Angielski przy herbacie

with Brak komentarzy

 

Let’s look at some of my favourite things. Zrobiło się w tych moich notatkach ciężko i poważnie. A kiedy w Anglii, w Wielkiej Brytanii ma miejsce taka sytuacja zwykle rozważa się ją przy herbacie. Pomyślałam, że przemycę trochę angielskiej tradycji i kultury. Właściwie tła do komunikacji. Nauka języka angielskiego nie powinna odbywać się w oderwaniu od (u)życia. Taka fragmentaryczna nauka byłaby nienaturalna, no i nudna.

 

There is tea, there is hope.

 

Dla rozluźnienia sytuacji opowiem o kilku z moich ulubionych rzeczy po tej stronie kanału. Ostatecznie nie samą nauką języka człowiek żyje. Nawet ja 😉

Mianowicie. W kulturze angielskiej, m.in. lubię herbatę i idiomy. Przecież nie mogło być inaczej 🙂

 

A brief history of tea

 

Musimy się trochę cofnąć w czasie. Historia Anglii i herbaty splata się w czasach kolonialnych. Herbata zaczęła być sprowadzana do Brytanii na początku XVIIw. przez East India Company. Początkowo była produktem kosztownym i ekskluzywnym. W pańskich domach trzymano ją under a lock&key, czyli pod kluczem. Catherine of Braganza, żona Charles’a II  wprowadziła i spopularyzowała rytuał picia herbaty in the English Royal Court – na królewskim dworze.  Zwyczaj picia herbaty podchwyciła brytyjska arystokracja. Widocznie przez wieki w kwestii kopiowania rodziny królewskiej niewiele się zmieniło.

 

Pierwszy skład i sklep z herbatą dla dam został otwarty przez Thomas’a Twining w 1717r. Twining’s jako marka nadal istnieje i jest jedną z najpopularniejszych marek herbaty.

Z czasem herbata stawała się coraz powszechniej dostępna i brytyjczycy się w niej zakochali. Mowa tu o czasach Imperium Brytyjskiego kiedy egzotyczne smaki i przyprawy sprowadzane z Indii i dalekich krajów mocno pobudzały wyobraźnię. W Wielkiej Brytanii można znaleźć ponad tysiąc odmian herbaty różniących się smakiem, kompozycją, kolorem i aromatem.

 

nauka Angielskiego English with Breakfast tea

 

India Teas

Indie wiodą w herbacianym biznesie i eksport ok. 12% światowej herbaty pochodzi z tej części świata.

 

Trzy główne typy indyjskiej herbaty popularnej w UK to:

  • Darjeeling, lekka, delikatna, niskotaniniczna herbata idealna na Afternoon Tea
  • Ceylon jest mocniejsza w smaku niż Darjeeling i bardziej aromatyczna
  • Assam jest mocną, intensywną herbatą, która dobrze sprawdza się w mieszankach

 

China Tea

Spośród chińskich herbat najczęściej spotykanymi w UK są:

  • Lapsang Souchong chyba najsłynniejsza chińska herbata o dymnym aromacie i smaku
  • Yunnan mocna o ziemistym posmaku, stosunkowo często stosowana w mieszankach śniadaniowych.

 

W kwestii preferencji herbacianych angielskie społeczeństwo jest niemal tak podzielone i zagorzałe jak w kwestii kibicowania wybranej drużynie piłkarskiej. Mają ulubione marki, z których jednymi z popularniejszych są PG Tips, Tetley, Twining’s, a Yorkshire obowiązkowo Taylor’s Yorkshire Tea. W Londynie można uczestniczyć w tea blending workshops, czyli warsztatach z przygotowywania indywidualnych kompozycji herbacianych m.in. w East India Company w Mayfair i Whittard of Chelsea.

 

Żeby nie przynudzać tylko krótko wspomnę o popularnych, codziennych mieszankach herbaty.

