Metody nauki angielskiego – konwencjonalne

with Brak komentarzy
 Już wcześniej trochę wspominałam o metodach w nauce języka angielskiego. Języka obcego w ogóle. Metoda, w moim rozumieniu, to taki sprawdzony sposób. Według mnie warto poznać metody dla osiągania najlepszych efektów. Zanim zabieram się za językową edukację zastanawiam się nad celem i oczekiwanymi efektami, ale też nad tym co, po co i jak. Poznawanie metod to trochę taki research przed zakupem.
Staram się nie być podejrzliwa, ale kiedy czytam lub słyszę o autorskiej metodzie, programie rozwiązującym wszelkie problemy jak za dotknięciem magicznej różdżki i najlepiej bez wysiłku, to trochę się obawiam i drobne zaczynają mi się nie zgadzać. Ogólnie stawiam na rozpoznanie i rozpracowanie podstaw. Możesz oczywiście mieć inne podejście i chcieć rozwiązania take out of the box, plug in & play.
Jeśli nie jest to suszarka, no coż, byłabym odrobinę sceptyczna. Nawet z osługą iphone’a trzeba się zapoznać, a to też może trochę potrwać, prawda?
Jestem zdania, że najskuteczniejsza metoda to ta, której używasz. Ale odkrycie. No.. ale tak właśnie jest. Dla własnego komfortu lepiej zapoznać się różnymi opcjami i dobrać najlepszą dla siebie. Jak się zabrać do samodzielnej nauki pisałam tutaj.
Poznając genezę metod, zwłaszcza z osadzeniem w czasie i sytuacji, możemy zastanowić się nad zasadnością ich zastosowaniem. To z kolei pomaga w dopasowaniu dla siebie właściwej i nawigacji przez proces.
 
Na powstanie tych metod miały wpływ głównie uwarunkowania sytuacyjne i ich zastosowanie.
 
Metody można podzielić według różnych kryteriów, np. na bezpośrednie i pośrednie, konwencjonalne i niekonwencjonalne i tym podobne. Zacznę od rzucenia odrobiny światła na konwencjonalne.
 
Bezpośrednie wywodzą się z czasów zmian jak okres kolonialny, migracja ludzi i wojny. Te metody rozwijały się samoistnie lub zostały stworzone celowo. Wynikały z potrzeby lub konieczności.
 

Metody konwencjonalne

 
 

KONWERSACYJNA 

Sytuacje. Interakcje.
Wywodzi się z czasów greckiego niewolnictwa w Rzymie, gdzie wykształceni Grecy opiekowali się i kształcili dzieci zamożnych rzymian.
 
Charakteryzuje ją naturalny kontekst, przebywanie wspólnie opiekuna i podopiecznego. Zwykle nie była usystematyzowana. Nie wydzielała gramatyki. Nie objaśniała. Nie kładła szczególnego nacisku na wymowę czy poprawność. Nauka odbywała się właściwie na zasadzie osmozy i z potrzeby dogadania się. W tej metdzie uczenie języka opiera się o założenie, że przyswajanie jest najbardziej efektywne kiedy odbywa się aktywnie. Celem nauki jest po prostu umiejętność rozmawiania w danym języku. Zajęcia nie skupiają się więc na analizie zasad gramatycznych. Zadaniem nauczyciela jest tworzenie naturalnych zdań w tempie dostosowanym do uczestników zajęć.
 
Nauka angielskiego tą metodą odbywa się w naturalnym tempie, rytmie i w oparciu o codzienne sytuacje.
 
BŁĘDY – w tej metodzie z zasady nie poprawia się błędów
 
Metoda nastawiona jest na ośmielanie ucznia, swobodę i płynność wypowiedzi. Ma za zadanie pomagać nabrać swobody. Zasadniczą rolę odgrywa żywy język. Typowym przykładem użycia metody konwersacyjnej jest uczenie się z Native Speaker.
 

GRAMATYCZNO – TŁUMACZENIOWA

 
Czytanki. Czytanki.
 
Wypracowana w oparciu o tłumaczenie tekstów. Przez tłumaczenie tekstów poznaje się gramatykę i słownictwo. Uczenie się przebiega głównie indywidualnie, poprzedzone instruktarzem nauczyciela i jego korektą po pracy z tekstem. Sporo analizowania tekstów, rozkładanie ich na części i zapamiętywania.
 
Tą metodę najczęściej spotyka się w nauce tzw. języków martwych. Jest świetna przy powolnym poznawaniu języka, przydatna przy tekstach naukowych. Skupia się na rozwijaniu umiejętności czytania i wyodrębniania struktur. Bardzo się z nią zaprzyjaźniłam w liceum czytając Linguam Latinam Discimus, bo jest ona zasadniczo stosowana w nauce Łaciny.
 
Nie jest szczególnie przydatna w rozwoju żywego języka ani pozostałych umiejętności językowych, bo nie ćwiczy się w niej mówienia ani nie ma jako takiego zastosowania języka poza jego przekładem. Lekcje prowadzi się w języku ojczystym.
 
