Angielskie Brzmienie – Akcent

with Brak komentarzy
angielski akcent i brzmienie
Akcent. Jak mówić z brytyjskim akcentem? Uczącym się angielskiego, zwłaszcza długo, zależy na pewnym brzmieniu. Ba! Sama się do nich zaliczam, choć przez lata moje potrzeby i poglądy ewaluowały. Moje wnioski w kwestii mówienia po angielsku z brytyjskim akcentem i uczenia się brytyjskiego akcentu przez rodaków raczej odbiegają od powszechnej opinii
 
Pewne doświadczenia są wspólne dla osób uczących się angielskiego np.:kolejny ukończony kurs angielskiego, ale swobody wypowiedzi jakby brak. Kolejny etap zaawansowania niby osiągnięty, znajomość słownictwa, skomplikowanych struktur gramatycznych i nieustępująca nienaturalność w rozmowie. Przecież nie o to chodziło.
Co z tym w takim razie zrobić? Tych kilka prostych rozwiązań może ułatwić sprawę.
 
Jeśli nie pracowało się nad akcentem i wymową od początku nauki – nic straconego. W takim wypadku zanim przejdzie się do akcentu i wymowy warto podjąć pewne kroki.
 

Angielski – Utrzymywanie łączności

Najbardziej charakterystyczną, choć często niedostrzeganą (i o to chodzi) cechą naturalnej (wy)mowy jest jej łączność. Native (rodzimy użytkownik) jakiegokolwiek języka nabywa ją niemal organicznie w trakcie rozwoju mowy i zasobu słownictwa, przechodzącego we wprawę.  
 
Najprostszym i najłatwiejszym sposobem, żeby nabrać bardziej naturalnego stylu wypowiedzi jest osłuchiwanie się z językiem. No właśnie. Obserwowanie i przysłuchiwanie się językowi. Celowo używam przysłuchiwanie się, bo nie chodzi o jakiekolwiek osłuchiwanie się z językiem mówionym. Przysłuchiwanie się to tu słuchanie intencjonalne, zauważanie niuansów. Wręcz wsłuchanie się. Mega istotny jest kolejny krok, czyli co się z tym, co się usłyszało zrobi. Można poprzestać na słuchaniu utworów, wywiadów, podcast’ów. Można tu zaliczyć też oglądanie filmów i seriali. I tak po wielu godzinach, tygodniach, miesiącach, a nawet latach efektów jakoś niesłychać. Niestety bardzo niewiele się z tego wyniesie jeśli się tych nowo napotkanych fal dźwiękowych nie odtworzy. Może to banalne, ale prawda jest taka, że wiele osób domorośle uczących się angielskiego tego nie robi. Nie powtarza intencjonalnie i świadomie po śladzie. Powtarzanie po śladzie może wydawać się na początku nienaturalne i krępujące. Ale. Bez. Tego Ani. Rusz. 
 
Z biegiem czasu i liczbą prób takie modelowanie staje się coraz łatwiejsze i przyjemniejsze przy każdym kolejnym podejściu. Zwykle już po trzecim zaczyna się dostrzegać różnicę. 
 
W raze wątpliwości, co do skuteczności tej metody przypomnijcie sobie proszę Pigmalion.
 
 

Jak płynniej brzmieć po angielsku?

Myśl, potem mów

Jakbym słyszała mamę. W tym akurat jest sporo racji. Zastanowienie się nad tym, co się chce powiedzieć zanim otwarzymy usta nie tylko pomaga uniknąć wpadek czy niezręcznych sytuacji, ale też zmniejsza stres. Wiedząc co się chce powiedzieć nie szykamy panicznie konstrukcji czy słów.
 

Przygotowanie do płynności w angielskim

Ten punkt może wydawać się totalnie sprzeczny z założeniami naturalnej, swobodnej rozmowy. Nic bardziej mylnego. Im bardziej jest się przygotowanym do rozmowy, tym idzie ona zwykle swobodniej. Nie chodzi tu o wykucie przed a następnie wyrecytowanie wypowiedzi. Mowa o ogólnym zarysie rozmowy i przygotowaniu się na podstawowe, typowe pytania i odpowiedzi
 
Niesamowicie często i z niebywałą łatwością ESL wywalają się na zwyczajnych, codziennych sprawach.
 