English Breakfast Tea jest zwykle mieszanką kilku czarnych herbat (Assam, Ceylon, Kenya), a Lady i Earl Gray są chińskimi herbatami z dodatkiem kwiatów i owoców cytrusowych.

 

Builder’s Tea

Popularne, trochę slangowe, określenie kiedyś preferowanej wśród budowlańców mocnej, słodzonej dwie łyżeczki i mlecznej herbaty English Breakfast parzonej w kubku zamiast w imbryku. Jeśli zdarzyłoby się tobie usłyszeć pytanie „How do you like your tea? Builder’s?” to dokładnie o to chodzi.

 

Opisy parzenia i spożywania herbaty pojawiały się wielokrotnie w brytyjskiej literaturze. Poniżej Orwell opisuje proces tak:

 

George Orwell, A Nice Cup of Tea, 1946 | The 11 points from his 1946 essay

  • First of all, one should use Indian or Ceylonese tea.
  • Secondly, tea should be made in small quantities – that is, in a teapot.
  • Thirdly, the pot should be warmed beforehand.
  • Fourthly, the tea should be strong.
  • Fifthly, the tea should be put straight into the pot.
  • Sixthly, one should take the teapot to the kettle and not the other way about.
  • Seventhly, after making the tea, one should stir it.
  • Eighthly, one should drink out of a good breakfast cup — that is, the cylindrical type of cup.
  • Ninthly, one should pour the cream off the milk before using it for tea.
  • Tenthly, one should pour tea into the cup first.
  • Lastly, tea – unless one is drinking it in the Russian style -should be drunk without sugar.

 

Cream Tea & Afternoon Tea

Dość dawno zauważyam, że te dwa określenia potrafią spowodować sporo zamieszania. Cream Tea i Afternoon Tea same w sobie nie są herbatą a formą posiłku przy herbacie. Cream Tea najprawdopodobniej wywodzi się z hrabstwa Devon lub Kornwalii. Jest słodką wersją popołudniowej herbatki i oprócz herbaty składa się z paru scones, zwykle truskawkowego dżemu i gęstej, słodkiej śmietany.

Afternoon Tea można niemal porównać do podwieczorku. Składa się z finger sandwitches, czyli małych kanapek i selekcji kremowych i czekoladowych ciastek. Afternoon Tea urasta do rangii wydarzenia i potrafi być nieprzeciętnym doświadczeniem w luksusowych hotelach i restauracjach. Dla przykładu Time Out zrobił zestawienie co ciekawszych propozycji i miejscówek na Afternoon Tea. Niektóre przypominają Mad Hatter’s tea party – herbatkę u Szalonego Kapelusznika 😉

 

My cup of tea

Któraś z powyższych opcji może być your cup of tea, czyli przypadać tobie do gustu. My cup of tea /not my cup of tea jest jednym z popularniejszych idiomów w codziennym angielskim wyrażającym osobiste preferencje i upodobania w typowo angielski, nie zbyt bezpośredni sposób. Warto go znać.

 

Not for all the tea in China

A na koniec chińska herbata, czyli idiom wyrażający niechęć do podjęcia działania w sensie, że nie zrobisz czegoś za żadne skarby.

Oczywiście tego konkretnego podejście nie polecam w nauce angielskiego 🙂

 

Chętnie wplotę notatki o podobnej, życiowej i kulturowo-tradycyjnej tematyce. Coś czuję, że mogą to być smaczki, które są mało spotykane na blogach czy w kursach językowych, a mogą wam przypaść do gustu. Takie z życia wzięte.

 

I jak się podoba taka notatka?

 

 

Dla kogo się (nie) uczysz?

with Brak komentarzy

 

Z braku lepszego wstępu przejdę do rzeczy. Właściwie dla kogo się uczysz?

 

Chciałabym uzyskać prostą i jednoznaczną odpowiedź. Ciekawe czy się da? I sama nie wiem.

