Getting your time back

with Brak komentarzy

 

Miałam swoje podejrzenia. Znaczy się to taka figure of speech, subtelne ujęcie. Ale, żeby nie wymądrzać się na czuja – zapytałam. Zapytałam o najczęstsze i najbardziej upierdliwe trudności na drodze do płynności. Językowej oczywiście. Zebrała się tego garść. Na czele z „jak znaleźć czas na naukę języka obcego”? Co prawda mam pewne podejrzenia, że to nie tylko czasu, a właściwie jego braku, wina… no ale gdzieś trzeba zacząć. So.. here we go. Jak go odzyskać, ten czas, i przy sobie zatrzymać?

 

Zanim poszukamy odpowiedzi na jak znaleźć czas na naukę, warto się zastanowić gdzie chcemy go szukać. Z zarządzaniem czasem jest podobnie jak z nauką języka. Oba zagadnienia są proste, ale niełatwe i stosunkowo złożone. Do obu można podejść jak do projektu. I w obu przypadkach warto się z tą myślą oswoić, żeby nie podchodzić do tego zwierza z przerażeniem. Może wiesz, że jak zwierz wyczuje strach to nas pogoni. Na szczęście ten zwierz to taki ogromny, ale dość łagodny słoń.

W pierwszej kolejności trzeba się mu dokładnie przyjrzeć.

 

Getting your time back – gdzie znaleźć czas na naukę

 

Doba ma niezmiennie dwadzieścia cztery godziny. Wszyscy mamy tyle samo czasu. Dlatego warto się przyjrzeć gdzie ten czas się podziewa w czasie dnia.

No to policzmy ile mamy czasu:

  • 24 godziny dziennie
  • 168 godziny tygodniowo
  • mniej więcej 720 miesięcznie

 

Zakładając, że śpimy ok. 7,5 godzin na dobę, pracujemy 8 puls dojazd ( ~15,5 godzin). Czyli zostaje nam do dyspozycji jedna trzecia część dnia, tak?

 

I co z nią robisz? Pewnie znajdzie się jeszcze garść obowiązków, spraw do załatwienia – ważnych, pilnych i niecierpiących zwłoki. Jak w tym natłoku znajdujesz czas dla siebie? Czy one wszystkie są twoje?

 

Jak znaleźć czas na naukę języka obcego

 

Oprócz codziennych zadań i obowiązków może przydarzy się trochę korków ulicznych i kolejek. Sumuj i odejmuj je wszystkie. Ile zostaje czasu? I co robisz z tym, czasem który zostaje? Sama ze sobą przeprowadziłam takie rozliczenie. Planowanie i realizacja planów zwykle idą mi gładko. Lata praktyki. Ale.

Za każdym razem kiedy

  • chcę coś jeszcze osiągnąć
  • coś zmienić
  • dodać lub odjąć z mojego grafiku

 

Zastanawiam się czy mam na to miejsce. Takie puste miejsce, wolną przestrzen po angielsku nazywa się White Space. Jeśli mam mało White Space albo prawie wcale, to zastanawiam się co będzę musiała przesunąć? Co zastąpić, a z czego zupełnie zrezygnować? Bo czas nie jest z gumy. To może też już kiedyś słyszałaś.

 

W takim przyglądaniu się swoim dziennym zadaniom można dostrzec puste przebiegi, mało sprawne wykonywanie działań i, całkiem możliwe, jakieś przecieki. Po wnikliwym przeglądzie swoich dziennych poczynań zastanów się czy możesz zawiesić jedno lub parę zadań na pewien czas i wprowadzić angielski w to miejsce?

Wstępnie nie zachęcam do robienia kilku rzeczy na raz. Na tym etapie zastanów się ile czasu dziennie i/lub tygodniowo jesteś skłonna przeznaczyć na swój rozwój. Celowo nie używam „poświęcić”. Poświęcenie kojarzy się ze stratą, a ja wychodzę z założenia, że nauka i rozwój są inwestycją. Ciebie do tego też zachęcam. Wkrótce dowiesz się dlaczego.

 

Na koniec dwie małe wskazówki.