Angielskie Brzmienie – Feel (not fill) it

Wypełniacze, kusząca opcja w utrzymaniu naturalności. Fillers, czyli wypełniacze to pewnego rodzaju rozwiązanie w podtrzymaniu flow wypowiedzi. Zwłaszcza kiedy zabraknie słów w trakcie. Natives zwykle używają wypełniaaczy w mowie potocznej. O ile od czasu do czasu posiłkowanie się umm, you know, I mean, actually, basically, stuff, like this/that jest spoko, to uważałabym, żeby nie zacząć ich nadużywać.
Zapchaj-dziury to takie słowa-chwasty, które jak wejdą w nawyk trudno wyplenić.
Sporadyczne wstawki może nadają charakteru, a nawet dodają pewnego uroku. W nadmiarze brzmią niestety raczej.. niestarannie. Warto się wczuć w rolę odbiorcy i zastanowić czy nie męczymy rozmówcy ich nadmiarem. 
 
Istnieje również niebezpieczeństwo, że nadużywanie fillers’ów zastąpi poszerzanie słownictwa i stosowania innych mechanizmów kompensacyjnych, jak opisy zastosowania czy odniesienie się do sytuacji. Tu z pomocą przyjdzie poprzednia wskazówka.
 
Ostatecznie można posiłkować się pytaniami, które podtrzymają rozmowę np.:
 
Q: I’ve not thought much about it. What’s your opinion on this?
 
Q: How would you use it?
 
Q: How would you approach/describe this situation?
 

Angielskie Brzmienie – Phrasals

Czy te wszystkie kursy, książki i lata nauki były na marne? Wcale nie. Wśród „ulubionych” struktur gramatycznych niewątpliwie pojawiły się czasowniki złożone. W trakcie nauki mogły przyprawiać o ból głowy, jednak dla swobodnego brzmienia po angielsku są niezastąpione. Pojawiają się nadzwyczaj często w codziennej komunikacji – w mowie potocznej i formalnej. Warto je sobie odświeżyć. Wplatanie phrasal verbs w zdania nada wypowiedzi naturalności i w wielu przypadkach złagodzi szkolny, podręcznikowy ton.
 
Np.:
 
  • Tom’s essay contained too many grammatical mistakes, hence he couldn’t communicate his message.
 
-> Tom’s essay had too many grammatical mistakes, hence he couldn’t get his message across.
 
  • Regardless of the difficulties, I will not surrender.
 
-> Regardless of the difficulties, I will not give up.
 
Obie wersje są poprawne. Druga nabiera łagodniejszego, mniej formalnego wydźwięku. Wszystko zależy od tego na jakim brzmieniu i komunikacie nam zależy.
 
Dla najlepszego efektu warto wybrać parę wskazówek, zastosować je i obserwować efekty. Przygotowanie się i phrasal verbs przypuszczalnie przyjdą najłatwiej. W takim razie będą wskazane na pierwszy ogień. 
 
Pamiętajcie też, że praktyka czyni mistrza i nie zrażajcie się przy pierwszym podejściu.
 
Zawiedzione, że materiał nie traktuje o akcencie? No cóż, wymowa pojedynczych słów składa się na całokształt. Oczywiście można się uczyć ich w oderwaniu. Słowa, które stanowią większe wyzwanie nawet powinno się izolować i wielokrotnie powtarzać. Jednak

Akcent wybrzmiewa w rozbudowanej wypowiedzi.

Mieć Ciastko i Zjeść Ciastko

with Brak komentarzy
angielski fundusze tania nauka
Wiele osób uważa naukę języka za wydatek. Chętniej wydaje się kasę niż myśli o budżecie czy oszczędzaniu.
Czemu zajmując się edukacją językową poruszam kwestię kasy? Już wyjaśniam. Według mnie edukacja to inwestycja. Jeśli brak funduszy stanowi dla kogoś przeszkodę, podzielę się sprawdzonym sposobem.
 
Parę lat temu prowadziłam zespół i przyuczałam młodzież do pracy w restauracji. W tym fachu nie zarabia się kokosów. Pracownikom narzekającym na kasę proponowałam zaczynać obiad od deseru. Dobrze widzisz. 

Kasa na naukę angielskiego

Lata temu natknęłam się na tą metodę. Wprowadziłam w życie i nigdy nie żałowałam. Jest super prosta i skuteczna.
 