BŁĘDY podejście jest rygorystyczne i są poprawiane w momencie kiedy się pojawią.
 

AUDIOLINGUALNA*

 

We wszelkich opracowaniach znajdziecie tą metodę jako audiolingwalną. Trochę zmodyfikowałą tą nazwę, żeby odpowiadała dźwiękowo language zamiast lingwistyce.
 
Rozwinęła się w czasie Drugiej Wojny Światowej (WWII) w wojsku amerykańskim na potrzeby uczenia żołnierzy języków obcych. Została rozpowszechniona jako pierwsza naukowa metoda nauczania języków obcych. Jej elementy można zaobserwować w innych metodach, szczególnie w początkowych etapach produkcji języka.
 
Celem w tej metodzie jest opanowanie czterech kluczowych sprawności językowych. Szybko. Ich wykształcanie oparte jest o wyrabianie nawyków – trwałych związków między bodźcem językowym a reakcją. Nawyki wyrabia się w niej mechanicznie i bezrefleksyjnie przez wielokrotne powtarzanie słów i zdań. Zwykle bodźcem jest słowo lub pytanie, na które uczeń odpowiada wypracowanym zdaniem.
 
Działa na zasadzie akcja – reakcja
 
Wygląda to trochę jak papugowanie – wielokrotne powtarzanie wzorów językowych w formi dryli.
 
Language Lab – laboratorjum językowe
 
To metodzie audiolingualnej zawdzięczamy powstanie i upowszechnienie labolatoriów językowych.
 
Nauczyciel zapewnia bodziec zwykle wizualny lub werbalny np. obraz, zdjęcie lub początek zdania. Zadaniem takiego “rekwizytu” jest zasugerowanie wypowiedzi. Tu forma i treść z zasady są niezmienne, bo bazują na wypracowanych połączeniach.
 
W metodzie audiolingualnej czynnikiem wspomagającym są wzmocnienia pozytywne.
 
Repetycja i memoryzacja
 
BŁĄD jest traktowany jako interferencja, negatywny wpływ rodzimego języka adepta.
 
Nauka tą metodą nie zawiera przykładów, objaśnień. Właściwie to istotną częścią jest w niej eliminacja błędów poprzez usuwanie jakichkolwiek zakłóceń.
 
Uczeń ma bezrefleksyjnie zapamiętywać i powtarzać. Nie zachęca się do prób samodzielnego mówienia. Nacisk jest kładziony na powtarzanie zwrotów i zdań.
 
O ile jest to bardzo skuteczne na początek, żeby zgromadzić bazę wiedzy, to na późniejszym etapie nauki na tej bazie trzeba rozwijać refleksyjne podejście do języka. W naturalnym środowisku posługiwanie się jedynie wykutymi frazami i tylko w odpowiedzi na bodziec będzie ograniczało rozwój i swobodę językową. Trzeba więc podejść do języka jak do jako środka w komunikowaniu się i rozmowie z innymi.
 
Specyficzne dla tej metody są magnetofon (w obecnych czasach jakikolwiek sprzęt – urządzenie lub program do nagrywania) i laboratorium językowe.
 
Charakterystycznymi cechami tego podejścia jest bardzo jasno określony cel, precyzyjny dobór materiałów i staranne uszeregowanie treści.
 
Dzięki tej metodzie i jej rozwoju świadomie wprowadzono do procesu edukacji planowanie i ustrukturyzowaną praktykę językową.
 
Wszystkie te elementy mają sporo sensu biorąc pod uwagę militarny kontekst, czyli celowanie i plan akcji, oraz konieczność uzyskiwania określonych wyników szybko. Początkowo nie byłoby tu też mowy o trudnościach z motywacją, bo niedociągnięcia mogły się okazać tragiczne w skutkach.

 

KOGNITYWNA

 
Ukształtowana została pod wpływem rewolucji w językoznawstwie. Teoretycznie cognitive theory zakłada celowość i świadome przyswajanie języka obcego z użyciem specjalnych strategii dla wzmocnienia przetwarzania i rozumienia języka i jego konstrukcji. W tej metodzie stawia się na stopniowe dostarczanie materiału i zapamiętywanie. Czyli nie wszystko na raz.
 
Metoda kognitywna jest unowocześnioną formą metody gramatyczno-tłumaczeniowej, z tą różnicą, że podkreśla twórczy charakter języka. To znaczy, że nie skupia się jedynie na analizie struktury gramatycznej języka, a dostrzega i podkreśla praktyczne posługiwanie się językiem. Kładzie nacisk na używanie języka, podważa nawykowe wdrażanie i zaznacza innowacyjny charakter komunikacji.
 
W tej metodzie Noam Chomsky nagłaśniał wrodzoną zdolność do używania języka i posługiwania się nim w twórczy sposób.
 
