Possibly the most effective method

with Brak komentarzy

Będzie o możliwie najskuteczniejszej metodzie nauki języka. Immersion czy immersja to w dosłownym tłumaczeniu zanurzenie. Jako metoda w nauce języka obcego odnosi się do przebywania w środowisku danego języka. Immersia zakłada stuprocentowe otoczenie się językiem. Obiegowa prawda głosi, że to najlepsza metoda nauki. Może dlatego popularnym pomysłem są wyjazdy na zagraniczne kursy językowe albo do anglojęzycznego kraju. Nie zamiarzam podważać opini o skuteczności immersji jako metody nauki angielskiego, ale skonfrontować potoczne podejście z rzeczywistością.

 

Od lat mieszkam w Anglii i ludzie, z którymi się tu spotykam i na których tu natrafiam w dużej mierze też tu mieszkają. I surprise, surprise nie wszyscy mówią dobrze po angielsku. Gdyby immersja działała na zasadzie przebywania w danym otoczeniu to przecież tak być nie powinno. Wszyscy powinni mówić świetnie po angielsku z faktu stąpania po angielskiej ziemi, prawda? No właśnie. Już pomijając pomysły, że od przebywania w stajni zacznie się biegać jak rumak ( tego chyba nie trzeba wyjaśniać ) przyjrzyjmy się innej sytuacji – przynajmniej w obrębie jednego gatunku. Czy od przebywania wśród mądrych ludzi stajesz się mądry? Możliwe. Czy od przebywania wśród bogatych ludzi stajesz się bogaty? Niekoniecznie. Czy wpływ na nasze efekty ma jedynie przebywanie pod tym samym niebem? Nie. A oczekiwanie, że coś z nieba spadnie? No… może ewentualnie deszcz i to też nie na zawołanie. Ale do rzeczy.

 

Podstawy nauki angielskiego

 

W celu osiągania określonych efektów potrzebne są choćby podstawy. Od samego siedzenia w tym samym miejscu magia się nie stanie.

Immersja nie jest wskazana ani szczególnie skuteczna na absolutnym początku. Immersja jest przydatna przy wdrażaniu teorii i podstaw w praktykę. Pozwala na interakcje. Przy braku jakichkolwiek fundamentów przebywanie w otoczeniu, którego się zupełnie nie rozumie ma większe szanse być źródłem frustracji niż stymulacji.

 

Nastawienie do nauki

 

Płynnie przechodzimy do nastawienia. Jeśli czujemy stres, strach czy frustrację mózg blokuje swoje zdolności poznawcze. Mózg przechodzi w tryb ucieczki przed zagrożeniem i stawia opór. Zdarzyło Ci się usłyszeć „nie chcieć to gorzej niż nie móc”? Może coś w tym jest?

 

Intencja

 

To z kolei prowadzi do kwestii intencji. Chcesz się zanurzyć czy nie? Jeśli nie, to tak jakby zmuszać kogoś do pływania kiedy panicznie boi się wody. Jak myślisz, co z tego będzie?

 

Jednym z popularniejszych, rzekomo mocnych argumentów, za cudownymi efektami immersi jako metody uczenia się jest porównywanie jej do naturalnego procesu nauki, nauki przez osłuchanie. Ogólnie mówi się, że immersja działa tak jak nauka u małych dzieci. No, nie. Tak to nie działa.

 

Zwróćmy przez chwilę uwagę na czas i warunki. Typowo immersję zachwala się jako mega szybką i skuteczną metodę. I owszem ona może taka być – patrz punkt pierwszy. Jeśli ma się mocne podstawy. Posiadanie mocnych podstaw oznacza zwykle kilka lat nauki. Tak czy nie? I wtedy rzeczywiście może być porównana do nauki u małych dzieci, bo im też zajmuje parę lat opanowanie mówienia. I to bez rzucania na głęboką wodę. Na dodatek dzieci otacza się wsparciem, zachęca, chwali z każdej strony i zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Jeśli o zanurzeniu w takich warunkach mowa to spoko, byłoby sporo podobieństw.

 

Twierdzenie, że metoda działa, ponieważ jest naturalna i w ten sposób uczą się dzieci pierwszego języka jest naciągane. Podobnie jak pomysły, że niemowlak nie wie przecież czy chińskiego, niemieckiego czy angielskiego się uczy. Albo, że dla dziecka to język ojczysty i od razu w jego głowie robią się odpowiednie połączenia nerwowe decydujące o tym, że to właśnie tego, a nie innego języka będzie się uczył od małego i będzie uważał go za pierwszy język. Na takie twierdzenia natrafiłam w sieci. Emm..no… nie.

 

Dla dziecka nie ma jako tako znaczenia jaki system językowy nabywa, ale ma znaczenie kto się tym językiem posługuje. Dziecko nauczy się takiego języka w jakim komunikują się z nim osoby ważne dla jego przetrwania. W uproszczeniu – nauczy się w pierwszej kolejności języka swojej matki. Dlatego też po angielsku Native Language to mother’s tongue (języki matki). To właśnie jest naturalna nauka języka – interakcja z significant others. Częściowo chodzi o osłuchanie się, ale nie tylko. Małe dziecko naśladuje mimikę opiekunów i osób mu najbliższych.

 

Realia

 

Poniekąd dlatego też immersja może się wykolejać w krajach obcojęzycznych. Jeśli wyjedziesz do Anglii, mówiąc po angielsku słabo i mając na miejscu znajomych, istnieje duża szansa, że przez miesiące a nawet lata nie opanujesz języka. A jeśli już, to prawie na pewno nie w stopniu zadawalającym. Nie wierzysz? Proszę bardzo. W wielu większych miastach Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych znajdziesz monokulturowe środowiska, w których ludzie, pomimo przebywania w anglojęzycznym kraju, nie mówią po angielskim. Albo prawie wcale. Dla przykładu China Town w Nowym Yorku i Londynie, włoskojęzyczne Little Italy w Londynie, NY czy Sydney (gdzie nawet nazwy ulic są po włosku) czy polski Ealing i Hammersmith.

 

Słaba znajomość podstaw i ekspozycja na przenikające się warstwy językowe może zaowocować pozorną immersję. Czyli przebywaniem w środowisku języka docelowego, ale asekurowaniem się swoim pierwszym językiem. Jak zaznaczyłam we wstępie, nie jest moją intencją podważyć zasadność immersji jako metody nauki. Wolę zwrócić uwagę i zachęcić do zastanowienia się czy dana sytuacja jest rzeczywiście immersją. Przede wszystkim czego od niej oczekujemy.

 

Podsumowując powyższe, zmodyfikowana immersja ma szanse na zadowalające rezultaty. Sub-immersja. Częściowe zanurzenie – bardziej pływanie niż nurkowanie. I bardzo, ale bardzo świadome jej stosowanie. Elementami sub-immersji mogą być oglądanie filmów, konwersacje i self-study według własnych upodobań. Zagraniczny wyjazd nie jest w tym celu konieczny. Ale. Oczywiście można połączyć przyjemne z pożytecznym i pojechać do anglojęzycznego kraju z przeciętnym zasobem wiedzy w bagażu. Dla nauki języka zupełnie wystarczy od czasu do czasu. Więcej o metodach znajdziecie tutaj  

 

Próbowaliście immersji? Podzielcie się proszę przemyśleniami i efektami?