Polega na zastosowaniu „pie chart” do swojego budżetu. W pierwszej kolejność dzieli się swój tort, czyli wszelkie dochody, na pół. W tej połowie, a dokładniej 55%, zawieriają się wszelkie miesięczne koszta stałe. Pozostałą część dzielimy na pięć części: cztery po dziesięć i jedną pięcioprocentową. 
 
55% koszta stałe – czynsz, media, telefon, subskrypcje etc
 
10% inwestycje krótkoterminowe
 
10% inwestycje długoterminowe
 
10% edukacja
 
10% rozrywka
 
5% cele charytatywne

SWOT 

Komuś może przejść przez myśl “nuda”. Albo „moje wydatki stanowią więcej niż 55% moich dochodów”, nie mam z czego oszczędzać. Co wtedy?
 
Opcje są dwie: mniej wydawać lub więcej zarabiać. Proste, prawda?
 
Z wielu rozmów deserowych wynikało, że rozmówca czuł opór przed nieznanym lub przytłoczenie wymaganymi zmianami. Wtedy zwykle zachęcałam do narysowania własnego tortu i przypisaniu mu liczb. Tyle. Tylko tyle i aż tyle. Ta stosunkowo prosta czynność zmusza do zebrania i unaocznienia przychodów i wydatków. 
 
Dzięki temu widać gołym okiem gdzie się rozpływa kasa
 
Wiem też od osób, które posłuchały, zrobiły pierwszy krok i podjęły odpowiednie działanie, że dobrze na tym wyszły. 
 
Kreatywny i towarzyski barman dzięki tej metodzie opłacił swój kurs projektowania graficznego i po około roku odszedł z zespołu. Sommelier, która wydawała sporą kasę na buty, ale w sytuacji awaryjnej nie miała skąd brać, po przeorganizowaniu swojego budżetu pozbyła się części butów, wpłaciła pieniądze ze sprzedaży na konto inwestycyjne i z tego, co słyszałam wyjechała uczyć się i pracować w winnicy w Australii:)
 
Jak widać jest to zbalansowane podejście. Uwzględnia rozrywkę, no bo kto chciałby tylko sobie odmawiać, i umożliwia rozwój? Konto edukacyjne jest tak naprawdę inwestycją w siebie.
 

Uproszczenie

Kiedy wprowadzałam ten podział u siebie zależało mi na zautomatyzowaniu przekierowania środków, tak żebym nie musiała się tym zajmować co miesiąc, nie zapomniała, nie zniechęciła się. Mój bank nie umożliwiał mi procentowych przelewów, więc utworzyłam podkonta i ustaliłam stałą kwotę. Nadal przelewam miesięcznie określoną kwotę na konto edukacyjne, z którego finansuję kursy i książki. Jedno z kont inwestycyjnych po zmianie pracy przekształciłam w udziały.
 
Ten prosty model pochodzi z MMI, programu Millionaire Mind Intensive T Harv Eker’a.
Pierwszy raz spotkałam się z nim w “Kobieta Niezależna”.
 

Mam nadzieję, że się wam przyda.

 

 

Najczęstsze błędy w uczeniu się angielskiego inaczej

with Brak komentarzy
inne błędy w angielskim
Przeprowadziłam małe śledztwo. Rety, jak to brzmi? Ale taka prawda. Przyjrzałam się i przysłuchałam temu, co zostało napisane i powiedziane o błędach w angielskim. Tekstów o błędach popełnianych w angielskim jest jak ulęgałek i w większości się powielają. O ile o błędach gramatycznych w angielskim z łatwością znajdziesz wiele, to są one symptomami nie przyczyną. W poznawaniu obcego języka, podobnie jak jakiejkolwiek dziedziny, warto postarać się zgłębić temat. Korzenie problemów zwykle sięgają głębiej. Do podstaw. 
Ciekawe czemu tak mało o tych błędach się mówi i zwraca na nie uwagę? 
 
Szczerze – nigdzie, poza opracowaniami dydaktycznymi, nie znalazłam takiego zestawienia. Dobra, zobaczmy o co chodzi.
Przyjrzymy się tym błędom w nauce języka na przykładzie nauki angielskiego.
 

Myślenie zero-jedynkowe

 Pierwszy, podstawowy i zasadniczy błąd myślenia u dorosłych osób uczących się innego języka to myślenie „wszystko albo nic”.
Jak to ująć? Człowiek to nie komputer, ma szerszy wachlarz opcji.
 