Celem metody kognitywnej jest kształcenie i rozwój kompetencji językowych. Założeniem tej metody jest na bazie skończonej, określonej liczby struktur gramatycznych tworzenie nieskończonej liczby poprawnych zdań. Jeśli Cię interesuje co na ten temat piszą zagraniczne źródła, możesz zapoznać się z bardzo zwięzłym ujęciem British Council Teaching English
 
Stawia ona na kontakt z naturalnym językiem w typowych, zrozumiałych dla nas sytuacjach. Zachęca ona też do eksperymentowania i prób i błędów, przez co wytwarzamy własny repertuar reguł językowych.
 
BŁĄD jest zupełnie normalną składową procesu i sygnałem, że proces w ogóle zachodzi. Błędy są istotnym elementem w rozwoju i przechodzeniu na wyższe poziomy twórcze. W skutek nieudanych prób powoli zbliżamy się do wyrobienia sobie normy językowej. Jest to bardziej intuicyjny sposób przyswajania. Nauczyciel udziela korekty przez objaśnianie zagadnień jeśli pomoc jest potrzebna.
 
Metoda kognitywna zwrociła szczególną uwagę na twórczy charakter posługiwania się językiem obcym i na rolę sprawności językowych, szczególnie słuchania.
 
Przywróciła ona sens refleksji nad przebiegiem procesu i zastosowaniu objaśnień w celu pomocy w rozwoju umiejętności.
 
~Elementy nieustrukturyzowanej produkcji językowej przejęła z tej metody metoda komunikacyjna, która nastąpiła w ślad za kognitywną.
Mam nadzieję, że taki przegląd się przyda i rozjaśni sytuację. Przypominam też o elementach i sekretach skutecznej nauki oraz indywidualnym podejściu.

A Ty?

Rozpoznajesz te metody – spotkałaś się z którąś w swojej edukacji?

Od czego zacząć samodzielną naukę angielskiego?

with 2 komentarze
No dobrze, to od czego w takim razie zacząć naukę angielskiego?
 
Umówmy się, że ta notatka jest skierowana do przeciętnej osoby po nauce języka angielskiego w szkole. Czyli, nie traktuję tu o sytuacji kiedy nie miałyś żadnej stycznością z językiem. OK?
 
W znacznej mierze większość osób po szkole średniej uczyła się języka przez około cztery lata. Nie wnikam tu w intensywność czy skuteczność tej nauki (o tym może kiedy indziej). Od czego zaczynało się naukę angielskiego – zwykle od kolorów, przedmiotów codziennego użytku, miejsc. Od czego zaczynało się naukę gramatyki angielskiej – zwykle od przedimków a,an,the.
Te kilka lat styczności z językiem oznaczają, że przerobione zostały podstawy, jakieś słownictwo i czasy. Jeśli to czytasz to prawdopodobnie taka szkolna edukacja doprowadziła do chaosu w głowie. Albo było to na tyle dawno i bez regularnego używania, że mało co pamiętasz.
 
Jak to ogarnąć?
 

First. Primo.

 

Od czego zacząć samodzielną naukę angielskiego?

 
Przygotuj papier i ołówek – coś do pisania. Możesz tylko przeczytać, ale chyba obie wiemy ile z tego wyniesiesz.
 

Ustal cel

 
Już o tym pisałam przy okazji ustalania celu, ale powtórzę – musisz wiedzieć, po co chcesz znać angielski. Nie, nie chodzi o to, żeby dostać lepszą pracę czy się dogadać. Te ujęcia są zbyt ogólne i odległe. Nikogo nie motywują.
Ten twój cel musi być osiągalny – nie zbyt duży i nie zbyt odległy w czasie. To nie muszą być jakieś cuda. Obejrzenie serialu bez napisów wystarczy (jeśli myślisz, że to za mało – tu też można różnicować stopień trudności). Zapisz to.
To ćwiczenie ma pomóc w wyklarowaniu obszaru do objęcia i tego w jaki sposób się po nim poruszać.
 

Określ poziom

 
Możesz zrobić sobie test poziomujący. Możesz też oszacować samodzielnie na jakim jesteś etapie na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Prawdopodobnie wiesz na ile rozumiesz to, co słyszysz po angielsku i na ile jesteś w stanie się komunikować. Świadomość tego co już wiesz pomoże w ustaleniu od czego zacząć wznowienie nauki. Zapisz to. 
 
Jeśli nie masz doświadczeń – to wyraźny sygnał, żeby zacząć je nabywać.
 

Ustal priorytet

 
Po wykonaniu tych stosunkowo prostych ćwiczeń masz już ogólny obraz swojej sytuacji. Teraz zastanów się, co chcesz poprawić. Słuchanie? Czytanie? Mówienie? Słownictwo? Płynność?
 
