W związku ze związkiem – nauka angielskiego w związkach mieszanych

with Brak komentarzy

Nauka angielskiego w związku - akcja_relacja.com.pl

 

Mój kolega Włoch zapytany jak najszybciej uczyć się języka zwykł powtarzać radę zasłyszaną od swojego lektora. Na pytanie “jak nauczyć się słownictwa?” odpowiedź brzmiała “Spać ze słownikiem”. Cóż za odkrywczy pomysł. 

Rzecz w tym, że tłumaczenie nie oddaje humoru sytuacyjnego. Przekonałam się o tym nie raz. Tak się składa, że humorystyczny walor tej wypowiedzi kryje się w podtekście.

Ciekawe czy komuś zdarzyło się kochać we włoskim amancie?

 

Gdybym za każdy raz kiedy słyszałam “mam chłopaka native’a, ale on mnie nie uczy języka” dostała £1, nawet a dime, byłabym milionerką. Serio.

 

Założenia i zauroczenia a nauka angielskiego

Pozwól, że rozwieję pewne popularne przekonanie. A właściwie oczekiwanie, że w związku ze związkiem z Anglikiem nastąpi płynność językowa. Nawet jeśli nie masz, nie jesteś związana z native’m przedstawione przypadki mogą się okazać przydatne. 

 

Uczenie innych języka angielskiego 

Wyobraź sobie, że znasz mieszaną parę, w której kobieta chce się uczyć języka tej drugiej osoby. Być może oczekuje, że tamta będzie poprawiała jej błędy. Być może tego, że nauczy ją nowego słownictwa lub poprawnego formułowania wypowiedzi. Czemu nie, prawda? Przecież pewnie spędzają sporo czasu razem. No właśnie.

Gdyby przyjrzeć się sytuacji bliżej poprawianie błędów i uczenie drugiej osoby wcale nie jest takie łatwe. Zwłaszcza bliskiej osoby. Wyobraź sobie jak lubisz być poprawiana. Jeśli jesteś w tej kwestii podobna do reszty ludzkości istnieją spore szanse, że za poprawianiem błędów nie przepadasz. Pozwól, że ujmę to inaczej.

Nie lubimy wytykania błędów. Większość osób reaguje negatywnie na krytykę. Pojawia się reakcja obronna. I pozamiatane.

A teraz wyobraź sobie, że bliska osoba miałaby poprawiać nasze błędy?

Gorąca wymiana zdań gotowa.

 

Czas na naukę angielskiego we dwoje

Kolejne założenie, to dotyczące spędzania ze sobą czasu, też jest błędne. Tego czasu nie jest aż tak dużo. Dlatego, jak sądzisz, czy bliska osoba chciałaby pożytkować go na poprawianie błędów? Coś w to wątpię.

Następną kwestią jest wspomniane “uczenie kogoś”. Jak miałoby to wyglądać? Czy miałoby się to odbywać w np. trakcie oglądania filmu? Jak? Zatrzymując co kawałek i pytając “ale co on powiedział?” Kto by tak chciał wspólnie oglądać film? Podejrzewam, że jedno z dwojga czytałoby napisy. A to można robić samemu.

Jeśli taka nauka nie miałaby odbywać się w trakcie wspólnego oglądania to jak, gdzie i kiedy?

Słuchając radia? Nie wiem ile osób nadal regularnie słucha radia. Nawet jeśli wiele, to specyfika wypowiedzi radiowych ma to do siebie, że są szybkie. Nie tak łatwo wyłapać zdania. Nie można włączyć pauzy.

 

A może osobno?

No dobrze. Jeśli nie w trakcie wspólnego spędzania wolnego czasu to kiedy? Może kilka razy w tygodniu przy kawie lub herbacie?

Z podręcznikiem i notesem. No nie wiem czy tej drugiej osobie uśmiechałoby się przeznaczanie swojego wolnego czasu na pracę po pracy na rzecz kogoś innego. Nawet bliskiego. Może się mylę, ale nie często się z tym spotykam.