Problem z tym błędem jest taki, że myśląc “albo perfekcyjnie albo wcale” to z zasady błędne założenie. Tak niczego się nie nauczysz. Czujesz ten absurd? Toż to się samo wyklucza. Cała sztuka uczenia się polega na rozwijaniu się w trakcie, poznawaniu i poprawianiu. Gdyby perfekcyjne opanowanie umiejętności było możliwe od zaraz, instalowano by takie oprogramowanie “na dzień dobry”.

Rozpraszanie uwagi

 Kolejnym błędem w nauce języka angielskiego jest chęć opanowanie wszystkiego na raz. I znowu – pięć grzybków w barszcz. Do zaobserwowania wyraźnych efektów skupienie uwagi na określonym obszarze jest konieczne.
 
Jako przykład przychodzi mi do głowy gotowanie. Nie żebym była mistrzynią kuchni. Potrafię sobie jednak wyobrazić nadciągającą katastrofę jeśli chciałabym na raz przygotować kilka potraw, na dodatek nie mając w tym wprawy, a do książki kucharskiej zaglądam od święta.
 
Ze skutecznym skupianiem uwagi jest jak z mięśniem – trzeba to ćwiczyć. Zwłaszcza w obecnych czasach.
 
Błąd z rozpraszaniem uwagi polega na tym, że niecierpliwisz się zanim masz szansę zaobserwować efekty.
Często słyszę, że coś nie działa. Kiedy się na moment na tym zatrzymam, dopytam i sprawdzę co i jak często było stosowane – wychodzi szydło z worka. Okazuje się, że „chodzi się na angielski”, ale właściwie od czasu do czasu, bo odwołało się kilka zajęć, coś wypadło albo był mecz w telewizji. Z tym meczem to nawet nie przesada. Bywa tak, że kobiety odpuszczają swoje sprawy na rzecz innych osób i ich zadań (ze sprzątaniem, zakupami i social media na czele).
 
Sporadyczne działania prowadzą do sporadycznych efektów.
O uwadze i jej skupianiu było tu:
Jak skupić się na nauce – sekrety koncentracji.

Chaotyczność

 Zastanowiłaś się kiedyś nad tym? Ja wiem, ja straszliwie nudna z tym jest, ale schemat wbrew pozorom nie ma nic z nudą wspólnego. Schemat pozwala na szybkie, sprawne i skuteczne działanie i nie zużywa (patrz: nie marnuje) niepotrzebnie kognitywnej energii.
 
Człowiek jest zwierzęciem nawykowym – ponad 30% czynności i procesów mentalnych dziennie wykonujemy nawykowo. Nie wiedzieć czemu jakimś cudem i po co dorosła osoba samodzielnie zabierająca się za naukę języka ciągle coś kombinuje, czyta i wprowadza ogólny rozgardziasz. I zanim pomyślisz łłłee schematynuuuuddaaa. No, nie.
Schemat w uczeniu się jest po to, żeby właśnie móc się dobrze bawić i osiągać efekty. Nic nie stoi na przeszkodzie oglądaniu komedii, kryminałów czy co tam jeszcze ktoś woli, jeśli wiadomo czemu ma to służyć. Jasne, można się odmóżdżać przed telewizorem, kompem czy tabletem, ale ja nie cierpię marnować czasu. Jeśli już coś oglądać to z głową. Od razu uprzedzam – jeśli jest się początkującą lub średno-zaawansowaną anglofilką to nie porywałabym się na Dumę i uprzedzenie czy Władcę pierścieni – w całości, w oryginale. Nie o to w tym chodzi. Krótki odcinek serialu na początek wystarczy.
Po obejrzeniu warto zatrzymać się na kwadrans, wypisać lub ponownie odsłuchać i sprawdzić kilka nowych słów. Buduje się tym samym własny leksykon w połączeniu z mnemotechniką. Bo emocje i sytuacje wspomagają zapamiętywanie i utrwalanie.
Do ogarniania nauki i trzymaniu tego wszystkiego w ryzach potrzebny jest plan. Warto zaopatrzyć się w planner.