Wypisz je wszystkie. Wypisz, co przez nie rozumiesz. Wypisz jak szeroko i głęboko chcesz w nie wejść. Co to znaczy? Odnoś się do tego czy chcesz posługiwać się językiem ogólnie (w sytuacjach codziennych) czy w specjalistycznej dziedzinie. Tak, będą się one przenikały, ale podejdziesz do nauki w inny sposób w zależności od tego jakie chcesz uzyskać efekty. Pomoże to w następnym kroku – doborze materiałów. Ustal na jakim obszarze chcesz się skupić w pierwszej kolejności. Zapisz to.
 
Tu od razu uprzedzam – nie bierz na warsztat wszystkiego na raz! Jeśli spróbujesz, chaos może się tylko pogłębić.
 

Zacznij od jednej umiejętności

 
Zasadniczo dobrze jest zacząć w tym punkcie, który masz względnie opanowany. Jeśli ogarniasz słuchanie zacznij od tego i stopniowo zwiększaj poziom trudności. Notatka o spiralnym procesie edukacji powinna rozjaśnić Ci dlaczego właśnie tak.
 
Dla przykładu – jeśli słuchanie idzie Ci sprawnie, postaraj się nadal rozwijać w tym zakresie. Otaczaj się językiem, osłuchuj i dodatkowo próbuj omawiać to czego słuchałaś. Takie łączenie pomaga we wprowadzaniu pasywnej wiedzy w obszar aktywny.
 
Nie zrażaj się kiedy Ci nie idzie za pierwszym czy drugim razem. To może potrwać i wiedza musi się trochę “uleżeć”. O czasie na absorbcję wspominałam w siedmiu sekretach najskuteczniejszej nauki.
 

Zaplanuj – co, jak i kiedy 

 
Po pierwsze zgromadź zasoby. Jest ich w sieci zatrzęsienie, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki.
 
Po drugie – miej te materiały pod ręką, w torbie, w plecaku, w kieszeni, w telefonie. Chodzi o to, żeby sobie nie utrudnić, nie potknąć się, nie odłożyć na później.
 
Po trzecie zaplanuj czas na planowanie.
Wiem, brzmi oczywiście i dziwnie, ale bez zaplanowania czasu na zaplanowanie planu nic nie ruszy z miejsca. Tak już jest.
 

Planuj

 
Na tym na razie się zatrzymamy. Jeśli zapisałaś krok po kroku – brawo. Jeśli nie – wróć do początku i zapisz.
 
Otaczaj się i powtarzaj. W kęsach i często.

Jeśli chcesz pójść już teraz o krok dalej pobierz ebook „7 kroków do osiągania ambitnych celów”  Też z nim pracowałam i nadal pracuję. Działa.

Jak już wykonasz wszystkie kroki – napisz od jakiej umiejętności zaczęłaś.

Weź za siebie odpowiedzialność

with 4 komentarze

W edukacji i uczeniu się obracam się od dawna. W odpowiedzi na często pojawiające się pytania jak się uczyć? Od czego zacząć? Jak to robić zdalnie? – zaczęłam się blisko zagadnieniu przyglądać. Ostatnio zgłębiam nowoczesne opcje i systemy nauki.  Powoli robię przegląd programów, narzędzi i kursów do samodzielnej i semi – samodzielnej nauki angielskiego. Języka obcego ogólnie. Powoli, bo odpowiedzialnie.

 

Co mnie uderzyło, to to że te programy są zwykle dość proste – nawet rozłożone na elementy podstawowe, a następnie przedstawione krok po kroku. Zastanawiam się jak to jest, że przy takim wysypie możliwości nadal występują problemy z opanowaniem języka? Na myśl przychodzi klęska urodzaju.

 

Jak myślisz – od czego należy rozpocząć naukę? Od gramatyki? Od listy słówek? Od wybrania tematyki na zajęcia? Od nauki wymowy? Od konwersacji? Od znalezienia na naukę czasu?

 

Hmmm…

Nie.

W pierwszej kolejności, zanim jeszcze zabierzemy się do wybierania czy planowania czegokolwiek, przyjrzyjmy się sobie. Jak definiujemy siebie w kontekście nauki? Jak wygląda nasza motywacja i jej poziom? Rozglądamy się za możliwościami czy przeszkodami?

 

Nawyk reaktywności jest typowy dla ludzi, którzy pozwalają, aby otoczenie, środowisko, zdarzenia i ludzie kształtowały ich życie. Swoje decyzje, osiągnięcia lub ich brak, sukcesy i porażki uzależniają od innych.

 

Gdy zewsząd słyszą, że znajomość angielskiego jest jedną z umiejętności podstawych w dzisiejszym świecie, wręcz wymaganą przez pracodawców, zamiast zabrać się za swój rozwój myślą i mówią, że już za późno, że bez sensu, wszyscy inni już są dalej, a w ogóle to nie mają do tego talentu ani czasu.

Zamiast zabrać się do roboty czekają no “coś” lub “kogoś”. Na wieczne nigdy. A kiedy to “coś” czy “ktoś” się nie pojawia nadal nic nie robią poza narzekaniem. Jest słabo. Jest źle, ale zamiast coś zrobić robią “nic”.