Tak się jednak składa, że obserwuję kilka typów zachowań. Wszystkie mnie zastanawiają. Może będziesz potrafiła rozwiać te moje wątpliwości..

 

Ucz się ucz, bo…

 

W szkolnych czasach różne do nauki było podejście. Zwykle od dziewczynek oczekiwało się, żeby były spokojne, pilne i uczynne. Miały się dobrze uczyć, nie wychylać i wspierać słabszych. Nawet jeśli Ci słabsi kiedy one się uczyły łazili po drzewach.

 

Idź na studia znaleźć męża

 

Nadal pamiętam wypowiedzi wykładowców kierowane w powietrze lub w prost, że studentki pedagogiki mogą wspinać się na palce pod tablicą obłoszeń na informatyce albo AWFie. Może męża znajdą. Wydawało mi się to niedorzeczne. Ale może się myliłam?

 

Mam dzieci, nie mam czasu

 

Kolejnym zastanawiającym mnie fenomenem jest „mam dzieci, nie mam czasu na naukę”. Nie wątpię, że opieka nad noworodkiem czy malcem to spory wysiłek. Nie wątpię, że to odpowiedzialność. Pociechy podrastają, idą do szkoły, a znajome mi kobiety nadal nie mają czasu na własny rozwój.

W tym konkretnym wypadku zastanawiaja mnie kilka kwestii. Co się dzieje z dawaniem przykładu? Co się dzieje z odpowiedzialnością? Co się dzieje ze straconym czasem?

 

Przez lata obserwuję kobiety, które na rzecz potrzeb rodziny odkładają swój rozwój. Z czasem potrzeby rodziny rosną, ale możliwości ich zaspokajania nie rozwijających się matek maleją. Ot taki paradoks. I z tego błędnego koła wyłania się, że odłożenie „aż dzieci odrosną..” okazuje się przekształcać w wieczne-nigdy. A konkretniej równać z rezygnacją.

 

Tu dla porównania i kontrasku polecam przeczytanie o problemach z nauką szkolną. Może spojrzenie z perspektywy pozwoli, a może pomoże spojrzeć na działania przez inny pryzmat. Na działania własne, ale i na własne wspomnienia.

 

Maskę tlenową najpierw załóż…

 

A tymczasem …niedawno w Sukcesie Pisanym Szminką przeczytałam  „Wiele kobiet ma problem z tym, żeby robić rzeczy dobre dla siebie i tylko dla siebie. Trudno im czasem nawet odpowiedzieć na pytanie, co jest dla nich dobre. A co za tym idzie uważa, że szukanie dla siebie czasu jest samolubne. Szczególnie, jeśli pracujemy i w naturalny sposób chcemy jak najwięcej czasu po pracy poświęcić rodzinie, dzieciom. Tymczasem znalezienie tej dodatkowej chwili dla siebie jest niezbędne, aby wszystko funkcjonowało tak jak należy.

A no, bez baterii daleko się nie pojedzie, ale kobiety są mistrzyniami nalewania z próżnego w pełne, choć ponoć nawet Salomon tego nie umiał.

W przytoczonym fragmencie drażni mnie jedno słowo ( tak już ma, że słowa mają dla mnie znaczenie) – poświęcić. Uważam, że to słowo jest nadużywane. Poświęcić dla mnie kojarzy się ze stratą nie z darem czy wyborem.

Poświęcały się męczennice.

Poświęcony czas, to w domyśle czas stracony.

A czemu nie zamienić poświęcić na przeznaczyć? Jak dla mnie to odpowiedniejszy dobór sugerujący wolę i wybór. Sugerujący intencję.

 

Wracając do nauki – tak się zastanawiam dla kogo uczyłyśmy się w dzieciństwie, w latach szkolnych?

Znaczna większość moich koleżanek uczyła się dla rodziców – dla wymagającej matki lub srogiego ojca. Dla ich uznania lub z obawy przed ich niezadowoleniem.

