Pokonywanie ograniczeń – czyli nauka angielskiego wszędzie.

with Brak komentarzy

 

Docierają do mnie głosy, że „się nie da”, „że nie wiem jak”, „nie mam czasu”, „nie stać mnie”. Staram się być wyrozumiała, patrzeć na indywidualne sytuacje indywidualnie. Tylko, że ja wiem, wiem bo widzę, obserwuję i się pochylam nad tymi sytuacjami, że takie głosy pobrzmiewają ograniczeniami. Niestety. W dobie internetu nauka angielskiego może odbywać się wszędzie.

 

W poprzednim artykule przedstawiałam immersję, czyli prawdopodobnie najskuteczniejszą metodę do nauki jangielskiego i innych języków obcych. Popularne ujęcie tej metody jest cokolwiek zniekształcone. Przynajmniej według mnie. Kontakt z żywym językiem jest jak najbardziej wskazany, nawet konieczny, żeby się z nim oswoić. To o co chodzi z tym zniekształceniem?

 

Zniekształcone dlatego, że w zachwalaniu immersji często umykają warunki, które ją wspierają lub wykolejają. Na dodatek króluje założenie, że wyjazd jest najlepszym sposobem na immersję. Niekoniecznie. Właściwie to do samego kontaktu z językiem jest zbędny. Naukę angielskiego można zorganizować wszędzie, bo angielski jest właściwie wszędzie. Wystarczy się rozejrzeć. Z powodzeniem znajdziesz angielski w sieci, mediach tradycyjnych, gazetach, na plakatach i nawet na opakowaniach kosmetyków i produktów spożywczych. No dosłownie wszędzie.

 

Czemu zanurzenie zanurzeniu nierówne? Zobacz – zanurzeniu w wodzie i błocie będą towarzyszyły inne emocje. Na które masz większą ochotę? A gdyby tak dodać, że woda jest zimna a to specjalne wulkaniczne błoto? Czy to zmieniłoby twoją percepcję? Bo tu chodzi o kontekst, a nie lanie wody. Jeśłi zakładasz, że tylko w angielskojęzycznym basenie to wartościowe zanurzenie… to się mylisz.

Jeśli pierwsze słyszysz o immersji w nauce języka obcego to tu przeczytasz więcej o nauce angielskiego.  Zapoznaj się, żeby wiedzieć o co chodzi.

 

Podsumuję dlaczego klasyczna immersja może być nieskuteczna. Załóżmy, że jesteś w anglojęzycznym kraju. Jest ich kilka więc wybierz według upodobań. Żeby nie przeciągać, rozmiar miejscowości nie ma znaczenia – może to być Londyn, Nowy York, York, Leeds. Australia, Bermudy, Jamaica, Barbados czy Nowa Zelandia. Istotne będzie z kim tam przebywasz i w jakich sytuacjach.

 

Jeśli zamieszkasz we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu z innymi Polakami, to w jakim języku będzie rozmawiało się w tym domu? A jeśli podejmiesz pracę w firmie sprzątającej albo w zakładzie produkcyjnym, gdzie już istnieje spora grupa Polaków, Włochów czy Hiszpanów? W jakim języku będą się komunikować? Widzisz?

Może też zaistnieć inna sytuacja np. zdobędziesz świetną pracę w biurze. Z mojego doświadczenia w biurach jest niewiele pogaduszek, może ewentualnie przy kawie albo tzw. „water cooler chats”, które zwykle nie wychodzą daleko poza „what’s up?”

 

W takim otoczeniu, pomimo przebywania w anglojęzycznym kraju, umiejętności językowe się nieszczególnie rozwiną.

 

Paradoksalnie podobna sytuacja może mieć miejsce jeśli rzucisz się, albo ktoś ci pomoże, na głęboką wodę. Znajdziesz się w otoczeniu, w którym mówi się tylko po angielsku, a ty nie rozumiesz nic. Na dodatek otoczenie  może okazać się nieszczególnie przyjazne. Pierwszą, odruchową reakcją zamiast nauki angielskiego byłoby – „get me outta here”. Jeżeli nie można od razu uciec to i tak możesz w stresie postawić mentalny opór i też z tego nic specjalnego nie wyjdzie.

 

                     A wszystko sprowadza się do celowego kierowania uwagi.

 

Jak zastosować immersję wszędzie?

 

Chętnie poleciałabym na Karaiby uczyć się języka i …

Choć wizja wyjazdu jawi się kusząco, może na chwilę odłóżmy oszczędności w bezpieczne miejsce. Na początek zastanów się nad swoją obecną sytuacją. Jak wygląda twój dzień i tydzień? Czym się zajmujesz? Co robisz po pracy? Czego chciałabyś robić mniej albo więcej?