Może gdzieś już to słyszałaś. Może gdzieś już to widziałaś.

 

Weź życie we własne ręce. Co się wtedy stanie?

Coś strasznego – nie będzie kogo winić.

~ Erica Jong

 

 

Drugą kwestią jest to jak postrzegamy siebie, co o sobie myślimy i mówimy – czy przypadkiem nie mamy zakorzenionych uprzedzeń czy ograniczeń. O co chodzi?

 

Od tych studentów, którym nie wychodzi najczęściej słyszę “nie mam talentu”, “jestem zajęty”, “mam tyle na głowie”, “nie potrafię się zmotywować”… eehh

Jest taka przypowieść o psie. Pies leżał na ganku i wył, i zawodził. Po dniach takiego zawodzenia osoba z sąsiedniej wioski postanowiła sprawdzić o co chodzi, jaka jest przyczyna tego ujadania.

Wbrew podejrzeniom pies był zdrowy, jednak leżał i bez przerwy zawodził.

 

Człowiek pyta:

            — Co się stało? Dlaczego tak wyjesz?

            — Bo leżę na gwoździu – odpowiedział pies

            — To zejdź z niego i połóż się obok! – powiedziała zdziwiona osoba

            — Kiedy mi się nie chce – rzekł pies

 

Gdyby ta osoba była kobietą, prawdopodobnie podniosłaby psa, przełożyła w bezpieczne miejsce. Pies jednak nadal niczego by się nie nauczył.

Po drodze możesz napotkać wiele gwoździ – od Ciebie zależy, co zrobisz.

 

Odpowiedzialność i co to właściwie znaczy

 

Z angielskiego responsibility to połączenie response i ability, czyli zdolność do odpowiedzi. Możliwość decydowania o i podejmowania działania. W codziennym życiu podejmujemy wiele decyzji. Nie podejmowanie decyzji podobnie jak nie udzielanie odpowiedzi jest też decyzją i odpowiedzią.

Osoby odpowiedzialne zdają sobie sprawę, że to od nich zależą ich efekty. Nie szukają przyczyn niepowodzeń za rogiem.

 

Po pierwsze:  przyjrzyj się swoim zachowaniom. Co robisz, a czego nie robisz? Czy działa to na Twoją korzyść czy niekorzyść? Jakie obecne działania lub ich brak mogą mieć przyszłe konsekwencje? Jak dotychczas wyglądała Twoja nauka? Moment – nie szukamy winnych – na razie po prostu je zauważ.

 

Po drugie: zapisz wszystkie myśli, wyrażenia i zachowania, które wiążą się z tym jak o sobie myślisz, zwłaszcza w kwestiach dotyczących organizacji czasu na doszkalanie, planowanie, na naukę angielskiego.

Zwróć uwagę na “ jestem jakaś..” , “nie mam..” – zmień formę na “robię..” – tylko działanie prowadzi do zmiany.

Teraz, po zastanowieniu się i zapisaniu pomyśl , zadaj sobie pytania – “I co z tego?”, “co w związku z tym?”

Jesteś zabiegana? I co w związku z tym? Co możesz zrobić? Jak możesz to zmienić? Czego chcesz? Brakuje Ci czasu? I co w związgu z tym? Co możesz zrobić? Brakuje Ci energii? I co w związku z tym? Brakuje Ci materiałów? Łapiesz schemat. Co chcesz z tym zrobić?

Zacznij myśleć, co możesz zrobić. Zacznij myśleć, co chcesz zrobić. Zaczynaj od “zrobię to i to” , żeby usłyszeć i zobaczyć konkrety. Zastanawiaj się czy chcesz to zrobić, bo nie chcieć to gorzej niż nie móc. Kiedy już ustalisz czego chcesz i co możesz zrobić – zrób to!

Możesz też dojść do wniosku, że na pytanie “ Co w związku z tym?” odpowiedź brzmi “nic”; może się okazać, że prawdopodobnie niepotrzebnie się wysilasz. Jeśli Ci nie zależy, nic z tego nie zyskujesz, daj sobie spokój.

 

Jeśli jednak chcesz porozumiewać się płynnie, czyli bez większych przeszkód – zapisz jak i kiedy tego dokonasz. I zacznij działać!

Potem daj znać jak Ci idzie. Powodzenia!

 

Sposób na spektakularne efekty

with Brak komentarzy
Ile jest dla Ciebie wart czas? Ile jesteś skłonna czekać na przesyłkę? A ile na kawę? Ile na poczcie, a ile na raport? Jakie odczucia budzi czekanie do lekarza, a jakie na spotkanie z szefem? Może dostrzegasz jak tendencyjne są te pytania. Bo one właściwie to są durne, ale dotykają ulotnej kwestii – wartościowania czasu. Czas płynie tak samo, ale w różnych sytuacjach odczuwamy to różnie. Mam nadzieję, że to zauważyłaś.
 