Nie chodzi o to, że osoby z sobą współżyjące się nie wspierają. Chodzi o to, że za rozwój i naukę jest odpowiedzialna osoba, której zależy na efektach.

Jeśli ja się chcę czegoś nauczyć, to ja powinnam być najbardziej zaangażowana i zmobilizowana do działania. Czekanie lub oczekiwanie, że ktoś – nawet bliski – to za mnie załatwi okaże się na dłuższą metę nieskuteczne.

Zakładanie, że ktoś coś za mnie zrobi, zwłaszcza w kwestii uczenia się, to przegrany zakład.

Na pocieszenie dodam, że pomoc bliskiej osoby przyspiesza rozwój i efekty, jednak to do osoby zainteresowanej nimi należy trzymanie ręki na pulsie.

 

 

PS Obserwuję sposoby na poprawianie i korygowanie błędów. W delikatny sposób. Niestety osoby uczące się zdają się nie zawsze je dostrzegać.

Do tego jeszcze wrócę.

Zwiedzając Londyn – jak nie być upierdliwym turystą

with Brak komentarzy

warto zobaczyć Londyn turysta

 

Jeśli myślisz, że największym problem w Londynie jest dogadanie się – think again.

Porozumiewanie się rzeczywiście może sprawiać trudności, ale słownictwo, ba, nawet grama mogą okazać się mniejszymi problemami in the grand scheme of things, czyli biorąc pod uwagę całokształt.

Zatem, w wakacyjnym cyklu notatek pomyślałam, że może takie londyńskie „oświecenie” się komuś przyda. Przez “komuś” mam na myśli zarówno turystów jak i „tubylców”.

Właściwie, po chwili zastanowienia, głównie turystów. „Tubylcy” mają się zupełnie dobrze.

Aż sama siebie zaskoczyłam.

 

Chciałabym cię uchronić przed nieprzyjemnościami, dlatego chyba lepiej dowiedzieć się tego ode mnie. Przed wyjazdem/przyjazdem.

 

Zatem..

Jak nie być upierdliwym turystą? I dobrze na tym wyjść.

Nie obyłoby się bez wspomnienia o rozeznaniu i planie. Ale. O tym już pisałam, więc tu tylko odeślę do właściwych, przydatnych notatek:

Miejsca, które warto zobaczyć w Londynie

Up in the Sky – Londyn w chmurach

 

Look where you’re going! Patrz gdzie leziesz!

Warto się rozejrzeć i być uważnym. Dlaczego?

  1. W Londynie na codzień żyje i pracuje od 7 mln do 9 mln (7-9M) ludzi. Wyobraź to sobie przez chwilę.

Zwykle “tubylcy”, jak to bywa w dużym mieście, się “skądś dokądś” spieszą. Z niczego tak się nie cieszą jak z grupki nieogarniętych obcych włażących im pod nogi.

Brutalne? Możliwe. Prawdziwe? Zdecydowanie.

Nie piszę tego, żeby psuć ci wizję wyjazdu. Przeciwnie.

Piszę to, żeby cię na takie zachowania uczulić. Lepiej wiedzieć czego unikać niż doświadczać frustracji. Jeśli przemknęło ci przez myśl “ale jak to?”, “ myślałam, że Anglicy są uprzejmi” lub coś podobnego, to niestety muszę cię uświadomić, że Londyn to duże, kosmopolityczne miasto w ciągłym biegu. It is what it is, czyli jest jak jest i każdy patrzy swego.

Dlatego.

 

Mind your business

W metrze:

  • Miej przygotowany w ręku bilet, oyster card lub kartę do płatności zbliżeniowej
  • Na ruchomych schodach stój po prawej stronie, lewa jest przeznaczona dla tych w pośpiechu schodzących lub wchodzących.
  • Stanie w przejściu.

System w metrze bywa poplątany, ale mapie lepiej przyglądać się w bezpiecznie oddalonej od wyjścia/wejścia lokalizacji.