Cierpliwość, a raczej jej brak

 To właściwie wynika z poprzednich błędów. Wszystko albo nic, od razu perfekcyjnie, od zaraz. Takie myślenia prowadzi do skakania z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu “idealnej, skutecznej metody” zanim się jedną porządnie wypróbuje. Ani Rzymu, Krakowa, ani Londynu nie wybudowano w jeden dzień. Wiem, powtarzam się – nauka i rozwój to maraton, nie sprint. Chcesz efektów? Uzbrój się w cierpliwość:)
A o  różnych metodach pisałam tu
O typowych błędach i gafach językowych jeszcze będzie.

W razie pytań, pytaj śmiało.

 

Jak się łatwo uczyć „słówek”

with Brak komentarzy
jak zapamiętywać słówka
Jak uczyć się “słówek”, czyli jak łatwo szybko i skutecznie zapamiętywać słownictwo? Przyznam, że zaczęłam od podstawy pamięci i opisywania jej pod różnymi kątami w nadziei na położenie solidnych fundamentów. Trochę się też ociągałam z przejściem do notatki o zapamiętywaniu “słówek”.
 
Po pierwsze – nie lubię słowa “słówko” w kontekście przyswajania słownictwa w języku obcym. Wiem, widzę i słyszę, że nauczyciele i lektorzy wraz z uczniami mają upodobanie do „słówek”. No, ale mnie na jego widok i dźwięk wzdryga. Taka dziwna przypadłość. Może jest tak dlatego, że nie widzę powodu ani potrzeby zdrabniania w tej kwestii. Może to osobista preferencja. W moim odczuciu przypisywanie fundamentalnym elementom języka (cokolwiek) pejoratywnego wydźwięku nie jest korzystne dla budowy umiejętności sprawnego się nimi posługiwania.
 
Chętnie spojrzałabym na tę kwestię jako metodę małych kroków. Jednak fakt, że pytanie o zapamiętywanie słówek jest tak częste i osoby uczące się innego niż rodzimy języka mają z uczeniem się „słówek” spore trudności sugeruje, że metoda małych kroków nie znajduje tu zastosowania. Dlaczego? Bo małe kroki są skuteczne – kroczki chyba jednak mniej.
 
Po drugie – obawiam się, że bez podstaw chęci mogą spełznąć na niczym, czyli odpowiedź na jak uczyć się słówek nie jest taka prosta. 
To jak? Przechodzimy po tej sporej dygresji do sedna?
 
Dwoma głównymi filarami zapamiętywania są wyobraźnia i kojarzenie. Właściwie wszystkie techniki zapamiętywania opierają się na grupowaniu informacji. Dlatego dużą partię słówek do zapamiętania dzieli się na wiele mniejszych. Następnie kojarzy się je i wiąże ze sobą tak, że słówko przypomina nam swoje znaczenie, a jedna partia słówek przywodzi na myśl drugą.
Używając wyobraźni słowa osadzone w narracji i poparte barwnymi wyobrażeniami łatwiej zapadają w pamięć. Zasadniczo mamy silnie rozwiniętą pamięć wzrokową i widzenie czegoś oczyma wyobraźni tą pamięć wspiera.
Innymi słowy – tworzymy i układany własne historyjki.

Skuteczne zapamiętywanie „słówek”

 
Dlatego najłatwiej i najszybciej jest zapamiętać słownictwo nie pojedynczo i w izolacji, ale w określonym kontekście.
 
W praktyce zapamiętywanie “słówek” wygląda tak, że grupuje się powiązane ze sobą tematycznie słowa. Te słowa osadza się w przestrzeni jak np. urządzenia i czynności związane ze sprzętem gospodarstwa domowego w kuchni, ze szkołą w szkole, z pracą w pracy. Oczywiście sprawdzasz ich znaczenie i zastosowanie.
 
Następnie łączysz je ze sobą w taki sposób w jaki się ich używa i tworzysz krótkie historie. Kiedy już zapamiętasz prostą scenkę naszpikowaną nowymi słówkami dotyczącą np. przygotowania owsianki czy sałatki możesz ją rozbudować wplatając stopniowo nowe słowa. Rzecz w tym, żeby słownictwa używać w taki sposób w jaki robi się to na codzień. Koniecznie go używać. To znaczy mówić. Na głos.
W naszej głowie wszystko brzmi fajnie, a kiedy przychodzi do otworzenia ust i wydania dźwięku, jeśli tego uprzednio nie przećwiczysz, nastaje cisza. Brzmi znajomo?
 