 

Przygotuj sobie notes – może być taki mały notesik, który zawsze będziesz miała przy sobie. Zapisuj w nim czas jaki zajmują ci powtarzające się czynności. Zapisuj wszystko, co robisz w ciągu dnia. I tak przez kilka dni. To ważne, żeby uzyskać realny obraz. Zapisuj, o której się budzisz i idziesz spać. Zapisuj kiedy jesz. Te informacje bardzo ci się przydadzą kiedy przyjrzymy się twojej krzywej aktywności i poziomowi energii. Ja wiem, że to może być mało sexy i nudne, ale jeśli chcesz efektów nie wymówek to tak się je osiąga. W sporcie i biznesie też analizuje się bieżące i historyczne działania. Bardzo wnikliwie. Sportowcy i ich trenerzy oglądają nagrania klatka po klatce dla usprawnienia treningów i występów. Coś musi w tym być, inaczej nie marnowaliby na to czasu. Taki przegląd i analiza działań mogą wydawać się nurzące, a nawet głupie. Ale ty to sprawdź. Zaskakujące wyniki gwarantowane.

 

Druga wskazówka to dwa przydatne narzędzia do monitorowania ile i gdzie spędzamy czasu w sieci. Na smartphonie Screen Time policzy w jakich applikacjach spędzasz czas. Zobaczysz jak na dłoni co, jak, ile i gdzie. Na komputerze pomoże ci w tym toggle.

 

Jeśli chcesz znaleźć czas na naukę i wreszcie oswoić angielski zaglądaj tu regularnie. Stopniowo będę rozwijała dla ciebie ten temat. Step by step. O tym jak w bardzo prosty sposób realizować plany pisałam też w Getting things DONE.

 

Vocabulary

 

figure of speech – metafora

subtle – subtelnie

here we go – zaczynać (potocznie)

white space – wolna przestrzeń np. w kalendarzu. Może też oznaczać „pole do popisu” w kontekście innowacji.

 

 

Jak myślisz, co pochłania najwięcej twojego wolnego czasu?

 

 

 

 

Pokonywanie ograniczeń – czyli nauka angielskiego wszędzie.

with Brak komentarzy

 

Docierają do mnie głosy, że „się nie da”, „że nie wiem jak”, „nie mam czasu”, „nie stać mnie”. Staram się być wyrozumiała, patrzeć na indywidualne sytuacje indywidualnie. Tylko, że ja wiem, wiem bo widzę, obserwuję i się pochylam nad tymi sytuacjami, że takie głosy pobrzmiewają ograniczeniami. Niestety. W dobie internetu nauka angielskiego może odbywać się wszędzie.

 

W poprzednim artykule przedstawiałam immersję, czyli prawdopodobnie najskuteczniejszą metodę do nauki jangielskiego i innych języków obcych. Popularne ujęcie tej metody jest cokolwiek zniekształcone. Przynajmniej według mnie. Kontakt z żywym językiem jest jak najbardziej wskazany, nawet konieczny, żeby się z nim oswoić. To o co chodzi z tym zniekształceniem?

 

Zniekształcone dlatego, że w zachwalaniu immersji często umykają warunki, które ją wspierają lub wykolejają. Na dodatek króluje założenie, że wyjazd jest najlepszym sposobem na immersję. Niekoniecznie. Właściwie to do samego kontaktu z językiem jest zbędny. Naukę angielskiego można zorganizować wszędzie, bo angielski jest właściwie wszędzie. Wystarczy się rozejrzeć. Z powodzeniem znajdziesz angielski w sieci, mediach tradycyjnych, gazetach, na plakatach i nawet na opakowaniach kosmetyków i produktów spożywczych. No dosłownie wszędzie.

 

Czemu zanurzenie zanurzeniu nierówne? Zobacz – zanurzeniu w wodzie i błocie będą towarzyszyły inne emocje. Na które masz większą ochotę? A gdyby tak dodać, że woda jest zimna a to specjalne wulkaniczne błoto? Czy to zmieniłoby twoją percepcję? Bo tu chodzi o kontekst, a nie lanie wody. Jeśłi zakładasz, że tylko w angielskojęzycznym basenie to wartościowe zanurzenie… to się mylisz.

Jeśli pierwsze słyszysz o immersji w nauce języka obcego to tu przeczytasz więcej o nauce angielskiego.  Zapoznaj się, żeby wiedzieć o co chodzi.