  • Głośne zachowanie. Można odnieść wrażenie, że turyści wychodzą z założenia, że skoro „tubylcy” mogą nie rozumieć ich języka to mogą używać go do woli, na pełen regulator. No, niezupełnie. Głośne gadanie w obcym języku uchodzi za agresywne zachowanie. Zatem jest niemile słyszane.
  • Last but not least. Na koniec – w metrze nie warto się nadmiernie innym przyglądać. Londyn jest miastem stosunkowo liberalnym, pomimo ścisku mieszkańcy cenią sobie private space, czyli przestrzeń prywatną. Gapienie się jest niemile widziane.

Zwykło się mawiać, że w londyńskim metrze należy unikać kontaktu wzrokowego. Myślę, że to lekka przesada. A tu nie ma co przesadzać, więc umiar wystarczy.

 


„This means that you do not stand on the left-hand side of the escalator

   (a crime which should be punishable by summary execution, frankly).

  „Also, don’t hang about in platform exits looking at maps. (There are maps available everywhere, and if you don’t have your own, you’ll find plenty more on the platforms).

  „Finally, allow people to get off the train before you try and get on.”

The Sun, 15 Sept 2017   

 

„We know you are having a lovely time discovering our fabulous city, please don’t make it harder for locals to make it all work. A missed tube can really screw up a schedule.”

 

W autobusie:

  • Z zasady do autobusu wchodzi się przez przednie drzwi opłacając przejazd za pomocą Oyster cart lub płatności zbliżeniowej kartę. Jeśli ma się kartę podróżną czy bilet wycieczkowy wystarczy go pokazać kierowcy. Wysiada się środkowymi, w nowszych autobusach też tylnymi drzwiami.

 

Kto pyta nie błądzi

Czyli: pytania o wskazówki, o drogę, o cenę.

 

Zacznę od oczywistego, jednak niestety nagminnie pomijanego istotnego drobiazgu.

Przede wszystkim maniery, nie maniera! Tubylcy, rodowici czy napływowi, są wyczuleni na proszę, dziękuję, przepraszam. Nie, nie żartuję.

Często-gęsto zdarza mi się być zatrzymaną na ulicy przez wyglądającego na zmieszanego, może trochę przytłoczonego sytuacją, turystę ze smartphone’m w ręku. Kiedy Google Maps zawiodą, o zgrozo, pozostaje mieć koniec języka za przewodnika. How oldschool. Wtedy lepiej nie zapominać języka w gębie, ani o manierach.

 

Można zagadnąć np. tak:

Excuse me. Could you please tell me/direct me/show me where/how/etc.

Thank you! (!)

 

Jeśłi chodzi o pytania o drogę – warto zapoznać się z często używanymi frazami. Takimi paza „na prawo/lewo”, „skręcić”, bo w angielskim przy udzielaniu wskazówek zdarzają się zwroty potoczne.

 

Kto pyta, mniej błądzi.  Manners cost nothing and mean a lot.

 

Pan tu nie stał!!

Kolejki, kolejki. Ale po kolei.

„Tubylcy” nie tylko nie znoszą przepychania się czy przeskakiwania miejsca w kolejce. W Anglii panuje zasada jednej kolejki. Wszyscy stoją w ogonku w jednej linii. „Tubylcy” źle znoszą chaos i rozgardziasz w tej kwestii i choć zwracanie uwagi jest dla nich niezręczne, to nie omieszkają okazać swojego niezadowolenia ofukując nieogarniętego delikwenta/kę.

 

Może się wydawać, że pojechałam. Po co takie banały? Ale. Tak często to obserwuję i słyszę, że może to nie dla wszystkich i każdego z osobna takie oczywiste. Jednak dla ciebie już na szczęście tak 🙂

 

W razie pytań – pytaj śmiało.