Później uczyły się, żeby dostać się na studia. Później dla dostania pracy. Ewentualnie lepszej pracy.

I co później? Obawa przed reakcją innych lub chęć awansu ustępują i co? Przestajemy się uczyć?

 

Did I miss something?

 

I tu sprawa przybiera inny obrót.

 

W ciągu ostatnich kilku lat przyszło mi obserwować inne sytuacje. Uczenie się wiązało się dla wielu osób z niechęcią do nauki, obawą przed porażką, niekorzystnym balansem zysków i strat, zmęczeniem – keep people suck – te powodują, że osoby grzęzną.

Moje obserwacje w tak zwanym londyńskim High End (restauracjach i Private Members Clubs) obfitowały w osoby nie na przysłowiowym zmywaku, a na bardzo dosłownym, realnym, fizycznym zmywaku. I nie na wakacje. Nie na chwilę. Na wiele lat.

 

Zaczynają się schody… do nieba?

 

Mijałam na schodach kobiety, które przychodziły do pracy kiedy ja wychodziłam. A wychodziłam późno. One zaczynały swoją zmianę po północy i pracowały do rana. Aż przyjdzie kolejna zmiana, żeby przyjąć klientów w czyste, nocą wypucowane progi.

Żadna praca nie hańbi.  Innego jednak zabarwienia nabrało dla mnie wyrażenie „babcia klozetowa”. Głównie dlatego, że czas tym kobietom ucieka nad toaletą i niechcący mogą wpasować się w to określenie. Ale odbiegłam od tematu.

 

Słów mi brak

 

Paradoks polega na tym, że one niekoniecznie są niewykształcone. I nie brak w około możliwości.

 

Poznałam kilka pielęgniarek, analityczek i nauczycielek. Co ciekawe w Londynie jest zapotrzebowanie na osoby w tych profesjach. Tylko, że kobiety, które mijałam na schodach, z którymi wymieniałam po kilka słów w przelocie… tylko tych kilka słów miały. Nie brak inteligencji czy wykształcenia je powstrzymywał przed zmianą. Powstrzymywał je brak języka. Ten brak zrodził kolejny – brak pewności siebie. I tak rodzina się powiększa o brak wiary w swoje możliwości. A ta rodzina o siebie nawzajem dba. Tak jak one o czekające na nie po nocce dzieci.

 

No i niestety nadal nie wiem…, ale może Ty wiesz?

Dla kogo się (nie) uczysz?

 

 

 

Angielski od świąt do nowego roku, czyli Tradycyjne 12 Days of Christmas

with Brak komentarzy

 

Słyszałaś kiedyś o „The twelve Days of Christmas”? Nie? A wiesz czemy znajomość tradycji jest taka ważna? Widzisz, język to nie tylko gramatyka, słownictwo i wymowa. Język to też, jeśli nie przede wszystkim, kultura ludzi nim się posługujących. I jeśli myślisz, że w języku akademickim, biznesowym… (czy nawet potocznym takim z ulicy czy z You Tube) obejdziesz się bez znajomości tradycji, to się mylisz. Całe mnóstwo znaczeń znajduje się właśnie między słowami. Polacy mają dwanaście dań i pasterkę o dwunastej, a Anglicy mają dwanaście dni świąt. Zobaczmy jak ma się angielski od świat do Nowego Roku.

 

W Polsce tradycyjnie święta rozpoczynają się w wieczór wigilijny wieczerzą. Od regionu do regionu zestaw dań i ich liczba mogą się różnić, ale zwykle z pojawieniem się wyczekiwanej przez dzieci pierwszej gwiazdki rodzina zasiada do wspólnej uroczystej kolacji.