 

Podsumuję dlaczego klasyczna immersja może być nieskuteczna. Załóżmy, że jesteś w anglojęzycznym kraju. Jest ich kilka więc wybierz według upodobań. Żeby nie przeciągać, rozmiar miejscowości nie ma znaczenia – może to być Londyn, Nowy York, York, Leeds. Australia, Bermudy, Jamaica, Barbados czy Nowa Zelandia. Istotne będzie z kim tam przebywasz i w jakich sytuacjach.

 

Jeśli zamieszkasz we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu z innymi Polakami, to w jakim języku będzie rozmawiało się w tym domu? A jeśli podejmiesz pracę w firmie sprzątającej albo w zakładzie produkcyjnym, gdzie już istnieje spora grupa Polaków, Włochów czy Hiszpanów? W jakim języku będą się komunikować? Widzisz?

Może też zaistnieć inna sytuacja np. zdobędziesz świetną pracę w biurze. Z mojego doświadczenia w biurach jest niewiele pogaduszek, może ewentualnie przy kawie albo tzw. „water cooler chats”, które zwykle nie wychodzą daleko poza „what’s up?”

 

W takim otoczeniu, pomimo przebywania w anglojęzycznym kraju, umiejętności językowe się nieszczególnie rozwiną.

 

Paradoksalnie podobna sytuacja może mieć miejsce jeśli rzucisz się, albo ktoś ci pomoże, na głęboką wodę. Znajdziesz się w otoczeniu, w którym mówi się tylko po angielsku, a ty nie rozumiesz nic. Na dodatek otoczenie  może okazać się nieszczególnie przyjazne. Pierwszą, odruchową reakcją zamiast nauki angielskiego byłoby – „get me outta here”. Jeżeli nie można od razu uciec to i tak możesz w stresie postawić mentalny opór i też z tego nic specjalnego nie wyjdzie.

 

                     A wszystko sprowadza się do celowego kierowania uwagi.

 

Jak zastosować immersję wszędzie?

 

Chętnie poleciałabym na Karaiby uczyć się języka i …

Choć wizja wyjazdu jawi się kusząco, może na chwilę odłóżmy oszczędności w bezpieczne miejsce. Na początek zastanów się nad swoją obecną sytuacją. Jak wygląda twój dzień i tydzień? Czym się zajmujesz? Co robisz po pracy? Czego chciałabyś robić mniej albo więcej?

 

Jedną z najpopularniejszych skarg na trudności w nauce jest brak czasu. Wiedziałaś? Jeśli przyjrzysz się z lotu ptaka swoim obecnym zajęciom, to możesz dostrzec jakieś luki lub puste przebiegi. Jak już to ustalisz to zastanów się, co lubisz robić żeby się odpręży. Jeśli jest to oglądanie „Na Wspólnej”, no to masz odpowiedź. Ale i pojawi się pytanie – „czy da się to czymś zastąpić?” Jeśli obstajesz przy swoich ulubionych serialach i nie chcesz rozważyć zamiany na inne – nie czytaj dalej.

 

Jeszcze tu jesteś?

To idziemy. Kiedy już ustalisz na co przeznaczasz wolny czas, zastanów się czy mogłabyś, choć część, zamienić na kontakt z angielskim?

Może serial bez lektora? Może kanał na You Tube? A może słuchasz radia? Nie wiem czy ktoś jeszcze tak robi, ja na studiach zaczynałam dzień z radiem. Radio nie odrywało mnie od ogarniania się do wyjścia i dostarczało przydatnych informacji. Jeśli słuchasz radia nastaw się na np. BBC, Capital Radio, Heart. Może być internetowe.

Chodzi o to, żeby zafundować sobie ekspozycję znaczącą, czyli sytuację kiedy rozumiesz ogólny sens wypowiedzi. Najlepiej w sprzyjającym otoczeniu. Przez około 20-30 minut.

 

I co dalej z tym otaczaniem się angielskim?

 

No dobrze – to by było otaczanie się. Tylko, że znowu, samo otaczanie się nie wystarczy. Żeby to była nauka języka angielskiego a nie tylko szary szum, po takiej chwili z angielskim koniecznie trzeba sobie utrwalić.