 

 

Up In the Sky – Londyn w chmurach

with Brak komentarzy

atrakcje Londynu warto zobaczyć Tower Bridge - akcjarelacja.com.pl

 

Uznajmy, że to notatka podróżna, choć dla mnie to spacer po bliższej i dalszej okolicy. Przyjrzyjmy się jakie atrakcje warto zobaczyć w Londynie. Po ciekawostkach i zwiedzeniu londyńskich muzeów (pisałam o nich w poprzedniej notatce), zapraszam do zmiany perspektywy. Przyznaję, że sama taką panoramiczną perspektywę na Londyn lubię. Daje ona chwilę wytchnienia od tempa i zgiełku. No i dystansu:) Może przewrotnie, ale dla mnie to wyjątkowo atkowo atrakcyjna perspektywa. 

Do takiego zwiedzania Londynu warto się przygotować. Czas się nie rozciąga, a poruszanie się po Londynie dla osoby niewprawionej i nieprzyzwyczajonej do londyńskiej komunikacji publicznej może okazaś się uciążliwe.

Przypominam o zasadzie ‘minuta przeznaczona na planowanie to 10 minut oszczędności w trakcie’.

Poniżej znajdziesz kilka punktów programu pt. View from the Top, widok z lotu ptaka na Londyn.

Chciałabym posłużyć się metaforą I’m walking on sunshine, ale bardziej realistyczny byłby spacer w chmurach. Bo to Londyn przecież 😉

 

Let’s go!

 

Tower Bridge

Mało kto o tym wie, że na Tower Bridge jest dozwolony wstęp. Nad mostem znajduje się oszklony taras widokowy. Tower Bridge wznoszący się o rzut beretem od Tower of London, londyńskiej Twierdzy, jest mniej znaną atrakcją Londynu. Choć znajduje się o niecały kilometr od London Bridge został zbudowany ze względu na dynamicznie rozwijający się w XIXw. East End. Powstał w odpowiedzi na potrzebę sprawnego przedostawania się z południa na północ Londynu i spowrotem. Został zaprojektowany w stylu gotyckim i postawiony na podwyższonych pomostach. Nie budowano mostów na wysokości chodników ze względu na funkcję rzeki jako szlaku transportowego. Most na dogodnej dla pieszych wysokości utrudniałby, a nawet uniemożliwiał, przepływ statków i barek na Tamizie.

Wejście na górę mostu znajduje się po stronie Tower of London. Po kładce na poziomie tarasu można przejść z jednego brzegu Tamizy na drugi niemal w chmurach lub wśród słonecznych promieni (zależnie od pogody). Z góry roztacza się piękny widok na wszystkie strony Londynu. Można też zaobserwować podnoszenie mostu oraz zwiedzić maszynownię odpowiedzialną za jego zwodzenie. U podnóża południowej wieży znajduje się wystawa dotycząca okolicy w czasach powstawania Tower Bridge.

 

Wyjście z Tower Bridge prowadzi do urokliwej dzielnicy Bermondsey, gdzie można zatrzymać się na lunch, obiad lub kolację przed dalszym przemierzaniem miasta.

Koszt: ok. £10

 

Tate Modern

Tate Modern jest jedną z narodowych galerii sztuki nowoczesnej. Wstęp do galerii jest bezpłatny. Niektóre z wystaw specjalnych są biletowane i odpłatne – warto się zapoznać z grafikiem wystaw jeśli coś jest dla nas szczególnie interesujące.

Tate Modern mieści się w przekształconym i przystosowanym budynku byłej elektrowni Bankside Power Station. Na szczycie Tate Modern znajduje się panoramiczny taras widokowy, na który wstęp jest wolny.

Jest tam też kawiarnia, w której można usiąść, odpocząć, wyglądać na St Paul’s po przeciwnej stronie Millenium Bridge.

Koszt: za jeden uśmiech i garść podziwu

 

atrakcje Londyn warto zobaczyć Tate Modern

 

Big Easy

Z Tate Modern można się przejść do Borough Market obok London Bridge , gdzie rano i do wczesnego popołudnia znajdziesz świeże pieczywo, wędliny i sery oraz inne wypieki. Ale można też podejść do stacji Bank w londyńskim The City i stamtąd wybrać się DLR, czyli Docklands Light Railway, w kierunku Canary Wharf.