 

Nadal wyraźnie pamiętam moje zdziwienie, a nawet zaskoczenie w pierwszą Wigilię w Anglii. Pracowałam wtedy w hotelu z bardzo popularnym w mieście barem, skąpanym w hedonistycznym klimacie. Zdziwiło mnie, że w Wigilię Anglicy imprezują i tęgo zakrapiają. Wiedziałam, że w tradycji protestanckiej obchodzi się Boże Narodzenie, ale tego chyba się nie spodziewałam. Święta zaczynają się w pierwszy dzień świąt od wspólnego obiadu. Podejrzewam, że szok kulturowy, którego doświadczyłam wiązał się z różnicami w podejściu i charakterze świąt.

 

Angielskie tradycje świąteczne

 

Święta w Anglii kojarzą mi się z…

 

Christmas Crackers

 

Na świątecznym nakryciu stołu nieodzownie znajdzie się  Christmas Cracker. Christmas cracker to taka tuba a’la bonbon, w której znajduje się fant lub zagadka. Stojąc wokół stołu biesiadnicy ciągną sprecionymi na krzyż rękoma za trzymany przez siebie koniec. Komu zostanie fant w ręku to jego 🙂

Tradycja została zapoczątkowana przez producenta słodyczy Tom’a Smith w późnych latach czterdziestych XIXw. (late 1840s), ale rozpowszechniła się dopiero kiedy Smith wykombinował jak sprawić, żeby Christmas cracker wydawał charakterystyczny odgłos „crack” przy pękaniu.

 

Christmas Stockings

 

Pewnie kojarzycie z filmów, choćby Home Alone – Kevin sam w domu, wiszące nad kominkiem świateczne, pasiaste pończochy. Ten zwyczaj nawiązujuje do podarunków zostawianych przez Świętego Mikołaja. Legenda głosi, że Mikołaj wrzucił prezenty dla ubogiego ojca niezamężnych córek przez komin. Na kominie suszyły się pończochy. Prezenty wpadły do pończoch. I tak już zostało. Powstała tradycja.

Podobnie jak angielski tradycyjny trunek, popularne imię św. Mikołaja (ang. St. Nicholas) przywędrowało od Holendrów i ich Sinterklaas, co z czasem przekształciło się w obecnie występujące w angielskim Santa Claus.

 

Holly and Ivy

 

Ostrokrzew i bluszcz są utożsamiane z Christmas i są częstym motywem przewodnim tradycyjnych, folklorystycznych kolęd.

Symbolizm obu wywodzi się z przed-chrześcijańskich obrządków związanych z przesileniem zimowym (ang. solstice). Używane były jako ozdoby – często jedyne kolorowe akcenty w najciemniejszym miesiącu roku.

 

Mistletoe – pocałunki pod jemiołą

 

Wieszanie jemioły pod sufitem było starożytną pogańską tradycją zaadoptowaną na początku chrześcijaństwa. Słowo ‚mistletoe’ pochodzi z języka anglo-saksońskiego. Dla druidów zrywanie tej rośliny było specjalnym, tradycyjnym obrzędem odprawianym podczas przesilenia zimowego.

Jako pierwsi pod jemiołą całowali się Anglicy.Tradycyjnie przy każdym pocałunku jemioła traci jedną jagodę.  Rosnąca na dębach jemioła uważana była za talizman, wieszanie jej pod sufitem miało przynieść pomyślność i zdrowie domownikom, a składanie pod nią pocałunków kochanej osobie wróżyć pomyślność i szczęście w miłości.

 

Minced Pies

 

Minced pie to ciastko wypełnione owocami i przyprawami. Nierzadko skropione brandy (nalewka lub destylat owocowy). Minced pies pojawiają się jedynie w okresie świątecznym a przywędrowały do Anglii z Bliskiego Wschodu ( Middle East) po wyprawach krzyżowych do Ziemi Świętej.

Początkowo robione były z mięsem mielonym (ang. minced meat), suchonymi owocami, ziołami i przyprawami korzennymi. Z czasem mięso zniknęło z farszu.