Podkreślam jeszcze (nie) raz – używać. Nie znaczy to zapamiętać i z głowy, ale powiedzieć na głos. Najlepiej kilka razy. Na dodatek symulując rozmowę. Zajmuje to jedynie chwilę, jest raczej bezbolesne. A okazuje się mega skuteczne.
To zalążek muscle memory. Ale o tym później.
 
Tak wyglądałaby kwestia uczenia się słówek na dość podstawowym poziomie.
 
Przechodząc na wyższe poziomy wtajemniczenia słownictwo zwykle staje się bardziej skomplikowane. Zwykle „słówka” wydają się trudniejsze, bo są rzadziej spotykane i w nieznanym kontekście. Na przykład dla mnie słownictwo dotyczące mechaniki kwantowej pewnie byłoby czarną magią. Na szczęście takie słówka nie są mi potrzebne, ale gdyby były jest na to sposób.
Zwykle w przypadku mniej używanych słów stosuję “compare&contrast”, czyli szukam haków. Szukam w pamięci słowa, które już znam i z którym mogę skojarzyć to właśnie poznane. Takie porównania mogą dotyczyć znaczenia słowa lub jego wyglądu (zapisu). W ten sposób uprzednio znane słowo jest dla mnie nośnikiem dla nowego „słówka”. No i po takim wprowadzaniu powtarzam kilkukrotnie takie nowe zestawienie. Tu właściwie niezbędne jest notowanie, które tak zachwalam.

Sama prawda o uczeniu się „słówek”

 
Teraz trochę brutalnej prawdy.
Powyższe sposoby nie są niczym nowym. Są bardzo skuteczne w zapamiętywaniu “słówek”.
Problem z tymi sposobami najczęściej tkwi w tym, że nie są prawidłowo stosowane.
 
Kiedy osoba ucząca się od dłuższego czasu pyta mnie jak to robię, że mam obszerny zasób słownictwa odpowiadam:
Interesuje mnie komunikacja, jestem ciekawa słownictwa. Upraszczam i ułatwiam sobie przyswajanie słów stosując powyższe.
 
Wtedy zwykle przestają słuchać. Niestety.
 
Może uważają, że kojarzenie i wyobraźnia są zbyt prostymi sposobami na uczenie się „słówek”. Ale zapamiętywanie naprawdę nie musi być trudne i żmudne. Cała magia tkwi w prostych czynnościach, powtarzanych systematycznie.
 
Wiąże się to ze specyfiką naszego mózgu, psychologią i neuroplastycznością.
 
Stosuję te metody od wielu lat. Czasem na zapamiętywanie słów i informacji z pozoru nie powiązanych ze sobą. 
Podsumowując, żeby uczyć się „słówek”, czyli słownictwa, skutecznie:
 
 
  • Stosuj słownictwo dotyczące określonych zagadnień w sytuacjach, w których one naturalnie występują.
 
  • Nie przejmuj się i nie poddawaj kiedy nie wychodzi od razu idealnie – to zupełnie normalne.
 
Ćwiczysz regularnie i stopniowo zauważysz rezultaty.
 
 
 
  • Mów głośno z pamięci. Ćwicz, sprawdzaj i poprawiaj.
 
  • Powtarzaj. No cóż. Raz nie wystarczy.

Podobnie jak od jednej wizyty w siłowni nie pojawia się sześciopak (no chyba, że z supermarketu) płynność językowa nie powstaje po jednym powtórzeniu.

 
  • Notuj tak jak lubisz. Organizuj po swojemu. Przeorganizowuj aż znajdziesz taki styl jaki pasuje tobie.
 
Dzięki typowej nauce list “słówek” można zapamiętać paręset słów dziennie. Tylko po co, jeśli nie wie się jak ich używać?
Najczęstrzym problemem wynikającym z zakuwania na pamięć jest nieumiejętność używania tak zapamiętanych „słówek” w zdaniach.
 
“Słówka” zakute na pamięć są trochę jak luźne ziarenka, niewiele z nich wynika. Są dla mózgu abstrakcją wpadającą mniej więcej jak email do folderu spam
 
Im bogatszy kontekst i bardziej interesujący, tym szybciej uczysz się “słówek”, czyli słownictwa i rozmowy. Między innymi dlatego immersja uważana jest za tak skuteczną metodę. Dowiedz się na jej temat więcej i jak sprawić, żeby realnie działała. Wszystko zależy od paru czynników.
 