Do Canary Wharf warto dotrzeć późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem. Jest to typowo biznesowa część Londynu znajdująca się w niegdyś portowej i handlowej dzielnicy East End’u.

Tu można pospacerować i przyjrzeć się jak nowoczesne budynki komponują się ze starym budownictwem składów i przystani. A po spacerze odpocząć i odświeżyć się w jednym z nabrzeżnych barów lub restauracji. Na koniec warto się wybrać do znajdującego się w samym środku ogrodu botanicznego, a następnie spróbować street food w Giant Robot lub nowoorleańskiej kuchni w Big Easy. Przepadam za obydwoma. W Big Easy zwykle grają muzykę na żywo i można zaobserwować namiastkę a’la trainspotting przyglądając się przyjeżdżającym i odjeżdżającym pociągom kolejki DLR.

 

To kilka stosunkowo znanych, łatwo dostępnych miejsc, choć rzadziej wspominanych w przewodnikach. Może dlatego mniej uczęszczanych przez turystów.

 

 

Chciałabyś odwiedzić któreś z tych miejsc?

Miejsca, które warto zobaczyć w Londynie

with Brak komentarzy

warto zobaczyć w Londynie j. angielski

 

Był maj, jest czerwiec. Były matury, będą wakacje. Może kogoś przywiać do Londynu. Wakacje po mojej maturze dały początek reszcie mojego życia. Zabrzmiało patetycznie. Ale realnie tak było i jest.

Bez względu na to czy jesteś akurat po maturze, jeśli wybierasz/ chciałabyś się kiedyś wybrać do Londynu, podpowiem jak warto się do tego zabrać, co i gdzie odwiedzić, zobaczyć, zwiedzić. Dobrze wiedzieć, co zobaczyć w Londynie jeśli przyjeżdza się na krótko, bo to spore miasto. Ale po kolei.

Jeszcze parę słów o maturze. Na chwilę wróciłam myślami do tamtych czasów. Uderzyło mnie jakie nasze otoczenie ma znaczenie.

To z kim spędzamy czas ma duży wpływ na nas jako osoby i to jak układa się nasze życie. W liceum (byłam na biol-chemie) w klasie maturalnej snułyśmy w swoim gronie plany na przyszłość.

Część wybierała się na kierunki ścisłe (dah), część miała odmienne pomysły na siebie. Moje najbliższe kumpelki wybierały się na medycynę, farmację, biotechnologię, anglistykę i turystykę.

Możliwe, że pod ich wpływem wymyśliłam “jak będę miała język w gębie i fach w ręku”  to nie tylko dam sobie radę, ale będę mogła być niezależna i pójść gdzie chcę. Podróżować, doświadczać. Możliwe, że wpadłam na to trochę później. Nie pamiętam dokładnie. Od zawsze chyba lubiłam synergię.

 

Podróż po Londynie

Do podróżowania mam proste podejście – nie chcę być typową turystką. Próbuję poczuć się i zachowywać jak tutejsza, nawet jeśli tylko przez chwilę. Pominę na chwilę kwestie językowe. Turystycznym angielski mogę zająć się osobno.

Opowiem jak podeszłabym do zwiedzania i poznawania Londynu. Z perspektywy londynki (zastanawiam się czy to odpowiednia forma żeńska słowa londyńczyk). Dowiesz się co, gdzie, za ile. Co warto zobaczyć w Londynie, za co w Londynie nie ma sensu płacić, czego lepiej unikać.