 

Jedną z najpopularniejszych skarg na trudności w nauce jest brak czasu. Wiedziałaś? Jeśli przyjrzysz się z lotu ptaka swoim obecnym zajęciom, to możesz dostrzec jakieś luki lub puste przebiegi. Jak już to ustalisz to zastanów się, co lubisz robić żeby się odpręży. Jeśli jest to oglądanie „Na Wspólnej”, no to masz odpowiedź. Ale i pojawi się pytanie – „czy da się to czymś zastąpić?” Jeśli obstajesz przy swoich ulubionych serialach i nie chcesz rozważyć zamiany na inne – nie czytaj dalej.

 

Jeszcze tu jesteś?

To idziemy. Kiedy już ustalisz na co przeznaczasz wolny czas, zastanów się czy mogłabyś, choć część, zamienić na kontakt z angielskim?

Może serial bez lektora? Może kanał na You Tube? A może słuchasz radia? Nie wiem czy ktoś jeszcze tak robi, ja na studiach zaczynałam dzień z radiem. Radio nie odrywało mnie od ogarniania się do wyjścia i dostarczało przydatnych informacji. Jeśli słuchasz radia nastaw się na np. BBC, Capital Radio, Heart. Może być internetowe.

Chodzi o to, żeby zafundować sobie ekspozycję znaczącą, czyli sytuację kiedy rozumiesz ogólny sens wypowiedzi. Najlepiej w sprzyjającym otoczeniu. Przez około 20-30 minut.

 

I co dalej z tym otaczaniem się angielskim?

 

No dobrze – to by było otaczanie się. Tylko, że znowu, samo otaczanie się nie wystarczy. Żeby to była nauka języka angielskiego a nie tylko szary szum, po takiej chwili z angielskim koniecznie trzeba sobie utrwalić.

 

No może niekoniecznie, ale jeśli się nie utrwala to proces żyje własnym życiem i nie wiadomo dokąd nas doprowadzi. Więc jeśli chcesz prowadzić proces, a nie żeby on prowadził ciebie, zaopatrz się w notes. Masz? Po obejrzeniu odcinka serialu czy odsłuchaniu audycji zatrzymaj się na 2 minuty. Serio. Zapisz o czym była mowa: ogólny temat, kontekst, wyrażenia, które rozumiesz i, szczególnie, te których nie rozumiesz. Może wydawać się to głupie i na początku będzie tego sporo. Nie przejmuj się. Wypisz trzy. To starczy. Jeśli nie chce ci się przygotowywać notesu i przeznaczać 2 minut na notatki – nie czytaj dalej.

 

Jeśli jeszcze tu jesteś, podpowiem ci zasadniczą, często pomijaną, prostą i absolutnie kluczową kwestię. Gotowa?

Samo oglądanie serialu czy słuchanie angielskiej stacji radiowej do nauki angielskiego nie wystarczy. Pomoże przyzwyczaić się do melodii języka, często używanych słów i konstrukcji, ale… Ale wyjątkowe efekty, w krótszym czasie, pozwoli osiągnąć robienie tego w skupieniu. To będzie te same 20 minut, ale wykorzystane intensywniej. Możesz dokładniej zapoznać się z tym jak sobie zorganizować czas i skupić uwagę za pomocą Pomodoro i w ramach prawa Parkinsona. A o skupieniu pisałam szerzej w notatce o focus.

 

Na razie cię z tym zostawiam. Z doświadczenia wiem, że co za dużo to nie zdrowo. Jeśli na początek wdrożysz choć raz w tygodniu taką znaczącą ekspozycję, ani się obejrzysz a zaczniesz zauważać efekty. Ale nie chcę ci psuć przyjemność odkrywania.

 

To znaczy pod warunkiem, że doczytałaś. No i użyjesz notes 🙂

 

PS Zanurzyć można się wszędzie – choćby w wannie 😉

 

Dla tych osób, które dobrnęły do końca BONUS. Poniższy link do Impact Theory (po angielsku) dokładnie ilustruje to, co próbuję wam uświadomić. Jordan również przedstawia immersję jako mega skuteczną, ale wsłuchacie się w to, co mówi. Zaraz po wyrażeniu opinii, że jest to najlepsza metoda opowiada jak ciężko było mu przez pierwsze trzy-cztery miesiące w Niemczech, o zaoferowanej pomocy i o tym jak uświadomił sobie, że rozumiał więcej niż mu się wydawało dzięki przebywaniu w obcojęzycznym otoczeniu. Następnie zwraca uwagę, że sporo zależy od sprzyjającychy warunków otoczenia i interakcji z innymi. A wszystko dzięki wybraniu się z pomocną osobą na piwo 😉

 

➡  Video z Impact Theory – dokładnie 20 do 25 minuty.

 

Macie jakieś doświadczenia z immersją?

Taką pełną lub na pół? Bardzo jestem ciekawa jak to u was działa.