Jeśli zastosujesz submersję, czyli zmodyfikowaną wersję immersji, możesz oprzeć się na twierdzeniu Einstein’a i zaangażować wyobraźnię. Im bardziej się wczujesz w sytuację i barwniej opiszesz ją dla siebie, tym większe szanse na utrwalenie.
 
Podsumowując – od zakuwania “słówek” skuteczniejsze jest przyswajanie słownictwa zdaniami i w nawiązaniu do sytuacji. Im barwniej tym lepiej. Dodatkowo wymyślanie własnych skojarzeń pobudza kreatywność, ciekawość i wyobraźnię. To tyle na teraz.
 
Z doświadczenia wiem, że lubimy cudowne metody, ale nic nam po nich jeśli ich nie zastosujemy. Dlatego, zachęcam cię do spróbowania na małej próbce. Wybierz garść słownictwa, którego się uczyłaś, ale bez większych fajerwerków, i spróbuj zastosować wskazówki.
Możesz wybrać też nowe słownictwo powiązane z bliskim sobie obszarem – zainteresowaniami, pracą czy rozrywką.
 
Zachęcam, żebyś się zdeklarowała do działania w komentarzu – stworzysz dla siebie kotwicę i rozpoczniesz proces już teraz. Inaczej szanse na odłożenie na wieczne-nigdy rosną. Do dzieła!

To jak? Dasz znać czy spróbujesz?

 

 

Jak pomóc pamięci

with Brak komentarzy

Jak pomóc pamięci - notes akcjarelacja.com.pl

Kolejna część z cyklu jak pomóc pamięci. Moje oldschool’owe podejście do uczenia się wywołało pewne poruszenie. Otrzymałam kilka wiadomości muśniętych powątpiewaniem. Właściwie nieszczególnie mnie to zdziwiło. W świecie instant, gdzie wszystko jest szybko-szybko, na już, na wczoraj. Kiedy strona ładująca się dłużej niż ułamki sekundy wywołuje rozdrażnienie naprawdę trudno się temu dziwić. Ale o co chodzi? Już wyjaśniam.

 

Co chcesz zapamiętać

Kurs Move Your English zaczęłam od określenia celu głównego i szczegółowych. Jak możesz się domyślić rozpisałam to na papierze. Na samym wstępie, jeszcze w przedbiegach, wysłałam ramowy opis, instrukcję i prośbę o przygotowanie notesu i wyposażenie piórnika.

Osoby uczestniczące w kursie wspominały, że nie rozumiały dlaczego nalegałam na notes. Za moją prośbą stało kilka powodów i wyniki naukowych badań. Poza latami własnych obserwacji istnieją badania wskazujące na korelację w robieniu własnoręcznych notatek i skuteczności uczenia się. Trochę je tutaj przybliżę.

 

Can Handwriting Make You Smarter, czyli czy ręczne notowanie może sprawić, że będziesz mądrzejsza?

Z badań wynika, że robienie notatek ręcznie pomaga pamięci i zapamiętujemy na dłużej .

Naukowcy z Uniwersytetu Princeton i University of California w Los Angeles w serii badań sprawdzili, co pomaga pamięci bardziej. Badali różnice pomiędzy studentami zapisującymi notatki ręcznie i tymi, którzy robią je na urządzeniu elektronicznym. Obie grupy poradziły sobie podobnie w teście tuż po wykładzie. Ale. Po czasie studenci z odręcznymi notatkami pamiętali i rozumieli z zajęć i materiału więcej.

The Pen is Mightier than the Keyboard, czyli o zaletach natowania ręcznie w dlugiej formie.

 

Podobne były wyniki badań przeprowadzonych na University of Nebraska. Okazało się, że po czasie studentom łatwiej było korzystać z własnoręcznych notatek, które były krótsze, bardziej treściwe i uporządkowane. Informacje i powiązania wynikały ze wstępnej organizacji i analizy zagadnień. Jakby początkowe trawienie.

Zachęcam do notowania własnoręcznie, bo to pomaga pamięci. Dzięki temu można uczyć się szybciej i skuteczniej. Zapamiętujemy na dłużej i łatwo jest odświeżyć pamięć zaglądając do swoich notatek.

Możesz też przeczytać moje zestawienie aplikacji do nauki angielskiego.