Ale po kolei. Zwykle zaczynam od ogólnej orientacji w terenie. Jest kilka turystycznych miejsc w Londynie, które warto odwiedzić i zobaczyć. Może nie wszystkie na raz, ale warto wybrać jedno lub kilka z poniższych:

 

Warte odwiedzenia w Londynie – muzea:

 

Natural History Museum

Jedno z trzech wielkich muzeów w Londynie, mieszczące się przy Exhibition Road w South Kensington. Znajduje się w pięknym, ogromnym budynku i można w nim spędzić godziny.  Są w nim eksponaty botaniczne, z entomologii, mineralogii, paleontologii i zoologii. Rewelacyjne dla dorosłych i dzieci. Dla każdego coś ciekawego – od minerałów po kamienie szlachetne, od warstw ziemi po wystawę ptaków.

W głównym holu można było spotkać Dippi’ego – olbrzymich rozmiarów szkielet diplodoka.

Natural History Museum w Londyniej nie należy do nudnych. W Muzeum Historii Naturalnej oprócz eksponatów można w nim znaleźć rozmaite instalacje i i sale interaktywne.

 

Science Museum

Zainspirowane powodzeniem pierwszej międzynarodowej Światowej Wystawy, Londyn w 1857r. Cieszyła się ona tak ogromnym zainteresowaniem (zwiedziło ją ponad 6 mln osób), że zabrano się za stworzenie przestrzeni na stałą ekspozycję. W Science Museum, Muzeum Nauki, można  głównie zobaczyć eksponaty dotyczące przemysłu, górnictwa i rolnictwa. Wystawiano też nowości techniczneczne i naukowe tamtych czasów, które dla nam współczesnych są już historyczne.

W Science Museum można prześledzić rozwój brytyjskiej nauki, techniki, przemysłu i żeglugi.

Podziwiam, lubię, wręcz uwielbiam Science Museum. Wiele uwagi poświęca działalności oświatowej. Organizowane są w nim odczyty, publikacje adresowane do różnych pod względem stopnia wykształcenia odbiorców. Jako pierwsze na świecie zorganizowało specjalny dział ekspozycji przeznaczonych dla dzieci tzw. Children Gallery, gdzie w formie zabawy dzieci i młodzież poznają otaczający świat, pogłębiają wiedzę i rozumienie praw jakimi się rządzi przez bezpośrednie doświadczanie. Zwłaszcza prawa fizyki. Poza tym ekspozycje zachęcają do odwiedzania muzeum. Raz nie wystarczy, żeby zgłębić ogrom wiedzy. Można tam między innymi zobaczyć, jak będzie się wyglądało za 30 lat, polecieć w wirtualną podróż na Marsa, zmienić płeć, zobaczyć jak działają na skórę nowoczesne kosmetyki. I UWAGA – do muzeum wstęp jest wolny.

Muzeum znajduje się tuż obok Natural History Museum, więc są bardzo dogodnie usytuowane jeśli ma się niewiele czasu.

Science Museum w Londynie.

 

V&A museum – muzeum Victorii i Alberta

The Victoria and Albert Museum, czyli V&A w Londynie, jest największym na świecie muzeum sztuki dekoracyjnej i projektowej (applied and decorative arts and design).

V&A mieści się w Brompton, the Royal Borough of Kensington and Chelsea. W praktyce jest o rzut kamieniem od Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Nauki.

V&A jest ogromne i mieści ponad pięć tysięcy eksponatów od ceramiki, rzeźbiarstwa, złotnictwa, biżuterii, wyrobów metalowych, po meblarskie, rysunki, malunki i fotografię. Ogrom pięknych obiektów sztuki użytkowej. Jest czym nacieszyć oczy.

W V&A organizowane są również wystawy mody z różnych epok oraz poświęcone konkretnym stylom lub projektantom. Magia.

 

W powyższych muzeach odbywają się wystawy tematyczne, wydarzenia kulturalne, spotkania z nauką. Warto sprawdzić co jest w planach planując przyjazd do Londynu. Zachęcam do odwiedzenia, jeśli nie wszystkich to przynajmniej jednego z nich. Koniecznie.

Te trzy to nie wszystkie muzea w Londynie warte uwagi, ale gdzieś trzeba zacząć. 