Czas jak wszystko, co ograniczone jest wartościowy. Jest trochę jak linia kredytowa tyle, że nie wiemy kiedy się wyczerpie.
 
Często pożytkujemy go na niesłużące nam nawyki. Bez intencji. Narzekamy, że mamy go za mało. Nazbyt często jednak go marnujemy. Przydałoby się choć trochę go zainwestować.
 
Gdybyś pracowała w fabryce, martwienie się produktywność nie byłoby Twoim zadaniem. Tym się zajmuje szef, majster. Ty tylko robisz, co Ci karzą. Jeśli chcesz pracować w fabryce.
 
Poruszam ten temat nie jako ekspert od czasu, bo zegarmistrzem nie jestem. Nie nawet jako ekspertka od zarządzania czasem czy sobą w czasie, bo z tym też różnie bywa. Poruszam ten temat jako obserwatorka – mojego otoczenia i ludzi. Szczególnie przehandlowywania czasu.
 
Tylko czy i kiedy się to kalkuluje?
 

Agencja.

 
W dzisiejszych czasach rozwój i ścieżka awansu wygląda inaczej niż w erze industrialnej. Awansować można szybciej. Prawdopodobieństwo prowadzenia zespołu czy projektu jest znaczne. Prawdopodobna jest też chęć ucieczki z fabryki czy korporacji. I co wtedy? Czy potrafisz zarządzać swoim rozwojem?
 

Produktywność.

 
Czyli stosunek wysiłku do rezultatu. Popularne biznesowe maksymy głoszą “what gets measured gets done”, “ what’s measured grows”.
 
Mierzyć można wszystko od wydatków do zysków, od wymiany do zmiany. To co jest istotne, to to czy pożytkujesz czas produktywnie, czy rezultaty są współmierne do nakładu pracy.
 

Ograniczony czas vs produktywność w szkole

 
Mój ulubiony nauczyciel podkreśla, że nauczyciel ma ograniczoną liczbę dni i ograniczoną ilość czasu z uczniami. Najistotniejszym i najbardziej wartościowym zadaniem nauczyciela jest decydowanie i przygotowanie działań tak, żeby wykorzystać każdą chwilę.
 
Co będzie najbardziej produktywnym wyborem?
 
Jeśli nauczyciel ma do dyspozycji 120 – 160 dni w roku – godzinę dziennie – każda minuta się liczy.
 
160 godzin daje sześć i pół doby. 160 godzin daje około dziesięciu i pół dnia nauki języka w skali roku. Niewiele, prawda?
 
Seth Godin pięknie przedstawia produktywność na przykładzie pioniera produktywności i automatyzacji Henry’ego Forda. Projekt i produkcja Modelu T były zoptymalizowane do maximum, tak aby każdy pracownik mógł wytworzyć jak najwięcej w czasie pracy. W efekcie pracownicy byli bardziej produktywni, lepiej opłacani a samochody tańsze. Może wydawać się mało intuicyjne, ale dzięki większej produktywności pracownikom można było płacić więcej, zatrudniać bardziej wyszkolonych i wytwarzać więcej pojazdów w krótszym czasie. Dzięki temu Ford mógł inwestować nadwyżki finansowe w marketing i reklamę, co pomagało zwiększyć sprzedaż.
 
Koniec końców Ford wykosił konkurencję – z 2,300 firm do około tuzina!
 
W dalszej analizie Seth podkreśla, że zasadnicza kwestia nie tkwiła w motywacji czy umiejętnościach pracowników. Różnica tkwi w organizacji pracy. Ford przykładał uwagę do produktywności i to organizacja pracy ją podkręcała.
 
Przyjrzyj się jak zabierasz się za własną organizację pracy.
 

Busyness. Business. Productivity.

 
Bez przecinków. Bez łączników. Chciałabym wyjaśnić, ale jeszcze bardziej chciałabym sprowokować do myślenia – czemu kropka a nie przecinek?
 
1. Najlepszym sposobem na zwiększenie produktywności jest pomiar.
 
Ile zasobów wkładasz ( ile i czego robisz, co robisz za friko, gdzie popadasz w multitasking) i ile z tego wyciągasz?
 
 
2. Kiedy już konkretnie ustalisz ‚co’ (niełatwe zadanie) zwróć uwagę na ‚jak’ – jak się zabierasz do działania? Podlicz ile zajmuje czasu nauka i rozwój.
 
Ile zajmuje przygotowanie się, znalezienie materiałów, książek, notatek czy nagrań? Ile faktycznie spędzamy czasu ćwicząc, praktykując i produkując? Na przykład jeśli przeznaczamy trzy godziny tygodniowo na naukę, a każda godzinna lekcja zaczyna się od rozpakowywania, pogaduszek , przeglądania zapisków to na lekcję pozostają może trzy kwadranse. Z czego skupionej uwagi może z pół godziny. Zastanów się – czy to się opłaca? Ile zapłaciłabyś za godzinny masaż, który trwał pół? A ile jest to warte jeśli to my płacimy podwójnie – kasą i czasem?
 