 

Jak można pomóc pamięci i ułatwić zapamiętywanie

 

Zaangażuj zmysły

Notowanie angażuje dotyk i wzrok. Im bardziej urozmaicasz swoje notatki tym bardziej pobudzasz te zmysły. Uczenie się przychodzi nam lepiej w sprzyjających warunkach. Możemy sobie w tym dodatkowo pomóc. Dlatego. Muzyka nie tylko łagodzi obyczaje, ale też pozytywnie stymuluje mózg.

Dzięki muzyce mózg uwalnia dopaminę (neuroprzekaźnik odpowiedzialny za nasze dobre samopoczucie), która pozytywnie wpływa na funkcjonowanie centralnego układu nerwowego. Centralny układ jest odpowiedzialny m.in. za percepcję. Muzyka klasyczna np. Mozarta ma wpływ na aktywność fal mózgowych związanych z pamięcią, logicznym myśleniem i rozwiązywaniem problemów. Przeplatanie ulubionej playlisty klasyką pomoże w stymulowaniu mózgu i może nieść pozytywne skutki dla pamięci. Tylko warto pamiętać o dostosowaniu głośności i typu muzyki tak, żeby nas nie rozpraszała.

 

Bądź ciekawa – ludzi i świata

Może się zdziwisz, ale wpływ relacji międzyludzkich na pamięć i zapamiętywanie też został zbadany.  Badał go ekonomista Andrew Scott. Andrew Scott, profesor ekonomii w London Business School przyglądał się temu jak spędzamy czas w epoce długowieczności. Z tych obserwacji wynika, że edukacja i poszerzanie kręgu znajomych mają na nas dobry wpływ. Nie chodzi nawet o to, żeby mieć wielu znajomych, ale zróżnicowaną grupę. Z wiekiem mamy tendencję do pozostawania w swojej grupie społecznej i zawodowej. Możemy się w ten sposób stać monotematyczni.

 

Skoro ludzie żyją dłużej, będą też dłużej pracować. Sto lat życia wiąże się z 60‑letnią karierą. Zgubne jest myślenie, że 20 lat edukacji zapewni nam przewagę konkurencyjną podczas tak długiej aktywności zawodowej.

A. Scott The 100‑Year Life

Ciągłe robienie tego samego na dłuższą metę nie jest dla nas dobre. Nawiązywanie nowych znajomości to dobry sposób na nieustanne stymulowanie mózgu i pamięci. Zakładam, że ma to też wpływ na nasze samopoczucie. Znajomości, takie twarzą w twarz, nie tylko na łączach.

 

Have matters in order, czyli zadbaj o organizację

Co do porządku zdania są podzielone. Niektóre osoby rozprasza bałagan, inne uważają to za twórczy nieład. Naukowcy z Princeton University Neuroscience Institute zbadali jak wykonujemy zadania w uporządkowanym i nieuporządkowanym środowisku. Okazało się, że bałagan nas rozprasza i czyni mózg mniej zdolnym do przetwarzania informacji oraz koncentracji. Konkurujący z naszą uwagą nieporządek obniża również naszą wydajność.

IKEA przyjrzała się związkowi pomiędzy schludnym domem a zdrowiem psychicznym w jednej ze swoich publikacji. W The Little Book of Big Change (Mała książka o dużej zmianie) firma pokazuje, jak w łatwy sposób zadbać o spokój umysłu dzięki porządkowi. Szacunkowo ludzie marnują codziennie średnio pięć minut na szukanie kluczy, portfela, butów i tak dalej. W skali przeciętnego życia tracimy aż rok.

Jednymi z najczęściej wymienianych problemów w nauce jest brak czasu i organizacji. Można spróbować tego unikać i rozwiązać problem zaczynając od organizacji przestrzeń. Jak przydzieli się rzeczom “domek” i odkłada na miejsce mniej czasu traci się szukając i szybciej znajduje.

 

Co w takim razie ma czyste biurko, uporządkowana skrzynka mailowa czy dokumenty w segregatorach do szybkiego uczenia się? Naukowcy twierdzą, że zbyt wiele bodźców w polu widzenia ogranicza nasze moce przerobowe. I wzrasta szansa, że uwaga podryfuje w innym kierunku.

Jeśli przeczytałaś zachęcam do spisania krótkiej i treściwej RĘCZNEJ notatki.

 

Co o tym myślisz?

 

 

1 2 3