 

No może niekoniecznie, ale jeśli się nie utrwala to proces żyje własnym życiem i nie wiadomo dokąd nas doprowadzi. Więc jeśli chcesz prowadzić proces, a nie żeby on prowadził ciebie, zaopatrz się w notes. Masz? Po obejrzeniu odcinka serialu czy odsłuchaniu audycji zatrzymaj się na 2 minuty. Serio. Zapisz o czym była mowa: ogólny temat, kontekst, wyrażenia, które rozumiesz i, szczególnie, te których nie rozumiesz. Może wydawać się to głupie i na początku będzie tego sporo. Nie przejmuj się. Wypisz trzy. To starczy. Jeśli nie chce ci się przygotowywać notesu i przeznaczać 2 minut na notatki – nie czytaj dalej.

 

Jeśli jeszcze tu jesteś, podpowiem ci zasadniczą, często pomijaną, prostą i absolutnie kluczową kwestię. Gotowa?

Samo oglądanie serialu czy słuchanie angielskiej stacji radiowej do nauki angielskiego nie wystarczy. Pomoże przyzwyczaić się do melodii języka, często używanych słów i konstrukcji, ale… Ale wyjątkowe efekty, w krótszym czasie, pozwoli osiągnąć robienie tego w skupieniu. To będzie te same 20 minut, ale wykorzystane intensywniej. Możesz dokładniej zapoznać się z tym jak sobie zorganizować czas i skupić uwagę za pomocą Pomodoro i w ramach prawa Parkinsona. A o skupieniu pisałam szerzej w notatce o focus.

 

Na razie cię z tym zostawiam. Z doświadczenia wiem, że co za dużo to nie zdrowo. Jeśli na początek wdrożysz choć raz w tygodniu taką znaczącą ekspozycję, ani się obejrzysz a zaczniesz zauważać efekty. Ale nie chcę ci psuć przyjemność odkrywania.

 

To znaczy pod warunkiem, że doczytałaś. No i użyjesz notes 🙂

 

PS Zanurzyć można się wszędzie – choćby w wannie 😉

 

Dla tych osób, które dobrnęły do końca BONUS. Poniższy link do Impact Theory (po angielsku) dokładnie ilustruje to, co próbuję wam uświadomić. Jordan również przedstawia immersję jako mega skuteczną, ale wsłuchacie się w to, co mówi. Zaraz po wyrażeniu opinii, że jest to najlepsza metoda opowiada jak ciężko było mu przez pierwsze trzy-cztery miesiące w Niemczech, o zaoferowanej pomocy i o tym jak uświadomił sobie, że rozumiał więcej niż mu się wydawało dzięki przebywaniu w obcojęzycznym otoczeniu. Następnie zwraca uwagę, że sporo zależy od sprzyjającychy warunków otoczenia i interakcji z innymi. A wszystko dzięki wybraniu się z pomocną osobą na piwo 😉

 

➡  Video z Impact Theory – dokładnie 20 do 25 minuty.

 

Macie jakieś doświadczenia z immersją?

Taką pełną lub na pół? Bardzo jestem ciekawa jak to u was działa.

 

 

Possibly the most effective method

with Brak komentarzy

Będzie o możliwie najskuteczniejszej metodzie nauki języka. Immersion czy immersja to w dosłownym tłumaczeniu zanurzenie. Jako metoda w nauce języka obcego odnosi się do przebywania w środowisku danego języka. Immersia zakłada stuprocentowe otoczenie się językiem. Obiegowa prawda głosi, że to najlepsza metoda nauki. Może dlatego popularnym pomysłem są wyjazdy na zagraniczne kursy językowe albo do anglojęzycznego kraju. Nie zamiarzam podważać opini o skuteczności immersji jako metody nauki angielskiego, ale skonfrontować potoczne podejście z rzeczywistością.

 

Od lat mieszkam w Anglii i ludzie, z którymi się tu spotykam i na których tu natrafiam w dużej mierze też tu mieszkają. I surprise, surprise nie wszyscy mówią dobrze po angielsku. Gdyby immersja działała na zasadzie przebywania w danym otoczeniu to przecież tak być nie powinno. Wszyscy powinni mówić świetnie po angielsku z faktu stąpania po angielskiej ziemi, prawda? No właśnie. Już pomijając pomysły, że od przebywania w stajni zacznie się biegać jak rumak ( tego chyba nie trzeba wyjaśniać ) przyjrzyjmy się innej sytuacji – przynajmniej w obrębie jednego gatunku. Czy od przebywania wśród mądrych ludzi stajesz się mądry? Możliwe. Czy od przebywania wśród bogatych ludzi stajesz się bogaty? Niekoniecznie. Czy wpływ na nasze efekty ma jedynie przebywanie pod tym samym niebem? Nie. A oczekiwanie, że coś z nieba spadnie? No… może ewentualnie deszcz i to też nie na zawołanie. Ale do rzeczy.