Wstęp do narodowych muzeów jest wolny, więc większość dużych muzeów w Londynie można odwiedzić bezpłatnie, z wyjątkiem wystaw specjalnych.

Victoria & Albert Museum

 

Z dodatkowych wskazówek:

Zwiedzanie, samemu czy z dziećmi, warto zaplanować w terminie innym niż brytyjskie School Breaks/ half-terms, inaczej w muzeach może być bardzo tłoczno.

 

Warte odwiedzenia w Londynie – galerie związane ze sztuką, malarstwem

 

National Portrait Gallery

Jest pierwszą na świecie galerią portretów i chyba najsławniejszą galerią sztuki. W londyńskiej National Portrait Gallery znajdują się kolekcje portretów postaci historycznych, ważnych i sławnych. Znajduje się w centrum Londynu na St Martin’s Place, od Trafalgar Square. Można tu znaleźć obrazy malarzy i twórców z różnych epok, w różnych stylach. Słowa nie oddają tego, co w galerii można zobaczyć.

Przed przyjazdem do Londynu warto zapoznać się z aktualnie wystawianymi kolekcjami dzieł, jeśli planuje się odwiedzić Galerię Portretów.

Centralna lokalizacja galerii jest sporym udogodnieniem jeśli chce się przejść do Soho, Leicester Square czy na Covent Garden. Londyńskie China Town i Theaterland też są o rzut beretem stąd.

National Portrait Gallery

 

The Wallace Collection

Najbardziej lubię zwiedzać miasta przemierzając je i przemieszczając się pieszo. Oprócz konkretnych miejsc, muzeów, galerii czy zamków po drodze można poczuć klimat miasta.

Dlatego, na koniec tej części notatki podróżnej po Londynie, zapraszam na spacer do The Wallace Collection. Po schodzeniu niezliczonych pomieszczeń, komnat i korytarzy przyda się chwila odpoczynku i wytchnienia, o które może być trudno w tempie i rytmie Londynu.

Od National Gallery i National Portrait Gallery przy Trafalgar Square można przejść do The Wallace Collection przy Manchester Square w około pół godziny. Po drodze odwiedzając Piccadilly Circus, przejść przez Mayfair i Bond Street z luksusowymi butikami aż do Oxford Street. Po przejściu przez Oxford Street w szerz znajdziesz się w spokojniejszej okolicy.

The Wallace Collection jest mniej znana niż poprzednie miejsca. Sama dowiedziałam się o niej przypadkiem, przechodząc w okolicy.

Ta galeria różni się od pozostałych okolicznościami, w których powstała, tym jakie, gdzie i skąd pochodzące kolekcjami mieści.

The Wallace Collection była prywatnym zbiorem rodzinnym powstałym w rezydencji Markizów Hertford, wiele dzieł pochodzi z Francji i zostało nabytych w czasach Francuskiej Rewolucji. Prawdopodobnie jest to największa i jedna z najważniejszych na świecie kolekcja francuskiej sztuki dekoracyjnej XVIIIw. Porównywalna z Luwrem i Wersalem.

The Wallac Collection 

 

Sam budynek Hertford House, w którym się mieści jest fantastycznym przykładem architektury i dekoracji wnętrz okresu XVII – XVIIIw. Ojciec pierwszego właściciela i rezydenta Edwarda Seymour, pierwszego earl’a Hertford, Edward Seymour (starszy), książę Somerset był bratem królowej Jane Seymour. Edward ojciec zaczął budować Somerset House na Strand, skąd zaczęłyśmy ten spacer.

 

W Londynie można obserwować historię i sztukę na ulicach, wystarczy dobrze się rozejrzeć i wiedzieć czego szukać.

To tyle na teraz. W kolejnych notatkach zajmę się nowocześniejszymi obiektami kultury i sztuki. Podpowiem też miejscówki dla łasuchów rozmaitych i różnorodnych kuchni, miejsca odpoczynku.