Do czego zmierzam?
 
3. Skup się na wyzwaniach i zyskach płynących z łączenia działań.
Nie zachęcam do multitaskingu ( o czym będzie kiedy indziej), ale do synergii.
 
Robiłaś kiedyś remont? Albo pracowałaś przy projekcie? Weźmy taki przykład – dwie takie same ekipy budowlane, ten sam budynek. Jedna z nich kończy pracę o połowę szybciej.
 
Dlaczego?
 
Uczestniczyłam w kilku projektach. Tak się składa, że prawie zawsze przy większych projektach (tam gdzie pracują grupy i/lub fachowcy) na coś się czeka. Na części, na hydraulika, na elektrykę. Na dane, na raporty, na analizy, na zgody. I znów czeka itd.
 
I co wtedy robisz? Nie cierpię pustych przebiegów. Albo pracujemy, albo odpoczywamy. Na puste przebiegi warto jest mieć listę rzeczy “do załatwienia w między czasie”. I tak – może to być przyswajanie przygotowanego z wyprzedzeniem słownictwa. Mogą to być inne zagania, których wykonanie pozwoli ci oszczędzić lub odzyskać czas.
 
Wytrenowani ludzie są szybsi i bardziej produktywni. Umiejętności robią ogromną różnicę. Zagłębianie się w nieznane obszary stopniowo nas rozwija i sprawia, że stajemy się bardziej produktywni. Żeby to zadziałało konieczne są planowanie, przygotowanie i pomiar.
 

Jak to ładnie podsumowuje Seth – dziś jest tylko raz. Jak to wykorzystasz? Jakie uzyskasz efekty?

Żeby było miło i przyjemnie

with Brak komentarzy

 

Zastanawiałaś się kiedyś czemu coś przychodzi Ci łatwo, a coś innego jest absolutną męką? Lubisz może zakupy albo pieczenie ciast? Dlaczego?

Może wiesz jak to się robi, a może dlatego, że myśl o tym jak się będziesz czuć jak skończysz? Skupiasz się na procesie – zakupach, pieczeniu – czy na efekcie?

Może przychodzi Ci to łatwo, cokolwiek to jest co wychodzi Ci extra, bo sprawia TOBIE przyjemność?

 

Robisz to dla dreszczyku emocji czy dla pochwały? A może dla obu?

 

Lubisz kszątaninę przy pieczeniu ciasta, radochę jaką mają dzieci wylizując masę z miski albo zapach jaki unosi się z piekarnika i wypełnia cały dom? Może lubisz usiąść z bliskimi albo sama z kubkiem czy filiżanką i kawałkiem wypieku i zwyczajnie odpocząć.

Może lubisz to uczucie antycypacji, które towarzyszy zakupom – na poprawę samopoczucia czy iskierkę uznania w ich oku.

 

Tak czy inaczej – lubimy to przyjemne uczucie, które nam to daje, prawda?

 

Jak więc usprawnić sobie naukę i mieć na nią więcej czasu?

 

To musi być najpopularniejszy zestaw pytań. A no – podobnie!

 

Czy to w stosunku do innych czy do siebie z tymi wynikami to często jest tak, że chcielibyśmy aby z nieba spadły.

Raczej nie spadną, ale odpowiedzi nie trzeba szukać daleko. To czego wyczekujemy i sprawia nam przyjemność robimy chętniej i, z czasem, znacznie lepiej.

 

Z tym jest trochę tak jak z ruszaniem pod górkę – na początku jest ciężko, ale jak się już rozpędzisz to jest znacznie łatwiej.

 

I tak jak z ruszaniem pod górkę – najlepiej skupić się i włożyć w to sporo energii, na samym początku, żeby pójść do przodu a nie polecieć w tył. Piszę z własnego doświadczenia z jazdą na rowerze. Po Londynie.

 

Zbyt często obserwuję u uczących się angielskiego podejście do nauki jak do przykrego obowiązku. Niemal jak wizyta u dentysty. Choć właściwie to ja dziwna jestem, bo lubię chodzić do swojego dentysty. Zawsze odwiedzam go na zapas i tak skutecznie unikam poważnych nieprzyjemności. No właśnie!

 

Rozumiesz? Jakby tak obrócić tą sytuację w przyjemny proces? Jakby tak nagradzać się za małe postępy i odnotowywać je w notesie? Albo na kolorowych karteczkach i trzymać je w słoiku? Wiesz takie małe powodzenia wpływają też na zwiększanie pewności siebie.

Bo wiesz, pochwały zdolności językowych mogą być bardzo przyjemne 🙂
Samodzielna nawigacja poprzez niuanse językowe czy uliczki zwiedzanych miast też.

I ta pewność na rynku pracy, jaką zapewnia podnoszenie swoich kwalifikacji. Dostęp do tych wszystkich anglojęzycznych materiałów w sieci. Za free. Czemu nie?