 

Podstawy nauki angielskiego

 

W celu osiągania określonych efektów potrzebne są choćby podstawy. Od samego siedzenia w tym samym miejscu magia się nie stanie.

Immersja nie jest wskazana ani szczególnie skuteczna na absolutnym początku. Immersja jest przydatna przy wdrażaniu teorii i podstaw w praktykę. Pozwala na interakcje. Przy braku jakichkolwiek fundamentów przebywanie w otoczeniu, którego się zupełnie nie rozumie ma większe szanse być źródłem frustracji niż stymulacji.

 

Nastawienie do nauki

 

Płynnie przechodzimy do nastawienia. Jeśli czujemy stres, strach czy frustrację mózg blokuje swoje zdolności poznawcze. Mózg przechodzi w tryb ucieczki przed zagrożeniem i stawia opór. Zdarzyło Ci się usłyszeć „nie chcieć to gorzej niż nie móc”? Może coś w tym jest?

 

Intencja

 

To z kolei prowadzi do kwestii intencji. Chcesz się zanurzyć czy nie? Jeśli nie, to tak jakby zmuszać kogoś do pływania kiedy panicznie boi się wody. Jak myślisz, co z tego będzie?

 

Jednym z popularniejszych, rzekomo mocnych argumentów, za cudownymi efektami immersi jako metody uczenia się jest porównywanie jej do naturalnego procesu nauki, nauki przez osłuchanie. Ogólnie mówi się, że immersja działa tak jak nauka u małych dzieci. No, nie. Tak to nie działa.

 

Zwróćmy przez chwilę uwagę na czas i warunki. Typowo immersję zachwala się jako mega szybką i skuteczną metodę. I owszem ona może taka być – patrz punkt pierwszy. Jeśli ma się mocne podstawy. Posiadanie mocnych podstaw oznacza zwykle kilka lat nauki. Tak czy nie? I wtedy rzeczywiście może być porównana do nauki u małych dzieci, bo im też zajmuje parę lat opanowanie mówienia. I to bez rzucania na głęboką wodę. Na dodatek dzieci otacza się wsparciem, zachęca, chwali z każdej strony i zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Jeśli o zanurzeniu w takich warunkach mowa to spoko, byłoby sporo podobieństw.

 

Twierdzenie, że metoda działa, ponieważ jest naturalna i w ten sposób uczą się dzieci pierwszego języka jest naciągane. Podobnie jak pomysły, że niemowlak nie wie przecież czy chińskiego, niemieckiego czy angielskiego się uczy. Albo, że dla dziecka to język ojczysty i od razu w jego głowie robią się odpowiednie połączenia nerwowe decydujące o tym, że to właśnie tego, a nie innego języka będzie się uczył od małego i będzie uważał go za pierwszy język. Na takie twierdzenia natrafiłam w sieci. Emm..no… nie.

 

Dla dziecka nie ma jako tako znaczenia jaki system językowy nabywa, ale ma znaczenie kto się tym językiem posługuje. Dziecko nauczy się takiego języka w jakim komunikują się z nim osoby ważne dla jego przetrwania. W uproszczeniu – nauczy się w pierwszej kolejności języka swojej matki. Dlatego też po angielsku Native Language to mother’s tongue (języki matki). To właśnie jest naturalna nauka języka – interakcja z significant others. Częściowo chodzi o osłuchanie się, ale nie tylko. Małe dziecko naśladuje mimikę opiekunów i osób mu najbliższych.

 

Realia

 

Poniekąd dlatego też immersja może się wykolejać w krajach obcojęzycznych. Jeśli wyjedziesz do Anglii, mówiąc po angielsku słabo i mając na miejscu znajomych, istnieje duża szansa, że przez miesiące a nawet lata nie opanujesz języka. A jeśli już, to prawie na pewno nie w stopniu zadawalającym. Nie wierzysz? Proszę bardzo. W wielu większych miastach Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych znajdziesz monokulturowe środowiska, w których ludzie, pomimo przebywania w anglojęzycznym kraju, nie mówią po angielskim. Albo prawie wcale. Dla przykładu China Town w Nowym Yorku i Londynie, włoskojęzyczne Little Italy w Londynie, NY czy Sydney (gdzie nawet nazwy ulic są po włosku) czy polski Ealing i Hammersmith.

