zdarzają i są okazją do wyciągania lekcji.

Jeśli masz odwagę napisz w komentarzu o upierdliwym błędzie – spróbujmy się go pozbyć!

 

 

 

 

 

Possibly the most effective method

with 1 komentarz

Będzie o możliwie najskuteczniejszej metodzie nauki języka. Immersion czy immersja to w dosłownym tłumaczeniu zanurzenie. Jako metoda w nauce języka obcego odnosi się do przebywania w środowisku danego języka. Immersia zakłada stuprocentowe otoczenie się językiem. Obiegowa prawda głosi, że to najlepsza metoda nauki. Może dlatego popularnym pomysłem są wyjazdy na zagraniczne kursy językowe albo do anglojęzycznego kraju. Nie zamiarzam podważać opini o skuteczności immersji jako metody nauki angielskiego, ale skonfrontować potoczne podejście z rzeczywistością.

 

Od lat mieszkam w Anglii i ludzie, z którymi się tu spotykam i na których tu natrafiam w dużej mierze też tu mieszkają. I surprise, surprise nie wszyscy mówią dobrze po angielsku. Gdyby immersja działała na zasadzie przebywania w danym otoczeniu to przecież tak być nie powinno. Wszyscy powinni mówić świetnie po angielsku z faktu stąpania po angielskiej ziemi, prawda? No właśnie. Już pomijając pomysły, że od przebywania w stajni zacznie się biegać jak rumak ( tego chyba nie trzeba wyjaśniać ) przyjrzyjmy się innej sytuacji – przynajmniej w obrębie jednego gatunku. Czy od przebywania wśród mądrych ludzi stajesz się mądry? Możliwe. Czy od przebywania wśród bogatych ludzi stajesz się bogaty? Niekoniecznie. Czy wpływ na nasze efekty ma jedynie przebywanie pod tym samym niebem? Nie. A oczekiwanie, że coś z nieba spadnie? No… może ewentualnie deszcz i to też nie na zawołanie. Ale do rzeczy.

 

Podstawy nauki angielskiego

 

W celu osiągania określonych efektów potrzebne są choćby podstawy. Od samego siedzenia w tym samym miejscu magia się nie stanie.

Immersja nie jest wskazana ani szczególnie skuteczna na absolutnym początku. Immersja jest przydatna przy wdrażaniu teorii i podstaw w praktykę. Pozwala na interakcje. Przy braku jakichkolwiek fundamentów przebywanie w otoczeniu, którego się zupełnie nie rozumie ma większe szanse być źródłem frustracji niż stymulacji.

 

Nastawienie do nauki

 

Płynnie przechodzimy do nastawienia. Jeśli czujemy stres, strach czy frustrację mózg blokuje swoje zdolności poznawcze. Mózg przechodzi w tryb ucieczki przed zagrożeniem i stawia opór. Zdarzyło Ci się usłyszeć „nie chcieć to gorzej niż nie móc”? Może coś w tym jest?

 

Intencja

 

To z kolei prowadzi do kwestii intencji. Chcesz się zanurzyć czy nie? Jeśli nie, to tak jakby zmuszać kogoś do pływania kiedy panicznie boi się wody. Jak myślisz, co z tego będzie?

 

Jednym z popularniejszych, rzekomo mocnych argumentów, za cudownymi efektami immersi jako metody uczenia się jest porównywanie jej do naturalnego procesu nauki, nauki przez osłuchanie. Ogólnie mówi się, że immersja działa tak jak nauka u małych dzieci. No, nie. Tak to nie działa.

 

Zwróćmy przez chwilę uwagę na czas i warunki. Typowo immersję zachwala się jako mega szybką i skuteczną metodę. I owszem ona może taka być – patrz punkt pierwszy. Jeśli ma się mocne podstawy. Posiadanie mocnych podstaw oznacza zwykle kilka lat nauki. Tak czy nie? I wtedy rzeczywiście może być porównana do nauki u małych dzieci, bo im też zajmuje parę lat opanowanie mówienia. I to bez rzucania na głęboką wodę. Na dodatek dzieci otacza się wsparciem, zachęca, chwali z każdej strony i zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Jeśli o zanurzeniu w takich warunkach mowa to spoko, byłoby sporo podobieństw.

 

Twierdzenie, że metoda działa, ponieważ jest naturalna i w ten sposób uczą się dzieci pierwszego języka jest naciągane. Podobnie jak pomysły, że niemowlak nie wie przecież czy chińskiego, niemieckiego czy angielskiego się uczy. Albo, że dla dziecka to język ojczysty i od razu w jego głowie robią się odpowiednie połączenia nerwowe decydujące o tym, że to właśnie tego, a nie innego języka będzie się uczył od małego i będzie uważał go za pierwszy język. Na takie twierdzenia natrafiłam w sieci. Emm..no… nie.

 

Dla dziecka nie ma jako tako znaczenia jaki system językowy nabywa, ale ma znaczenie kto się tym językiem posługuje. Dziecko nauczy się takiego języka w jakim komunikują się z nim osoby ważne dla jego przetrwania. W uproszczeniu – nauczy się w pierwszej kolejności języka swojej matki. Dlatego też po angielsku Native Language to mother’s tongue (języki matki). To właśnie jest naturalna nauka języka – interakcja z significant others. Częściowo chodzi o osłuchanie się, ale nie tylko. Małe dziecko naśladuje mimikę opiekunów i osób mu najbliższych.

 

Realia

 

Poniekąd dlatego też immersja może się wykolejać w krajach obcojęzycznych. Jeśli wyjedziesz do Anglii, mówiąc po angielsku słabo i mając na miejscu znajomych, istnieje duża szansa, że przez miesiące a nawet lata nie opanujesz języka. A jeśli już, to prawie na pewno nie w stopniu zadawalającym. Nie wierzysz? Proszę bardzo. W wielu większych miastach Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych znajdziesz monokulturowe środowiska, w których ludzie, pomimo przebywania w anglojęzycznym kraju, nie mówią po angielskim. Albo prawie wcale. Dla przykładu China Town w Nowym Yorku i Londynie, włoskojęzyczne Little Italy w Londynie, NY czy Sydney (gdzie nawet nazwy ulic są po włosku) czy polski Ealing i Hammersmith.

 

Słaba znajomość podstaw i ekspozycja na przenikające się warstwy językowe może zaowocować pozorną immersję. Czyli przebywaniem w środowisku języka docelowego, ale asekurowaniem się swoim pierwszym językiem. Jak zaznaczyłam we wstępie, nie jest moją intencją podważyć zasadność immersji jako metody nauki. Wolę zwrócić uwagę i zachęcić do zastanowienia się czy dana sytuacja jest rzeczywiście immersją. Przede wszystkim czego od niej oczekujemy.

 

Podsumowując powyższe, zmodyfikowana immersja ma szanse na zadowalające rezultaty. Sub-immersja. Częściowe zanurzenie – bardziej pływanie niż nurkowanie. I bardzo, ale bardzo świadome jej stosowanie. Elementami sub-immersji mogą być oglądanie filmów, konwersacje i self-study według własnych upodobań. Zagraniczny wyjazd nie jest w tym celu konieczny. Ale. Oczywiście można połączyć przyjemne z pożytecznym i pojechać do anglojęzycznego kraju z przeciętnym zasobem wiedzy w bagażu. Dla nauki języka zupełnie wystarczy od czasu do czasu. Więcej o metodach znajdziecie tutaj  

 

Próbowaliście immersji? Podzielcie się proszę przemyśleniami i efektami?

1 2 3