 

Jeśli coś Cię zainteresowało- daj proszę znać w komentarzu. Jeśli chciałabyś, żebym się skupiła na konkretnym obszarze czy zagadnieniu – też. Dzięki 😉

Ilościowe przyczyny trudności z articles – a/an

with Brak komentarzy

jak łatwo się nauczyć angielskie articles a/an

 

Poprzednio opisałam w możliwie najprostszy sposób zasady stosowania angielskich przedimków, czyli articles a/an i the.

Jeszcze słów kilka o articules, czyli część druga notatki tym razem skupiając uwagę na ilości i liczebności.

 

część pierwsza – ogólne zasady

 

Celowo przedstawiam a/an i the  w oddzielnych częściach, bo z obserwacji i wieloletniego doświadczenia wynika, że to w dużej mierze pomieszanie policzalnych i niepoliczalnych rzeczowników, czyli fizycznych namacalnych (foremnych i nieforemnych) i abstrakcyjnych (trudno uchwytnych) rzeczy i elementów rzeczywistości sprawia zamieszanie.

 

Jednostki czasu, dystansu, wagi

 

Jeśli a/an pojawia się przed kasą lub czasem to zwykle sugeruje one

 

  • a/an w takim wypadku oznacza 1 – słownie “jeden/jedna/jedno”

£1 = a pound = one pound = jeden funt     $1,000,000 = a million dollars = one million dollars = jeden milion dolarów

Na tej samej zasadzie an hour, a kilometer, a kilogram, a gram

ale

 

Jeśli spotkasz się z wyrażeniem £100 a week, tutaj “a” nie jest wymienne z “jeden”.

W takim wypadku “a” odnosi się do “week” i oznacza £100 per one week, czyli kwotę za tydzień/opłatę za tydzień/ koszt przypadający na tydzień.

 

Niby to samo, ale nie do końca i warto dostrzec różnicę w zastosowaniu.

 

Użycie a z a little/ a few

 

Kolejnym przypadkiem kłopotliwego zastosowania “a” jest zastosowanie go przy wyrażaniu małej ilości/liczebności:

 

a little/ little  a few/ few

 

  • a little / little jest stosowane z niepoliczalnymi rzeczownikami 

np. płyny (woda/wino/piwo itp.), mąka, sól, cukier, olej, krem itd.

One są niepoliczalne ze względu na swoją formę, konsystencję.

Wiem, zaraz pomyślisz “ale przecież je się da policzyć” – no, tak, ale tylko jeśli zastosuje się pojemnik lub określoną jednostkę np. szklanka wody, lampka wina, kufel piwa, szklanka/kilogram cukru, ziarnko/szczypta/5g soli, łyżka oleju, słoiczek/tubka kremu itd.

Te substancje same w sobie nie są policzalne dopóki nie nadamy im formy czy opakowania. Jasne?

 

W powyższej konstrukcji “a” wskazuje na trochę, brak “a” natomiast sugeruje “prawie wcale”.

 

  • a few/ few

Z zasady a few i few są stosowane w taki sam sposób jak wyżej z tą różnicą, że występują przy rzeczownikach mnogich np. people, czyli ludzie.

 

O tyle dobrze się składa, że ten przykład jest taki jak w polskim

a person/ a human – people

osoba/człowiek – ludzie

a few people – kilku ludzi

few people – niewielu ludzi

 

Podsumowując

a/an może znaczyć jeden/jedna/jedno w zastępstwie liczebnika

a little/ little to mała/ niewielka ilość

a few/ few  to mała/ niewielka liczba

 

 

Bardzo podobnie rzecz się ma z much/many. Przy nich jedyna trudność również wynika z policzalności rzeczownika.

 

Mam nadzieję, że pomogłam. Tylko pamiętaj proszę, że prosząc o radę pytasz

„Could you give me a piece of advice, please?”, a nie „Could you give me an advice”.

 

Advice – rada jest niepoliczalna i dlatego potrzebuje określenia a piece.

 

 

W razie pytań – pytaj śmiało w komentarzu. Postaram się pomóc.

 

1 2 3 4 9