 

Słaba znajomość podstaw i ekspozycja na przenikające się warstwy językowe może zaowocować pozorną immersję. Czyli przebywaniem w środowisku języka docelowego, ale asekurowaniem się swoim pierwszym językiem. Jak zaznaczyłam we wstępie, nie jest moją intencją podważyć zasadność immersji jako metody nauki. Wolę zwrócić uwagę i zachęcić do zastanowienia się czy dana sytuacja jest rzeczywiście immersją. Przede wszystkim czego od niej oczekujemy.

 

Podsumowując powyższe, zmodyfikowana immersja ma szanse na zadowalające rezultaty. Sub-immersja. Częściowe zanurzenie – bardziej pływanie niż nurkowanie. I bardzo, ale bardzo świadome jej stosowanie. Elementami sub-immersji mogą być oglądanie filmów, konwersacje i self-study według własnych upodobań. Zagraniczny wyjazd nie jest w tym celu konieczny. Ale. Oczywiście można połączyć przyjemne z pożytecznym i pojechać do anglojęzycznego kraju z przeciętnym zasobem wiedzy w bagażu. Dla nauki języka zupełnie wystarczy od czasu do czasu. Więcej o metodach znajdziecie tutaj  

 

Próbowaliście immersji? Podzielcie się proszę przemyśleniami i efektami?

Prawo i Deadline

with Brak komentarzy

 

Jak to się mawia – „nie znajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności”. Zastanówmy się przez chwilę. Taka sytuacja pewnie znana większości kobiet – otwierasz szafę pełną ubrań, a w oczach maluje się rozpacz z „nie mam się w co ubrać” w tle. Znasz to? Podobnie może być w przypadku szybkiej nauki angielskiego. Opcji jest ogrom, tylko którą wybrać?

 

Zdarzyło Ci się kiedyś przeprowadzić? Może samodzielnie ogarniałaś swoją przeprowadzkę, więc wiesz jak to jest spakować dobytek życia do pudeł i worków.

Zastanów się chwilę – jak spakowałabyś się przeprowadzając z M3 do M2? Przeprowadziłabyś selekcję swojego ziemskiego dobytku czy zabrała wszystko jak leci?  Wiadomo miejsca będzie mniej. Jak to ogarnąć? A co gdybyś przeprowadzała się z M2 do M3? Przeprowadziłabyś selekcję czy zabrała wszystko jak leci?

Przeprowadzasz się do nowego miejsca, jest pusto i czuć przestrzeń. Zaczyna się rozpakowywanie. Możesz to sobie wyobrazić?

 

Na początku Twoja szafa jest pusta.

 

Przeprowadzałam się nie raz: z Polski do Anglii, w Brighton na południowym wybrzeżu kilka razy, z Brighton do Londynu i w Londynie parę razy. Wiem jak z plecaka i walizki dobytek rozrasta się do rozmiaru małej sypialni, a mała sypialna do mieszkania. Potem trzeba ogarnąć mieszkanie, załadować wszystko do ciężarówki, bo do Van Travelera się zmieścić nie chce. Dużo roboty, dużo pudeł i pakunków, czasu i energii. Choć lubię zmiany przeprowadzać się nie lubię. Zanim przepadniemy w czarnej d..ziurze „wszystko jest potrzebne” warto przeprowadzić selekcję według zasady 80:20

 

Sprawa ogólnie wygląda tak – nie zależnie od rozmiaru szafy czy mieszkania z łatwością znajdziemy sposób na wypełnienie dostępnej przestrzeni. Całej dostępnej przestrzeni. Podobną przypadłość można zauważyć w kwestii zadań i czasu. Zadania mają tendencję do wypełniania całego czasu przeznaczonego na ich wykonanie. Jeśli na sprawdzanie poczty przeznaczysz godzinę, to dokładnie tle to zajmie. Jeśli przeznaczysz pół godziny też się zmieścisz. Ma to związek z skupieniem i selektywnością w ograniczonych ramach.