 

Nagroda nie jedno ma imię.

 

Powiem Ci teraz dlaczego tak jest.

 

Ale moment – zastanów się chwilkę „dlaczego choć wiem, że angielski jest mi potrzebny mam trudności?”

Trochę o podejściach do obowiązków możesz dowiedzieć się w notatce o indywidualnych tentencjach, ale tutaj chciałabym żebyś się przyjrzała zewnętrznemu wsparciu.

 

Zacznę od końca – wzmocnienia negatywne.

 

Podchodzenie do nauki jak do obowiązku ma cechy wzmacniania negatywnego – mówiąc prosto, uczymy się, żeby uniknąć nieprzyjemności. Tak też można, ale jest to mniej skuteczna i zdecydowanie mniej przyjemne.

 

JĘZYK JAKO ZACHOWANIE WERBALNE

 

Psycholodzy behawioralni traktują odczuwanie i myślenie na równi z chodzeniem, śpiewaniem czy jedzeniem, czyli jako zachowania z rezultatem. Z definicji zachowanie sprawcze to takie, które wywołuje konsekwencje w otoczeniu i jest przez te konsekwencje kształtowane w długofalowym procesie. Czyli jeśli na ciasto lub naszą wypowiedź reakcja jest dla nas pozytywna – chcemy robić to częściej.

 

Mówiąc wprost – pozytywne wzmacnianie oznacza wzmacnianie częstotliwość podejmowania prób. Umiejętne stosowanie tego na sobie da fajne efekty.

Więc, jeśli już upiekłaś ciasto, masz na sobie ten wystrzałowy ciuch, przećwiczyłaś angielski to rozsiądź się wygodnie i zanurz w Mama Mia, czy czymkolwiek, co sprawia tobie przyjemność. Taki ciąg zdarzeniowy wbuduje zachowanie, które chcesz wprowadzić do swojego repertuaru.

Można też ćwiczyć zachowania w izolacji skupiając się wyłącznie na zachowaniu werbalnym, ale osobiście jestem zwolenniczką synergii.

 

Jeszcze jedno. Według profesora Skinnera (twórcy teorii behawioralnej ) „sposób, w jaki stosuje się pozytywne wzmocnienia jest bardziej istotny niż ich ilość”. Liczy się jakość komunikatu. Zastanów się nad tym. Nagradzaj się więc konkretnie I często.

Jeśli przechodzi Ci w tej chwili przez myśl manipulacja to zastanów się jakie masz odczucia do komunikatu:

• “ Wiesz, doceniam że się starasz i było fajnie, ale…”

w porównaniu z …

• “ Wiesz to, co robisz kiedy… jest fantastyczne”

 

Jak myślisz i czujesz, który komunikat wywołuje przyjemne skojarzenie i chęć częstszych prób?

 

Myk w tym, żeby uchwycić pożądane zachowanie i je wzmocnić. Cokolwiek pojawi się po przecinku rozproszy Twoją uwagę.

Jeśli podjęłaś próbę, wykonałaś zadanie (narazie bez względu na wynik) – nagradzaj się i podejmuj następną próbę najszybciej jak się da.

Solutions, solutions.

 

Noo tak, ale co z tymi hamującymi przekonaniami? Jeśli powodem Twoich trudności są długo występujące zachowania trzeba je będzie wygasić, żeby pozytywne mogły zająć ich miejsce.

Pozytywne i negatywne wzmocnienia mają ułatwić dotarcie do celu przez dodanie/wzmocnienie działania lub ujęcie/wygaszanie czynnika. W obu przypadkach szukamy rozwiązań.

Tak pozostając w konwencji pieczenia, gotowania, jedzenia… proces ten można zilustrować na przykładzie lodówki 🙂 Nie, nie wyjadania z lodówki. Raczej utrzymania jej w czystości.

Żeby zmienić stan lodówki zwykle odcina się ją od źródła zasilania, rozmraża, sprząta a następnie zamraża ponownie.

W podobny sposób można skutecznie utrwalić zmiany u siebie:
1) odciąć chwilowo dopływ energii do tego co zajmuje naszą uwagę
2) rozluźniając atmosferę
3) usunąć niechciane czynniki
4) wprowadzić nowe – najlepiej stopniowo – zadania np. artykuły czy podcasty po angielsku
5) na nowo utrwalić nowo dodaną czynność

 

Tylko wiesz, jeśli chcesz, żeby to zaskoczyło będziesz musiała spróbować więcej niż raz.

Docenianie zwiększa prawdopodobieństwo na powtarzanie zachowania. Werbalizuj pożądane zachowania – czyli ubieraj je w słowa. Dla siebie czy w stosunku do innych.


Każdy, ale to każdy instynktownie skanuje wypowiedzi pod swoim kątem.

Everyone’s favourite radio station – WII.FM    What’s In It. For Me

If we can communicate we boost our chances of getting interest and keeping engaged.

 

1 2 3 4 5 6 7 8 9