 

Turkey

 

Jako pierwszy indyka do świątecznego jadłospisu wprowadził król Henry VIII prawie pół millenium temu, bo w 1526. Początkowo był jedynie dostępny dla wyższych sfer. Indyk głównym bożonarodzeniowym daniem stał się w latach pięćdziesiątych zeszłego wieku i nawet wtedy kosztował około tygodniówki. Wcześniej nie jadano wołowiny ani drobiu, bo krowy i kury były cennymi dostawczyniami mleka i jajek.

Trochę więcej o wejściu indyka na tradycyjny świąteczny stół możesz przeczytać w Independent.

 

Christmas Pudding

 

Bożonarodzeniowy obiad nie mógłby się obejść bez tradycyjnego Chrismas Pudding. Tradycja świątecznego ciasta wyrosła z średniowiecza. Ten śliwkowo-figowo-jajeczno-alkoholowy pudding jeśli jest home-made, czyli domowym „wypiekiem” ( nie jest pieczony) przygotowuje się przed adwentem. Mocno podlewa się go alkoholem. Żeby się nie popsuł 😉  A potem przez ponad miesiąc, aż do świąt, dojrzewa. Przepisy na Christmas pudding niejednokrotnie są rodzinną, strzeżoną tradycją. Zwykle w skład ciasta wchodzi trzynaście cennych składników – owoców, ziół i egzotycznych przypraw – symbolizujących Chrystusa i dwunastu apostołów.

 

Kulinarne przepisy znajdziecie na BBC Good Food.

 

Christmas Carols

 

Kolędowanie jest zdecydowanie wspólną częścią świątecznych tradycji. Od lirycznych kolęd religijnych po popularne piosenki świąteczne. Dla każdego znajdzie się coś fajnego. Zwłaszcza prezenty. The Twelve Days of Christmas właśnie o prezentach traktuje. I o obdarowywaniu.

Przy okazji można poćwiczyć pamięć, bo to przykład tzw. piosenki kumulacyjnej. Każda zwrotka rozpoczyna się powtórzeniem wszystkich podarunków z poprzedniej. W kolejności. Kto się pomyli, ten gapa.

 

On the first day of Christmas my true love sent to me
partridge in a pear tree.

On the second day of Christmas my true love sent to me
Two turtle doves
And a partridge in a pear tree.

On the third day of Christmas my true love sent to me
Three French hens,
Two turtle doves,
And a partridge in a pear tree.

 

 

 

Polecam Old-school wersię tej pastorałki z amerykańskim brzmieniem w wykonaniu Bing Crosby and The Andrews Sisters.

 

Boxing Day

 

Ever wondered what this means? Drugi dzień świąt. I nie, nie ma nic wspólnego z po-świątecznym zrywem sportowym. Kto może pewnie nadal leży do góry brzuchem.. ewentualnie poczłapie do lokalnego pub’u.

Etymologia nawiązuje do ‚Christmas Box’, czyli pudełka na prezent lub z prezentem. Najprawdopodobniej związana jest z dawną tradycją w wyższych sferach. W Boxing Day państwo dawało służbie wychodne ‚ a day off’ i obdarowywania upominkiem, a może nawet bonusem. W dawnych czasach w pańskich posiadłościach służba dostawała wychodne dosłownie od święta. I taką właśnie okazją był dzień tuż po Bożym Narodzeniu. Wtedy służący mogli udać się na spotkanie z rzadko widywaną rodziną i zabrać dla niej ‚resztki z pańskiego stołu’. Trochę powiało niechęcią. Zupełnie niecelowo.

 

Jeszcze do niedawna Boxing Day był dniem rozpoczynającym poświąteczne przeceny, ale z tego co zaobserwowałam w ostatnich latach ta tradycja ulega zmianie i szaleństwo niskich cen zazębia się z szaleństwem przedświątecznych zakupów. Londyńską Oxford Street od wczesnego grudnia trudno się przecisnąć przez rozszalałe tłumy. Najlepiej te rejony w okresie świątecznym omijać.

 

 

A Wy? Macie ulubioną świąteczną tradycję?