 

Prawo Parkinsona w trzech zdaniach:

 

Granted that work (and especially paper work) is thus elastic in its demands on time, it is manifest that there need be little or no relationship between the work to be done and the size of the staff to which it may be assigned. Before the discovery of a new scientific law—herewith presented to the public for the first time, and to be called Parkinson’s Law—there has, however, been insufficient recognition of the implications of this fact in the field of public administration. Politicians and taxpayers have assumed (with occasional phases of doubt) that a rising total in the number of civil servants must reflect a growing volume of work to be done.

The Economist

A w skrócie

 

Parkinson's Law of growth is based upon an analysis of the factors by which that growth is controlled.

czyli

Prawo Parkinsona dotyczące wzrostu jest oparte na analizie czynników, przez które ten wzrost jest 
kontrolowany.

 

 

Jak ma się Prawo Parkinson’a do nauki?

 

W zależności od tego ile masz czasu na naukę – tak ją sobie zorganizujesz, żeby się wyrobić. Im ta metaforyczna szafa większa, tym więcej się w niej upycha i trudniej coś znaleźć. Dlatego tak ważne w nauce jest określenie na nią czasu, sekwencja działań i selekcja materiału. Zdaję sobię sprawę, że nie brzmi to szczególnie twórczo czy sexy, ale prawda jest taka, że jeśli chcesz coś osiągnąć, to działania do tego prowadzące nie mają być sexy tylko skuteczne.

 

Two forces at play:

Jeśli miałaś (nie)przyjemność zetknąć się z administracją panstwową to według Parkinsona w biurokracji oddziałują dwie siły:

  •  „An official wants to multiply subordinates, not rivals” – urzędnik chce mnożyć podwładnych, nie rywali
  •  „Officials make work for each other” – urzędnicy produkują pracę dla siebie nawzajem

 

Po prostu robimy sobie więcej roboty. W samodzielnej nauce też tak bywa. Szukamy kursów, nauczycieli i książek zamiast zabrać się do działania.

 

Deadline

 

Tak więc… znałaś to prawo czy nie znałaś ( a teraz już znasz) jego działanie jest nieuniknione. Świadomość jego funkcjonowania i narzucenie sobie ram, choćby w postaci czasu trwania, częstotliwości i deadline’u (czyli do kiedy działania mają zostać wykonane), pomoże uniknąć nieświadomego wędrowania na ścięcie.

 

Czemu deadline na nas działa? Jeszcze przez chwilę w szafiarski deseń, to trochę jak z tą sukienką zamówioną na imprezę. Jeśli nie dotrze przed dniem imprezy mogą jej już właściwie nie dostarczać. Albo w deseń transportowy, jeśli spóźnisz się na pociąg – trudno odjechał bez Ciebie.

 

Na całe szczęście deadline z nauką angielskiego nie jest tak drastyczny. Raczej nie zaowocuje ścięciem. No chyba, że zbliża się egzamin np. matura. Wtedy nie ma zmiłuj.

 

If you wait until the last minute, it only takes a minute to do.

 

Co ciekawe, jeśli zostawimy działanie na ostatnią chwilę, to zajmie ono tylko tą dostępną chwilę. Zachęcam do działania pod wpływem inspiracji nie desperacji, choć w desperacji też można.

 

Kolejnym, już ostatnim, wnioskiem z Prawa Parkinsona jest ograniczające przekonanie o wyższości ciężkiej pracy nad pracowamiem mądrze i szybko.

 

Bureaucracy itself is a by-product of our culture, thanks to the limiting belief that working harder is somehow better than working smarter and faster.

 

Dla zainteresowanych – tu znajdziecie oryginalny artykuł w The Economist. Essej Parkinson’a opisuje funkcjonowanie zbiurakretyzowaniej administracji urzędowej. The Scientific Proofs wyjaśnia genezę tego prawa na podstawie British Navy Estimates (Brytyjska Żegluga Wojenna). Artykuł jest napisany popularnonaukowym językiem, w nie najłatwiejszej formie, ale warto się choćby zapoznać.

 

Vocabulary

 

bureaucracy – biurokracja

Parkinson’s Law – Prawo Parkinsona  ( possessive case – dopełniacz)

deadline – termin ostateczny

scientific – naukowy

proof – dowód

 

Jak to u Was wygląda z szafą i czasem na naukę?

 

 

 

1 2 3 4 9